"Kotek Mamrotek i regulator chęci" (Wydawnictwo Nowa Era)

Ostatnie dwa remonty skutecznie zniechęciły mnie do zbieractwa. Wszystko, co nie jest nam potrzebne od razu sprzedaję, oddaję albo wyrzucam. Nie ma w naszym domu miejsca na zepsute zabawki, na zabawki, z których Tosia wyrosła ani na takie, którymi od kilku miesięcy się nie bawi. Nowe zabawki kupuję Tosi coraz rzadziej i po coraz dłuższym zastanowieniu. Nieco inaczej ma się sprawa z książkami, choć i tych nie kupuję już tak kompulsywnie jak kiedyś. Najpierw muszę przeczytać te, które już stoją na półkach. Aczkolwiek Tosi nowych książek nigdy nie odmawiam, a ona chętnie z tego korzysta. Dlatego, kiedy nie zgadzam się na zakup kolejnej zabawki, przychodzi z książką i pyta, czy mogłabym jej ją kupić. A ja oczywiście się zgadzam;) Wróćmy jednak do tematu zbieractwa. 


Mistrzami są tutaj dzieci. One chcą mieć wszystko, co widzą. Bardzo chętnie wykorzystują to twórcy reklam telewizyjnych, którzy atakują dzieci filmikami prezentującymi kolejne produkty. A dzieci, choć mają pełne szafy, półki i podłogi zabawek, chcą mieć kolejne. Mogłyby przybić piątkę z Kotkiem Mamrotkiem! Znamy go dobrze z kart miesięcznika "Świerszczyk", a teraz poznajemy go lepiej dzięki książce Małgorzaty Węgrzeckiej. Kotek Mamrotek budzi sympatię czytelników, zwłaszcza tych, którzy lubią koty. Ów czworonóg, oprócz wszystkich aktywności, którym przez cały dzień oddają się koty, zajmuje się jeszcze czymś na kształt kolekcjonerstwa. Mamrotek ma w domu dużo "cośków", czyli różnego rodzaju sprzętów i zabawek. Jednak zawsze, kiedy widzi nowego "cośka" od razu chce go mieć. Znacie to z własnego doświadczenia? Oczywiście, że tak, bo każdy rodzic ma pod swoim dachem takiego żądnego "cośków" Mamrotka. I każdy zachodzi w głowę, jak z tymi dziecięcymi pragnieniami sobie poradzić.




Czy Kotek Mamrotek i regulator chęci może służyć pomocą? Może. Wszystkich problemów na pewno nie rozwiąże, bo żeby się ich pozbyć musielibyśmy odciąć dzieci od telewizji i ograniczyć im kontakt z rówieśnikami. A nie o to przecież chodzi. Chodzi nam o coś innego, czyli o to, żeby nasze dzieci trochę bardziej panowały nad swoimi chęciami. Bo wszystkie "cośki" są fajne, ale niektóre nie są potrzebne. A niektóre dzieci, które "cośków" mają za dużo borykają się z problemem, który dotknął Mamrotka. Jakim? Nie pamiętają, co już mają, a czego im jeszcze brakuje. Książka Małgorzaty Węgrzeckiej to doskonała pozycja dla wszystkich, którzy zbyt często chcę zamieniają w mam. Świetnie sprawdzi się jako lektura w domu, przedszkolu i szkole. Będzie dobrym punktem wyjścia do dalszych rozmów. A ponieważ trwamy w okresie przedświątecznym, kiedy z każdej strony pokazywane są dzieciom (i nie tylko) rzeczy, które mieć trzeba, to warto przed wyjściem na zakupy, przeczytać książkę o Mamrotku! Wszyscy będą przy czytaniu tej historii dobrze bawić, a wielu (mam nadzieję) czegoś ta opowieść nauczy i skłoni do refleksji. A ja bardzo się cieszę, że ta historia powstała!




Kotek Mamrotek i regulator chęci
Małgorzata Węgrzecka
ilustracje Kacper Dudek
Nowa Era 2019

 

Komentarze

  1. Świetna książeczka dla najmłodszych, graficznie mnie urzekła :) Rośnie konkurencja dla "Kici Koci" ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra lekcja wywodzi się z tej książki, zarówno dla dzieci, jak i rodziców, którzy ulegają tym najmłodszym w kupowaniu coraz to nowych "cośków" ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znałam wcześniej Kotka Mamrotka, ale wydaje się być bardzo ciekawy :)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza