"Kapelusz opowieści" (Harper Kids)

Trudno mi uwierzyć, że od naszego pierwszego spotkania z serią "Poczytaj ze mną" minęło już tyle czasu. Kiedy w naszym domu pojawiła się książka Po co komu mamut?, Tosia była przedszkolakiem, a teraz? Chodzi do piątej klasy, a ja każdego dnia widzę, jak wiele dało jej czytanie tej serii.

 

W ramach serii "Poczytaj ze mną" publikowane były bardzo różne książki. Każda reprezentowała inny gatunek literacki. Były wśród nich baśnie, opowiadania, historie fantasy, reportaże i kryminały. Wszystkie ciekawe i pokazujące młodym czytelnikom jak różnorodny jest świat literatury. Każda historia wydawana była jako osobna książka. Niedawno wydawnictwo Harper Kids zebrało je w jeden tom i opublikowało pod wspólnym tytułem Kociołek opowieści. Teraz ukazała się część druga Kapelusz opowieści. Znajdziecie w nim siedem kolejnych opowieści reprezentujących różne gatunki. Przeczytacie baśń, czyli Baśń o świętym spokoju Zofii Staneckiej, dwie historie fantasy Pana od angielskiego Pawła Beręsewicza i Kubę, smoka i kosmiczny bałagan Jarosława Kaczmarka, reportaż Na ratunek Karuzeli Ewy Nowak, dziennik Tropem jeźdźca na słoniu Justyny Bednarek, przygodę Strażak Lulek Ewy Nowak oraz kryminał Różowe babeczki Joanny Jagiełło. Dzieci spotkają na kartach tej książki swoich rówieśników i przeczytają o przygodach, które mogłyby przydarzyć się każdemu z nich. W innych historiach trafią na bohaterów sprzed lat, których nigdzie indziej nie mieliby okazji spotkać. Przeczytają opowieści, które rozwiną ich wyobraźnię, pokażą światy, których być może nigdy wcześniej nie znali. Pokażą jak wiele oferuje nam literatura i jak bardzo rozbudza naszą wyobraźnię.




 

Obok Kapelusza opowieści trudno przejść obojętnie. Książka od razu zwraca uwagę potencjalnego czytelnika. Piękna i intrygująca okładka. Na niej pies w kapeluszu. Kapelusz stał się schronieniem dla bardzo różnych i dość nietypowych rzeczy. Znajdziecie tam między innymi lawendę i samochód. To obietnica niezwykłych historii, które znajdziecie wewnątrz książki. Obietnicy dotrzymanej i spełnionej. Historie zachwycają, pobudzają wyobraźnię, a ich lektura sprawia czytelnikom niezwykłą przyjemność. Z wielką przyjemnością się tę książkę również ogląda. Ilustracje są przepiękne, do każdej historii oprawę graficzną stworzył inny artysta. Są wśród nich Marianna Sztyma, Aleksandra Krzanowska, Joanna Rusinek, Katarzyna Trzeszczkowska, Daria Solak, Marta Krzywicka i Agata Kopff. Każdy z nich ma swój niezwykły styl. Mimo to, że tę książkę stworzono z historii napisanych przez różnych autorów i ilustracji autorstwa różnych ilustratorów powstała spójna i ciekawa dla czytelnika całość. A Kapelusz opowieści to jedna z tych książek, które po prostu trzeba znać i mieć!





 Książkę znajdziecie na


https://egmont.pl/

"Wielcy Robacy" (Wydawnictwo Zielona Sowa)

Nikt ich nie lubi. Niewielu ma opory, żeby je zabić, kiedy tylko któreś z nich pojawi się w naszym otoczeniu. Mowa oczywiście o robakach, maleńkich stworzeniach, które mieszkają w każdym domu. Czy można je w ogóle polubić? Czy można myśleć o nich dobrze? Po przeczytaniu książki Barbary Supeł nie tylko można, ale i trzeba!


Wielcy Robacy. Historie insektów, które rozwinęły skrzydła to zbiór opowieści biograficznych poświęconych robakom właśnie. Opowieści biograficzne brzmią Wam w tym kontekście śmiesznie? Przeczytajcie, a sami się przekonacie, że to biografie z najwyższej półki. Bohaterowie są bardzo różni. Nie są może, według naszych ludzkich kryteriów, wyjątkowo piękni, ale każdy ma w sobie coś wyjątkowego. Na przykład Stefanek (kołatek uparty) marzył o karierze aktorskiej, a Zenuś (pchła psia) miał zostać wielkim skoczkiem. Pewnej pluskwie domowej udało się zostać detektywem i wpaść na trop szajki złodziei. A sympatyczny (przynajmniej w książce) wołek zbożowy rozwiązał tajemnicę ginącej z przedszkolnej kuchni owsianki i w nagrodę został przedszkolnym intendentem. Nie wierzycie? Tak właśnie było. Każdy z maleńkich insektów postanowił nie oglądać się na swój niewielki wzrost, na opinię innych, na powszechne przekonania. Jedni spełnili swoje marzenia, inni robili rzeczy wielkie, o których dokonanie nikt ich nikt nie podejrzewał. Opowieści Barbary Supeł niosą ze sobą ważne przesłanie dla naszych dzieci. One również nie powinni się bać spełniać marzeń, dążyć do realizacji planów i robić rzeczy absolutnie szalonych!





Lektura tej książki sprawiła nam wielką przyjemności. Nie tylko intelektualną. Równie ważną częścią tej książki są ilustracje autorstwa Roksany Robok. Jest ich bardzo dużo i zajmują sporo miejsca. Na początku każdego rozdziału zobaczycie metryczkę każdego bohatera. Dowiecie się nie tylko jak ów insekt się nazywa, ale też poznacie również jego cechy szczególne i powiązania rodzinne oraz zwyczaje (czasem bardzo dziwne). Na tej samej stronie zobaczycie również kilka portretów bohatera. Ilustracje to również integralna część samego rozdziału. Jest ich tam stosunkowo dużo, a to stanowi świetne uzupełnienie treści i pozwala zobaczyć bohatera w opisywanych przez autorkę sytuacjach. Ilustracje są kolorowe i zabawne. A pokazane na nich insekty nie przerażają, tylko budzą sympatię. Jak wszyscy doskonale wiemy, nie można sądzić po pozorach. Każdemu trzeba dać szansę, bo każdy, nawet ten najmłodszy i najmniejszy może mieć wielkie marzenia i robić rzeczy wielkie! Tego właśnie uczy ta książka!





 Wielcy Robacy. Historie insektów, które rozwinęły skrzydła

Barbara Supeł

ilustracje Roksana Robok

Zielona Sowa 2021

wiek 6+

https://www.zielonasowa.pl/

Nowości z serii "Pomóż mi przetrwać" (Harper Kids)

Uwielbiamy książki o zwierzętach. Każda, oprócz ciekawej historii, daje nam jeszcze możliwość lepszego poznania opisywanego gatunku. O wielu z nich wiemy już całkiem sporo, ale zupełnie nie przeszkadza nam to w czytaniu kolejnych. Zwłaszcza, jeśli oprócz interesującej opowieści, mają dla nas coś jeszcze, wspaniałe, mądre przesłanie. Jak książki z serii "Pomóż mi przetrwać".

 

Właśnie ukazały się dwie kolejne części. Po przygodach jeża, pingwina, pszczoły i foki przyszła kolej na bociana i żubra. Każde z tych zwierząt wpadnie w poważne tarapaty i będzie potrzebowało pomocy człowieka. Mały bocian Adrianek padnie ofiarą bocianicy, która już kilkukrotnie próbowała zająć gniazdo, w którym mieszkała rodzina głównego bohatera. Gdyby nie siatka, którą jakiś czas wcześniej powiesili pod gniazdem bliscy małej Ewuni, doszłoby do tragedii. Bocianek potrzebował pomocy, był mocno poturbowany i miał złamane skrzydło. Od tej pory opiekę nad nim przejęli ludzie. To oni musieli przygotować bocianka na daleką podróż, która czekała go późnym latem. Jak sobie poradzą? Po przeczytaniu Złamanego skrzydła Adrianka wszystko stanie się jasne.




 

Pomocy ludzi potrzebować będzie również mała żubrzyca. Asia urodziła się jako ostatnia ze wszystkich żubrów, które tego roku przyszły na świat w Bieszczadach. Mama bardzo o nią dbała, a Asia obserwowała jej zachowanie i starała się zawsze być jak najbliżej mamy. Niestety, mimo swojej ostrożności, pewnego dnia wpada w kłopoty. Stado żubrów, do którego należy Asia, zostaje spłoszone przez psy. Zwierzęta zaczynają uciekać. Na ich drodze pojawia się rzeka. Mała żubrzyca wpada do wody i nie może się z niej wydostać. Jej również pomagają ludzie. Najpierw ratują, a potem wspierają w powrocie do zdrowia i stada. 




 

Na końcu każdej książki znajdziecie dwie strony pełne ciekawostek na temat zwierząt, które były bohaterami historii. Porządkują i uzupełniają one wiadomości, które młodzi czytelnicy (ale pewnie również ich rodzice) zdobyli w trakcie lektury. Informacji jest sporo, więc każda z tych książek daje świetne podstawy, a jednocześnie zachęca do dalszych poszukiwań i pogłębiania wiedzy na temat różnych gatunków. Ale warstwa edukacyjna to tylko część serii "Pomóż mi przetrwać". Są to przede wszystkim świetnie napisane historie opisujące relacje między ludźmi i zwierzętami. Zawsze traficie tu także na ciekawe opowiadania o dzieciństwie i dzieciach. Młodym czytelnikom bohaterowie na pewno przypadną do gustu, a ich przygody wzbudzą zainteresowanie dzieci. Spodobają im się również przepiękne ilustracje autorstwa Anny Łazowskiej. Wspaniałe kolorowe rysunki doskonale wpasowują się w napisane przez Ewę Nowak historie i stanowią doskonałe dopełnienie całej serii oraz dają kolejny powód do zachwytu. Jeśli i Wy macie ochotę na literacki zachwyt, to seria "Pomóż mi przetrwać" to zapewni!

Książki z serii "Pomóż mi przetrwać" znajdziecie na


https://egmont.pl/

Nowości z serii "Operacje" (Media Rodzina)

Nigdy nie myślałam, że ta seria zagości w naszym domu aż na tak długo. Pierwsze tomy czytałam Tosi głośno, ponieważ Tosia czytać jeszcze nie umiała. Kolejne czytała już samodzielnie. Przeczytała wszystkie. Ja również. Zupełnie nie przeszkadza mi to, że wiek przypisany odbiorcom serii "Operacje" przekroczyłam już dawno. Tosia jakiś czas temu, ale nowe tomy przygód Olivera i Tiril przyjmuje z entuzjazmem i cały czas czyta.

 

Właśnie ukazały się dwa kolejne tomy. Pierwszy to siedemnasta odsłona dobrze znanego wszystkim czytelnikom cyklu. Kolejna książka formatu zeszytowego. Operacja Niezłe Ziółko to opis nowej sprawy, jaką rozwiązali Oliver, Tiril i Otton. Zagadka znowu znalazła ich sama, a właściwie to oni znaleźli ją. W koszu na śmieci. To tam natrafili na dwa portfele, karty lojalnościowe, paragony i zdjęcie. Młodych detektywów wyrzucone rzeczy zaintrygowały. Postanowili nie tylko dowiedzieć się do kogo należą, ale również odnaleźć prawowitych właścicieli. Szybko przekonali się, że doszło do przestępstwa. portfele zostały skradzione, a ich właścicielom zniknęły z kont spore kwoty. Trop prowadził do centrum handlowego. Tu robiły zakupy wszystkie ofiary złodzieja. Oliver i Tiril rozpoczynają kolejne śledztwo...




 

Następną sprawę, której rozwiązania podjęli się twórcy Biura Detektywistycznego nr 2, opisana została w innej odsłonie. Te książki wyróżnia większy format i nieco inna forma. Historie są nieco krótsze, ilustracje większe, a oprócz historii na każdej stronie czytelnicy znajdą również pytania, na które muszą odpowiedzieć. Te dotyczą wyprawy, na którą Oliver i Tiril wybrali się z dziadkiem Franzem. Ich celem było muzeum dinozaurów. To tam czekała na nich tajna misja. Zadaniem detektywów było odnalezienie figurki dinozaura. Dziesięć różnych prehistorycznych gadów wyrzeźbił ponad sto lat temu Walter Messel. Muzeum posiada dziewięć figurek, do kompletu brakuje jednej. Na zlecenie muzeum szukał jej profesor Burum. Niestety, niedawno uległ wypadkowi i nie może kontynuować swojej misji. Operacja Ostatni Dinozaur opowiada o tej niełatwej i niebezpiecznej wyprawie, podczas której wszyscy troje muszą mieć oczy dookoła głowy, bo nie tylko oni chcą odnaleźć ostatnią figurkę.





 

Każda książka z serii "Operacje" gwarantuje niezapomniane emocje. W tym tkwi tajemnica jej sukcesu. Nie umiem wśród tych książek wymienić choćby jednej słabszej lub nieudanej pozycji. Wszystkie są ciekawe, a każda historia jest inna. Główni bohaterowie szybko zyskują sympatię czytelników, którzy z przyjemnością śledzą ich przygody, a potem niecierpliwie wypatrują kolejnych tomów. Najnowsze części tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że seria "Operacje" cały czas utrzymuje wysoki poziom i stanowi świetne wprowadzenie w świat samodzielnego czytania. Duże litery, spore ilustracje, ciekawe historie, a do tego pojawiające się na ostatniej stronie każdego tomu zadania, które nie tylko stanowią dodatkową rozrywkę i dają szansę na wcielenie się w detektywa, ale również sprawdzają zrozumienie treści przeczytanej książki. Jeśli jeszcze tej serii nie znacie, koniecznie poznajcie, będziecie zachwyceni. Jeśli już znacie, koniecznie zajrzyjcie, po raz kolejny się nie zawiedziecie.

Książki z serii "Operacje" znajdziecie na 


https://www.mediarodzina.pl/

Jesienne numery magazynu "Świerszczyk" i "Świerszczyk Reporter"

Ze "Świerszczykiem" polubiliśmy się już jakiś czas temu. Zapałaliśmy sympatią do publikowanych tam opowiadań, artykułów, wierszy, krzyżówek i propozycji różnych zabaw. Nigdy się nie zawiedliśmy, zawsze polecamy. Jestem przekonana, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. 

 

Każdy numer ma inny temat przewodni. W przypadku numeru wrześniowego jest związany z cyfrowym światem. Żyjemy w nim wszyscy i trudno jest od niego uciec. Od początku pandemii nowe technologie stały się nam nie tylko bliższe, ale przede wszystkim niezbędne do pracy i nauki. Przez pewien czas mogło nam się nawet wydawać, że wirtualna rzeczywistość i nowe technologie mogą zastąpić nam wszystko. Szybko okazało się, że są tylko zamiennikiem. Pomocnym, ale jednak tylko zamiennikiem. Udowadniają to opowiadania opublikowane we wrześniowym numerze. O teleprzyjaźni i przyjemności jaką dają rozmowy twarzą w twarz. O komunikacji, która możliwa jest bez słów, ale tylko wtedy, kiedy się ze sobą spotykamy i o wirtualnym świecie, z którego warto czasem uciec do tego prawdziwego. Autorzy nie negują nowych technologii, ale pokazują, że warto patrzeć szerzej i widzieć świat poza nimi.





We wrześniu ukazał się również trzeci numer magazynu "Świerszczyk Reporter". Jego bohaterem jest koala. To on króluje niemal na każdej stronie, ale przedstawienie koali nie byłoby pewne, gdyby obok niego nie pojawili się inni mieszkańcy australijskiej ziemi. Kangury, dziobaki, emu, dingo i kolczatki. Dla wszystkich znalazło się miejsce, nikt nie został pominięty. Jest artykuł o kangurzym sierocińcu, w którym ludzie niosą pomoc małym zwierzętom, nauka rysowania dziobaka i gra poświęcona australijskiej przyrodzie. Zwierzęta to ważna, ale jednak tylko część, Australii. Na tym kontynencie żyją również ludzie. Przeczytacie więc o Aborygenach, rdzennej ludności Australii. Dowiecie się jak żyli przed przybyciem do Australii Anglików, jakie mają zwyczaje i tradycje. To bardzo ciekawa lektura, pokazująca ten kontynent z niezwykle interesującej strony. Na rozwiązanie czekają dwie krzyżówki z Australią w tle oraz zabawa w wyszukiwanie różnic.




 

Myślę, że każdy z Was przynajmniej raz słyszał o "Świerszczyku". Wielu pamięta go pewnie z własnego dzieciństwa. Upływający czas "Świerszczykowi" wyszedł na dobre. Magazyn ani trochę się nie zestarzał. Ba! Z wiekiem jest coraz lepszy. Cały czas bliski dzieciom, ich pasjom i zainteresowaniom. Czytać można go głośno, można też na nim uczyć się czytać. Teksty są ciekawe, niedługie, wartościowe i bardzo dobrze napisane. Trudno się od nich oderwać, ponieważ piszą je najlepsi z najlepszych. Podobnie jak ilustracje. Tworzą je najlepsi polscy ilustratorzy, znacie ich pewnie z książek dla dzieci. Krótko mówiąc, "Świerszczyk" to magazyn na naprawdę wysokim poziomie.

Gra(my) w piątki: "Terra" (Wydawnictwo EGMONT)

Dwa tygodnie temu zrobiłyśmy generalne porządki na regale z grami planszowymi. Okazało się, że spora część z nich przestała spełniać nasze wymagania. Dlaczego? Bo Tosia z nich wyrosła. Opanowała zasady gry, poznała odpowiedzi na wszystkie pytania i przestała czerpać z kolejnych rozgrywek przyjemność. Przekazaliśmy więc tamte gry w dobre (i młodsze) ręce, a sami zaczęliśmy rozglądać się z czymś bardziej interesującym i odpowiednim do wieku Tosi. Padło na "Terrę" nowość wydaną przed EGMONT.

 

Gra przeznaczona jest dla graczy w wieku od 10 do 110 lat. Osób, które mają 110 lat nie znamy, ale jedna dziesięciolatka w domu jest, więc zapowiadała się interesująca rozgrywka. Emocji dostarczyło już samo rozpakowywanie pudełka. Jest duże i dość ciężkie, więc pozwalało nam podejrzewać, że w środku czeka na nas sporo elementów. Nie pomyliłyśmy się. Na początku naszym oczom ukazała się złożona plansza. Po jej rozłożeniu okazało się, że jest nieco większa od tych dołączanych do większości gier. Jak zawsze w przypadku Egmontu jest również bardzo sztywna i wytrzymała. Pod planszą ukryła się instrukcja z zasadami gry, trzy talie kart i niewielki kartonowy pojemniczek z małymi drewnianymi kwadracikami. Jak to wszystko wykorzystać? Żeby się tego dowiedzieć trzeba przeczytać instrukcję.



 

Na początek rozkładamy planszę, potem wyjmujemy karty. Karty różnią się kolorami ramek. Kolory są cztery (żółty, zielony, niebieski i czerwony), a każdy przypisany został do innego poziomu trudności. Najprostsze pytania znaleźć można na kartach z żółtymi ramkami i to właśnie te karty umieszczamy w pudełku jako pierwsze. Karty wkładamy w taki sposób, żeby widoczna była zawsze ich górna połowa. Na niej znajduje się temat i trzy zadania, które należy rozwiązać. Jest również zdjęcie pokazujące opisywane miejsce. Pytania dotyczą trzech kwestii. Po pierwsze obszaru, na którym znajduje się temat karty. Ten zawodnicy zaznaczają znacznikami. Zadanie drugie i trzecie wymaga od graczy wiedzy albo szczęścia (kiedy wiedzy brakuje). Tu trzeba na przykład podać długość znajdującego się na jednej z kart praskiego Mostu Karola albo rok odkrycia leżącej w Ameryce Północnej, najdłuższej na świecie, Jaskini Mamuciej. Warto byłoby również wiedzieć ile słonecznych dni przypada w ciągu roku w miejscu, w którym rozgrywa się akcja Don Kichota i ile płyt sprzedał zespół Queen.



Nie musicie oczywiście znać odpowiedzi na wszystkie pytania. Tak naprawdę nie musicie znać odpowiedzi na żadne z nich. Na pytania odpowiadacie wskazując miejsce na jeden z trzech skal, które znajdują się na planszy. W pierwszych rozgrywkach wystarczy dobrze szacować długość/wysokość/wiek itp. przedstawionych rzeczy, a przy kolejnych wyszukiwać w zakamarkach pamięci prawidłowych odpowiedzi. 


 

Kiedy wszyscy gracze udzielą już odpowiedzi na pytania rozpoczyna się przydzielanie punktów. Maksymalnie można ich zdobyć siedem za każde zdanie. Tyle punktów dostaje gracz, który wskazał prawidłową odpowiedź. Ci, którzy do właściwej odpowiedzi się zbliżyli (umieścili swój znacznik na sąsiadującym z prawidłowym polu), dostają trzy punkty. Po zakończeniu pierwszej rundy rozpoczyna się kolejna. Rozpoczyna ją inny gracz. Rozgrywka kończy się po rozegraniu ustalonej liczby rund. Zależy ona od liczby uczestników biorących udział w rozgrywce lub czasu jaki możemy na nią poświęcić.


 

Grać w "Terrę" można niemal bez końca. Każda karta to nowe odkrycie i garść nowych informacji. Zasady nie są skomplikowane (najlepiej po prostu rozegrać jedną partię, wtedy wszystko staje się jasne). Zabawa jest fantastyczna, trudno się "Terrą" znudzić. Różnorodność miejsc i tematów jest tak duża, że nawet po kilku rozgrywkach cały czas będziecie odkrywać nowe ciekawostki i poznawać nowe fakty. Ja po pierwszym spojrzeniu na opakowanie spodziewałam się gry ściśle związanej z geografią. Byłam mile zaskoczona, kiedy okazało się, że pytania dotyczą również innych dziedzin. Przy żadnej z rozgrywek się nie nudziłam, przy każdej dowiadywałam się czegoś nowego. Nowych rzeczy dowiadywała się również Tosia. Każda rozgrywka była emocjonująca. "Terra" to gra dla całych rodzin. Spokojnie mogą w nią grać również dorośli, jestem najlepszym przykładem tego, że i oni sporo z niej wyciągną. Polecam na nadchodzące długie jesienne wieczory!



Terra

liczba graczy 2-6 

wiek 10-110 lat

czas rozgrywki 45 minut

EGMONT 2021


 https://egmont.pl/