"Mazurscy w podróży. Diamentowa gorączka" (Wydawnictwo Wilga)

Mamy tę książkę w domu od końca listopada. Tosia pochłonęła ją błyskawicznie, a ja nie mogłam się zabrać do czytania. Dlaczego? Nie dlatego, że ta książka mnie nie interesowała, bo interesowała mnie bardzo. Nie dlatego, że brakowało mi czasu, bo na przeczytanie dobrej książki czas znajdzie się zawsze. Zwlekałam, bo wiedziałam, że będę bohaterom okropnie zazdrościć nie tylko przeżytych przygód, ale również możliwości podróżowania!

 

Tego, że będzie to książka o podróżowaniu byłam pewna, bo znałam wcześniejsze trzy tomy serii autorstwa Agnieszki Stelmaszyk. Sam tytuł nie pozwala zapomnieć o tym, że bohaterowie książek są podróżnikami. "Mazurscy w podróży" odwiedzili już różne zakątki Polski i Europy. W pierwszym tomie byli we Włoszech i w Hiszpanii (KLIK), tom drugi zaniósł ich do Berlina i Poczdamu (KLIK), w trzecim zaś zwiedzali Wyspy Brytyjskie (KLIK). Teraz przyszedł czas na kolejną wyprawę. Na trasie Mazurskich znajdą się Holandia, Niemcy oraz kilka polskich miast. Skład ekipy podróżników pozostał niezmienny. Mama, tata, bunia, Jędrek i jego kuzynka Marcela. Ekipa sprawdzona i gwarantująca, że czytelnicy na pewno nie będą się nudzić. Zwiedzanie, jak zwykle będzie intensywne. Na trasie wyprawy znajdą się najważniejsze zabytki, najciekawsze muzea i restauracje serwujące lokalne przysmaki. Przyzwyczailiśmy się jednak to tego, że te książki to nie tylko fabularyzowane przewodniki po ciekawych zakątkach świata. W każdym tomie pojawiała się również zagadka do rozwiązania, jakieś przestępstwo, którego świadkiem byli Mazurscy i przez które mogli wpaść w wielkie kłopoty. Tym razem jest tak samo i znowu we wszystko zamieszana jest bunia! O co teraz podejrzewana jest starsza pani? O udział w zuchwałej kradzieży diamentów i kosztowności z holenderskich muzeów. Dlaczego ktoś ma prawo podejrzewać, że sympatyczna staruszka może należeć do szajki złodziei?



Tego, choć bardzo chcę, zdradzić Wam nie mogę. Musicie sami przeczytać tę książkę i wszystkiego się dowiedzieć. Gwarantuję, że trzyma w napięciu. Połączenie opowieści podróżniczej z historią kryminalną znowu się sprawdziło i ani przez chwilę nie miałam wrażenia, że ten koncept się zużył. Przeciwnie! Każdy tom jest ciekawy, każdy zaskakuje, wciąga i sprawia, że czytelnicy świetnie się bawią. Ten budzi też odrobinę zazdrości, bo czytelnicy o podróżach tak swobodnych, jak podróże Mazurskich mogą na razie jedynie pomarzyć. Z drugiej strony, przymusowe siedzenie w domu, to doskonała okazja do podróżowania palcem po mapie i snucia planów na to, dokąd pojedziemy, kiedy znowu będzie normalnie. W czwartym tomie "Mazurskich w podróży" znowu znajdziecie mnóstwo zdjęć (plus świetne rysunki Anny Oparkowskiej), ważnych informacji i ciekawostek o miejscach, które odwiedzają bohaterowie. To niemal gotowy plan wycieczki ich śladami. My na taką wyprawę mamy ochotę już od jakiegoś czasu. Kto wie, może w niedalekiej przyszłości uda nam się ten plan zrealizować. A Wy? O którym z obranych przez Mazurskich kierunku marzycie najbardziej?




Mazurscy w podróży. Diamentowa gorączka

Agnieszka Stelmaszyk

ilustracje Anna Oparkowska

Wydawnictwo Wilga 2020


"Pamiętniki Wisienki. Bogini bez oblicza" (Wydawnictwo EGMONT)

Komiksy kojarzą się zazwyczaj z prostą i banalną rozrywką. Wiele osób właśnie z tego powodu omija je szerokim łukiem. Nie krytykuję ich, bo sama długo o komiksach myślałam właśnie w ten sposób. Moje postrzeganie tego gatunku zmieniły komiksy adresowane do młodych czytelników. Zaczęłam je czytać i znalazłam w nich znacznie więcej niż tylko rozrywkę. Po kilku latach dość regularnego czytania komiksów dla dzieci, mam już nawet swoje ulubione serie.

 

Wśród nich znajdują się "Pamiętniki Wisienki" wydawane przez EGMONT. Tytułowa bohaterka serii przeżywa niezwykle interesujące przygody, których pozazdrościć może jej wielu czytelników. Przygoda opisana w najnowszym tomie może budzić mieszane uczucia i pewne wątpliwości, co do tego, czy sami chcielibyśmy je przeżyć. Tym razem Wisienka wyrusza nad morze. Wyjazd to prezent urodzinowy. Podarowała go dziewczynce mama, która pojedzie nad morze razem z nią. W planach nie mają jednak leżenia na plaży. Zamieszkają w małym domku, ale atrakcje wyjazdu związane będą ze znajdującym się w pobliżu dworem. Tam wezmą udział w projekcie, który polega na rozwiązywaniu zagadek i odkrywaniu tajemnic związanych z dworem. Dziewczynka i jej mama dostaną kartkę z tajemniczo brzmiącym zdaniem. Matka i córka zaczynają grę. Jednak im dłużej w niej są, tym mniej wiedzą. Dlaczego? Bo zdanie, które wylosowały nie zostało wymyślone przez właścicieli dworu. Jak to możliwe? Kto stoi za tym zdaniem? Dlaczego to zrobił? Wisienka musi się tego dowiedzieć. Pomogą jej przyjaciółki, które nad morze ściągnęła mama dziewczynki. Dobrze, że to zrobiła, bo przyjaciółki chętnie wezmą udział w tej dziwnej grze, a z mamą Wisienka nie do końca będzie umiała się dogadać. Okaże się bowiem, że cała sprawa ma związek z przeszłością mamy. Czy rozwiązanie zagadki wzmocni czy rozluźni więź między matką a córką?




"Pamiętniki Wisienki" nigdy nie pozwalały nam się nudzić. Każdy tom był ciekawą przygodą literacką, pełną zagadek, tajemnic i ciekawych bohaterów. Mimo to tom czwarty nas zaskoczył. Ja nie mogłam się od niego oderwać. Koniecznie chciałam poznać zakończenie tej historii. Tosia podobnie. I choć dzieli nas kilka lat, każda z nas czerpała z tej lektury ogromną przyjemność. Każda z ciekawością zaglądała na kolejną stronę. Oczekując rozwiązania zagadki albo kolejnego zwrotu akcji. Tych drugich jest w książce wiele. Ku uciesze czytelników. Miłośników komiksów i dobrze napisanych historii. Im wszystkim "Pamiętniki Wisienki" przypadną do gustu. Zachwycą również tych, którzy lubią nacieszyć oko pięknymi ilustracjami. W tej książce jest takich wiele. Ilustracje Aurelie Neyret są przepiękne i wspaniale komponują się z tą niezwykłą historią, którą polecam wszystkim miłośnikom dobrych książek.



Pamiętniki Wisienki. Bogini bez oblicza

Joris Chamlblain

rysunki Aurelie Neyret

tłumaczenie Marek Puszczewicz

EGMONT 2021


https://egmont.pl/

"Pani K. zaczyna od nowa" (Wydawnictwo Dwukropek)

Każdy miewa gorsze dni. Takie, w których nic się nie udaje i wszystko idzie pod górkę. Bez względu na to, jak wiele pracy włożylibyśmy w wykonywane zadania, nic z tego nie wyjdzie. Następnego dnia jest już lepiej, ale odciąć się od tego, co działo się kilkanaście godzin wcześniej nie jest łatwo. Czy można się nauczyć odcinania od przeszłości?

Na pewno warto próbować. Taka umiejętność przyda się małym i dużym, więc uczyć mogą się razem. Na przykład z książki Pani K. zaczyna od nowa. Tytułowa bohaterka jest piękną, rudą kotką. Jednak jeszcze niedawno było inaczej. Kiedyś Pani K. nie miała domu. Dali jej go dopiero bohaterowie tej książki. To u nich Pani K. znalazła ciepły kąt, pełną miskę i bezpieczne schronienie. Od tej pory życie kotki było zdecydowanie łatwiejsze. Nie możemy jednak powiedzieć, żeby kłopoty omijały Panią K. szerokim łukiem. Zdarzyło jej się zostać użądloną przez osę, zdarzyło zostać oblaną wodą z węża ogrodowego. Był taki dzień, w którym Pani K. odeszła od miski z pustym brzuchem, bo przegonił ją większy i silniejszy kot. Innego dnia spadła z drzewa, jeszcze innego wpadła w mur. Nie miała łatwo. Codzienność jej nie oszczędzała. A jednak Pani K. nie załamuje się. Robi jej się smutno, popada w melancholię, ale nie na długo. Doskonale wie, że po każdej burzy wychodzi słońce, że zawsze przychodzi nowy dzień i wszystko można zacząć od początku.

  

Nie spodziewałam się, że ta niezbyt gruba, bardzo kolorowa książka ma tak mądre przesłanie. Naprawdę warto mieć ją w swojej biblioteczce i czytać jak najczęściej. Czy od tego problemy staną się mniejsze, a życie łatwiejsze? Nie wiem. Gwarancji nikt nie może nam dać, ale czy to powód, żeby nie próbować? Próbować zawsze warto. Przykład Pani K. uczy, że nie warto się poddawać i załamywać. Kotka pokazuje czytelnikom jak radzi sobie z gorszym samopoczuciem i w jaki sposób przegania smutki. Jej historia to doskonały materiał do czytania w domu i przedszkolu. To książka, która stanowi punkt wyjścia do rozmów z dziećmi. Tych ważnych, które pomogą im żyć szczęśliwie. A szczęśliwego życia swoim dzieciom życzy przecież każdy.


 

Pani K. zaczyna od nowa

Anna Kaminski

ilustracje Przemysław Szukaj

Dwukropek 2020


"Przygoda dzika Toniego Halika" (Wydawnictwo AGORA)

Książkom stawiamy różne wymagania. Chcemy, żeby nas czegoś uczyły, odrywały nas od codzienności albo skłaniały do refleksji. W przypadku książek dla dzieci ważne jest również to, żeby poszerzały horyzonty. Lubię obserwować, jak czytane książki wpływają na Tosię, jak pobudzają jej wyobraźnię i w różnych sytuacjach jej się przypominają. Oczywiście prym wiodą te najbardziej ulubione tytuły. Te, do których wracamy w codziennych rozmowach albo różnych życiowych sytuacjach. Jedną z tych najbardziej inspirujących lektur była dla Tosi Afryka Kazika. Najpierw przeczytała ją razem z tatą, potem sama. W międzyczasie kilkadziesiąt razy wysłuchała tej historii w wersji audiobooka. Wielka podróż Kazimierza Nowaka po Afryce podbiła serce Tosi, a sam bohater stał się jedną z najbardziej inspirujących ją postaci. 


Nie wahałam się, więc ani chwili, kiedy zobaczyłam w zapowiedziach książkę dla dzieci, której głównym bohaterem jest Tony Halik. Jej autor, Mirosław Wlekły, napisał wcześniej biografię Toniego Halika adresowanym do dorosłych. Nie czytałam jej, więc nie będę tych dwóch książek porównywać, ale o książce dla dzieci wypowiem się bardzo chętnie! Czytelnicy poznają w niej dorosłego mężczyznę, który spełnia jedno ze swoich największych dziecięcych marzeń. Kiedy był mały zamarzył o podróży do Indian! Marzenie to rozpalało jego wyobraźnię i sprawiało, że chłopak, częściej niż na lekcjach matematyki albo historii, skupiał swoją uwagę na nauce języka portugalskiego albo oglądaniu map świata. Marzył, ale na marzeniach nie poprzestawał. Robił wszystko, żeby dopiąć swego i dotrzeć do Ameryki Południowej. Jego wyprawy były niezwykłe. Docierał do miejsc zupełnie nieznanych. Takich, do których nie dotarła cywilizacja. Co tam robił? Poznawał ludzi, ich zwyczaje, tradycje. Nawiązywał z nimi relacje (choć to czasem wcale nie było takie proste, zdobywał ich zaufanie. Przyglądał się ich codziennemu życiu i wydarzeniom całkowicie wyjątkowym. Wziął na przykład udział w zawodach sportowych i poradził w nich sobie zaskakująco dobrze. Jego podróże miały jeszcze jeden cel. Miał przywieźć z nich prawdziwą dzidę. Jesteście ciekawi, czy mu się to udało? Zajrzyjcie do książki. Z niej dowiecie się wszystkiego.




Wczoraj minęła setna rocznica urodzin tego niezwykłego człowieka. Lepszego momentu na premierę tej książki być nie mogło. Tony Halik to człowiek, którego historię znać warto i, o którym warto pamiętać. Opowieść o nim jest interesująca nie tylko dla tych, którzy Halika mogą pamiętać z telewizji, ale też ci, którzy wiedzą o nim niewiele (albo nie wiedzą zupełnie nic).  Nas ta opowieść pochłonęła bez reszty. Opisy podróży Toniego Halika zapierały dech w piersiach i, co tu ukrywać, budziły zazdrość. Świetnie napisana historia zainteresuje nawet najbardziej wybrednych czytelników i tych, którzy nie lubią dalekich wypraw. Bo jest to nie tylko opowieść o podróżowaniu, ale również o spełnianiu marzeń i wytrwałym dążeniu do celu. Z małego Miecia (bo Halik tak naprawdę nosił trzy imiona, Mieczysław Sędzimir Antoni) śmiali się koledzy, nikt nie wierzył w to, że ten marzyciel kiedyś dotrze do Ameryki Południowej. A jednak jemu udało się to marzenie spełnić. To dowód na to, że nigdy nie można się poddawać, a o swoje marzenia warto walczyć. Piękna, mądra i ważna lekcja dla młodych czytelników. Pisząc o tej książce nie mogę pominąć jej oprawy graficznej. Zadbała o nią Magdalena Kozieł-Nowak. Jej barwne ilustracje doskonale pasują do tej pełnej barw opowieści. Opowieści, której urokowi nie można nie ulec! I, którą warto poznać nie tylko przy okazji świętowania setnej rocznicy urodzin jej głównego bohatera.




Przygoda dzika Toniego Halika

Mirosław Wlekły

ilustracje Magdalena Kozieł-Nowak

AGORA 2021 

 

"Pola i Buster. Tajemnica magicznych kamieni" (Wydawnictwo Mamania)

Są tacy bohaterowie, do których trudno nie poczuć sympatii. Takich bohaterów mogłabym wymieniać długo, bo ulubieńców w świecie literatury mamy wielu. Niektórzy na kontynuacje swoich przygód każą czekać długo, ale kiedy w końcu dostajemy nowy tom, radość jest wielka, a literacka uczta przepyszna.

 

Tak właśnie było w przypadku drugiego tomu książki, której bohaterami są Pola i Buster. Różni ich wiele, żeby nie powiedzieć, że dzieli ich wszystko. Mimo to zostali przyjaciółmi. I to nie takimi ze szkoły albo podwórka, którzy widują się na chwilę, a potem każdy wraca do swoich spraw i innych przyjaciół. Pola i Buster są przyjaciółmi na dobre i na złe. Choć nie, oni byli przyjaciółmi na dobre i na złe. W pierwszej książce o ich przygodach (KLIK) zobaczyliśmy wielki kryzys ich przyjaźni. Bo Pola i Buster przyjaciółmi być nie powinni. Ona jest wiedźmą, on maszkaronem. Zasady rządzące ich gatunkami nie pozwalają na zawieranie znajomości między nimi. Mimo to ta wiedźma i ten maszkaron postanowili się przyjaźnić. I wszystko szłoby gładko, gdyby nie różne szkoły, w których mieli się uczyć. Spotkało im tam to, co spotyka wszystkie dzieci w ich wieku. Dążąc do zdobycia sympatii swoich szkolnych znajomych, musieli zachowywać się nieco inaczej niż normalnie. Czy warto wyrzekać się siebie, swoich wartości i ideałów, żeby zdobyć przyjaciół? Przykład Poli pokazuje, że nie. Gdyby od razu przyznała się do znajomości z Busterem, gdyby nie starała się na siłę przypodobać koleżankom, nie musiałaby teraz tego wszystkiego odkręcać. Nie musiałaby uciekać z domu. Nie musiałaby się martwić. Ale zrobiła inaczej, teraz próbuje naprawić swój błąd, ale najpierw musi się do popełnionego błędu przez Busterem przyznać. Czy wystarczy jej odwagi? Czy Buster, po tym, jak pozna prawdę, będzie jeszcze chciał jej pomóc? A co zrobią wiedźmy, kiedy dowiedzą się, że jedna z nich przyjaźni się z maszkaronem? Misja, która stoi przez Polą jest trudna i wymagająca. Czy dziewczynka sobie z wym poradzi? Czy nie zabraknie jej odwagi i umiejętności? Kto w tej sytuacji okaże się przyjacielem, kto wyciągnie do niej pomocną dłoń i zdecyduje się być przy niej w najtrudniejszych chwilach?



 

Pytań jest wiele, a Poli naprawdę nie ma czego zazdrościć. Jej sytuacja jest beznadziejna. I ona, i czytelnicy mają wrażenie, że nie ma z niej dobrego wyjścia. Co zrobić? Dokąd iść? Gdzie szukać pomocy? Na każde z tych pytań Pola musi znaleźć odpowiedź. Musi też zdecydować, po której stronie chce się opowiedzieć. A to nie jest łatwe. Nikt z nas (a zwłaszcza dotyczy to dzieci) nie chce czuć się nieakceptowany, każdy chce mieć przyjaciela, kogoś bliskiego, z kim będzie mógł dzielić radości i smutki. Jaką cenę trzeba za to zapłacić? Może żadną? Przecież przyjaciel powinien być przy nas i nie oczekiwać za to zapłaty. Przykład Poli to lekcja dla czytelników. Jeśli wyciągną z niej odpowiednie wnioski, nie powtórzą błędów bohaterki i nie wystawią na próbę swojej przyjaźni. 



Książkę Sally Rippin warto przeczytać jeszcze z przynajmniej z dwóch powodów. Ta historia jest mądra, ale również znakomicie napisana. Przygody Poli i Bustera czyta się jednym tchem i w ogromnych emocjach. Z tymi bohaterami bardzo łatwo się zżyć, a potem im kibicować. Także dlatego, że są nie tylko świetnie opisani, ale także pięknie narysowani (za oprawę graficzną odpowiedzialna jest również Sally Rippin). Urokowi sympatycznej wiedźmy i równie sympatycznego potwora trudno się oprzeć, więc nie zalecam tego, tylko polecam przeczytać książkę. Tę i poprzednią (jeśli pierwszego tomu jeszcze nie znacie).

 

Pola i Buster. Tajemnica magicznych kamieni

Sally Rippin

tłumaczenie Aleksandra Weksej

Mamania 2020



"Omega" (Instytut Wydawniczy Latarnik)

Tosia bardzo rzadko czyta książki starsze od siebie. Nowości wydawniczych jest tak wiele, że i w ich czytaniu zdarza nam się mieć zaległości. Na myślenie o czytaniu starszych pozycji nawet brakuje czasu. Najczęściej tymi starszymi od Tosi książek, które czyta są lektury. Nadrabiamy również starsze tomy lubianych serii wydawniczych i oczywiście książki ulubionych autorów. W tej ostatniej grupie prym wiodą książki Marcina Szczygielskiego. Tosia za punkt honoru postawiła sobie poznanie całej twórczości tego autora adresowanej do dzieci i młodzieży. 

 

Ponieważ podzielam jej sympatię do książek tego autora, to większość jego książek czytamy razem (często nawet z podziałem na role). W czasie ferii sięgnęłyśmy po Omegę, książkę wydaną w 2009, czyli dwa lata starszą od Tosi. Myślałam, żeby z jej czytaniem jeszcze trochę poczekać (bohaterka ma dwanaście lat), ale Tosia była bardzo stanowcza. Ustaliłyśmy jednak, że jeśli książka wyda się nam za trudna, to zrezygnujemy z czytania i wrócimy do Omegi za jakiś czas. Nic takiego jednak się nie stało i książka pochłonęła nas bez reszty. O czym opowiada? O grze komputerowej. Jednak nie jest to gra, w którą gra się korzystając z komputera albo konsoli. Omega jest wewnątrz tej gry, jest jej uczestniczką i musi radzić sobie z zadaniami, które czekają na nią na każdym poziomie gry. Jak Omega trafiła do gry? Trochę przez nieuwagę. W dni swoich dwunastych urodzin dostała link, w który przez nieuwagę kliknęła. Tak znalazła się w wirtualnej rzeczywistości. Szybko spotyka, dość osobliwego, pomocnika. To Dziecko, bobas, który tylko pozornie może być dla dziewczyny dodatkowym obciążeniem. Tak naprawdę wiele razy przyjdzie jej z pomocą. Drugim pomocnikiem Omegi będzie Babula, a dokładnie jej zombie, bo ukochana babcia dziewczynki niedawno zmarła. Omega spotka babcię na cmentarzu, na którym rozegra się jeden z poziomów gry. Pozostałe przeniosą dziewczynkę między innymi na stadion, most i do szpitala. W każdym z miejsc na dziewczynę czekają liczne niebezpieczeństwa i pułapki. Podróż przez kolejne poziomy będzie emocjonująca nie tylko dla Omegi, ale również dla czytelników.


 

Nie mogę powiedzieć, że pochłonęłyśmy tę książkę "na raz". Omega ma ponad 500 stron, niektóre rozdziały są naprawdę długie, więc przerwa na herbatę i odpoczynek dla strun głosowych była niezbędna. Przeczytałyśmy ją jednak bardzo szybko i z ogromną przyjemnością. Omega to wspaniała, metaforyczna opowieść o dojrzewaniu i zmianach zachodzących w życiu dziewczynki. Jest to także opowieść o relacjach międzyludzkich, budowaniu zaufania, miłości do najbliższych, przyjaźni i niezbędnej nam wszystkim empatii. Nie zabrakło tu również ciekawych bohaterów. Odważnej i sprytnej Omedze towarzyszy wygadane ponad wiek Dziecko, którego ironiczne uwagi wielokrotnie budziły nasz śmiech. Szczególnie jednak zachwyciła nas postać Babuli. Marcin Szczygielski przyzwyczaił nas do tego, że zawsze wspaniale projektuje w swoich powieściach postacie seniorek i tu znowu nas nie zawiódł. Babula-zombie jest fantastyczna! Zabawna, dystyngowana i trochę niedzisiejsza. Bawiłyśmy się w jej towarzystwie znakomicie. Przy całej tej książce również. Nie mamy, co prawda pewności, czy chciałybyśmy przeżyć przygodę podobną do tej, którą przeżyła Omega, ale czytanie o niej było dla nas wielką przyjemnością i wspaniałą literacką przygodą.



 

Omega

Marcin Szczygielski

Instytut Wydawniczy Latarnik 2019


https://latarnik.com.pl/

Nasz patronat: "Czarny Smok w Wenecji" (Wydawnictwo Dwukropek)

Upłynęły trzy lata, od czasu, gdy Sophie odnalazła skradzioną pozytywkę w kształcie wróbla i po raz pierwszy rozwiązała zagadkę kryminalną. Miała wtedy zaledwie czternaście lat i była raczej zwyczajną dziewczyną, wykonującą raczej zwyczajną pracę - sprzedawała kapelusze w domu handlowym Sinclaira. Teraz miała prawie osiemnaście lat i uważała, że nikt by jej nie nazwał zwyczajną. Nie była już sprzedawczynią, lecz współwłaścicielką Taylor & Rose, pierwszej londyńskiej agencji detektywistycznej prowadzonej przez młode damy.


Czytałam ten fragment książki Katherine Woodfine Czarny Smok w Wenecji z serii "Taylor i Rose tajne agentki" i nie mogłam pozbyć się myśli, że nie tylko życie Sophie uległo zmianie. Nigdy, naprawdę nigdy, nie myślałam o tym, że mogłabym czytać z przyjemnością powieści detektywistyczne. Żadne, nawet najbardziej klasyczne i podziwiane przez rzesze czytelników, książki reprezentujące ten gatunek nie budziły mojego zainteresowania. Aż do dnia, w którym zaczęłam czytać książkę Katherine Woodfine Pozytywka, emocjonującą powieść detektywistyczno-kryminalną w stylu retro. Nie mogę napisać, że stałam się jakąś wielką fanką całego gatunku, ale losy bohaterek serii "Tajemnice Domu Handlowego Sinclairs" zaczęłam śledzić z zapartym tchem i ogromną przyjemnością.




Po londyńskich przygodach z Domem Handlowym Sinclairs w tle, przyszedł czas na dalekie podróże młodych detektywek. Sophie i Lili, czyli panny Taylor i Rose zostały zatrudnione przez brytyjski rząd i zlecane są im różne, ważne, ale i niebezpieczne zadania. Były już w Paryżu, były w Petersburgu, a teraz ruszają do Wenecji! Miasta, które kojarzy się nam z gondolami, karnawałem i zabytkami. Po przeczytaniu Czarnego Smoka w Wenecji pierwszym skojarzeniem mogą być jednak bardzo poważne przestępstwa i niezwykle tajemnicze sprawy. Wszystko oczywiście przez grupę Barona, która nie raz zamieszała w życiu głównych bohaterek serii i tajemnicze wizerunki smoków. W Wenecji ma znajdować się kolejny obraz. Odnaleźć będzie próbowała go Sophie, która uda się do włoskiego miasta z grupą przyjaciół. Dlaczego z grupą? Bo tym razem ma wmieszać się w tłum i jak najmniej się z niego wyróżniać. Co w tym czasie będzie robić Lili, która zostanie w Londynie? Będzie próbować rozwikłać zagadkę zaginięcia jednego z członków biura. Joe rozpłynął się w powietrzu. Jedynym śladem jest jego czapka. Wszystko wskazuje na to, że chłopak nie żyje. Lili nie chce dać temu wiary i postanawia odkryć prawdę.



 Więcej nie zdradzę, bo chcę, żeby Waszej lekturze towarzyszyły emocje podobne do tych, które sama odczuwałam. Książki o przygodach Sophie i Lili rekomendowałam Wam już sześciokrotnie. Czy muszę silić się na oryginalność, żeby zachęcić Was do przeczytania Czarnego Smoka w Wenecji? Nie czuję takiej potrzeby. Mogę za to napisać, że jest to książka, która pokazuje, że z każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji jest jakieś wyjście. To książka, która pokazuje, jak ważna w naszym życiu jest przyjaźń. Książka, która udowadnia, że zawsze jest szansa na naprawienie błędów, zmianę postępowania i zmianę w życiu. Historia Sophie i Lil miała wiele zakrętów, ale dziewczyny nigdy się nie poddawały, zawsze szukały innego wyjścia, nie ulegały pozorom i działały dla dobra nie tylko swojego, ale i innych. Do tego wszystkiego jest to książka (i seria), w której wspaniale opisano świat sprzed stu lat wraz z obowiązującymi w nim zasadami, rządzących nim prawami i ludźmi, którzy, choć nieco się od nas różnią, to swoim zachowaniem, mogą inspirować także nas. Polskie wydanie tej książki zyskało cudowną oprawę graficzną autorstwa Macieja Szymanowicza. Nas jego ilustracje nieustannie zachwycają i myślę, że Wam też przypadną do gustu (jeśli ich oczywiście nie znaliście). Jest jeszcze jeden powód, który sprawia, że darzę tę książkę (a właściwie całą serię) wielką sympatią. To nasz patronat i w tym przypadku o obiektywizm w polecaniu naprawdę może być trudno:)


  
Czarny Smok w Wenecji
Katherine Woodfine
ilustracje Maciej Szymanowicz
tłumaczenie Ewa Westwalewicz-Mogilska
Wydawnictwo Dwukropek 2021