Miś Wojtek to chyba najdzielniejszy niedźwiedź w historii świata. W czasie II wojny światowej towarzyszył żołnierzom 2. Korpusu Polskiego. Dotarł z nimi z Iranu do Włoch, pomagał żołnierzom walczącym pod Monte Cassino, a po zakończeniu wojny i demobilizacji zamieszkał w Szkocji. Tosia historię Wojtka poznała kilka miesięcy temu. Stało się to za sprawą książki Elizy Piotrowskiej (pisałam o niej TUTAJ). Od tej pory, co jakiś czas wracałyśmy do tej historii, bo Tosia Wojtka bardzo polubiła. Dlatego, kiedy kilka dni temu usłyszałam w telewizji o grze Miś Wojtek wiedziałam, że musimy ją mieć. I mamy!

Grę wydał Instytut Pamięci Narodowej. Na pierwszym planie są więc wartości patriotyczne, edukacyjne, historyczne. Czy w tej sytuacji gra razi nadmiernym dydaktyzmem? NIE! Powiem więcej, ona doskonale łączy w sobie naukę i rozrywkę. Można w nią grać (i świetnie się bawić) bez wczytywania się w historię Wojtka, ale można również poznać jego życie. Żeby to zrobić nie trzeba jednak przeszukiwać książek. Instrukcja gry zawiera bowiem nie tylko zasady, ale również opowieść o Wojtku, jego towarzyszach i oczywiście czasach, w których historia Wojtka się rozgrywała. My o Wojtku wiedziałyśmy sporo, więc czytanie zostawiłyśmy sobie na później i ochoczo przystąpiłyśmy do rozgrywki.

Pudełko kryje w sobie planszę, karty (w dwóch rozmiarach) i pionki. Te ostatnie szczególnie przypadły nam do gustu, bo są to drewniane figurki misiów w pięciu kolorach. Słusznie zauważyliście, że w zestawie nie ma kostki. Ta nie będzie nam do niczego potrzebna. Do poruszania się służyć nam będą karty podróżowania. Jest ich 55 (7 kart w 7 kolorach z misiem jadącym ciężarówką) oraz 6 kart tęczowych (z misiem idącym pieszo). W grze chodzi o to, żeby przejść śladami 2. Korpusu Polskiego od ZSRR do Szkocji. Po drodze zbierać będziemy pamiątki związane z losami żołnierzy generała Andersa i oczywiście Wojtka! Te pamiątki to karty misia. Są 104 takie karty (zabawy, jedzenia, oznak i flak oraz karty portretów i miast). W instrukcji wszystkie karty i umieszczone na nich symbole zostały krótko i interesująco opisane.



Przed rozpoczęciem gry wszystkie karty należy ułożyć w odpowiednich miejscach (gdzie dokładnie dowiecie się z grafiki zamieszczonej w instrukcji, ale widać to też na zdjęciu poniżej). Każdy gracz otrzymuje 5 kart podróżowania, dzięki nim będziemy mogli przesuwać się po kolorowych polach planszy.
Gra
rozpoczyna się w Polsce, to tu stawiamy swoje pionki. Następnie każdy
gracz losuje jedną kartę podróżowania i stawia swojego misia na polu w
wylosowanym kolorze.
Teraz misie będą poruszać się po kolorowych polach. To, na którym polu staniemy zależy od tego, jakie karty mamy wśród swoich pięciu kart podróżowania. Czyli jeśli mamy kartę żółtą, czerwoną i różową możemy stanąć na najbliższym polu w jednym z tych kolorów.
Nagrodą będzie karta misia znajdująca się na dużym, kolorowym polu w tym samym kolorze. Po wykonaniu ruchu uzupełniamy zarówno karty podróżowania, jak i karty misia. Karty misia są podzielone na kategorie, które wymieniłam wcześniej. Zadaniem graczy jest zgromadzenie sześciu różnych kart z tej samej kategorii.
Jeśli komuś uda to się zrobić gra od razu się kończy, jeśli nie trwa aż do chwili, kiedy pierwszy miś dotrze do ostatniego pola gry, czyli Edynburga.
Karty misia i karty podróżowania można wymieniać na zasadach określonych w instrukcji. Nie chcę ich tu opisywać, ale są na tyle proste i jasne, że każdy powinien je zrozumieć.
Gramy w Misia Wojtka od kilku dni. Na początku trochę uprościłam zasady, zrezygnowałyśmy wtedy z wymieniania kart. Po trzech rozgrywkach gra nie miała już przed Tosią żadnych tajemnic. Zrozumiała ją i świetnie się bawiła. I bawi się nadal, bo Miś Wojtek bardzo jej się spodobał i szybko stał się jedną z ulubionych planszówek.
Z tą grą wiąże się jeszcze jedna, bardzo interesująca historia. Wiecie kto ją wymyślił? Nie, nie był to historyk. Misia Wojtka stworzyły dwie uczennice jednej z wrocławskich szkół podstawowych.
Aleksandra i Magdalena Gąsiorek wzięły udział w konkursie, który wygrały, a ich gra tak spodobała się dorosłym, że teraz może grać w nią każdy. I to nie tylko w Polsce. Bo instrukcja, plansza i karty są dwujęzyczne! Warto również dodać, że gra jest świetnie wykonana. Najbardziej przypadły nam do gustu bardzo oryginalne pionki, ale niesmowicie podobają nam się również grafiki na kartach i planszy. Wszystko wydaje się bardzo wytrzymałe i odporne na małe, niecierpliwe ręce. A to w grach dla dzieci bardzo ważne.


Trochę znudziły mi się zwykłe planszówki. Polubiliśmy ostatnio Superfarmera, który wymaga myślenia, strategicznego myślenia, w którym trzeba coś wymieniać i przede wszystkim umieć przewidywać. Z Misiem Wojtkiem jest podobnie. Tu również trzeba zastanawiać się, na którym polu stanąć i co bardziej nam się opłaca. Pędzić do przodu przeskakując jak najwięcej pól, a może powoli zbierać kolejne karty z interesującej nas kategorii.
Gra przeznaczona jest dla dzieci powyżej szóstego roku życia, Tosia tyle właśnie ma i wydaje mi się, że to optymalny wiek, choć nie zaszkodzi spróbować zagrać w nią z bystrym pięciolatkiem. W końcu historię niedźwiedzia Wojtka powinien poznać każdy!
Miś Wojtek
liczba graczy 2-5
czas rozgrywki 30 minutr
wiek 6+
pomysł Aleksandra i Magdalena Gąsiorek
ilustracje Dominik Kiszkiel
opracowanie tekstu historycznego Anna Klinowicz
opracowanie zasad gry Łukasz M. Pogoda
Instytut Pamięci Narodowej, 2017