"Rózia Rewelka i Szalone Nitowaczki" (Wydawnictwo Kinderkulka)

Dwa lata temu poznałyśmy bardzo oryginalnych bohaterów literackich. Było to troje wyjątkowych dzieci, które mimo młodego wieku robiły rzeczy wyjątkowe. Nie wiem czy pięknie śpiewały, nie wiem czy umiały skakać wzwyż, ale na pewno miały talent do tworzenia wynalazków. Tak, Rózia, Ignaś i Ada to mali naukowcy!


Każdemu z nich poświęcono jedną książkę (KLIK). W każdej z nich pojawiali się również bohaterowie innych historii, ale główny bohater jest jeden. W nowej książce, którą także napisała Andrea Beaty, jest tak samo. Z tytułu dowiadujemy się, że to historia dobrze nam znanej Rózi Rewelki. Jednak już na okładce widzimy, że oprócz niej spotkamy tu dobrze znanych nam Adę i Ignasia. Będą pracować razem nad projektem, do którego zachęci ich ciocia Rózi. Kobieta i jej przyjaciółki w czasie II wojny światowej tworzyły grupę Szalonych Nitowaczek i budowały samoloty! Teraz potrzebują pomocy młodszego pokolenia. Rózia ma stworzyć wynalazek, który umożliwi ich koleżance Julii udział w konkursie malarskim. Kilka miesięcy temu jadąc na skuterze kobieta uległa wypadkowi i połamała nadgarstki. Do tej pory nie udało jej się odzyskać pełnej sprawności, a udział w konkursie to jej wielkie marzenie. Dzieci bardzo chcą jej pomóc i biorą się do pracy. Pomysłów mają wiele, muszą jednak pamiętać o regulaminie konkursu i stworzyć rzecz całkowicie z nim zgodną. Ważne jest również to, żeby ich wynalazek pomógł Julii wziąć udział w konkursie. Musi być niezawodny i łatwy w użyciu. Przed dziećmi trudne zadanie, z którego będą chciały się jak najlepiej wywiązać.




Nie myślałam, że uda nam się jeszcze kiedyś spotkać Rózię, Ignasia i Adę. Byłam przekonana, że o ich przygodach powstały tylko trzy książki, które poznałyśmy dwa lata temu. Ucieszyłam się, kiedy na Targach Książki w Poznaniu zobaczyłam niewielką książeczkę, z której uśmiechali się do mnie dobrze znani bohaterowie. Takie spotkania lubimy najbardziej! Można powspominać to, co było kiedyś i dowiedzieć się, co dzieje się teraz. A u bohaterów tej książki wydarzyło się wiele. O ich nowych przygodach czyta się znakomicie. Ambitni, mądrzy, kreatywni młodzi wynalazcy budzą podziw czytelników. Małych i dużych. Tych małych nauczy wierzyć we własne siły, tych dużych przekona o tym, że czasem trzeba dzieciom dawać swobodę. Tylko wtedy mogą stworzyć rzeczy wielkie. Czytajcie tę książkę swoim dzieciom, a potem myślcie o własnych wynalazkach, odkrywajcie wspólnie świat i korzystajcie z inspiracji jakie podsuwają opisani w niej bohaterowie.




Rózia Rewelka i Szalone Nitowaczki
Andrea Beaty
ilustracje Davis Roberts
tłumaczenie Łukasz Witczak
Wydawnictwo Kinderkulka 2020

Kim w przyszłości zostanie moje dziecko?

Kilka dni temu z wizytą duszpasterską przyszedł do nas ksiądz. Zapytał Tosię kim chce zostać, kiedy dorośnie. A ona, zgodnie z prawdą, odpowiedziała, że nie wie. Bo choć Tosię wiele rzeczy interesuje, to żadnych sprecyzowanych planów na przyszłość nie ma. Rozgląda się, podpytuje, ale do ostatecznych decyzji daleko. Są jednak dzieci, które niemal od pieluchy przejawiają pewne wyjątkowe talenty i znacznie szybciej wiedzą kim chciałyby zostać.


Takie dzieci od razu wyróżniają się na tle swoich rówieśników. Co prawda dla rodziców i nauczycieli ich talenty i wyjątkowe predyspozycje bywają zmorą, ale w ostatecznym rozrachunku stają się oczywiście powodem do dumy. Tak właśnie było w przypadku rodziców małego Ignasia. Mimo młodego wieku chłopiec potrafił tworzyć niezwykłe konstrukcje. Na przykład z pieluch budował wieże, a z gliny stworzył w ogrodzie ogromnego sfinksa. Jego zapędów nie ostudziła nawet szkoła, bo Ignaś jako uczeń, z kredy zbudował wielki zamek. Tutaj jednak miarka się przebrała, nauczycielka uznała, że chłopiec przesadził. Kazała mu rozebrać konstrukcję i zabroniła tworzenia kolejnych. Łatwo się domyślić, że chłopiec był z tego powodu bardzo nieszczęśliwy... Minęło siedem długich dni, ósmego pani zabrała dzieci na łono natury i okazało się, że umiejętności chłopca mogą być bardzo przydatne... Co dokładnie się stało musicie sprawdzić sami, ja zdradzę tylko, że pani Ala doznała olśnienia: żadne nie dzieje zło się, kiedy mając lat osiem, ktoś z uporem buduje marzenia. Piękne podsumowanie, prawda?



 
Ale nie tylko Ignaś przejawiał niezwykły talent, oprócz książki wydawnictwo Kinderkulka wydało jeszcze dwie inne opowieści. Ich bohaterkami są wyjątkowe dziewczynki. Pierwsza z nich to Rózia Rewelka. Jej ulubionymi zabawkami były śrubki i śrubokręty. Dziewczynka potrafiła z ich pomocą tworzyć bardzo wyjątkowe rzeczy. Jakie? Na przykład kapelusz, który odstraszał węże! Bliscy dziewczynki jednak nie do końca popierają jej dążenia. Ba! Zdarza im się nawet z nich śmiać. Zniechęcona Rózia zrezygnowała z dalszych eksperymentów i odtąd marzenia wkładała w przegródkę "nie do spełnienia". Wszystko zmieniło się w dniu, w którym dziewczynkę odwiedziła ciocia, która podzieliła się z nią opowieściami o własnych marzeniach. Po rozmowie z niej  dziewczynka myślała tylko o jednym, jak pomóc cioci w spełnieniu jej wielkiego marzenia, czyli locie w przestworza. Kiedy przedstawia cioci swój pomysł na realizację jej marzenia, ciocia wybucha śmiechem, ale Rózia się nie poddaje...




Nie poddaje się również Ada Bambini, która w przeciwieństwie do wcześniejszych bohaterów niczego nie buduje, ale zadaje pytania. Ada jest bardzo ciekawa świata, ona chce wszystko wiedzieć. Rodzice na początku ochoczo odpowiadali na jej pytania, ale kiedy te stawały się coraz bardziej skomplikowane, stawali się coraz bardziej zniechęceni. I zbywali ją słowami Kiedyś znajdziesz odpowiedź. Ada nie dała się jednak zniechęcić, nadal rozmyślała, nadal zadawała pytania, które rodziły się w jej głowie. Rodzicom nie pozostało nic innego, jak tylko wspierać córkę. Nie tylko pozwolili jej zadawać nowe pytania, ale przede wszystkim sami zaczęli szukać na nie odpowiedzi. Postawa godna pochwały, każdy rodzic powinien zachować się podobnie, kiedy jego dziecko odnajduje w sobie jakąś pasję.




Andrea Beaty stworzył książki ważne nie tylko dla dzieci, ale również dla ich rodziców. Najmłodsi dowiedzą się jak ważne są w życiu marzenia, jak istotne jest posiadanie pasji, która nadaje mu sens. Rodzicom z kolei autor przypomina i uświadamia, że dzieci trzeba wspierać. Nie ma chyba niczego smutniejszego, niż dziecko bez zainteresowań, które całe dnie spędza przed telewizorem i nie robi mu różnicy to, czy ogląda bajki, wiadomości, czy może reklamy. Milej patrzeć na własną pociechę pochłoniętą czytaniem książek, rysowaniem, budowaniem zamków z klocków albo robieniem eksperymentów chemicznych, prawda? Dziecięce pasje i zainteresowania zmieniają się bardzo szybko, ale warto wspierać każde z nich. Rodziny Ignasia, Rózi i Ady zachowywali się różnie, ale w kryzysowych sytuacjach dzieci zawsze mogły liczyć na ich wsparcie. 

Warto przeczytać te książki ze swoimi dziećmi. Być może rozbudzą w nich jakieś pasje i zainteresowania. Może będą początkiem ich przyszłej drogi? Może za dwadzieścia lat dzisiejsze kilkulatki wspomną te wspólne chwile z rodzicami spędzone na czytaniu o przygodach Ignasia, Rózi i Ady? Bo będą te fantastyczne książki o swoich rówieśnikach wspominać na pewno. Świetne, mądre historie, znakomicie przetłumaczone (i zrymowane) przez Łukasza Witczaka i przezabawne ilustracje autorstwa Davida Robertsa. Lektura obowiązkowa dla każdego dziecka!

Ignaś Kitek architekt
Rózia Rewelka inżynierka
Ada Bambini Naukowczyni

Andrea Beaty
ilustracje David Roberts
tłumaczenie Łukasz Witczak
Kinderkulka, 2017
wiek 3+

 

Jak mocno można kochać? "Drzewo Darów" (Kinderkulka)

Do czego zdolny jest człowiek, który kocha? Do wszystkiego. Do czego zdolne jest drzewo, które kocha? Do wszystkiego! Do takich wniosków można dojść czytając niezwykle skromną w formie i bogatą w treści książkę Drzewo Darów.


Jej bohaterem jest chłopiec, który uwielbia spędzać czas przy jabłoni. Drzewo zaspokaja jego wszystkie potrzeby. Kiedy jest głodny, częstuje owocami. Gdy jest mu za ciepło, daje schronienie w cieniu swoich gałęzi. Jeśli ma ochotę na zabawę, pozwala huśtać się na gałęzi. Chłopiec odwiedza jabłoń każdego dnia, a ona cieszy się, że mogą być razem.

 Chłopiec kochał to drzewo...
bardzo mocno.
I drzewo było szczęśliwe.

Ale chłopiec dorósł, dojrzał i jabłoń przestała być mu potrzebna. Odwiedzał ją coraz rzadziej i rzadziej, aż w końcu przestał przychodzić w ogóle. Kiedy w końcu odwiedził ją ponownie nie chciał huśtać się na jej gałęziach, nie chciał jeść jabłek, nie chciał się bawić. Jakby przestało zależeć mu na szczęściu, które czuł w sercu dzięki jabłoni. Chłopiec wiedział, że w życiu ważne jest coś innego, chciał mieć coś innego. Dorosłemu człowiekowi do szczęścia potrzebne są pieniądze. Jabłoń ich nie miała, mogła dać mu jednak coś innego, swoje liście i owoce. Chłopiec wziął je, żeby sprzedać i mieć to, czego potrzebuje.

Jabłoń jest gotowa oddać mu wszytko, co ma, a chłopiec nie przestaje prosić, żądać, oczekiwać. Jabłoń daje mu tak dużo, że w końcu staje się zupełnie bezużyteczna, zostaje z niej jedynie pień, który jak się okazuje nadal potrafi mu pomóc...

To jedna z najskromniejszych książek, jakie widziałam. To jedna z najbardziej wzruszających opowieści, jakie przeczytałam. To jedna z tych, książek, które trzeba znać. To opowieść dla dzieci i dorosłych. Ponadczasowa historia o sprawach najważniejszych. Każdy chce być szczęśliwy, kochany. Nikt nie chce martwić się o pieniądze. Wszyscy mamy jakieś oczekiwania względem naszego życia. Ciągle chcemy mieć więcej, żyć bardziej. Chcemy doświadczać nowych rzeczy. Ta książka to opowieść o miłości i wartościach. O przyjaźni i oddaniu. Drzewo Darów wzrusza i skłania do refleksji. I nie pozwala o sobie zapomnieć, zarówno o historii, jak o tych prostych, przepięknych ilustracjach. Sprezentujcie ją swoim dzieciom, przeczytajcie tę książkę wspólnie, a potem porozmawiajcie z nimi na jej temat. Naprawdę warto...







 Drzewo Darów
Shel Silverstein
tłumaczenie Grażyna Chamielec
Kinderkulka, 2017

Środowe recenzje: Kiedy wynaleziono Internet, czyli "Tek. Nowoczesny jaskiniowiec" (KInderkulka)

Macie problem z oderwaniem swojego dziecka od tabletu albo smartfona? My nie. I nie piszę tego, żeby się chwalić, Tosia po prostu nie przejawiała zainteresowania zdobyczami techniki. Miała jednak inny kłopot, zdarzało się jej, że w miejscach, w których byłyśmy (np. w Europejskim Centrum Solidarności) znajdowały się ekrany dotykowe, z których obsługą Tosia zupełnie sobie nie radziła. Dlatego, kiedy kilka tygodni temu wymieniałam telefon, podjęliśmy decyzję o przekazaniu starego w ręce Tosi. I od tej pory, raz na kilka dni, niezbyt jeszcze wprawną ręką, próbuje uruchomić aplikację, w której może słuchać książek, dowiedzieć się czegoś o zwierzętach albo zagrać w grę. Trochę się pobawi i odkłada. Jak długo tak będzie nie wiemy. Ale mamy nadzieję, że nie pójdzie drogą Teka, którego od smartfona oderwał dopiero wybuch wulkanu...



Tek jest jaskiniowcem. Na okładce widzimy go odzianego w skórę jakiegoś prehistorycznego kota. Był właściwie zupełnie zwyczajnym troglodytą. Przyjaźnił się z dinozaurami i czasem spotykał na swojej drodze mamuty. Od znanych nam troglodytów różni go jedna rzecz. Chłopiec w zasadzie nie wychodził na zewnątrz, siedział w swoim jaskiniowym pokoju, przyklejony do telefonu, tabletu albo konsoli do gier. Całymi dniami i całymi nocami. Bez przerwy. Niemożliwe? A jednak! Bo to właśnie tata Teka, kudłaty troglodyta z maczugą wynalazł Internet! Z tego powodu musiał wysłuchiwać nieustających pretensji ze strony swojej żony i mamy Teka w jednej osobie. I trudno jej się dziwić, bo na świecie działo się tyle ciekawych rzeczy, zachodziła ewolucja, nastąpiła epoka lodowcowa, a Tek o niczym nie wiedział. On nawet nie nauczył się poprawnie wypowiadać nazw mieszkających obok niego dinozaurów!
Upływały godziny, dni i miesiące.
Czas uciekał bezpowrotnie.
Jego najlepszy przyjaciel Rex marzył o tym, żeby po prostu się z nim pobawić. Jednak Tek nie miał na to ani czasu, ani ochoty. I wina wcale nie leżała po stronie dinozaura, winny był Tek. Chłopca tak bardzo pochłonął świat wirtualny, że nie interesowała go żadna rzecz, która działa się obok niego. Rodzice uciekali się do coraz drastyczniejszych sposobów, żeby tylko oderwać go od komputera i wyciągnąć z jaskini. Tata rozważał nawet rozpalenie ogniska pod jego siedzeniem. Problem tkwił jedna w tym, że ognia ojcu Teka nie udało się jeszcze wynaleźć. Aż w końcu do akcji wkroczył Wielki Wybuchacz, czyli miejscowy wulkan. I zrobił to, co potrafił najlepiej - wybuchnął. 
Erupcja była tak potężna, że wyrzuciła Teka z jaskini,
razem z jego telefonem, tabletem i konsolą do gier.
Wybuch to było nic. Chłopiec wyleciał tak daleko, że stracił zasięg! Jak rozwiązał swój kłopot i co stało się dalej oczywiście nie zdradzę, bo tę książkę każdy musi przeczytać sam.

Przed Bożym Narodzeniem opisywałam tutaj Tatę w sieci (KLIK), historię uzależnionego od Internetu pingwina. Tym razem mamy opowieść o dziecku, które nie chce wyjść z wirtualnego świata.  Internet wymyślił jego tata i w dobrej wierze dał dostęp do niego swojemu dziecku. Tak robi wielu rodziców i nie ma w tym nic złego, ale warto rozmawiać z dziećmi na temat ewentualnych zagrożeń płynących ze zbyt głębokiego wejścia w świat wirtualny. Oczywiście ta opowieść raczej nie przekona zapatrzonego w ekran nastolatka do rozstania się z tabletem, ale kilkulatek, który dopiero odkrywa świat technologii, powinien tę książkę znać. Powiem więcej, moim zdaniem, dziecko powinno dostać do ręki najpierw tę książkę, a potem dopiero dowiedzieć się, że istnieje coś takiego jak tablet albo smartfon. Opowieść o przygodach Teka jest ciekawie napisana i zabawnie zilustrowana. Może niektórym dzieciom przypadnie do gustu tak bardzo, że moment sięgnięcia po tablet nieco przesunie się w czasie, a może ta książka im tablet zastąpi. 

A na tych, którzy wezmą tę książkę do rąk czeka niespodzianka.

Tek. Nowoczesny jaskiniowiec wyróżnia się bowiem sposobem wydania. To najlepszy tablet, jaki miałam w ręce. Tak, tablet! Ta książka do złudzenia go przypomina. Żeby rozpocząć jej czytanie, trzeba wpisać kod, a potem warto zwracać uwagę na poziom naładowania baterii, bo ten zmniejsza się z każdą kolejną przeczytaną stroną. Ładowarki nie dołączono. W końcu przewaga książek na elektroniką polega między innymi na tym, że nie trzeba ich ładować i zawsze są gotowe do tego, żeby zacząć je czytać. 









 Tek. Nowoczesny jaskiniowiec
Patrick McDonnell
tłumaczenie Grażyna Chamielec
Wydawnictwo Kinderkulka, 2017
Wiek 3+