"Nie trzaskaj drzwiami! Rozmowy, których pragną nastolatki, ale nigdy ci o tym nie powiedzą" (Znak Horyzont)

Afrykańskie przysłowie mówi, że do wychowania dziecka potrzeba całej wioski. To najlepsze potwierdzenie tego, jak wiele trudu trzeba włożyć w wychowanie. Każdy etap rozwoju dziecka to inne wyzwania dla rodziców. Nieprzespane noce, kiedy dziecko jest małe wydaje się wielu końcem świata. Szybko okazuje się jednak, że przedszkole, a potem okres nauki w szkole również mają swoje cienie i blaski. A potem przychodzi czas dojrzewania i w domu pojawia się nastolatek! To jest dopiero jazda bez trzymanki dla całej rodziny. Czy da się przejść przez ten etap suchą stopą? Myślę, że nie. To trudny czas zarówno dla nastolatków, jak i dla ich rodziców. Każde z nich chce, żeby było dobrze, ale niewielu to od razu wychodzi. 

Myślę, że nikt nie jest z tego zadowolony. Nikt nie chce mieszkać w domu, w którym, co chwilę wybuchają jakieś kłótnie, w którym wszystko może być przedmiotem sporu. Czy da się tego uniknąć? Jeśli obie strony będą tego chciały - na pewno. Trzeba jednak zrobić krok w tył, trzeba się zatrzymać i spojrzeć na panującą sytuację w inny sposób. Czasem z boku, czasem oczami drugiej osoby. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Skąd wiedzieć, kiedy się zatrzymać? Kiedy powinno się odpuścić? Jak zrozumieć, że nie mieliśmy racji? Najlepiej zacząć od przeczytania książki Moniki Janiszewskiej i Renaty Korolczuk Nie trzaskaj drzwiami! Rozmowy, których pragną nastolatki, ale nigdy ci o tym nie powiedzą. To książka adresowana do rodziców. Pozwala im ona zrozumieć, co dzieje się w głowach ich dojrzewających dzieci. Dzieci, na które tak często narzekają. Rodzice często odnoszą wrażenie, że dzieci robią im na złość. Odmawiają prawa do bycia zmęczonym, dyskredytują ich zainteresowania, krytykują sposób spędzania wolnego czasu. Dlaczego? Najczęściej dlatego, że w ich czasach było inaczej. Spędzaliśmy czas poza domem, nie mieliśmy telefonów komórkowych ani galerii handlowych, po których moglibyśmy się snuć. Spędzaliśmy czas inaczej, bo to był inne czasy. Czy to podobało się naszym rodzicom? Myślę, że nie. Czy też mieliśmy problem, żeby porozumieć się ze starszym pokoleniem? Oczywiście, że tak. Niestety, bardzo często o tym zapominamy. Czytając tę książkę można przypomnieć sobie wiele sytuacji, których byliśmy uczestnikami. Teraz patrzymy na nie z innej perspektywy. Mimo to zachowujemy się jak nasi rodzice. Robimy to, co wtedy tak bardzo nas denerwowało. Czy można to zmienić? Szansa na pewno jest.




Nie lubię poradników. Nie czytam ich. Zraziłam się do tego gatunku, kiedy większość dostępnych w polskich księgarniach była tłumaczeniami książek zagranicznych. Zupełnie nie pasowały one do naszych realiów i trudno było mi znaleźć w nich cokolwiek, co mogłoby być dla mnie ważne albo interesujące. Na szczęście książkę Nie trzaskaj drzwiami! napisano w Polsce i osadzono w naszych realiach. Opisano w niej dzieci podobne do naszych. Przedstawiono ich punkt widzenia. Opisano sytuacje, których dorośli mogą się wstydzić. Sytuacje, w których górę wzięły emocje, w których żadna ze stron nie chciała zrozumieć tej drugiej. Na pewno każdy, kto będzie czytał tę książkę odnajdzie w niej przynajmniej jedną sytuację, która wydarzyła się także w jego domu. Po każdym opisie takiej sytuacji, autorki ją analizują i dają rady. Podpowiadają, co w takim momencie warto powiedzieć, a czego mówić się nie powinno. Warto zapamiętać te słowa i rady, a potem z nich korzystać. Dzięki temu łatwiej będzie nam budować dobre relacje z naszymi dziećmi i po prostu szczęśliwie żyć.




Nie trzaskaj drzwiami! 

Rozmowy, których pragną nastolatki, ale nigdy ci o tym nie powiedzą

Monika Janiszewska

Renata Korolczuk

Znak Emotikon 2026 


 https://www.znak.com.pl/

"Opłotki. Zapiski z pałętania się po pograniczach" (Wydawnictwo Paśny Buriat)

Pierwszy raz pojechaliśmy na Podlasie cztery lata temu. Ze śmiechem mówiłam wtedy, że jadę tam pierwszy i ostatni raz. Powodem była oczywiście odległość, bo Podlasie to dla nas przeciwny kraniec Polski, wiele przejechanych kilometrów i godzin spędzonych w samochodzie. Kiedy tylko przekroczyliśmy granicę Podlasia wiedziałam, że chcę tam wrócić! Przy tym pierwszym wyjeździe moim przewodnikiem była przeczytana rok wcześniej książka Wojciecha Koronkiewcza Z Matką Boską na rowerze. Była to pierwsza książka wydana przez wydawnictwo Paśny Buriat, która trafiła do mojej biblioteczki. Jak się łatwo domyślić, nie była to książka ostatnia.

Miłość do Podlasia łączy się z miłością do książek wydawnictwa Paśny Buriat. Czytam je chętnie, zawsze dowiaduję się z nich czegoś nowego i znajduję tam pomysły na miejsca, które warto odwiedzić. Te książki to dla mnie szansa na poznanie miejsc, o których nigdy wcześniej nie słyszałam. Często są to miejsca niezbyt znane i mało popularne. Nie ma ich w przewodnikach, prowadzą do nich małe drogi. Po takich prowadzi czytelników również Monika Radzikowska, autorka książki Opłotki. Zapiski z pałętania się po pograniczach. Wędrujemy z nią nie tylko po Podlasiu, ale również po Mazurach, Suwalszczyźnie i Beskidach. Opuszczamy Polskę i udajemy się do Mołdawii i Nadniestrza, odwiedzamy Łotwę, Finlandię, Mongolię i kilka innych zakątków świata, do których autorkę zaprowadziły pasja i ciekawość. W każdym z nich spotyka ciekawych ludzi, poznaje ich życie, zwyczaje. Rozmawia o tym jak postrzegają świat, co jest dla nich najważniejsze w życiu. Podróże Moniki Radzikowskiej są bardzo swobodne, jakby nie miała na nie konkretnego planu. Zdarzało się, że wysiadała w jakimś mieście i zdawała się na gościnność ludzi. Przyjmowała zaproszenia do ich domów, do świata, w którym żyją. Poznawała miejsca oczami ich mieszkańców, słuchała ich historii. Dowiadywała się rzeczy, których nie ma w przewodnikach ani podręcznikach. 




Czy zazdroszczę Monice Radzikowskiej jej przygód? To pytanie nie mogło wyjść z mojej głowy, kiedy czytałam tę książkę. Trochę tych podróży na pewno zazdroszczę. Ale dużo bardziej zazdroszczę jej odwagi! Nie wiem, czy byłabym gotowa na takie wyprawy. Minęło już kilka dni, odkąd skończyłam czytać Opłotki i nadal się waham. Pewna jestem jednak tego, że to była fantastyczna lektura. Wciągająca i zachwycająca na każdej stronie. Autorka snuje wspaniałą opowieść, w której czytelnik może się zatracić. Monika Radzikowska opisuje wszystkie wyprawy w tak ciekawy sposób, że czytając tę książkę można odnieść wrażenie, że podróżuje się razem z nią. Trudno się od tej książki oderwać, trudno jest nie dać się jej wciągnąć. To lektura może niekoniecznie magiczna, ale na pewno magnetyzująca! Z wieloma ciekawymi bohaterami i zdjęciami, na których można zobaczyć opisywane miejsca. Nie jest to typowa książka podróżnicza, nie jest to typowy reportaż. Raczej bardzo udane połączenie tych dwóch gatunków. Ja przeczytałam ją z przyjemnością, a lektura dała mi niesamowitą radość i dużo inspiracji do kolejnych (może jeszcze nie tak dalekich) podróży. 

 





Opłotki. Zapiski z pałętania się po pograniczach

Monika Radzikowska

Paśny Buriat 2026 


 https://pasnyburiat.pl/

"Zbrodnia w Zatoce Enigmy. Zagadki kryminalne" (Wydawnictwo Nasza Księgarnia)

Czy zagadki mogą rozwiązywać jedynie dzieci? Moim zdaniem nie, choć na pewno z dzieciństwem kojarzą się najbardziej. Jednak w każdym wieku i na każdym etapie życia warto ćwiczyć umysł. Rozwiązywanie zagadek to świetna gimnastyka dla naszego mózgu i właśnie dlatego nie powinniśmy nigdy rezygnować z mierzenia się z nimi! 


Książka, którą chcę Wam dziś pokazać stanowi dość duży wyjątek na tle wszystkich prezentowanych tu tytułów. Zbrodnia w Zatoce Enigmy. Zagadki kryminalne to książka adresowana do dorosłych czytelników. Dwieście stron skrywa dziewięćdziesiąt zagadek, których rozwiązywanie sprawi przyjemność każdemu, kto lubi czasem trochę pogłówkować. Podzielono je na dziewięć rozdziałów. Na każdej stronie znajduje się jedna zagadka, obok niej znajduje się rysunek, który jest ściśle związany z daną zagadką i najczęściej niezbędny do jej rozwiązania. Ogniwem łączącym wszystkie zagadki są detektywi amatorzy. Ben, Emily i Harold rozwikłali już wiele tajemnic (mogliście już ich poznać w książce Kto zabił burmistrza? Zagadki kryminalne). Po poprzednich sukcesach detektywi amatorzy mieli ochotę na chwilę odpoczynku. Dlatego wyjechali nad morze. I wszystko byłoby pewnie dobrze, gdyby los nie zechciał spłatać im figla. Zaczęło się od zwłok wyrzuconych na plażę, a potem... Potem było już tylko gorzej, trudniej i bardziej tajemniczo.





Dziewięćdziesiąt niedługich zagadek. Treść każdej z nich przeczytać można w minutę (może dwie). Jak szybko można je rozwiązać? Cóż, na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi nie ma. Każdy rozwiązywać je będzie w swoim tempie. Dużo zależy od ich stopnia trudności, stopnia skomplikowania, naszych predyspozycji i zainteresowań. Jedne rozwiążemy na pewno szybko, nad innymi będziemy musieli pochylić się nieco dłużej. Być może będą i takie, których rozwiązać nam się nie uda. Na szczęście na końcu książki znajdują się rozwiązania wszystkich zagadek, więc żadna nie pozostanie dla nas tajemnicą. A sama książka sprawdzi się chyba w każdych okolicznościach. W domu, kiedy wracamy zmęczeni z pracy albo szkoły, na wyjeździe, kiedy szukamy niebanalnej rozrywki. Można te zagadki rozwiązywać samodzielnie, można całą grupą. Każda opcja jest dobra, bo dobra jest po prostu ta książka!




 

 Zbrodnia w Zatoce Enigmy. Zagadki kryminalne

Dan Moore

tłumaczenie Dorota Radzimińska i Jakub Radzimiński

Nasza Księgarnia 2026

wiek 18+ 


 https://nk.com.pl/

"Tej nocy przyszedłeś na świat" (Wydawnictwo Literackie)

Nie umiem powstrzymać uśmiechu, kiedy słyszę, że ktoś szuka książek o Bożym Narodzeniu bez kontekstu religijnego. Dla mnie te dwie rzeczy są jednak nierozłączne. Dlatego dziś mam dla Was książkę o Bożym Narodzeniu wyłącznie w ujęciu religijnym. Książkę o wydarzeniach sprzed dwóch tysięcy lat. Niezwykłą i zachwycającą. Na pewno jedną z najpiękniejszych, jakie ukazały się nie tylko w tym roku, ale jakie w ogóle zostały wydane!


Bohaterów tej książki zna każdy. Opowiedziana w niej historia też nie powinna być nikomu obca. Kobieta, mężczyzna i małe dziecko. Noc, chłód, obce miejsce, cud narodzin. Wyjątkowa noc, która ma na zawsze zmienić dzieje świata. Czytając tę książkę cofamy się w czasie do dnia, w którym kobieta dowiedziała się, że urodzi dziecko. Widzimy jak wielka niepewność temu towarzyszyła. Nie miała męża, dziecko miało niedługo przyjść na świat. Budziło to niepokój u rodziców kobiety. Nie wiedzieli, czy jej wierzyć. Wątpliwości miał nawet jej ukochany. O kim mowa? Oczywiście o Maryi. Kobiecie, która miała urodzić Syna Bożego. Ta książka to opowieść o tej wyjątkowej rodzinie i wielkich wydarzeniach, których byli uczestnikami. Wydarzeniach, które wspominamy w czasie świąt Bożego Narodzenia. Myślę, że nikomu nie muszę opowiadać tej historii, bo wszyscy dobrze ją znacie i potrafilibyście opowiedzieć z pamięci. Mimo to warto tę książkę przeczytać i przeżyć to po raz kolejny. Zwłaszcza teraz, kiedy przygotowujemy się do świąt Bożego Narodzenia.




 

Cóż mogę napisać o tej książce? Mogę się jedynie nią zachwycać. Zachwycać pięknym, poetyckim opisem Bożego Narodzenia autorstwa Katherine Paterson. Na język polski przetłumaczyła tę książkę Emilia Kiereś. Jej książki doskonale znamy i zawsze budzą nasz zachwyt. Tłumaczenie Tej nocy przyszedłeś na świat jest przepiękne i niezwykle klimatyczne. Bardzo działa na wyobraźnię czytelników. Podobnie jak ilustracje. Te są dziełem Lisy Aisato, wybitnej ilustratorki, której prace wiele razy nas zachwyciły. To ona stworzyła ilustracje do Śnieżnej siostry, którą czytałyśmy kilka lat temu i innych pięknych książek, które zostają w pamięci czytelników na zawsze. Czy Tej nocy przyszedłeś na świat także zostanie w naszej pamięci? Zostanie! To niesamowita książka. Jedna z najpiękniejszych książek o Bożym Narodzeniu, jakie są w naszej biblioteczce. Myślę, że Wam również ta lektura przypadnie do gustu. Was również zachwyci i oczaruje. 




 

Tej nocy przyszedłeś na świat

Katherine Paterson

ilustracje Lisa Aisato

przekład Emilia Kiereś 

Wydawnictwo Literackie 2025 


 https://www.wydawnictwoliterackie.pl/

"Ale sztuka! Kolorowanie po numerach" (Wydawnictwo Nasza Księgarnia)

Nie wiem, czy jestem obdarzona wieloma talentami, ale wiem, że jest jeden, którego brak zawsze boleśnie odczuwałam. Nie mam najmniejszych zdolności plastycznych. Wszelkie prace, które wymagają zdolności manualnych sprawiają mi kłopot. Do narysowania prostej kreski potrzebuję linijki, z nudów rysuję rzadko i wyłącznie najprostsze kształty. Jeśli chcę się wyżyć artystycznie, to pozostają mi jedynie kolorowanki. W liniach się mieszczę, kolory dobieram dobrze, więc to aktywność w sam raz dla mnie. Nie mam swoich kolorowanek, kiedy Tosia była mniejsza zdarzało mi się kończyć rysunki, których kolorowanie porzuciła. Teraz ona już (raczej) w kolorowanie się nie bawi, a ja? Ja nieco inaczej. Ja kolorowanki zaczynam dopiero odkrywać.  


Spotkaliście się na pewno z obrazami, które maluje się po numerach. Kilka lat temu zawojowały one rynek zabawek kreatywnych dla dużych i małych. Teraz w moje ręce trafiła, oparta na tym samym pomyśle, kolorowanka. To kolorowanka w sam raz dla mnie i tych, którzy podobnie jak ja nie mają talentu plastycznego, a chcieliby choć przez chwilę poczuć się jak prawdziwy artysta. Ale sztuka! Kolorowanie po numerach to zbiór 30 kolorowanek inspirowane słynnymi dziełami sztuki. Wśród nich znajdziecie Damę z gronostajemSłonecznikiKrzyk Impresję, wschód słońca. Działa Vermeera, Rafaela i Kandinsky'ego. Obrazy inspirowane różnymi kierunkami obecnymi na przestrzeni wieków w sztuce użytkowej. Jak dokładnie wyglądają możemy zobaczyć na ostatnich stronach tej książki. Zaglądając na wcześniejsze strony trudno jest odgadnąć, co w sobie kryją. Widzimy tam jedynie zbiór małych plamek z numerkami. Pod każdym obrazkiem wskazano jakich kolorów będziemy potrzebować do ich pokolorowania. W miarę wypełniania pól dowiemy się, co kolorujemy. Czy nie można tego sprawdzić wcześniej? Można, ale po co? Element zaskoczenia sprawi, że będziecie się przy tych kolorowankach jeszcze lepiej bawić.




Ale sztuka! Kolorowanie po numerach to książka nie tylko dla dzieci. Zachwyci ona wszystkich miłośników kolorowanek. Spodoba się też tym, którzy interesują się historią sztuki. Myślę, że to bardzo dobra książka również dla tych, którzy historią sztuki chcieliby dopiero zacząć się interesować. Te kolorowanki będą doskonałym punktem wyjścia do poznania wybitnych malarzy i ich najbardziej znanych dzieł. Można zaraz po pokolorowaniu rysunku zajrzeć do albumu albo poszukać informacji w internecie. Myślę, że wszyscy, których sztuka choć trochę interesuje, będą zadowoleni. Takiej kolorowanki pewnie nie mieli wcześniej w rękach. Taka kolorowanka to szansa na wczucie się w rolę artysty, na relaks i oczywiście na świetną zabawę. Z tymi kolorowankami nikt nudzić się nie będzie. 



 

Ale sztuka! Kolorowanie po numerach

ilustracje Lauren Farnsworth

Nasza Księgarnia 2025 


 https://nk.com.pl/

"Latający Malczik i królestwo ptaków" (Wydawnictwo Prószyński i S-ka)

Nigdy nie miałam psa. Nigdy w moim najbliższym otoczeniu psa nie było. Pewnie dlatego nie przygarnęliśmy jeszcze żadnego czworonoga, który na nasz widok machałby wesoło ogonem. Może kiedyś się na to zdecydujemy, bo wiele psich historii chwyta nas za serca. Czytając i słysząc jak wiele niektóre psy człowiekowi włosy stają dęba. I aż trudno uwierzyć, że takie psy nadal mają w sobie szczyptę zaufania do ludzi. Może z takim psem kiedyś przetną się nasze drogi, może kiedyś stanie przed naszymi drzwiami i pokaże, że właśnie nas wybrał. Tak, jak Malczik, bohater książki Pauliny Młynarskiej.


Na początku musicie się dowiedzieć, że ta historia wydarzyła się naprawdę! Malczik żył w Grecji, na pięknej (jak wszystkie greckie) wyspie Krecie. Tu po raz pierwszy spotkał się z autorką tej książki. Od razu zwrócić na siebie jej uwagę. Malczik wyglądał na zawadiakę. Trudno było mu jednak odmówić uroku. Ten pies miał coś w sobie. Wydawał się wyjątkowy i zupełnie niegroźny, dlatego został przygarnięty przez rodzinę autorki. Była zima, nikt nie chciałby, żeby ktoś inny błąkał się w zimnie i ciemności. Tak Malczik dołączył do rodzinny i poznał jej wszystkich członków. Także, a może przede wszystkim, tych czworonożnych. Rudy psiak idealnie wpasował się w nową rodzinę i nieustannie prezentował swoje nowe umiejętności. Gdybyśmy mieli wskazać dyscyplinę, w której Malczik radził sobie najlepiej, to byłaby to na pewno wspinaczka skalna. Dla tego psa problemem nie były nawet zupełnie pionowe ściany! Niewiele brakowało, a przez jego zamiłowanie do wspinaczki doszłoby do tragedii. Pewnego dnia psiak wspiął się wyjątkowo wysoko, stracił równowagę i runął w dół! Ku zdziwieniu i radości wszystkich wyszedł z opresji bez szwanku. Jak to możliwe? Za dużo zdradzić nie mogę, ale Malczik to nie jest taki zwyczajny pies...





Latający Malczik i królestwo ptaków mógłby być książką podobną do wszystkich innych, które opowiadają o przygodach psów i rodzin, które zdecydowały się ich przygarnąć. Książką ciekawą i wzruszającą, ale dość przewidywalną. Tak się jednak nie stało. Paulina Młynarska poszła o krok dalej i dodała do tej książki element baśniowy, a może nawet (bo pamiętajmy, że wszystko zaczęło się Grecji) mitologiczny. Dzięki temu to nie tylko opowieść o psie i jego rodzinie, ale również wspaniała baśń, która doskonale sprawdzi się jako wieczorna lektura dla całej rodziny. Niezwykle porusza wyobraźnię, wzrusza i zachwyca. Uczy empatii i wyczula na problemy naszych mniejszych braci. Wzbudza zainteresowanie czytelników, trzyma w napięciu. To naprawdę wyjątkowa książka. Historia, która spodoba się nie tylko miłośnikom psów!





Latający Malczik i królestwo ptaków

Paulina Młynarska Hume

ilustracje Gosia Kulik

Prószyński i S-ka 2025