"Elf do zadań specjalnych" (Wydawnictwo Zielona Sowa)

Cały rok czekam na adwentowe nowości. Czasem mam wrażenie, że oczekiwanie na Boże Narodzenie cieszy mnie bardziej niż same święta. Lubię te dni, których rytm i rutynę wyznaczają nam podzielone na 24 rozdziały książki. Już w październiku zaczynam przeglądać zapowiedzi i wyszukiwać wśród nich tych książek, które przeznaczone są do czytania właśnie w grudniowe dni i wieczory. 



W tym roku Zielona Sowa wydała drugą tego typu książką. Pierwsza, Jak Winston uratował Święta?, ukazała się dwa lata temu. Jej lektura sprawiła nam ogromną przyjemność (KLIK), więc nasze oczekiwania względem nowej publikacji miałyśmy bardzo wysokie. Bardzo ucieszył mnie fakt, że książkę napisała polska autorka. Zazwyczaj książki adwentowe są tłumaczeniami książek zagranicznych. Oczywiście nie mam nic przeciwko tłumaczeniu książek, ale cieszy mnie, że i polscy pisarze zaczynają próbować swoich sił w pisaniu książek przygotowujących dzieci na Boże Narodzenie. 
 


 

Elfa do zadań specjalnych napisała Katarzyna Wierzbicka, w sieci znana jako Madka Roku, laureatka organizowanego przez Biedronkę konkursu literackiego Piórko. Autorka zbiera małych czytelników do wioski Świętego Mikołaja. Trafiamy tam w najgorętszym okresie roku. Właśnie wtedy, kiedy listy do Mikołaja przychodzą całymi workami, a elfy nie mają ani chwili wytchnienia. Sama wioska okazuje się miejscem doskonale zorganizowanym i działającym w taki sposób, że nie powstydziłaby się tego największa korporacja. Elfy pracują w różnych działach, każda grupa ma inne obowiązki. Jedni czytają listy, inni nadzorują produkcję zabawek, jeszcze inni wyruszają do świata ludzi i tam sprawdzają, czy dzieci, dla których przygotowują prezenty na pewno na nie zasłużyły. Oczywiście wszystkie zadania są tak samo ważne, ale to ostatnie jest szczególnie niebezpieczne. Odwiedzane przez elfy dzieci nie powinny ich zauważyć, bo elfy mają należeć do świata ich wyobrażeń. W ukrywaniu się pomagają elfom z działu wywiadowczego pomagają specjalne szaliki. Dzięki nim elfom udaje się ukrywać. Niestety, sprawy nie zawsze układają się po myśli elfów. Jeden z głównych bohaterów historii, elf Wiercipiętek, w zeszłym roku zgubił swój szalik. Przez kilka miesięcy skrzętnie ukrywał ten fakt, ale teraz trudno będzie mu utrzymać go w tajemnicy. Niestety, nie będzie to największe zmartwienie elfów i Świętego Mikołaja. W wiosce, niespodziewanie, pojawią się trolle i krasnoludki. Narastający konflikt między przedstawicielami różnych rodów grozi bardzo poważnymi konsekwencjami. Może się okazać, że w tym roku Boże Narodzenie będzie wyjątkowo nieudane.




Książka Katarzyny Wierzbickiej to adwentowa propozycja dla wszystkich miłośników powieści pełnych przygód, emocji i zaskakujących zwrotów akcji. Każdy z dwudziestu czterech rozdziałów trzyma w napięciu do ostatniej kropki. Konflikt między elfami, trollami i krasnoludkami nabiera na sile. Wiercipiętek odwiedza dzieci bez szalika i zostaje przez nie zauważony. Święty Mikołaj martwi się postępem technologii i innowacjami, które chcą wprowadzić w wiosce niektóre elfy. Sprawy przyjmą jednak zupełnie niespodziewany obrót, okaże się, że są na świecie dzieci, które ucieszą się z absolutnie niematerialnych prezentów. Bo nie potrzebują kolejnej lalki albo zdalnie sterowanego samochodu, tylko uwagi dorosłych i czasu spędzonego z nimi, a nie obok nich. Banał? Patrząc na to, co dzieje się wokół nas niekoniecznie. Jeśli chodzi o spędzanie czasu z dziećmi, to często dobrzy jesteśmy w teorii, a z praktyką jest u nas znacznie gorzej. Elf do zadań specjalnych daje szansę na spędzenie czasu razem z dziećmi. Czytając nie można zerkać na telefon, nie można z nikim innym rozmawiać. Czytając jest się z dzieckiem. Razem poznaje się historię literackich bohaterów i zachwyca ilustracjami. O te ostatnie zdbała Ulyana Nikitina, która nadała i tak już niesamowicie magicznej historii dodatkowego czaru i uroku. Nie dajcie się prosić i 1 grudnia wyruszcie do krainy Świętego Mikołaja.




 Elf do zadań specjalnych

Katarzyna Wierzbicka

ilustracje Ulyana Nikitina

Zielona Sowa 2020

wiek 6+ 


"Co jedzą czarownice?" (Wydawnictwo Bajka)

Jak my czekałyśmy na tę książkę! Seria o Mai i ciabci zachwyca nas już od dawna humorem, nawiązywaniem do bieżących wydarzeń i niekończącymi się pomysłami autora. Wiedziałyśmy, że nowy tom przygód młodej czarownicy Majki nie zawiedzie naszych oczekiwań. I nie pomyliłyśmy się. Książka jest znakomita, choć zupełnie inna od tego, do czego Marcin Szczygielski nas przyzwyczaił.



Wiele zdradza podtytuł, który informuje nas, że mamy do czynienia z powieścią kucharską. Czym ów gatunek jest? Tego dowiadujemy się w trakcie czytania powieści. Początek przypomina to, co działo się w poprzednich częściach. Znowu przychodzi koniec świata. Co tym razem wymyślił dla swoich bohaterów Marcin Szczygielski? Były deszcz, śnieg, mgły, wiatry i upały. Co teraz? Teraz aż tak spektakularnie nie będzie, choć życie rodziny Majki stanie na głowie. Końcem świata będzie wyjazd mamy. Zaleci jej go lekarka, do której kobieta wybrała się po powrocie ze Szczecina (co tam się wydarzyło przeczytacie w książce Pomylony narzeczony). Mama ma wyjechać na kilka dni, gdzieś daleko sama. Pada na Karpacz, do którego podobno dojedzie pociągiem (tu nasze czujne oko dostrzegło pewną nieścisłość, bo do Karpacza od 20 lat nie dojeżdżają żadne pociągi, więc trochę się o mamę Majki zaczęłyśmy martwić). W pierwszych rozdziałach jesteśmy świadkami przygotowań do wyjazdu oraz pożegnania na dworcu (jeśli znacie wcześniejsze przygody Mai, to domyślacie się, że owo pożegnanie ma niezwykły potencjał komiczny). Obawy mamy okazują się całkowicie uzasadnione, bo kiedy Maja wraz z tatą wracają do domu, okazuje się, że pani Romanowska, która miała im pomagać, złamała nogę! Co w tej sytuacji zrobią bohaterowie? Najpierw za gotowanie weźmie się tata, ale skutki będą opłakane. W związku z tym swoich sił w kuchni postanowi spróbować Maja. Jako początkująca czarownica ma nadzieję, że posiadane przez nią moce pomogą jej nakarmić rodzinę. Z błędu szybko wyprowadza ją ciabcia. Maja gotować będzie musiała sama. Z wielu stron dostanie jednak pomoc. Produkty spożywcze znajdzie w domu pani Romanowskiej (która dobrze zaopatrzyła swoją spiżarnię, a teraz wyjeżdża do rodziny, która zaopiekuje się nią w czasie rekonwalescencji), a przepisy otrzyma od wielu bliskich i życzliwych jej osób. Pierwsze poda jej oczywiście ciabcia, pomoże także Monterowa (choć, jak wiemy, z poprzednich tomów, jej gusta kulinarne są dość oryginalne), przybędą znani z Klątwy dziewiątych urodzin Syrena i Wiadrus, przepisy podsunie jej nawet mama Cyryla (czyli chłopaka Majki). Ich pomoc okaże się dla dziewczynki wielkim wsparciem.
 
 


Serię o Mai pokochałyśmy od pierwszego przeczytania. Uwielbiamy główną bohaterkę i wszystkich jej przyjaciół. Każdy dotychczasowy tom kipiał humorem. Przy każdym świetnie się bawiłyśmy. Przy tym również, choć od wcześniejszych bardzo mocno się różnił. Historia jest nieco krótsza, bo oprócz opowieści o przygodach Mai pojawiają się tu przepisy! W książce znajdziecie wszystkie receptury, więc po przeczytaniu książki będziecie mogli wypróbować je na Waszych bliskich (na końcu książki znajdziecie także miejsce na zapisywanie własnych przepisów). Bliscy Mai byli zadowoleni, więc można mieć nadzieję (a może i pewność, że te potrawy zasmakują również czytelnikom. Znacznie więcej jest w tym tomie również ilustracji. Stworzyła je, tradycyjnie, Magda Wosik. Jej prace dodawały i cały czas dodają tej serii niezwykłego charakteru. Doskonale pasują do historii o młodej czarownicy. Jak widzicie Co jedzą czarownice? będą zaskakiwać fanów tej serii na każdym kroku. Nieco inna forma, łącząca powieść i książkę kucharską, zaskakuje, na pewno przypadnie im do gustu. Bohaterowie, jak zwykle, wzbudzają uśmiech na twarzach czytelników. Lektura ich przygód każdego wieczoru poprawiała nasze humory. Teraz czekamy na ich kontynuację!




  
Co jedzą czarownice?

Marcin Szczygielski

ilustracje Magda Wosik

Wydawnictwo Bajka 2020

wiek 6+


"Jak ratowaliśmy Wigilię" (Wydawnictwo Zakamarki)

Pierwszą książkę przeznaczoną do czytania w czasie adwentu poznałyśmy dzięki wydawnictwu Zakamarki. Wszystko zaczęło się od książki Wierzcie w Mikołaja! (KLIK). Od tej pory nie wyobrażamy sobie grudnia bez tego typu książki. Wczesną jesienią zaczynamy wypatrywać zapowiedzi nowości. Zwłaszcza tych zakamarkowych, bo to wydawnictwo jest w przygotowywaniu adwentowych nowości najbardziej regularne. W tym roku po raz kolejny nie zawiodło pokładanych w nich nadziei. Nie mogę jeszcze powiedzieć, co o tej książce myśli Tosia, ponieważ ona zacznie czytać tę książkę 1 grudnia, ale swoją opinią bardzo chętnie się podzielę. 


Książka Ellen Karlsson Jak ratowaliśmy Wigilię znowu zabiera nas w podróż na północ Europy. Autorkę możecie kojarzyć z książek Sznurówka, ptak i ja oraz Ryba o imieniu Fabian, dwóch pięknych opowieści o przyjaźni, która rodzi się między dziećmi. Wcześniejsze doświadczenia z jej książkami pozwalały mi podejrzewać, że również w książce adwentowej będziemy mieli do czynienia z opowieścią, w której wielką rolę odegra przyjaźń. Nie pomyliłam się. Głównym bohaterem książki jest Tim, uczeń zerówki. Chłopiec nie może się doczekać Bożego Narodzenia. Święta kojarzą mu się z przyjemnym czasem spędzanym z rodzicami i przyrodnią siostrą, która na co dzień mieszka w Australii. Odliczanie dni do Bożego Narodzenia ułatwi Timowi i wszystkim innym uczniom z jego klasy,  przygotowany przez nauczycielkę kalendarz. Każdego dnia jeden z uczniów będzie odrywał z niego jedną kartkę. Każdą kartkę dzieci będą zawieszać na tablicy w klasie. Przed feriami zimowymi uczniowie, którzy jeszcze nie zrywali kartek, wezmą swoje kartki do domu. Najważniejsze zadanie i największa odpowiedzialność spadnie na dziecko, które zerwie kartkę z datą 24 grudnia. Będzie musiał jej pilnować, bo jeśli coś się z tą kartką stanie, to Boże Narodzenie się nie odbędzie...




 

Brzmi dramatycznie, prawda? Timowi słowa nauczycielki bardzo zadziałały na wyobraźnię. Chłopiec jest przekonany, że tylko on może odpowiednio zaopiekować się Wigilią. Ma wielką nadzieję, że to właśnie jemu przypadnie ostatnia kartka. W głowie układa kolejność wyrywania stron kalendarza. Śni o kartce z 24 grudnia. Właściwie nie może myśleć o niczym innym. Niestety, już drugiego dnia grudnia, wychowawczyni losuje jego imię. Tim jest rozczarowany i zły. Targają nim tak wielkie emocje, że kiedy zostaje w klasie sam, zaczyna kartkować kalendarz (choć wie, że nie powinien tego robić). Właśnie wtedy w jego ręce zostaje kartka, która powinna zostać wyrwana 24 grudnia! Tim jest przerażony, przecież zrobił coś, czego zrobić nie powinien. Chłopiec nie wie, co ma zrobić. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że powinien odłożyć ją na miejsce, ale jak? Pomocną dłoń wyciąga do niego Esme. Dziewczynka jest gotowa wiele poświęcić, żeby pomóc Timowi i uratować Boże Narodzenie. Niestety, sprawy komplikują się jeszcze bardziej, kiedy okazuje się, że...





Nie, nie mogę zdradzić Wam tego, co dokładnie się stało. Macie czas do Wigilii na przeczytanie tej książki. Razem z jej bohaterami będziecie poznawać i przypominać sobie adwentowe i bożonarodzeniowe tradycje. Gwarantuję, że lektura tej książki dostarczy Wam niebywałych emocji. Przyznam szczerze, że czytając tę książkę, wiele razy pomyślałam o tym, że święta naprawdę się nie odbędą. Myślę, że z Wami będzie podobnie. Książka jest skonstruowana w taki sposób, że czytelnicy na pewno nie będą się przy niej nudzić. Przy okazji wprowadzą się w świąteczny nastrój. Nie wiem, jak Wy, ale ja w tym roku mam z tym wyjątkowy kłopot. Do minionej soboty trudno było mi myśleć o tym, że nadchodzi Boże Narodzenie. Nie myślałam o dekoracjach, prezentach, świątecznych ciastach i potrawach. Byłam trochę jak Tim, który bał się, że nie nadejdzie Boże Narodzenie. Książka Ellen Karlsson utwierdziła mnie w tym, że jeśli chodzi o Boże Narodzenie, sprawa nigdy nie jest beznadziejna i w tych dniach zawsze dzieją się rzeczy wyjątkowe. A książka Jak ratowaliśmy Wigilię ze względu na cudowną opowieść z wielką przyjaźnią w tle i przepiękne ilustracje wskakuje do pierwszej trójki moich ulubionych opowieści adwentowych.


 

Jak ratowaliśmy Wigilię

Ellen Karlsson

ilustracje Cecilia Heikkila

tłumaczenie Anna Czernow

ZAKAMARKI 2020

wiek 3+


Nowości (nie) tylko dla dziewczynek na jesienne wieczory

Jesień to najlepszy czas na odkrywanie literackich nowości. Długie wieczory sprzyjają czytaniu. Zabrzmi to pewnie banalnie, ale nie brakuje na świecie ludzi, którym humor w deszczowe popołudnie może poprawić jedynie dobra książka. Sama widzę jak maleje nasz stosik książek do przeczytania. To oznacza tylko jedno, jesienią czytamy jeszcze więcej i jeszcze chętniej. Równie chętnie tym, co przeczytamy dzielimy się z innymi, więc dziś recenzja dwóch fantastycznych książek, które do wieczornego czytania nadają się znakomicie.


Pierwsza z nich to trzeci tom dobrze znanej nam już serii komiksowej "Pamiętniki Wisienki". Najnowsza część jej przygód spodobała nam się przede wszystkim ze względu na zimowy klimat. Jakoś trudno w tym roku jest mi się cieszyć ze zmieniających się pór roku. O nadchodzącym Bożym Narodzeniu myślę z wielką rezerwą. Zima też niespecjalnie mnie cieszy, bo boję się, że o śniegu znowu będę mogła poczytać jedynie w książkach. W Wisience zima i Boże Narodzenie budzą znacznie bardziej pozytywne emocje. Nie spodziewa się jednak, że jeszcze przed świętami weźmie udział w niezwykłej ekspedycji. Będzie ona miała związek z introligatorką, która raz na jakiś czas odwiedza szkołę Wisienki. Od momentu, kiedy Sandra (bo tak introligatorka ma na imię) przyszła do szkoły po raz pierwszy, regularnie spotyka się z Wisienka i jej koleżankami. I właśnie podczas jednego z takich spotkań dziewczynki odkrywają tajemniczą skrzynkę. Od niej wszystko się zaczyna, a potem jest już tylko ciekawiej. Będzie bardzo tajemniczo, bo odkrywanie tajemnicy znaleziska będzie podróżą w przeszłość...





Niezwykłą ekspedycję znajdziemy również w książce Gwiezdny zegar. Cienista ćma. Siostry, Imogen i Marie, będąc pod opieką babci wejdą do... drzewa! Tak, nie pomyliłam się, do drzewa. Myślę, że nikt z nas nie oparłby się takiej pokusie, gdyby tak jak dziewczynki, zobaczyć w pniu drzewa drzwi! To drzewo i te drzwi wskazała im ćma, którą zobaczyły w trakcie pobytu w Ogrodach Haberdashów. To tam dostrzegły nocnego motyla, który tak bardzo wzbudził ich zainteresowanie. Podążając jego śladem wyruszyły w wielką podróż. Podróż, która przywołuje w pamięci czytelników skojarzenia z Narnią. Podróż pełną emocji, niebezpieczeństw, tajemnic, które trzeba odkryć i zadań, które należy wykonać. Czy bohaterki sobie z tym poradzą? Dlaczego to właśnie im ćma wskazała drzwi do innego świata? Zajrzyjcie do książki, tam czekają na Was odpowiedzi na wszystkie pytania. Niech nie odstrasza Was grubość tej książki (ma prawie 500 stron). Tę historię pochłania się błyskawicznie!





Dwie książki, o których dziś napisałam dzieli bardzo wiele. Pierwsza to komiks, druga - całkiem gruba powieść. Łączy je przede wszystkim to, że znakomicie się je czyta. Każda budzi zainteresowanie czytelnika. Wciąga, intryguje i zachwyca. Trudno im się oprzeć. I nie radzę się opierać, bo nie widzę ku temu żadnego powodu. Dobre książki czytać warto, a te zaliczają się do bardzo dobrych!

Książki znajdziecie na

https://egmont.pl/

"Święta królowa Jadwiga" (Wydawnictwo Święty Wojciech)

Książki Elizy Piotrowskiej znają chyba wszystkie dzieci w Polsce. Jej wierszowane opowieści o słynnych ludziach, miastach budzą zainteresowanie i szybko zyskują sympatię małych czytelników. Jedną z najbardziej znanych serii autorstwa Elizy Piotrowskiej są "Święci uśmiechnięci", dzięki której dzieci miały szansę poznać między innymi "prawdziwego" świętego Mikołaja, świętego Franciszka, a teraz także świętą królową Jadwigę.


Wierszowana biografia tej ostatniej bardzo nas ucieszyła, bo postać królowej Jadwigi często przewija się w naszych rozmowach. Ta książka dała Tosi szansę poznać ją jeszcze bliżej i lepiej. Eliza Piotrowska opowiada o rodzicach Jadwigi i rozczarowaniu, którego doznawał jej ojciec, kiedy na świat przychodziły jego kolejne córki. Ludwik Węgierski potrzebował syna, żeby móc komuś przekazać koronę. Dziewczynki, choć miały wszystko, co niezbędne do szczęścia, były mądre i  ciekawe świata, nie miały szans na samodzielne rządy. Małą, zaledwie czteroletnią, Jadwigę zaręczono z księciem austriackim Wilhelmem. Dziewczynka wyjechała do Wiednia, gdzie uczyła się etykiety, śpiewu, tańca i języków. Wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze i po osiągnięciu odpowiedniego wieku Jadwiga i Wilhelm zostaną małżeństwem. Jednak w ich los, po raz kolejny, wmieszała się wielka polityka. Dziewczynka musiała opuścić Wiedeń i przeprowadzić się do Krakowa. Tam czekał na nią tron i korona. Jadwiga została królem Polski, a po kilku latach żoną Władysława Jagiełły. Jej współcześni traktowali ją jako mądrą i dobrą władczynię. Panującą, niestety, zbyt krótko.




 

Czy dziś pamiętamy o pierwszej kobiecie zasiadającej na polskim tronie? Imię Jadwigi na pewno znane jest wszystkim, o jej życiu wiemy zapewne nieco mniej. Dobrze, że powstała ta książka, bo daje ona szansę na uzupełnienie braków w edukacji. Dzieciom wierszowana opowieść o ich rówieśniczce, która została królem na pewno się spodoba. W tej kwestii pewnie nie pójdą w jej ślady, bo czasy mamy zupełnie inne, ale nie trzeba być ani królem, ani królową, żeby być dobrym człowiekiem, pomagać innym. Żeby godzić skłóconych i otworzyć się na biedniejszych od nas. Bohaterka książki Elizy Piotrowskiej tego właśnie uczy. Dlatego może być dla nich wzorem do naśladowania i inspiracją do działania.




  
 Święta królowa Jadwiga

Eliza Piotrowska

Wydawnictwo Święty Wojciech 2020