"Babcia Gruffalo" (Wydawnictwo Tekturka)

Szczerze mówiąc nie umiem powiedzieć, która z przeczytanych w dzieciństwie książek jest moją ulubioną. Mam kilka takich, które wspominam do dziś, ale tę jedną, ukochaną wskazać jest mi bardzo trudno. Zupełnie inaczej wygląda to w przypadku książek, które czytałam Tosi. Tu tę ukochaną historię potrafię wskazać bez zastanowienia. Przeczytaliśmy ją setki razy, oglądaliśmy film, który powstał na jej podstawie, cały czas mamy w domu maskotki bohaterów tej historii. Tosia miała nawet kostium, który pozwalał jej wcielać się w tego bohatera! Byliśmy (i nadal jesteśmy) wielkimi fanami Gruffalo Julii Donaldson. Wspaniałej historii, którą do dziś znamy na pamięć i, której kontynuacja właśnie się ukazała.

Nie umiem opisać radości, jaka towarzyszyła mi, kiedy w końcu mogłam chwycić w ręce Babcię Gruffalo, trzecią część książki, która podbiła serca dzieci na całym świecie. W nowym tomie pojawia się nowy bohater, a właściwie bohaterka! Gruffalo informuję córeczkę, że już niedługo przyjedzie do nich babcia! Będzie to pierwsze spotkanie babci z wnuczką, więc ta druga zadaje (jak na dziecko przystało) wiele pytań. Chce wiedzieć, czy babcia przypomina inne Gruffale. Tata wytrwale odpowiada na jej pytania i podkreśla, że najbardziej charakterystyczną cechą babci jest to, że ma WIELKI apetyt! Właśnie dlatego nie mogą już dłużej zwlekać i muszą pójść do lasu, żeby upolować coś na obiad. Idą tą samą drogą, którą wędrował Gruffalo, a potem jego córeczka. Znowu spotykają te same zwierzęta, co wcześniej. Spotykają również mysz! I tu następują dramatyczne wydarzenia. Mysz znowu zostaje złapana, umieszczona w klatce i ma stać się głównym składnikiem potrawki, którą zostanie uraczona babcia. Czy uda jej się znowu uniknąć pożarcia? A, jeśli tak, to w jaki sposób to zrobi? Przeczytajcie książkę. Z niej wszystkiego się dowiecie. 



To była pierwsza od dłuższego czasu książka, jaką przeczytałyśmy razem. Na głos, jak za dawnych lat. Sprawiło nam to ogromną przyjemność i dało mnóstwo radości. Julia Donaldson po raz kolejny uraczyła nas historią, której trudno się oprzeć. Historią, którą trudno się nie zachwycić. Ja miałabym ochotę czytać ją bez przerwy. Byłam zaskoczona w jakim napięciu (przy pierwszym czytaniu) czekałam na zakończenie tej historii. Jeśli takie emocje wzbudziła ta historia we mnie, to co dopiero muszą czuć właściwi adresaci tej książki, czyli dzieci. Takie opowieści i takich bohaterów nie można nie polubić. Czytelników zachwyci zarówno tekst, jak i ilustracje, których autorem jest Axel Scheffler. Jego prace poznam wszędzie i tu również znalazłam to, co w nich najbardziej lubię (choćby drobne, na pierwszy rzut oka niewidoczne, elementy, które budują tę historię). Nie mogę też oczywiście pominąć autora polskiego tłumaczenia. Odpowiedzialny jest za to Michał Rusinek. Jego tłumaczenia książek Julii Donaldson zachwycały nas za każdym razem i teraz jest tak samo. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś inny zrobił to lepiej! Nie wyobrażam sobie też, żeby ktoś mógł tej książki nie przeczytać. To literackie wydarzenie 2026 roku, więc po prostu trzeba ją poznać!




Babcia Gruffalo

Julia Donaldson

ilustracje Axel Scheffler

tłumaczenie Michał Rusinek

Wydawnictwo Tekturka 2026 


 

 https://wydawnictwo-tekturka.pl/

Gra(my) w piątki: "Biddle" i "Cheese Master" (Wydawnictwo EGMONT)

Pamiętacie jeszcze letnie wieczory? Pamiętacie spacery o zachodzie słońca? Wakacje, kiedy czas w końcu zwolnił i można było robić tylko to, na co się miało ochotę? Myślę, że coraz mniej. Choć kalendarzowe lato jeszcze trwa, to nasze myśli kierują się w stronę jesieni. Długich wieczorów z herbatą. Ciepłego koca, który niedługo wróci do łask, książek, które będziemy czytać i oczywiście gier! Gier, które umilą nam te długie wieczory.

Do łask wrócą te, które już dobrze znamy i, które już wiele razy świetnie się sprawdziły. Warto jednak rozejrzeć się również w poszukiwaniu zupełnie nowych, bo wydawnictwa nie próżnują i przygotowały naprawdę świetną ofertę nowych gier dla całych rodzin. Przykłady? Dwie nowości z wydawnictwa EGMONT, czyli Biddle Cheese Master. Pierwsza z tych gier to coś dla tych, którzy lubią emocje i nie boją się ryzykować. Pudełko kryje w sobie plansze karty z wyzwaniami, drewniane znaczniki i sześć kości. Gra trwa 10 rund. Każda z nich składa się z fazy licytacji i fazy rzutu. W tej pierwszej musimy gracze obstawiają w ilu rzutach uda im się odtworzyć konfigurację kości widoczną na karcie z wyzwaniami. W fazie licytacji każdy z graczy ma prawo się wycofać. Ci, którzy to zrobią, tworzą w drugiej fazie jedną drużynę. W drugiej są ci, którzy zdecydowali się grać. Teraz sprawdzamy, czy sprzyja nam szczęście i, czy dobrze obstawiliśmy. Jeśli się uda, zdobywamy punkty. Jeśli nie, przechodzą one do drugiej drużyny. Gra jest dynamiczna i ciekawa. Emocji nie brakuje i dobrze się przy niej bawi cała rodzina.




Druga gra to coś specjalnego dla miłośników sera. Przed rozpoczęciem rozgrywki każdy gracz dostaje zestaw kart w tym samym kolorze (1 kartę postaci i 4 karty talerzy z numerami od 0 do 7+). Kartę z cyfrą 7 trzeba położyć przed sobą. Bierzemy też pionki sera (musi być o jeden mniej niż liczba graczy biorących udział w rozgrywce). Na środku stołu kładziemy kości (w pierwszych rozgrywkach dobrze jest skorzystać tylko z żółtych). Każda z rund Cheese Master składa się z dwóch etapów. Najpierw jeden z graczy rzuca wszystkimi kośćmi. Wtedy wszyscy gracze starają się policzyć liczbę kawałków sera, które wskazują symbole na kościach. Kiedy uda się je już policzyć, trzeba położyć przed sobą kartę talerza, w taki sposób, żeby było widać liczbę, którą się obstawia i przykryć swoją kartę pionkiem sera (chodzi o to, żeby zablokować swój wybór). Runda dobiega końca, kiedy na stole nie ma już pionków sera. Gracz, który nie zdążył wziąć pionka, traci 1 punkt. Ci, którzy nie wskazali prawidłowej liczby, tracą 2 punkty. Gracze odpadają z gry, kiedy tracą ostatni punkt (ile ich dokładnie mamy, wskazujemy odwracając karty postaci). Rozgrywka kończy się, kiedy w grze zostanie już tylko jeden gracz.




Czy Biddle Cheese Master mają szansę podbić serca dzieci i ich rodziców? Moim zdaniem tak. Zasady są w miarę proste. Rozgrywki pełne emocji. Elementy potrzebne do przeprowadzenia rozgrywki nie zajmują dużo miejsca. A Biddle wydaje się grą niemal kieszonkową. My takie gry bardzo lubimy i chętnie spędzamy przy nich czas. Myślę, że dobrze sprawdzą się nie tylko w domach, ale również w szkolnej świetlicy. Wydawca, jako dolną granicę wieku, wskazuje 8 lat. Warto też podkreślić, że grać w nie mogą całkiem spore grupy (w przypadku Chees Master to nawet 8 osób). Nie będą się przy nich nudzić również starsi gracze. Grać w nie mogą rówieśnicy, dzieci z rodzicami, dzieci z dziadkami, a nawet sami dorośli gracze.

Biddle

liczba graczy: 2-5

czas rozgrywki: 30 minut

wiek: 8+

Cheese Master

liczba graczy: 2-8

czas rozgrywki: 10 minut

wiek 8+

EGMONT 2026 


https://egmont.pl/ 

"Bluey. Papugowanie. Moja czytanka" (Wydawnictwo HarperKids)

Są tacy bohaterowie, którzy od razu podbijają serca dzieci. Szybko zyskują ich sympatię, a potem stają się ich najlepszymi kumplami. Kimś bardzo podobnym do nich, kto przeżywa podobne radości i smutki. Bohaterem, z którym chce się przeżywać różne przygody oraz dzielić dobre i złe chwile. Taką bohaterką jest na pewno Bluey. Nie da się ukryć, że zrobiła zawrotną karierę i szybko stała się jedną z ulubionych dziecięcych bohaterek.

Przygody Bluey i jej rodziny można śledzić nie tylko na ekranach telewizorów, ale również w książkach. Regularnie ukazują się nowe tomy opisujące perypetie Bluey, które dają dzieciom szansę na kolejne spotkania z bohaterami tej, kultowej już, bajki. Najnowsza książka, która trafiła w moje ręce to Bluey. Papugowanie. Moja czytanka. Ostatnia część tytułu wskazuje na to, że świetnie sprawdzi się jako lektura i dla tych dzieci, którym książki trzeba czytać, jak i dla tych, które próbują czytać samodzielnie. Historia zapowiada się bardzo wesoło. Od samego rana Bluey papuguje swojego tatę. Robi wszystko, co on. Naśladuje każdą wykonaną przez niego czynność, powtarza każde słowo. Jest zabawnie, do czasu, kiedy tata nie zaczyna się denerwować. Papugowanie chyba przestaje mu się podobać i zaczyna męczyć. I wtedy dzieje się coś, co burzy radosny i beztroski nastrój. Bluey zauważa ptaka leżącego na ścieżce w parku. Kiedy podchodzą do niego bliżej, okazuje się, że ptak jest w kiepskiej formie. Tata wkłada papużkę do pudełka i jadą z nią do weterynarza. Niestety, ptaka nie udaje się uratować. Cała radość znika w jednej chwili. Bluey musi sobie z tym jakoś poradzić. Rodzice muszą jej pomóc odnaleźć się w tej sytuacji. Co zrobią? Tego dowiecie się z książki.



Wielokrotnie podkreślałam, że lubię, kiedy książki dla dzieci są mądre i niosą ze sobą jakieś przesłanie. Kiedy czegoś uczą, coś pomagają. Ta taką książką na pewno jest. I dlatego, z czystym sumieniem, mogę polecić ją tym, którzy bajkę Bluey lubią. Polecam ją także tym, którzy tej bajki nie znają. Znajomość telewizyjnej wersji ani nie będzie pomagać, ani nie będzie przeszkadzać. Ciekawe książki bronią się same. I ta to właśnie robi! Dzieci ta historia na pewno zainteresuje i zaintryguje. A po jej przeczytaniu na pewno będą miały ochotę poznać kolejne książki o przygodach tych bohaterów. Tak właśnie rodzi się miłość do książek!



 Bluey. Papugowanie. Moja czytanka

HarperKids 2026 

https://harpercollins.pl/
 

"Brudozaur, czyli kto tu broi?" (Wydawnictwo Literatura)

Myślę, że Wy również tworzycie sobie jakąś wizję treści książki na podstawie jej okładki i tytułu. Czasem nasze wyobrażenie pokrywa się z tym, co skrywa w sobie książka, czasem nie. W przypadku książki Dominiki Gałki, o której chcę Wam dzisiaj opowiedzieć, miałam do czynienia z ta drugą opcją. Byłam pewna, że trzymam w ręce książkę, która za cel postawiła sobie uczenie dzieci utrzymywania porządku. Szybko okazało się, że jestem w błędzie...

Tytułowy Brudozaur to jeden z wielu bohaterów tej książki. Akurat on z robieniem bałaganu ma wiele wspólnego. Jak się okazuje, to właśnie on odpowiedzialny jest za powstawanie plam na dywanie i podłodze. Jego dobrym kolegą jest inny bohater tej książki, czy Bałagant. Wiele wskazuje na to, że to on może być odpowiedzialny za ginące w tajemniczych okolicznościach kredki i różne zabawki. Być może łączy go również coś z Chytrozaurem, który niespecjalnie lubi się dzielić i Boskatorem, którego można winić, kiedy giną nam kapcie albo skarpetki i biegamy po domu boso! Oto właśnie bohaterowie tej książki! Potwory, które komplikują naszą codzienność. Taki na przykład Papladok, który strasznie dużo gada i ciągle zadaje jakieś pytania albo cukrator, który sprawia, że ciągle mamy ochotę na coś słodkiego. Czochrator, który nie lubi czesać włosów i Kłamadon, który nie przepada za mówieniem prawdy. Kilkanaście potworów. Spotykamy je każdego dnia. Czy utrudniają nam życie? Oczywiście, że tak. Czy można się ich poznać? Z pomocą tej książki na pewno.




Każdy potwór dostał dla siebie dwie strony tej książki. Na jednej przeczytać można wierszyk, na drugiej znajdują się porady, w jaki sposób tego potwora można się pozbyć. Oprócz słów są oczywiście ilustracje. Piękne i bajecznie kolorowe. Stworzył je Paweł Gierliński i muszę przyznać, że doskonale wpasowały się w potworny klimat książki Dominiki Gałki. Jestem tą książką zachwycona. To gotowy materiał na zajęcia z przedszkolakami, a nawet na przedszkolne przedstawienie. Można tę książkę czytać i czytać, a później o niej rozmawiać. Można świetnie się dzięki niej bawić i, co najważniejsze lepiej żyć! Łatwiej się dogadywać z własnym dzieckiem. Bo ta książka sprawia, że rodzinne życie może być po prostu lepsze i szczęśliwsze!




Brudozaur, czyli kto tu broi?

Dominika Gałka

ilustracje Paweł Gierliński

Wydawnictwo Literatura 2026

wiek 3+ 

https://wydawnictwoliteratura.pl/
 

"Chrumek i Mumu poznają cyfrę.." (Wydawnictwo Debit)

Nie wyobrażam sobie życia bez książek. Nie wyobrażam sobie, żeby nie było ich przy moim łóżku. Nie ruszam się bez książki z domu. Zawsze muszę mieć jakąś przy sobie, bo nigdy nie wiem, czy nie nadarzy się okazja do przeczytania choćby kilku stron. Książki były też zawsze w torbie, w której nosiłam wszystkie niezbędne rzecz, kiedy Tosia była mała. Ratowały nas wielokrotnie. Zawsze zabijały nudę. Jakie książki zabieraliśmy ze sobą? Małe. Takie, które ograniczały się do jednej historii. Niedługiej, takiej, którą można przeczytać w kolejce do lekarza albo czekając na obiad w restauracji. Zależało nam też na dużych ilustracjach, bo kiedy nie mogliśmy czytać, Tosia mogła te książki po prostu oglądać.

 

Dziś wielu książek, które nam towarzyszyły, nie ma już na rynku wydawniczym. Są za to inne. Równie interesujące. Oprócz tych, które zdążyły się już zadomowić w dziecięcych biblioteczkach, pojawiają się nowe. Czy wszystkie są warte uwagi? Na pewno nie. Są jednak i takie, które przeczytać trzeba! I taką serią jest na pewno ta o przygodach Chrumka i Mumu autorstwa Marii Nilsson Thore. Myślę, że tej autorki nikomu przedstawiać nie muszę, bo jest wśród polskich czytelników znana, a jej książki cieszą się dużą sympatią. Z tymi będzie podobnie, bo to jedne z tych książek, które wywołują uśmiech na twarzach czytelników.



Bohaterami są prosiak i krówka. Chrumek i Mumu są najlepszymi przyjaciółmi. Lubią spędzać ze sobą czas i przeżywają różne ciekawe przygody. Każdy dzień to dla nich szansa na zabawę, odkrycie czegoś nowego. Cieszy ich chyba wszystko. I to co wyjątkowe, i to, co zupełnie zwyczajne. Umieją doceniać nawet najmniejsze rzeczy. Do życia podchodzą z optymizmem. Nic im nie przeszkadza, we wszystkim potrafią dostrzec jakieś dobre strony i znaleźć coś, co daje im powód do radości. A jakby tego było mało, przybliżają młodym czytelnikom świat cyfr! Bohaterką każdej z książek jest inna cyfra. Cała historia jest zbudowana wokół cyfry-bohaterki. Ktoś powie, że taka opowieść jest pisana na siłę i nie może być ciekawa. A jednak jest bardzo interesująca! Pełna oryginalnego humoru i sytuacji, które na długo zapadają w pamięć.



Polubiłam tę serię od pierwszego czytania. Nie mogłam przestać się uśmiechać. Nie mogłam nie polubić tych bohaterów. Ta lektura sprawiła mi ogromną przyjemność i dała mnóstwo radości. Lubię takie niebanalne historie, takich bohaterów i tak pomysłowych autorów. Tu mamy zabawną historię i bardzo miłe dla oka ilustracje. Ich autorką również jest Maria Nilsson Thore i pewnie dlatego tworzą tak spójną i atrakcyjną dla czytelników (w każdym wieku) całość. Nie da się przejść obok tych książek obojętnie. I dobrze, bo są naprawdę warte przeczytania. Takie książki i takie historie pokazują, że czytanie to świetna zabawa. A przy okazji uczą! Ja takim książkom mówię zdecydowane TAK! I choć znam wszystkie cyfry, to niecierpliwie czekam na kolejne tomy tej serii, bo jestem bardzo ciekawa, co tym razem przytrafi się Chrumkowi i Mumu.



Chrumek i Mumu poznają cyfrę 1

Chrumek i Mumu poznają cyfrę 2

Chrumek i Mumu poznają cyfrę 3

Maria Nilsson Thore

tłumaczenie Marta Rey-Radlińska

Wydawnictwo Debit 2026

wiek 2+ 


 

 https://soniadraga.pl/wydawnictwo-debit