"Zaproszeni na Ucztę" (Wydawnictwo Święty Wojciech)

Tegoroczny maraton komunijny uznajemy oficjalnie za zakończony. Trzy uroczystości pierwszokomunijne sprawiły, że w mojej głowie zrodziło się wiele refleksji i przemyśleń dotyczących przygotowań i powodów, dla których rodzice "wysyłają dzieci do komunii". Tegoroczne przygotowania były na pewno jednymi z najdziwniejszych (i zapewne również najdłuższych) w historii. Jakie będą te, które właśnie się rozpoczynają? Tego nikt nie wie, ale warto przygotować się na różne scenariusze. W jaki sposób? Na przykład kompletując podręczną biblioteczkę z mądrymi i wartościowymi lekturami.


Taką książką jest na pewno Zaproszeni na Ucztę. O Mszy Świętej dla małych i dużych. Bohaterami książki są bliźnięta Alicja i Jasiek (zwany, przez swoją sympatię do Boba Dylana, Bobkiem). Dzięki nim, ich bliskim i przyjaciołom młodzi czytelnicy poznają lepiej różne tajemnice Mszy Świętej. Książek przybliżających to zagadnienie ukazało się już całkiem sporo. Wszystkie oparte były na podobnym schemacie. Na kolejnych stronach omawiano kolejne części Mszy Świętej. Tutaj ta zasada zostaje z jednej strony zachowana, z drugiej potraktowana w nieco inny sposób. Pretekstem do omawiania poszczególnych części Mszy Świętej są codzienne wydarzenia z życia rodziny Alicji i Bobka. W pierwszym rozdziale, którego akcja rozgrywa się w niedzielę, dzieci próbują odkryć sens coniedzielnych wypraw do kościoła. W kolejnym zastanawiają się, kto powinien do kościoła przychodzić. Te, niby proste i oczywiste sprawy, tłumaczą im rodzice i zaprzyjaźnieni zakonnicy. Dzieci pytają i szukają odpowiedzi na pytania, które mogą zrodzić się w głowie każdego ich rówieśnika. Pytania prowokują codzienne wydarzenia z ich życia. A poszukiwanie odpowiedzi często kieruje ich myśli właśnie w stronę Mszy Świętej. W książce wytłumaczone zostają również ważne chrześcijańskie symbole, które dzieci mogą znać, ale niekoniecznie rozumieją. Czy zrozumieją po przeczytaniu tej książki? Pewność dadzą Wam znajdujące się na końcu zadania. Sprawdzą one wiedzę dzieci i wyjaśnią najtrudniejsze kwestie, których być może dzieci jeszcze nie zrozumiały. 




Dla kogo jest ta książka? Dla wszystkich, którzy chcą porozmawiać się z dziećmi na temat Mszy Świętej i dla tych, którym dzieci zadają o nią pytania. Myślę, że to także dobra lektura dla dzieci pierwszokomunijnych. W bardzo przystępny sposób wyjaśnia często niełatwe kwestie, przekładając je na język zrozumiały dla dziecka. Ciekawym zabiegiem jest porównywanie kolejnych części Mszy Świętej do rzeczy i sytuacji dobrze dzieciom znanych. Dzięki temu dzieciom łatwiej jest zrozumieć poruszane w książce kwestie. Zaproszeni na Ucztę to doskonała lektura do czytania w rodzinnym gronie, ale i na lekcji religii. Kolejne rozdziały są interesujące, dobrze napisane i ładnie zilustrowane. Każdy jest na tyle długi, że można podzielić sobie jej czytanie na kilka dni i codziennie przeczytać jeden, o którym można później porozmawiać. Nam zarówno forma, jak i treść bardzo przypadły do gustu. Czy spodobają się Wam? To musicie sprawdzić sami.

 




Zaproszeni na Ucztę. O Mszy Świętej dla małych i dużych

Ines Krawczyk MChR

ilustracje Marcin Piwowarski

Święty Wojciech 2020


 

"Kociołek opowieści" (HarperKids)

Podobno dzieci, którym dużo się czyta szybciej zaczynają mówić. Nie wiem, czy mogę to potwierdzić, bo Tosia rozgadała się mając dwa i pół roku, zaraz po przekroczeniu progu przedszkola. Wcześniej można było się z nią komunikować, ale jako przedszkolak mówiła już tylko pełnymi i bardzo mądrymi zdaniami. Może rzeczywiście to zasługa książek. Mądrzy ludzie mówią też, że dzieci, którym dużo się czyta mają bogate słownictwo i dobrze radzą sobie z pisaniem wypracowań. Z tym stwierdzeniem dyskutować nie mam zamiaru. Odkąd program nauczania przewiduje pisanie wypracowań, widzę, że czytanie dużej ilości książek ma wpływ na ich jakość. Tosia pisze ciekawie, używa bardzo różnorodnego i często nieoczywistego słownictwa. Czytając jej prace, jak na dłoni widzimy wpływ wszystkich przeczytanych jej i przeczytanych przez nią książek.



Których najbardziej? Jeszcze kilka dni temu trudno byłoby wskazać mi konkretne tytuły, bo przecież każda z przeczytanych książek jakiś wpływ miała. Dziś śmiało mogę wskazać kilka. Przypominała mi o nich książka Kociołek opowieści, zbiór bardzo przez Tosię lubianych książek z serii "Poczytaj ze mną". Pisałam o nich na blogu, kiedy Tosia była przedszkolakiem. Niektóre znaliśmy niemal na pamięć. Lubiliśmy je za różnorodność podejmowanych przez tę serię tematów. Były historie bardzo śmieszne, absolutnie fantastyczne, ale i takie, które wyciskały łzy w oczach. Seria, choć przeznaczona, dla młodych czytelników, nie bała się podejmowania trudnych tematów i właśnie za to tak bardzo ją polubiłam. Kociołek opowieści to siedem książek z serii "Poczytaj ze mną" zamkniętych w jednym tomie. Znajdziecie w nim:

  • baśń O rybaku, który szukał księżyca,
  • epos Pieśń o sowie,
  • opowiadanie Ząb czarownicy,
  • bajkę Po co komu mamut?,
  • fantasy Gdy pada deszcz. Przejście,
  • reportaż Kot, który zgubił dom,
  • kryminał Kosmiczna katastrofa.

Każda z tych historii jest inna. Jedne, jak O rybaku, który szukał księżyca opowiadają o naprawdę zamierzchłych czasach. Inne, jak Kot, który zgubił dom to historie całkowicie współczesne, na dodatek takie, które wydarzyły się lub mogły się wydarzyć naprawdę. Jedne historie się rymują, tu za przykład podaję naszą ukochaną historię o mamucie. Inne są młodym czytelnikom bardzo bliskie. Wśród tych bliskich wymienić muszę Kosmiczną katastrofę, kryminalne opowiadanie o tajemniczych kradzieżach, które mają miejsce w pewnej szkole. Na przeciwnym biegunie znajdują się historie z wątkami fantastycznymi. 





Dzieli te historie wiele, ale jest coś, co je łączy. Wszystkie wyszły spod ręki znakomitych autorów (między innymi Emilii Kiereś, Agnieszki Frączek i Zofii Staneckiej). Oprawę graficzną każdej historii zapewnili równie wybitni ilustratorzy (znajdziecie tu ilustracje autorstwa Magdy Kozieł-Nowak, Joanny Rusinek i Adama Pękalskiego). Na pytanie, czy warto je przeczytać odpowiedź chyba już znacie. Warto! Powodów jest wiele. Po pierwsze spędzicie mile czas, bo historie są ciekawe, dobrze napisane i znakomicie zilustrowane. Po drugie, zapoznacie dzieci z różnymi gatunkami literackimi. To na pewno zaprocentuje w przyszłości. Po trzecie, macie w Kociołku opowieści lekturę przynajmniej na siedem dni. Siedmiu różnych, wcale nie tak krótkich historii, Wasze dzieci na pewno chętnie wysłuchają. A, te starsze, może nawet spróbują przeczytać samodzielnie. Bez względu na to, którą opcję wybierzecie, Kociołek opowieści, sprawdzi się doskonale, bo to jest zbiór doskonałych historii!






 

Kociołek opowieści znajdziecie na stronie


https://egmont.pl/

"Kraina Smoków" (Wydawnictwo Zielona Sowa)

Kiedy kończy się dzieciństwo? Dopiero w dniu, w którym obchodzi się osiemnaste urodziny? A może wtedy, kiedy przestajemy wierzyć w Mikołaja? Może wtedy, kiedy zaczynamy chodzić sami do szkoły albo kiedy przekazujemy młodszym dzieciom nasze ulubione zabawki? Pewnie każdy na to pytanie odpowiedziałby inaczej, bo każdy inny moment uznałby za ten symboliczny koniec. 


Pytanie o kończące się dzieciństwo zrodziło się w mojej głowie w trakcie lektury książki Kraina Smoków. Jej główni bohaterowie, brat i siostra, choć są bliźniętami, mają zupełnie inne podejście do życia. Ona, czyli Rose jest aspirującą gwiazdą internetu. Jemu, czyli Arturowi bardziej w głowie dzwonią jeszcze dziecięce zabawy. Niespecjalnie mu się dziwię, ma w końcu jedenaście lat. Ktoś powie, że to dużo, ale tak naprawdę, przypomnijmy sobie, co dzwoniło w naszych głowach, kiedy mieliśmy jedenaście lat? Myślę, że naszemu pokoleniu bliżej było właśnie do Artura. 


Ów sympatyczny jedenastoletni chłopiec uciekał myślami do Krainy Smoków. Miejsca, które wymyślił ze swoją siostrą, kiedy oboje byli mali. Nie brakowało tam magicznych stworzeń, a wszystkie przeżyte w tej krainie przygody były wyjątkowe. Niestety, dzieci urosły i kraina, do której uciekały w swojej wyobraźni nieco wyblakła. Dla Rose sprawa była oczywista i całkowicie akceptowalna. Dziewczynka miała świadomość tego, że dorasta i, że z niektórych rzeczy musi zrezygnować. Artur myślał o tym zupełnie inaczej. On za Krainą Smoków tęsknił i marzył o tym, żeby wybrać się tam znowu. Co prawda jego siostra tłumaczyła mu, że to miejsce nie istnieje, bo sami je wymyślili i żyło jedynie w ich wyobraźni. Czy na pewno? Jak więc wytłumaczyć fakt, że na oczach czytelników Arturowi udało się tam przenieść? Tak! Artur wyruszył do Krainy Smoków z misją ratunkową. Musi uratować swojego ukochanego dziadka, który utknął gdzieś w Krainie Smoków i nie może się stamtąd wydostać.



Wyobraźnia dzieci jest nieograniczona. Każdy z nas, mając lat kilka, tworzył w swojej głowie różne scenariusze absolutnie nierealnych i fantastycznych wydarzeń. Dziś o wielu pewnie nie pamiętamy, ale dzięki tej książce możemy do nich wrócić. Kraina Smoków to piękna opowieść o sile wyobraźni. Opowieść autorstwa Jenny McLachlan zachwyca, oszałamia i bawi. Dzieci, które uwielbiają przenosić się do krainy wyobraźni będą nią oczarowane. Te, które twardo stąpają po ziemi również powinny ją przeczytać, żeby przekonać się, że czasem warto dać się ponieść fantazji. Efekty mogą być zdumiewające, a przygody niezapomniane. Tak jak ta książka. 



 Kraina Smoków

Jenny McLachlan

ilustracje Ben Mantle

tłumaczenie Krzysztof Obłucki

Zielona Sowa 2020

wiek 9+



https://www.zielonasowa.pl/

"Impro Frycek" (Polskie Wydawnictwo Muzyczne)

Moje pierwsze świadome spotkanie z Fryderykiem Chopinem miało miejsce w szkole podstawowej. Jego popiersie zdobiło ścianę korytarz prowadzący do sal, w których prowadzono lekcje dla klas 1-3. I ja przez te całe trzy lata zastanawiałam się, kim jest ten mężczyzna. Wiedziałam o nim tylko tyle, że nazywa się "Fchopin". Jego nazwisko wydawało mi się od zawsze dość dziwne i nie kojarzyło mi się z żadną poznaną wcześniej postacią. I dopiero po trzech latach, na lekcji muzyki doznałam olśnienia. Wtedy uświadomiłam sobie, że tajemniczy "Fchopin" to tak naprawdę Fryderyk Chopin, największy polski kompozytor. A pomyłka z odczytaniem jego nazwiska wynikała z faktu, że obok jego popiersia umieszczono autograf, w którym F i Ch stanowiły jedność. Od tego czasu minęło już wiele lat, mam już własne dziecko, które chciałam uchronić przed błędami młodości, więc o Chopinie mówiłam jej niemal od urodzenia.


Dziś Tosia o Fryderyku Chopinie wie sporo. Zwiedziła jego muzeum, widziała jego pomnik w warszawskich Łazienkach (tam nawet udało jej się wysłuchać koncertu), była też kilka razy na koncertach w poznańskiej filharmonii, na których wykonywano utwory Chopina. Jak na dziewięciolatkę sporo. Jednak widzę zawsze warto uzupełniać, więc książkę Impro Frycek przeczytać musiałyśmy! Ta wierszowana opowieść biograficzna o największym polskim kompozytorze to doskonała lektura dla dzieci już w wieku przedszkolnym. Dowiedzą się z niej, kim mógłby zostać Fryderyk, gdyby nie został kompozytorem. Poznają ludzi, którzy wywarli największy wpływ na jego życie i miejsca, które były dla niego inspiracją. Odwiedzą miasta, w których Chopin bywał i te, w których mieszkał przez dłuższy czas.



 

Impro Frycek to mądra, zabawna i bardzo ciekawa książka. Bardzo dobrze czyta się ją głośno. Spodoba się nawet najbardziej wybrednym czytelnikom. Ciekawą opowieść biograficzną uzupełniają miłe dla oka ilustracje. Stanowią one świetne dopełnienie historii. Czy czegoś tej książce brakuje? Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to muzyka. Bo jeśli miałabym cokolwiek tej książce zarzucać, to brak płyty z utworami Chopina. Ale to zarzut mocno na siłę, przecież w dzisiejszych czasach dostęp do muzyki (nie tylko rozrywkowej, ale i klasycznej) jest niemal nieograniczony. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby każdy trochę się wysilił i sam poszukał chopinowskich utworów. Książka na pewno Was do tego zainspiruje!




Impro Frycek

Katarzyna Huzar-Czub

ilustracja Małgosia Zając

Polskie Wydawnictwo Muzyczne 2020


"Uczmy dzieci stosować matematykę" (Wydawnictwo Helion)

Czy można lubić matematykę? Znam ludzi, którzy ją lubią. Sama zresztą nigdy specjalnie na nią nie narzekałam. Nauka matematyki nie nastręczała mi specjalnych trudności. Widziałam sens jej poznawania, a na studiach zdarzało mi się nawet trochę za nią tęsknić. 



Jak do matematyki podchodzi Tosia? Różnie. Kiedy ma problem ze zrozumieniem nowego zagadnienia ma do matematyki stosunek mocno negatywny, ale po poznaniu zasad i przeliczeniu kilku zadań, znowu matematykę lubi. Tłumaczymy jej cały czas, że matematyka jest nam potrzebna nie tylko po to, żeby przechodzić z klasy do klasy, ale przede wszystkim po to, żeby żyło się łatwiej. Dzięki matematyce będzie wiedziała ile powinna zapłacić za zakupy i ile reszty powinna dostać. Umiejąc liczyć będzie wiedziała, ile farby albo tapety musi kupić planując remont. Będzie też wiedziała, ile pieniędzy wpłynie na jej konto, kiedy podejmie pracę zawodową za konkretne wynagrodzenie. Te argumenty do Tosi przemawiają, ale wiem, że są dzieci, które potrzebują nieco bardziej namacalnych dowodów. Są też rodzice, którym potrzebniejsze są mocniejsze argumenty.



Właśnie dla nich powstała książka Uczmy dzieci stosować matematykę. Przewodnik, zbiór zadań, niezwykły podręcznik, który pokazuje nieznaną dla wielu twarz matematyki! Przyda się wszystkim, którzy nie wierzą w to, że matematyka może być użyteczna. Autorka największy nacisk kładzie na to, co w matematyce najważniejsze, czyli na praktykę. Teoria jest, ale nikogo nie przytłoczy. Autorka krótko i przystępnie wyjaśnia zasady rządzące matematyką. Po szczypcie teorii młodzi adepci matematyki znajdą mnóstwo zadań, które muszą rozwiązać. Po każdej grupie zadań czytelnicy znajdą w książce również komentarze, które te zadania wyjaśniają.



A czego dotyczą zadania, skoro książka ma być tak bardzo życiowa? Biletów na koncert, odzyskiwanych opakowań szklanych, truskawek kupowanych w różnych cenach i różnych sklepach, nakładów gazet albo napełniania wodą basenu. Żeby je rozwiązać trzeba wykorzystać umiejętności rachunkowe, znajomość ułamków, obliczeń procentowych albo obliczeń powierzchni. Każdy rozdział dotyczy innej umiejętności. Dzięki temu ta książka to świetny materiał powtórkowy. Dla Tosi jeszcze nieco za trudny, ale udało nam się znaleźć wśród zadań takie, z którymi mogła dać sobie radę. A książki nie chowamy do szafy, bo w miarę zdobywania kolejnych umiejętności będziemy wyszukiwać dla niej kolejne zadania i uczyć ją wykorzystywania matematyki w życiu codziennym. Jestem pewna, że wiedza zdobyta teraz zaprocentuje w przyszłości!



Uczmy dzieci stosować matematykę

Danuta Zaremba

Helion 2020

https://helion.pl/

"Elementarz ekologiczny" (Wydawnictwo Wilga)

Wpajacie swoim dzieciom zasady ekologii? Myślę, że każdy na to pytanie odpowie, bez większego wahania, że tak. Przyzwyczailiśmy się już do segregowania śmieci, wymieniliśmy żarówki na energooszczędne, coraz częściej przemieszczamy się na rowerach i kupujemy przyjazne dla środowiska samochody. Czy możemy robić jeszcze więcej? Na pewno!


 

Prawda jest taka, że robimy dużo, ale cały czas za mało. Moglibyśmy robić więcej, dlatego takie książki, jak niedawno wydany przez Wilgę Elementarz ekologiczny, powinien przeczytać każdy człowiek. Zwłaszcza ten, który ma dzieci. Bo, choć o ekologii, mówimy im na pewno sporo, to może niektóre z nich są dla dzieci niezrozumiałe. Takie książki, jak ta zdecydowanie pomagają zgłębić sens dbania o planetę. Autorki Elementarza ekologicznego podkreślają, że sytuacja jest dramatyczna i musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, żeby jej pomóc.




Teoretycznej wiedzy w książce nie brakuje, ale najważniejsza jest praktyka. I to ona gra w Elementarzu ekologicznym pierwsze skrzypce. Dowiadujemy się, wiec jak możemy zmienić codzienne nawyki. Na początek segregowanie śmieci. Robimy to wszyscy, ale każdemu zdarza się popełniać błędy. Z książki dowiecie się, co dokładnie powinno trafić do konkretnych pojemników. Autorki tłumaczą także, dlaczego warto oddawać nakrętki od butelek na akcje charytatywne i mówią, co najlepiej zrobić z książkami, których już nie chcemy czytać. Radzą, jak zrobić kompostownik iprzypominają, że ubrań, których już nie nosimy wcale nie musimy wrzucać do śmietnika. Opowiadają o tym, co dzieje się ze śmieciami, kiedy opuszczają nasze osiedla i tłumaczą, które produkty spotykane przez nas na sklepowych półkach są najbardziej naturalne. Zdradzają sposoby na ograniczenie zużycia wody, energii i na rzadsze używanie plastiku. Pomysły, którymi dzielą się z czytelnikami są bardzo proste, a dzięki temu łatwe do wprowadzenia w życie. Często wystarczy zmienić niektóre nawyki i już przyczynimy się do poprawy sytuacji naszej planety. Czy to wystarczy? Od czegoś trzeba zacząć! A to jest bardzo dobry początek. Cytując autorki "Małymi krokami zmieniamy świat na lepsze!".




Elementarz ekologiczny jest ekologiczny nie tylko z tytułu. Książkę wydano na papierze posiadającym Certyfikat FSC, który świadczy o tym, że celuloza pozyskiwana do jego produkcji papieru pochodzi z lasów zarządzanych w sposób zrównoważony. Grzbiet książki znacząco wyróżnia się na tle innych, które możecie znać z księgarnianych i bibliotecznych półek. Realizuje on zasadę zero waste, co oznacza, że do produkcji książki użyto możliwie jak najmniej papieru. Sam grzbiet pozbawiony jest również dodatkowej tektury. A książka jest szyta naturalnym surowcem i nie jest klejona. Ekologiczna jest także okładka, która wykonana z tworzywa Arktika, czyli wysokiej, jakości kartonu, który jest biodegradowalny i nadaje się do recyklingu. Jak widzicie książki nie tylko uczą żyć eko, ale same tę zasadę realizują!


 
Elementarz ekologiczny

Patrycja Wojtkowiak-Skóra

Justyna Jednoróg

ilustracje Katarzyna Drewek-Wojtasik

Wydawnictwo Wilga 2020


https://www.gwfoksal.pl/ksiazki-dla-dzieci-wydawnictwo-wilga.html