Nasze kolejowe przygody!

W komentarzach pod postem o naszym wyjeździe do Warszawy wiele osób napisało, że jeszcze nigdy nie jechało ze swoją pociechą pociągiem. My bez pociągu nie wyobrażamy sobie życia, spróbuję więc zachęcić Was do wyboru tego właśnie środka transportu!

Tosia pociągi uwielbia, kocha, podziwia... Cóż, pasję odziedziczyła po Dziadku albo inaczej, to Dziadek zaraził ją swoją pasją. Siadają, więc sobie w pokoju, wyjmują z jej plecaka lokomotywy i inscenizują kolejne przejazdy i sytuacje, które mogą zdarzyć się na torach. Nie ukrywam, że lubię ich wtedy podglądać albo podsłuchiwać. Jeśli na placu zabaw uda jej się znaleźć jakąś lokomotywę, wiem, że będę wyciągać ją stamtąd godzinami, w wesołym miasteczku żadna karuzela nie zachwyci jej tak bardzo, jak elektryczna kolejka...

Jeśli zaś chodzi o pierwszą kolejową wycieczkę Tosi, odbyła się ona, oczywiście w towarzystwie Dziadka dwa lata temu. Dziecko było podekscytowane nową sytuacją, podziwiała widoki i pełna emocji podała konduktorowi bilet. Potem nastąpiła kilkumiesięczna przerwa, ponieważ nadeszła zima, ale pasja się rozwijała i zataczała coraz szersze kręgi, ponieważ jedną z wycieczek odbyliśmy pociągiem ciągniętym przez najprawdziwszy parowóz! Był jeszcze elf, wąskotorowa kolejka Maltanka... Każdej wycieczce towarzyszyły, z jeden strony emocje, z drugiej uśmiech i radość. 
W tym roku, z pewną dozą niepewności, zdecydowałam się dwukrotnie na dłuższą (niespełna trzygodzinną) podróż PKP. I jak? Wspaniale! Powiem szczerze, że ta forma podróżowania z dzieckiem podoba mi się bardziej, niż samochód. Można wstać, przejść się, dziecko ma możliwość obserwowania tego, co dzieje się za oknem, a co często różni się od krajobrazów podziwianych, choćby na autostradzie. Podróż, za każdym razem mijała błyskawicznie. A dodatkową atrakcją były przechadzki po dworcu i możliwość podziwiania lokomotyw, czy wagonów.

Kilka razy udało nam się odbyć podróż pociągiem ciągniętym przez zabytkowy parowóz. W naszym regionie takie przejazdy organizuje TurKol
Udało nam się kilka razy skorzystać z ich oferty. Tosia była zachwycona, po pierwsze - parowóz, niesamowita, piękna, wielka maszyna która na każdym zrobi wrażenie, po drugie - zabytkowe wagony, których nie spotykamy już na naszych torach. Polecam każdemu taką podróż w przeszłość, nie będziecie żałować. My planujemy jeszcze wycieczkę do parowozowni, miała odbyć się już w tym roku, ale cały czas coś stawało nam na przeszkodzie, czekamy więc na wiosnę 2016.

Z podróżami związana jest jeszcze jedna, bardzo istotna kwestia. Można się nauczyć pakowania tylko najpotrzebniejszych rzeczy. Do samochodu wrzucamy wszystko, co wydaje nam się potrzebne, bez specjalnej refleksji i selekcji. Przed wyruszeniem w podróż pociągiem zastanowić się chwilę trzeba, bo przecież tradycyjny nocnik wziąć będzie trudno, ale o małym kocyku, na którym dziecko mogłoby położyć głowę, pomyśleć można. Ja, obowiązkowo, zabieram papierowe nakładki na toaletę, zapas mokrych chusteczek, kredki i kolorowanki.

Podsumowując - jeśli chcecie sprawić przyjemność swojemu dziecku - nie wahajcie się i wsiadajcie
z nim do pociągu!

Żegnaliśmy lato... w Warszawie

Decyzja o wyjeździe była spontaniczna, ale jak najbardziej słuszna. Spędziłyśmy w Warszawie wspaniałą sobotę, chyba jedną z ostatnich tak słonecznych w tym roku...

W Tosi tkwi dusza podróżnika, uwielbia wycieczki i poznawanie nowych miejsc. Widać, że te jednodniowe wyjazdy sprawiają ją wielką radość. Nieśmiało, więc wspomniałam dziś mężowi o wiośnie w Krakowie - może się uda! 
Nieśmiało mówiłam też o Warszawie, chciałam zabrać tam Tosię w tym roku, ale nie wierzyłam, że zrealizuję ten plan. Po wyjeździe do Wrocławia byłam pewna, że w pociągu nie będzie najmniejszego problemu i mała podróżniczka spędzi te niespełna trzy godziny w spokoju. Tym razem jechał z nami Dziadek, który zaraził Tosię pasją do pociągów i, któremu udało się wyciągnąć ją w czasie podróży na wycieczkę po pociągu. Najbardziej spodobał się jej oczywiście wagon restauracyjny, z którego wróciła z butelką soku jabłkowego. Wielką frajdę sprawił jej również prezent od pana konduktora - książeczka poświęcona bezpiecznemu podróżowaniu z kolorowankami, zagadkami i kolejowymi komiksami oraz kredki (których zapomniałam zabrać z domu, a Tosia akurat chciała rysować).

Na Dworcu Centralnym z radością przyglądała się Pendolino, potem jechała metrem i spacerowała po Starówce. Wysłuchała próby koncertu, po raz kolejny udowadniając, że mimo młodego wieku muzyka klasyczna gra w jej duszy. Zachwyciły ją kukiełki ruszające się w rytm muzyki, zainteresował los małych powstańców i geneza Grobu Nieznanego Żołnierza. 
Czasu było oczywiście za mało, tyle miejsc chciałabym jej jeszcze pokazać, więc kolejny wyjazd do stolicy na pewno będzie dwudniowy. W końcu czeka na nas Centrum Nauki Kopernik!

Nie podróżowaliśmy z nią dużo, do tej pory zdarzały się wyjazdy na wakacje i do rodziny mieszkającej 140 kilometrów od naszego domu. Z jednej strony żałuję, z drugiej wiem, że teraz te wyjazdy to dla niej nie tylko zmiana miejsca, w którym przebywa, ale także swoista lekcja, okazja do poznania nowych miejsc, które zapamiętuje, o których potrafi opowiedzieć po powrocie.
Musiałam dojrzeć do podróżowania z dzieckiem, nabrać wprawy i odwagi. Teraz wiem, że większość sytuacji jestem w stanie ogarnąć, przewidzieć, staram się wyszukiwać miejsc, które ją zaskoczą, zachwycą, zainteresują. Warszawa podała mi je na tacy, nie musiałam specjalnie szukać, na Tosię za każdym rogiem czekały nowe atrakcje (była tylko niepocieszona, że nie widziała koziołków na ratuszu, cóż... każdemu zdarza się pomylić, w pierwszy wolny weekend gnamy na Stary Rynek odwiedzić koziołki).

Nadchodzi jesień, więc prawdopodobnie trochę więcej czasu spędzimy w domu, będzie czas na planowanie przyszłorocznych wyjazdów z Tosią. Wtedy będzie jeszcze mądrzejsza i jeszcze więcej z takich wycieczek zapamięta. Tylko, czy nadal tak chętnie będzie maszerować? Bo w sobotę po raz kolejny mnie zaskoczyła swoją wytrzymałością. Małe nogi, a potrafią pokonać mnóstwo kilometrów!

 
 
 
 
 

Bilet na pociąg przez Internet (PKP Intercity)

Już niedługo wybieramy się na wycieczkę do Wrocławia. Naszym celem jest zoo, a środkiem transportu - pociąg. A jak pociąg, to i bilet będzie potrzebny!

Pociąg obcy nam nie jest, parowóz, elf, jednostka - te Tosia zna na wyrywki i w środku nocy, siódemę dziadka od spalinówki odróżni. Do tej pory podróżowałyśmy jednak Przewozami Regionalnymi na odcinkach do 60 km, 27 lipca ruszymy w ponad dwugodzinną podróż Intercity. Kilka razy zastanawiałam się nad kupnem biletu przez internet, ale ponieważ nasze podróże nigdy nie były dalekie i tak dokładnie planowane, rezygnowałam i kupowałam bilet na dworcu, a stronę PKP traktowałam jedynie jako źródło rozkładu jazdy. I tym razem niewiele brakowało żebym porzuciła ten pomysł i podreptała do kasy. Co prawda kupując bilet wcześniej można liczyć na zniżkę, ale są kwestie, które do zakupu biletu w ten sposób (zwłaszcza z dzieckiem poniżej 4 lat, które mimo tego, że nie płacą za bilet muszą go posiadać) mogą skutecznie zniechęcić do kupowania w sieci.
 


Cel był następujący - kupić bilety dla trzech osób, dla mnie, dla Tosi oraz dla mojej mamy. Nie było dla mnie zaskoczeniem, że najpierw muszę kupić bilet dla siebie, a potem dokupić bezpłatny dla Tosi zaznaczając, że ma być obok wykupionego wcześniej miejsca dla mnie. Nie było, bo wcześniej o tym wiedziałam, ale wcale się nie dziwię osobom, które w tej chwili zrezygnowałyby z zakupu i poszły do kasy. Kupiłam, więc najpierw bilet dla siebie, chciałam też w ramach jednej płatności kupic bilet dla mamy. Wszystko byłoby łatwe i proste, gdyby nie fakt, że mama jest emerytką i to niestety emerytką kolejową, więc posiada dodatkowe zniżki, których jak się okazało łączyć nie można. 


Kupiłam, więc najpierw bilet dla siebie, potem dla Tosi, bo założyłam, że jej bardziej będzie zależeć na miejscu w tym samym przedziale co ja, niż mojej mamie i na końcu bilet dla mamy. Miejsca są w tym samym wagonie, przedziale, nawet obok siebie ;) Udało się, ale...

Naprawdę nie rozumiem dlaczego musi to tak wyglądać. Kupowałam bilety dwa tygodnie przed wyjazdem, jest więc bardzo duże prawdopodobieństwo, że uda się kupić miejsca obok siebie, ale gdybym miała kupować na ostatnią chwilę wybrałabym pewnie kasę. Wszystko musi się dotrzeć, zniżek do wyboru cały czas przybywa, bo jeszcze kilka miesięcy temu biletu dla mamy nie kupiłabym na stronie internetowej. Wierzę, więc, że już niedługo bezpłatny bilet dla dziecka również będzie można kupić razem ze swoim, taką opcję mają Przewozy Regionalne, więc nie jest to niewykonalne.