"Świnka zwana Truflą" (Wydawnictwo Wilga)

Tosia, jak każda dziewczynka (a może każde dziecko) w jej wieku, uwielbia książki o zwierzętach. Lubi te o ich przygodach, ale równie chętnie czyta również takie, które opowiadają o dzieciach, które się zwierzętami zajmują. Do takich książek zalicza się nowa seria przygotowana przez wydawnictwo Wilga "Dębowa farma". Na razie ukazały się dwa tomy, z których wybrałyśmy jeden i właśnie o nim chcę Wam dziś opowiedzieć.


Główną bohaterką serii jest Jasmine, dziewczynka jest córką pani weterynarz, jej tata zaś zajmuje się hodowlą owiec. Na pierwszy rzut oka widać, że życie dziewczynki toczy się wokół zwierząt. Nic więc dziwnego, że Jasmine także interesuje się czworonogami. Największym uczuciem darzy jednak zwierzęta, których hodowli tata podjąć się nie chce. Jasmine interesuje się świniami! Czyta nawet poświęcone im specjalistyczne czasopismo. Zdobyta wiedza może jej się wkrótce bardzo przydać. Pewnego dnia mama Jasmine zostaje wezwana do farmera Cartera. Jedna z jego krów rodzi właśnie cielaka i potrzebna jest fachowa pomoc. Jasmine jedzie razem z mamą i kiedy ona pomaga krowie, dziewczynka zagląda do maciory, która niedawno urodziła małe prosiaczki. Urodziło się ich jedenaście, dziewczynka przygląda się im z ogromnym zainteresowaniem. Nagle dostrzega w sianie dziwny ruch, przygląda się temu miejscu nieco dokładniej i dostrzega tam maleńką świnkę. Kiedy o swoim odkryciu informuje farmera, ten stwierdza, że nie będzie ingerował w naturę. Dziewczynka nie może tego zaakceptować, chce za wszelką cenę pomóc śwince, dlatego wykrada ją z chlewika i zabiera do domu. O niczym nie mówi rodzicom. Wie, że robi źle, bo nie wolno, nawet w dobrej wierze, ani kraść, ani kłamać. Skupia się jednak całkowicie na ratowaniu maleńkiej świnki. Karmi ją mlekiem z odżywką, wstaje co godzinę i trzyma w ciepłym piecyku. Dzięki jej troskliwej opiece świnka staje się coraz silniejsza. Jasmina musi powiedzieć rodzicom o tym, co zrobiła. Ci kontaktują się z farmerem, który pozwala im odchować świnkę. Kiedy urośnie ma wrócić do niego, rodzice Jasmine nie czują się na siłach, żeby opiekować się dorosłą świnią. Na razie dziewczynka wkłada całe swoje serce w opiekę nad Truflą (bo tak nazwała swoją podopieczną). Wychodzi ze świnką na spacery, uczy ją tropienia. Czy to tylko niewinna zabawa, czy też Jasmine liczy na to, że zgodnie ze swoim imieniem, Trufla zacznie szukać trufli? Bez względu na pierwotną motywację, wkrótce okaże się, że szkolenie Trufli bardzo się przyda i uratuje czyjeś życie. 



Brzmi interesująco? My czytałyśmy tę książkę w wypiekami na twarzy. Każda strona budziła w nas emocje. Niektóre wydarzenia budziły uśmiech na naszych twarzach, inne skłaniały do refleksji i zachęcały do rozpoczęcia rozmowy. Nie tylko na temat opieki nad zwierzętami, ale również na temat obowiązków, których się podejmujemy. O prawdomówności, o którą często jest nam tak trudno. O złych rzeczach, które robimy w dobrej wierze. Tylko czy naprawdę wolno je robić? Czy chęć zrobienia czegoś dobrego usprawiedliwia kłamstwo? Między innymi takie pytania rodziły się w naszych głowach w trakcie lektury. To udowadnia, że Świnka zwana Truflą nie jest lekką, łatwą i przyjemną lekturą o zwierzątkach dla kilkulatek. Jest to opowieść o problemach, z którymi, być może w nieco innej formie, ale boryka się większość dzieci. I właśnie dlatego warto ją przeczytać. Oprócz historii spodobały nam się również ilustracje. Proste, a jednak bardzo miłe dla oka. Doskonale pasują do tej opowieści i umilają lekturę. Ogromnym atutem tej książki jest również dość duża czcionka, dzięki temu dzieci w wieku szkolnym, same poradzą sobie z przeczytaniem historii Jasmine i Trufli. A czytanie na początku właśnie takich książek to świetne wprowadzenie w świat literatury i pewny czytelniczy sukces.




Świnka zwana Truflą
Hellen Peters
ilustracje Ellie Snowdon
tłumaczenie Ewa Kleszcz
Wydawnictwo Wilga 2019
wiek 6+

 

"Polska naj. Księga miejsc wyjątkowych" (Wydawnictwo Dwukropek)

Zima nie sprzyja podróżowaniu. Sprzyja za to snuciu planów na przyszłość. Dlatego, kiedy nadchodzi wiosna i dni stają coraz dłuższe, w naszych głowach gotowych jest kilka scenariuszy. W tym roku było tak samo. Wszystko zmieniło się w dniu, w którym w nasze ręce trafiła nowość o Wydawnictwa Dwukropek.




Polska naj. Księga miejsc wyjątkowych pokazała nam miejsca, których wcześniej nie znaliśmy i kierunki, w których na razie nie zamierzaliśmy podróżować. Okazało się, że w każdym z nich czekają na nas wyjątkowe atrakcje, ciekawe zabytki, które warto zobaczyć i miejsca, które trzeba odwiedzić. Co spodobało nam się najbardziej? Naszą uwagę zwróciło wrocławskie Centrum Nauki Hydropolis, o którym czytałam na kilku blogach, ale zazwyczaj szybko o nim zapominałam. Teraz zaznaczyłyśmy to miejsce w przewodniku i wiemy, że musimy się tam wybrać. Marzy nam się również zobaczenie ruin zamku Krzyżtopór i zobaczenie, do tej pory zupełnie nam nieznanego, pałacu w Kopicach. Historia jego właściciela i kobiety, której po śmierci zapisał pałac, bardzo przypomina baśń o Kopciuszku. Kolejnym kierunkiem, w którym chcielibyśmy się wybrać jest Toruń. Tosię bardzo zainteresowało Żywe Muzeum Piernika, które chciałaby odwiedzić. Książka przypomniała nam również o tym, że od dawna planujemy wybrać się do znajdującego się zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od naszego domu Gniezna. W tamtejszej katedrze znajdują się słynne "Drzwi gnieźnieńskie", ozdobione płaskorzeźbami przedstawiającymi sceny z życia świętego Wojciecha. W książce znalazło się miejsce dla naszego "prawie rodzinnego" Swarzędza, w którym działa Muzeum Pszczelarstwa. Tam można nie tylko podejrzeć pracę pszczół, ale też podziwiać kilkusetletnie ule.




Oprócz miejsce nieznanych znalazłyśmy w książce również te, które znamy dobrze. Byłyśmy już w Centrum Nauki Kopernik, zwiedzałyśmy zamek w Malborku i helskie fokarium. Widziałyśmy pomnik psa Dżoka, zwiedziłyśmy Studio Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej i Afrykarium we wrocławskim zoo. W każdym z tych miejsc. Sporo już widziałyśmy, a Księga miejsc wyjątkowych pokazała nam, że miejsc wartych zobaczenia jest wiele i każde z nich trzeba odwiedzić. Na szczęście przed nami całe życie;)
Wszystko, co opisałam, to i tak kropla w morzu tego, co wybrała dla czytelników Anna Olej-Kobus. Polska naj. Księga miejsc niezwykłych składa się z piętnastu rozdziałów. W każdym z nich przedstawiono kilka wyjątkowo interesujących miejsc. Są tam parki zabawy, miejsca jak z bajki, wyjątkowe muzea, miejsca, w których można spróbować tradycyjnych przysmaków i takie, które pozwolą turystom podróżować w czasie. Inspiracji do rodzinnych wycieczek jest w tej książce mnóstwo. 



Polskę naj. Księgę miejsc niezwykłych można czytać w domu i zabierać ze sobą w podróż. Nie jest ciężka, ma poręczny format, a do tego, oprócz opisów i licznych zdjęć, znalazły się w niej także zdania do rozwiązania oraz miejsce na własne zapiski. Tego typu "dodatki" do przewodników wielokrotnie uratowały nas, kiedy czekaliśmy na obiad albo robiliśmy przerwę na odpoczynek. Tosia zawsze chętnie je rozwiązywała, więc i na zabawę z tymi niecierpliwe czeka. Wstrzymuje się jednak do czasu pierwszej wyprawy inspirowanej najnowszą książki Anny Olej-Kobus. Autorkę poznałyśmy już przy okazji naszej ukochanej serii "Podróżowników", te sprawdziły się świetnie, więc mamy pewność, że i te wycieczki nas nie zawiodą. Mam pewność, że Wy również znajdziecie tu coś dla siebie. Może nawet nasze drogi gdzieś się skrzyżują. Do zobaczenia na szlaku!




 Polska naj. Księga miejsc wyjątkowych
Anna Olej-Kobus
ilustracje Agnieszka Szuszczyńska
Dwukropek 2019

"Dziewczynka z atramentu i gwiazd" (Wydawnictwo Literackie)

- Jesteś chłopcem. I co z tego? Dziewczyny tez mogą
jeździć na wyprawy i przeżywać przygody.
- Słyszałaś kiedyś, żeby jakaś dziewczyna przeżyła przygodę?

Uderzyły mnie te słowa. Wypowiedziała je główna bohaterka książki Dziewczynka z atramentu i gwiazd oraz jej kolega. Tymczasem ona wykazała się odwagą, której pozazdrościć mógłby jej nie tylko rówieśnik, ale i dorosły mężczyzna. Odważyła się wyruszyć na niebezpieczną wyprawę i przeżyła największą przygodę swojego życia.
Isabella ma trzynaście lat i mieszka na wyspie Moya razem ze swoim ojcem, który zajmuje się kartografią. Ich życie nie jest usłane różami, ale miejsce, w którym przyszło im żyć, można nazwać szczęśliwym. Na wyspie Moya każdy czuł się bezpiecznie, wyspą nie targały wojny, a mieszkańcy żyli w zgodzie. Do czasu... Kiedy poznajemy bohaterów szczęście, które do tej pory im towarzyszyło, zaczyna powoli znikać. A na wyspie mają miejsce straszne wydarzenia. Ginie jedna z koleżanek Isabelli, a córka rządzącego wyspą Moya Gubernatora znika bez śladu. To właśnie zniknięcie Lupe staje się przyczynkiem do niezwykłych przygód, które staną się udziałem Isabelli. Dziewczyna założy ubrania swojego zmarłego brata, przejmie jego tożsamość i jako młody mężczyzna dołączy do misji poszukiwawczej. Tam czyhać będzie na nią wiele niebezpieczeństw, będzie musiała nie tylko dbać o to, żeby nikt nie zorientował się, że jest dziewczyną, ale przede wszystkim będzie musiała uważać na swoje zdrowie i życie. Szybko okaże się, że nie będzie to tylko wyprawa mająca na clu ratowanie Lupe, ale również, a może przede wszystkim, uratowanie całej wysypy Moya i wszystkich jej mieszkańców. Jeśli misja się nie powiedzie Moya zło zwycięży.
 





Powieść Kiran Millwood Hargrave totalnie mnie zauroczyła. Piękna, magiczna narracja sprawiła, że szybko poczułam się nie czytelnikiem, ale współuczestnikiem wydarzeń. Czułam, jakbym znalazła się na wyspie Moya, jakbym przyglądała się mapom tworzonym przez ojca Isabelli, a może nawet jakbym sama próbowała narysować własną mapę. Bałam się tego, czego bali się bohaterowie i cieszyłam się w sytuacjach, w których na ich twarzach pojawiał się uśmiech. Chciałam stać się częścią tej opowieści. Tej pięknej historii o przyjaźni, zaufaniu, poświęceniu i odwadze. Pięknie opowiedzianych wydarzeń wypełnionych magią. Uczestniczką przygód, których pewnie nigdy nie przeżyję. Bo w tej książce tyle samo jest niebezpieczeństwa, co magii. Odważna, pewna siebie i zdeterminowana Isabella nie boi się marzyć i ufa swoim uczuciom. Jej postawa udowadnia, że nie ma rzeczy niemożliwych. Udowadnia również, że wielkie przygody może przeżyć każdy, bez względu na to, czy urodził się chłopakiem, czy dziewczyną.



Ta niezwykła historia zyskała równie niezwykłą szatę graficzną. Uwagę potencjalnego czytelnika od razu zwróci piękna, ale i bardzo tajemnicza okładka. Jeszcze większe zaskoczenie czeka wewnątrz książki. Każda strona ozdobiona jest małymi grafikami związanymi ze sztuką kartografii oraz przygodami, które przeżywa Isabella. Długo nie mogłam przestać się zachwycać tą oprawą graficzną. Te bardzo subtelne grafiki w pełni rekompensują (jeśli ktoś mógłby takiej rekompensaty potrzebować) brak dużych ilustracji. 


Dziewczynka z atramentu i gwiazd to książka absolutnie piękna i warta przeczytania. Lektura dla małych i dużych miłośników przygód. Dla dziewczynek i ich mam. Każdy znajdzie w niej coś dla siebie, każdy się przy niej wzruszy, zamyśli i uśmiechnie. Dlatego każdy powinien ją przeczytać.
Dziewczynka z atramentu i gwiazd
Kiran Millwood Hagrave
tłumaczenie Maria Jaszczurowska
Wydawnictwo Literackie 2019

"Najwyższa na świecie wieża z książek" (Wydawnictwo Papilon)

Dziś, w Międzynarodowym Dniu Książki dla Dzieci, obchodzę urodziny. Taki dzień zawsze sprzyja podsumowaniom i skłania do refleksji. W takie dni zawsze myślimy o tym, co zrobiliśmy, co moglibyśmy zrobić. Ja generalnie z własnego życia jestem zadowolona, więc podsumowanie wychodzi na plus. Dlatego swoje myśli kieruję w stronę książek dla dzieci, które również mają dziś swoje święto.


Nie wyobrażam sobie życia bez książek. Tak zostałam wychowana, tak żyję, tak wychowuję swoje dziecko. Co daje mi czytanie? Przede wszystkim ogromną przyjemność, zaspokaja potrzebę poznawania, inspiruje i rozwija. Nie wyobrażam sobie dnia bez książek, nie wyobrażam sobie domu bez książek. Są wszędzie. Otaczają mnie z każdej strony. A ja bardzo się z tego cieszę i regularnie dokładam nowe tomy do mojej prywatnej wieży z książek. Wieży, podobnej do tej, jaką zbudował Jerzyk, bohater książki Rocio Bonilli.Ten mały chłopiec miał wielkie marzenie. Chciał latać, mieć skrzydła, które pomogłyby mu wznieść się ponad ziemię i obserwować wszystko z góry. To nie było możliwe, ale mama Jerzyka postanowiła pokazać mu, że latać może w zupełnie inny sposób. W dniu urodzin chłopca

mama powiedziała: "Są inne sposoby, by latać, synku"
i podała mu książkę.

Chłopiec nie do końca zrozumiał, co mama miała na myśli. Wziął książkę i zaczął czytać. Lektura podarowana przez mamę spodobała mu się tak bardzo, że przeczytał ją w całości, a potem sięgnął po kolejną. I następną, i jeszcze jedną. Czytał i czytał. Poznawał nowe światy, nowych bohaterów, nowe wyjątkowe przygody. Czytał, czytał i cały czas było mu mało. Książek wokół niego cały czas przybywało, czytał je wszystkie, a z tych, które już znał układał wieżę. I tak powstała tytułowa Najwyższa na świecie wieża z książek. Wieża, która sprawiła, że Jerzykowi wyrosły skrzydła, że zaczął latać. Wszystko dzięki regularnie karmionej i rozwijanej wyobraźni.




Książka Rocio Bonilli zachwyciła mnie od razu. Historią i pięknymi ilustracjami. Trudno im się oprzeć. O zaletach czytania wiedzą wszyscy, którzy sięgają po książki. Ci, którzy omijają je szerokim łukiem, tracą wiele. I przykład Jerzyka dobrze to obrazuje. Książki pozwoliły chłopcu spełnić największe marzenie. Wznieść się ponad ziemię, spojrzeć na wszystko z innej perspektywy i przeżyć coś bardzo wyjątkowego. Coś, co dać mogą ludziom jedynie książki. Czy Najwyższa na świecie wieża z książek zachęci kogoś do czytania? Życzyłabym tego wszystkim, którzy po książki nie sięgają, a na tę mogliby gdzieś zupełnie przypadkowo trafić. Niech czytelnicy, razem z bohaterem tej książki, po raz pierwszy wzniosą się ponad ziemię. Chciałabym, żeby przygody Jerzyka pokazały im, dlaczego warto czytać. Z tego powodu mam wrażenie, że jest to również książka dla dorosłych. Dla rodziców, którzy nie chcą czytać swoim dzieciom. Może ta książka zachęci ich do tego, żeby podjąć przynajmniej jedną próbę. A po pierwszej książce przyjdzie czas na kolejną, jeszcze jedną i następną...  





Najwyższa na świecie wieża z książek
Rocio Bonilla
tłumaczenie Beata Haniec
Wydawnictwo Papilon 2019

 

"Wyścig marzeń" (Wydawnictwo Zielona Sowa)

Czytając pierwsze rozdziały tej książki na myśl przyszły mi dwa popularne i często powtarzane zdania. Pierwsze - nigdy nie jest tak, żeby nie mogło być gorzej i drugie - na świecie zawsze znajdzie się ktoś, kto jest w gorszej sytuacji od ciebie.
  

Do takich rozmyślań skłoniła mnie wydana przez Zieloną Sowę książki Wyścig marzeń. Jej bohaterka Minty przechodzi bardzo trudne chwile. Ojciec dziewczyny właśnie wyprowadził się z domu i zamieszkał ze swoją nową partnerką. Mama Minty powoli wpada w depresję, a dziewczynka ze wszystkimi problemami zostaje sama. Na pierwszy rzut oka radzi sobie całkiem dobrze. Chodzi do szkoły, nie zaniedbuje lekcji i utrzymuje kontakt ze znajomymi. Z zewnątrz może się, więc wydawać, że wszystko jest dobrze. Prawda jest jednak zupełnie inna. W środku Minty czuje się oszukana, porzucona i bardzo nieszczęśliwa. W poradzeniu sobie z trudną sytuacją nie pomaga jej ani mama, która zamyka się w sobie, ani ojciec, który zachowuje się tak, jakby nic się nie wydarzyło. A zmieniło się przecież wszystko. Ojciec Minty chciałby, żeby córka była obecna w najważniejszych momentach jego nowego życia. Ona sama nie ma na to ochoty i źle się z tym wszystkim czuje. W tym tak trudnym dla niej czasie w życiu Minty pojawia się zupełnie nowa osoba. Ned Buckley dołącza do klasy, w której uczy się dziewczyna. Chłopak mieszka z babcią w Nettlebog, miejscu bardzo tajemniczym i rzadko odwiedzanym. Ned jest małomówny, nie wchodzi w żadne relacje z rówieśnikami. Sprawia wrażenie niesympatycznego i wiecznie naburmuszonego. Prawda okazuje się jednak zupełnie inna, chłopak skrywa w sobie tajemnicę, którą z nimi nie chce się dzielić. Ma również pasję, której wielu może mu zazdrościć. Pewnego dnia drogi Minty i Neda krzyżują się poza szkołą, a między nimi zaczyna rodzić się sympatia...


Wyścig marzeń to książka bardzo wyjątkowa. To piękna opowieść o marzeniach, szukaniu pasji, przyjaźni, pomysłu na siebie. Opowieść o życiu, z jego blaskami i cieniami. O życiu, które często rzuca nam kłody pod nogi, ale równie często stawia na naszej drodze ludzi, którzy podają nam pomocną dłoń. Podtytuł książki brzmi To ty wybierasz, jak postrzegasz świat i dużo w tym zdaniu prawdy. Niemal każdy rozdział tej opowieści przekonuje czytelników o tym, że tylko od nich zależy, jak będzie wyglądało ich życie. Ta historia może być dla młodych czytelników drogowskazem i inspiracją, a przy tym szansą na spędzenie czasu z dobrą książką. Bo Wyścig marzeń to nie tylko ispirująca, ale również interesująca historia. Taka, której czytanie jest autentyczną przyjemnością. Oby takich książek ukazywało się jak najwięcej.




Wyścig marzeń
Sarah Moore Fitzgerald
tłumaczenie Anna Piasecka
Zielona Sowa 2019
wiek 12+