Gra(my) w piątki: "Na ratunek!"/"Sfinks" (Wydawnictwo EGMONT)

Wiosna nadchodzi. Tego chyba wszyscy jesteśmy pewni. Coraz częściej będziemy wychodzić na długie spacery albo wyjeżdżać na wycieczki. Dni będą się wydłużać i zachęcać do spędzania czasu na zewnątrz. W domu nikt nie będzie chciał zbyt długo siedzieć. A ja chcę, jakby na przekór temu wszystkiemu, pokazać Wam dziś gry! Czy ktoś, przy tak pięknej pogodzie, będzie chciał w nie grać? Myślę, że tak!


Gry Na ratunek! Sfinks nie zostały zamknięte w dużych pudełkach. Kryjące je kartoniki są tak małe, że z powodzeniem można zabrać je ze sobą wszędzie. Niemal wszędzie można też w nie grać. Na ratunek! to gra adresowana do dzieci od piątego roku życia. W pudełku znajdują się kafelki z wizerunkami pojazdów ratunkowych i wypadków. Gra polega na dobieraniu w pary pojazdów ratunkowych i wypadków, do których powinny przyjechać. W pudełku są też kafelki fałszywych alarmów, które trzeba potasować z kafelkami wypadków i ułożyć obrazkami do dołu na stole, na którym gramy. Przed rozpoczęciem rozgrywki gracze dostają zestaw czterech pojazdów ratunkowych. Otrzymują także jeden znacznik zakazu. Z boku stołu trzeba położyć żetony alarmu. Gracz, który rozpoczyna rozgrywkę odsłania dowolny pojazd i dowolny kafelek ze środka stołu. Jeśli pasują - gra dalej, jeśli nie - kończy swoją turę. Jeśli trafi na żeton fałszywego alarmu musi odwraca ten żeton i pojazdy, które odkrył w tej turze. Zwycięzcą zostaje ten, kto jako ostatni zostanie w grze. Gra może się też zakończyć, kiedy na stole zostaną 4 kafelki fałszywego alarmu. Zasady nie są trudne, a sama rozgrywka jest bardzo szybka i interesująca, więc dzieciom (i ich rodzicom) Na ratunek! bardzo się spodoba.





Gra Sfinks adresowana jest do nieco starszych dzieci. Żeby w nią zagrać nie trzeba znać się na świecie starożytnym. Tytułowy Sfinks ma tu znaczenie symboliczne. W pudełku znajdziecie notes z wizerunkiem piramidy i dwie kostki. Przed rozpoczęciem rozgrywki, każdy gracz dostaje jedną kartkę. Na początek jeden z graczy (według instrukcji ten, który ostatnio wchodził po schodach) rzuca kostkami. Jeśli wypadną dwie cyfry, to gracz układa z nich liczbę i mówi ją na głos. Tę liczbę wpisuje w kratki jednej z trzech budowli, które znajdują się na jego karcie. Jeśli jedna z kostek wskaże symbol rzeki to każdy z graczy może stworzyć liczbę (używając cyfry z kostki i cyfry z pola Nilu (te znajdują się na każdej karcie). Jeśli symbol Nilu pojawi się na dwóch kostkach, trzeba rzucić jeszcze raz. Gra kończy się, kiedy pierwszy z graczy wypełni całą piramidę liczbami (wizerunek Sfinksa i obelisku nie muszą być wypełnione). Gracze sumują punkty według zasad opisanych szczegółowo w instrukcji. Wygrywa oczywiście ten, który ma najwięcej punktów.




 

Często wydaje mi się, że gry rodzinne niczym mnie już nie zaskoczą. I często tak się rzeczywiście zdarza. Są jednak takie, które zaskakują. Oryginalnym pomysłem, nietypowymi zasadami albo ciekawym sposobem wykonania. Gry Na ratunek! Sfinks mnie zaskoczyły. W tej pierwszej spodobał mi się pomysł. Można połączyć zabawę z nauką. Nie tylko grać w tę grę, ale przy okazji porozmawiać na temat samochodów ratunkowych i wypadków, które mogą mieć miejsce. W drugiej grze spodobał mi się pomysł z tworzeniem liczb na podstawie rzutów kostką. Przyda się tu szczęście, ale i strategia. Za pierwszym razem zdacie się pewnie na przypadek, ale każda kolejna rozgrywka będzie już budowaniem strategii.  Jestem pewna, że te gry przypadną Wam do gustu i chętnie zapakujecie je do plecaka jadąc na pierwszą wiosenną wycieczkę. Dzięki nim czas spędzony poza domem będzie jeszcze przyjemniejszy.

Te i inne gry znajdziecie na 


 https://egmont.pl/

Gra(my) w piątki: "Koty w butach" (Wydawnictwo EGMONT)

Większość osób jesienne wieczory najchętniej spędza w domowym zaciszu. Szybko zapadający zmrok sprzyja wyciszeniu, nadrobieniu zaległości w oglądaniu filmów, czytaniu książek. Można rozwinąć umiejętności kulinarne, zacząć rozwijać nowe pasje. Można też grać w gry! Te, które znamy od lat i bardzo lubimy oraz te nowe, które dopiero pojawiły się na rynku. Ani jednych, ani drugich nie brakuje. Bez trudności można łączyć to, co lubimy i to, co nowe. Te nowe to bardzo dobry pomysł na prezent!


Prezent nie musi być przecież ani duży, ani drogi. Liczy się gest, liczy się pomysłowość. Gra Koty w butach pomysłowa na pewno jest. W niewielkim pudełku znajdziemy 21 kart z kotami, 5 kart z łapką kota i dwie kostki. Żeby rozpocząć grę musimy pomieszać i ułożyć na stole (w losowej kolejności) wszystkie karty (te z wizerunkiem kota i te z odciskiem łapki). Kolorowe kostki wręczamy najmłodszemu uczestnikowi rozgrywki. To on rzuca jako pierwszy. Kolory, które zostały wylosowane wskazują nam, którego kota musimy złapać. Kolory wylosowane przez kostki muszą zgadzać się z kolorem butów i tego, co kot ma na głowie. Inne elementy kociej stylizacji nie są brane pod uwagę. Proste? Proste! Oprócz spostrzegawczości niezbędny będzie tu również refleks. Punkt zdobywa ten gracz, który jako pierwszy położy rękę na właściwej karcie. W nagrodę zabiera tę kartę ze stołu i rzuca kostkami w nowej rundzie. Wygrywa ten, kto na końcu gry zgromadzi najwięcej kart. Trzeba jednak cały czas być czujnym, bo kiedy kostki wskażą konfigurację kolorów, której nie ma już na stole, gracze łapią kartę z łapką (z najniższą dostępną wartością) i zabiera kartę z kotem we wskazanych kolorach, która leży przed innym graczem. Cała rozgrywka trwa około 15 minut. Niedługo, więc w Koty w butach można zagrać kilka razy jednego wieczora.




Komu spodoba się gra Koty w butach? Myślę, że wszystkim (z wyjątkiem tych, którzy kotów nie lubią). Zasady są proste, żeby je zrozumieć nikt nie musi przez kilkanaście minut wczytywać się w instrukcję. Rozgrywka nie jest długa, więc nikt się nią nie znudzi. Poszczególne elementy gry są bardzo ładne, więc nie tylko dobrze się nimi gra, ale również na nie patrzy. Taka gra to doskonały pomysł na prezent dla dziecka na (chyba) każdą okazję. Świetnie sprawdzi się w domu, w szkolnej świetlicy, na wycieczce i wakacjach. Jest nieduża, więc można ją bez problemu ze sobą zabrać. Do grania w nią nic więcej nie jest potrzebne. Czasem proste jest najlepsze i w przypadku gry Koty w butach ta zasada sprawdziła się w 100%!



 

Koty w butach

Reiner Knizia

ilustracje Piotr Sokołowski

liczba graczy: 2-4

czas rozgrywki: 15 minut

wiek graczy: 8-108 lat

EGMONT 2025 


 https://egmont.pl/

Gra(my) w piątki: "Dinofarma" (Wydawnictwo EGMONT)

Aż trudno uwierzyć, że dobiega końca pierwszy tydzień nowego roku szkolnego. Jeszcze tydzień temu dzieci cieszyły się ostatnimi chwilami wakacji, a dziś wiele z nich na dobre zadomowiło się w swoich szkołach albo przedszkolach. Spędzą tam najbliższe dziesięć miesięcy. Dużo się nauczą, nabiorą wiele nowych umiejętności. Po powrocie do domu na pewno będą mieli wiele do opowiedzenia i będą chcieli spędzić czas z rodzicami. W jaki sposób? Każda rodzina ma na pewno własne rytuały. Jedni oglądają filmy, inni czytają książki, jeszcze inni grają w gry. I właśnie dla tej ostatniej grupy mam dziś propozycję.


Dinofarma to gra rozmiarowo bardzo niewielka. Małe kwadratowe pudełko kryje w sobie grę, w którą grać mogą dzieci od piątego roku życia. Do gry niepotrzebne jest wiele elementów. Wystarczą karty z dinozaurami i dwie kostki. Karty, przed rozgrywką, musimy potasować i rozłożyć na stole (szybko zauważycie, że na większości z nich są wizerunki dinozaurów, na kilku odciski łap dinozaura). Grę rozpoczyna najmłodszy gracz. To on jako pierwszy rzuca kostkami. Ważne, żeby każdy miał możliwość zobaczyć, co wyrzucił. Tu liczy się szybkość. Zaraz po tym, jak najmłodszy gracz rzuci kostkami, wszyscy starają się złapać kartę z dinozaurem w kolorach wskazanych przez kostki kolorach. Ten, kto zrobi to najszybciej, zatrzymuje kafelek, na którym położył rękę. Jeśli nie ma już na stole karty we wskazanym kolorze, trzeba złapać łapę dinozaura z najmniejszą dostępną wartością. Gramy tak długo, aż ze stołu znikną wszystkie kafelki. A wygrywa ten, kto ma ich najwięcej (zarówno kart z dinozaurami, jak i łap).


 

Zasady gry Dinofarma są proste, a rozgrywka jest szybka i dynamiczna. To gwarantuje świetną zabawę. Nikt nie będzie musiał długo wczytywać się w zasady gry, żeby je zrozumieć. Są proste i zrozumiałe nawet dla najmłodszych graczy. Dzięki temu przy grze dobrze bawią się wszyscy. Do gry, oprócz tego, co znajduje się w pudełku, przydadzą się na pewno refleks i spostrzegawczość. Warto skupić się na rozgrywce, żeby zdobyć w niej jak najwięcej punktów. A jeśli nie uda się wygrać w pierwszej rozgrywce, zawsze można zagrać po raz drugi. Może wtedy dopisze nam szczęście!

 

Dinofarma

liczba graczy 2-4

czas rozgrywki 15 minut

wiek 5-105 lat

EGMONT 2025 


 https://egmont.pl/

Gra(my) w piątki: "Pino Postiono. Szalony wyścig przez knieje" (Wydawnictwo EGMONT)

Słoneczny długi weekend zachęcił wiele osób do wyjazdu. Po zimnym i deszczowym lipcu przyszły w końcu upały. Trzeba się nimi nacieszyć, bo rozpoczęcie roku coraz coraz bliżej. Doskonale wiem, że są jednak ludzie, którzy upałów nie lubią i w takie dni zaszywają się w domu. Dziś mam coś specjalnie dla nich. Coś, co umili czas spędzany w domu. I coś, co jesienią i zimą przyda się wszystkim, bo przecież wielu z nas uwielbia relaks przy rodzinnych grach!


Pino Postino. Szalony wyścig przez knieje to gra, która sprawdzi się w każdej rodzinie, w której są dzieci w wieku szkolnym. Jej twórcy adresują ją do graczy od siódmego roku życia. Czym Pino Postiono wyróżnia się na tle innych gier? Długo mogłabym wymieniać. Zacznę od historii, którą ta gra opowiada. Wszystko zaczęło się od kontuzji, która dopadła królewskiego sokoła pocztowego. Pino Postino złamał skrzydło! Trzeba szybko znaleźć dla niego zastępstwo. Musi to być ktoś odpowiedzialny i godny zaufania, ponieważ król i królowa często powierzali mu bardzo ważne (i tajne) misje. Godny zastępca musi być szybki. Nie powinien zwracać na siebie uwagi. Do walki stają Jeleń, Dzik, Królik, Niedźwiedź i Lis. Wizerunek każdego z nich widać na drewnianym pionku. Oprócz nich w pudełku znajdują się również kafelki miejsc, karty i trzy puzzle brzegowe planszy. Te ostatnie trzeba połączyć ze sobą przed rozpoczęciem gry. Wewnątrz brzegu planszy, który powstał w wyniku połączenia puzzli, układamy (losowo) z kafelków dwa rzędy (jedyne wymaganie to, żeby na początku znalazł się kafelek Start, a na końcu Meta). Na kafelku Start układamy wszystkie pionki zwierząt (zawsze pięć, bez względu na to, ile osób bierze udział w rozgrywce). Każdy z graczy otrzymuje po jeden z pięciu kart Tajnych Zwierzaków, jeden zestaw pięciu kart do Zgadywania (znajdują się na nich wizerunki Jelenia, Dzika, Królika, Niedźwiedzia i Lisa) oraz trzy Karty Terytoriów (resztę odkładamy obok planszy). Sporo, prawda? Ale w instrukcji wszystko zostało zrozumiale opisane, więc nikt nie będzie miał wątpliwości, co jest potrzebne do gry. Instrukcję warto mieć pod ręką, bo tam znajdziecie informację o tym, które zwierzęta mogą się poruszać po którym terytorium. Tak przygotowani możemy przystąpić do gry! Gracze dobierają Karty Terytorium. W ręce mają już cztery i grają jedną z nich. Do przodu przesuwają wszystkie zwierzęta, które widzą na zagranej karcie. Gramy wszystkimi pionkami i wszystkie zwierzęta mogą się przesuwać. Gra kończy się, kiedy wszystkie zwierzęta dotrą do kafelka Meta. Czy przy takich zasadach gry można wskazać zwycięzcę? Można. Mamy przecież Karty Tajnego Zwierzęcia. A do tego, po tym, jak wszystkie zwierzęta dotrą na metę, odbywa się wielkie odgadywanie Tajnych Kart. To dodatkowa atrakcja, która nieco wydłuży, ale również uatrakcyjni rozgrywkę.




Gier na rynku dostępnych jest wiele. Jedne szybko zyskują wierne grono fanów, inne muszą na to poczekać znacznie dłużej. Jeszcze inne zostają błyskawicznie zapomniane. Do której gry trafi Pino Postino? Moim zdaniem dzieciom i rodzicom gra się spodoba. Zasady nie są banalne. Dzięki temu nawet nieco starsi będą musieli trochę pogłówkować. Zasady mogą zaskoczyć, ale nikogo nie powinny zniechęcić. Sama rozgrywka nie jest długa (powinna zająć Wam kwadrans), więc nikt tą grą nie znudzi się ani nie zniechęci. Warto też podkreślić, że wszystkie elementy gry są bardzo starannie wykonane i po prostu miłe dla oka. No, i ta historia, którą ta gra opowiada. Wszystko tu pięknie składa się w całość. I sprawia, że ta gra może w najbliższym czasie zawojować nasze domy!



 

Pino Postiono. Szalony wyścig przez knieje

liczba graczy 2-4

czas rozgrywki 15 minut

wiek graczy 7-107

EGMONT 2025 

https://egmont.pl/
 

Gra(my) w piątki: "Polowanie na robale" (Wydawnictwo EGMONT)

Ze swojego dzieciństwa pamiętam jedną grę, która nie była szachami, warcabami albo inną klasyczną grą, która w niezmienionej formie przetrwała do dziś. Nie przypominam sobie, żeby półki w sklepach z zabawkami uginały się od nowych gier. W domach moich rówieśników rzadko udawało mi się znaleźć gry, których nie znałam. Myślę, że gry nie były wtedy aż tak popularne. Dziś są na szczycie. Jeśli ktoś chce zagrać w coś nowego, ma w czym wybierać, bo w każdym miesiącu ukazuje się mnóstwo nowych i ciekawych gier.


Są to nie tylko popularne planszówki, ale również gry karciane. Jest ich wiele i każdy ma szansę znaleźć taką, która spodoba mu się najbardziej. Wybierać można spośród gier, które są na rynku już od dawna. Można też regularnie wypatrywać nowości i wybierać spośród nich te, które wydadzą nam się najciekawsze. Każdy ma szansę znaleźć coś dla siebie. Coś, co odpowiada jego zainteresowaniom, umiejętnościom, liczbie graczy, która ma ochotę wziąć udział w rozgrywce. Ja dziś mam dla Was grę, w którą jednocześnie mogą grać cztery osoby powyżej 8. roku życia. W niewielkim pudełku kryje się kilkadziesiąt kart. Na nich zobaczycie robaki, kurczaki, Matkę Kwokę, a nawet traktor! Karty podzielić można na cztery kategorie. Do rozgrywki będą nam potrzebne wszystkie ich rodzaje. Najpierw każdy z graczy wybiera kolor, którym będzie grać i bierze do ręki komplet kart kurczaków w tym kolorze. Reszta kurczaków (jeśli w rozgrywce bierze udział mniej niż 4 zawodników, trafia do pudełka). Kolejny krok to potasowanie i ułożenie kart Matek Kwok. Z ich stosu musimy odkryć i ułożyć obok w równym rzędzie po jednej karcie dla każdego gracza biorącego udział w rozgrywce. Potem każdy z graczy bierze jedną kartę kurczaka i kładzie ją zakrytą przed sobą. Kartę odkryje dopiero, kiedy wszyscy biorący udział w rozgrywce wezmą swoje karty. Kto trafił na kartę o najwyższej wartości, zabiera kartę z pozycji 1 (z tych, które na początku ułożyliśmy w rzędzie). Pozostali gracze zabierają karty z kolejnych miejsc (kolejność zabierania zależy od wartości karty, którą odsłonili). Gra trwa dziewięć rund. Gracze sumują zdobyte punkty. Wygrywa oczywiście ten, kto ma ich najwięcej.




Krótko przybliżyłam Wam zasady gry Polowanie na robale. W dołączonej do gry instrukcji opisano je oczywiście dokładniej, bo w trakcie każdej rozgrywki mogą się zdarzyć sytuacje, które wymagają dodatkowego objaśnienia. Czy zasady tej gry są trudne? Moim zdaniem nie i to jest ogromny atut tej karcianki. Nie lubię gier, do których instrukcje trzeba czytać godzinami, a na końcu i tak okazuje się, że graliśmy niezgodnie z zasadami. Tu nic takiego nie powinno mieć miejsca. Tu każdy powinien się dobrze bawić. Rozgrywka nie jest długa, więc nikt nie będzie się przy niej nudzić. Graczom przyda się spostrzegawczość, umiejętność wyciągania wniosków i tworzenia taktyki. Pierwsza rozgrywka na pewno będzie "rozpoznawcza", ale każda kolejna sprawi, że uczestnicy gry będą mieli już własny sposób na jej najlepsze rozegranie. Oprócz ciekawego pomysłu podoba mi się w tej grze coś jeszcze. Jej kompaktowy rozmiar. Dzięki temu można ją wszędzie ze sobą zabrać i grać w nią prawie w każdym miejscu. Świetnie sprawdzi się na krótszych i dłuższych wyjazdach. Dobrze bawić się przy niej będą całe rodziny. Sprawdźcie, czy i Wam Polowanie na robale przypadnie do gustu. Coś czuję, że ta gra na pewno Wam się spodoba! 


 

Polowanie na robale

liczba graczy: 2-5

wiek 8+

EGMONT 2025 


Gra(my) w piątki: "Ubongo Travel" (Wydawnictwo EGMONT)

Kilka lat temu kupiłam dla nas zestaw gier podróżnych. W małych kartonikach, które łatwo ze sobą zabrać. Gry, do których nie potrzeba przygotowywać zbyt wiele miejsca i takie, które nie zajmują zbyt wiele miejsca wśród bagażu. Kiedy je kupowałam miałam nadzieję, że będziemy w nie grać. Pewności jednak nie miałam i podejrzewałam, że może nam na rozgrywki zabraknąć czasu albo sił. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że znaleźliśmy i czas, i ochotę. Gry zabieramy ze sobą wszędzie i gramy w nie w każdy wakacyjny wieczór. W tym roku do naszego wakacyjnego zbioru dołączy nowa gra. Gra, którą doskonale znamy i bardzo lubimy.

Stworzoną przez Grzegorza Rejchtmana grę Ubongo wydano już w wielu różnych wersjach. Najbardziej lubię chyba tę podstawową, ale dla odmiany, często sięgamy również po jej inne warianty. Teraz będziemy mogli z nią również podróżować i to właśnie w tej uwielbianej przeze mnie podstawowej wersji. Nieduże pudełko, a w nim 32 planszetki z 64 zadaniami i 4 komplety kafelków (po jednym dla każdego z graczy). Planszetki są dwustronne. Jedną ze stron oznaczono literą A, drugą literą B. Te pierwsze to prostsza wersja gry, te z literą B są nieco trudniejsze. Karty układamy na stole (liczbę kart, których używamy uzależniamy od liczby graczy biorących udział w rozgrywce), każdemu z graczy dajemy jeden komplet kafelków. Ustalamy też, czy gramy w prostszą czy trudniejszą wersję gry. Jedna rozgrywka obejmuje 8 rund. Na początek każdej z nich gracze biorą ze stosu jedną planszetkę, jednocześnie odwracają na właściwą stronę i rozpoczynają układanie. Kafelki muszą pokryć białe pole na planszetce. Ten, kto pierwszy ułoży je w odpowiedni sposób, krzyczy "Ubongo" i rozpoczyna odliczanie do 20 (jeśli gramy w wariant prostszy) lub do 30 (jeśli wybraliśmy wariant trudniejszy). Zwycięzca otrzymuje punt zwycięstwa i otrzymuje planszetki tych, którzy w ciągu dodatkowych 20 lub 30 sekund swoich zadań nie zdążyli ułożyć. Po 8 rundach wszyscy podliczają zdobyte punkty. Wygrywa oczywiście ten, kto zgromadził ich najwięcej.




Nie jestem mistrzynią Ubongo. Uwielbiam tę grę, ale bardzo rzadko wygrywam. Moja rodzina radzi sobie zdecydowanie lepiej. Nie przeszkadza mi to jednak w czerpaniu przyjemności w graniu w nią. Lubię ją za szybką i emocjonującą rozgrywkę. Za wyścig z czasem i świetną okazję do gimnastyki umysłu. Bawię się przy niej dobrze i nawet, kiedy po raz kolejny przegrywam, uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Taka to już gra. Dla całej rodziny. Dająca radość i dzieciom, i dorosłym. Poradzą sobie z nią gracze w wieku szkolnym (twórcy adresują ją do dzieci od 7. roku życia). Myślę, że podróżna wersja Ubongo to dobra okazja do zapoznania się z tą grą. Jeśli Wam się spodoba, możecie bez wahania kupić pełną, dużą wersję, w którą gra się jeszcze lepiej i ciekawiej, bo mamy tam diamenty, które otrzymuje się za rozwiązane zadania. Dużym atutem tej gry jest również to, że można w nią grać w pojedynkę! Ja w ten sposób trenuję przed kolejnymi rodzinnymi rozgrywkami. Jest to więc gra dla każdego, kto lubi łamigłówki, proste zasady i zaskakujące zwroty akcji, to ta gra jest właśnie dla Was!




Ubongo Travel

 liczba graczy 1-4

wiek 7-107

czas rozgrywki 15 minut

EGMONT 2025 

https://egmont.pl/


Gra(my) w piątki: "Chemicy magicy. Nie wybuchnij!" (Wydawnictwo EGMONT)

Od zawsze swoje zainteresowania kierowałam w stronę nauk humanistycznych. Przedmiotów ścisłych uczyłam się tylko tyle, ile musiałam. I choć nigdy nie miałam z ich nauką żadnych problemów, nie potrafiłam znaleźć w sobie nawet odrobiny sympatii do tych przedmiotów. Jedynym, który wydawał mi się nieco ciekawszy od innych była chemia. Chemia miała w sobie nutkę tajemnicy, podobało mi się rozwiązywanie równań i zapamiętywanie wzorów. Dziś wracam myślami do lekcji chemii, bo od roku Tosia ma chemię w szkole. Widzę, że podchodzi do niej podobnie do mnie, choć (tak jak ja) za naukami ścisłymi nie przepada. Czyli coś tej chemii musi być! Pewnie dlatego stała się motywem przewodnim gry!

Żeby zagrać w Chemików magików nie trzeba być orłem z chemii. Nie musicie znać nazw i symboli pierwiastków. Nie będzie Wam potrzebna. Przyda się za to chęć rywalizacji, otwarty umysł i kreatywność. W pudełku znajdziecie 5 plansz eksperymentów (po jednej dla każdego gracza), trzy rodzaje kafelków (zasilania, eliksirów i z kocim asystentem), karty awaryjne i żetony. Te wszystkie elementy trzeba wyjąć z pudełka i ułożyć na stole. Przed rozpoczęciem rozgrywki każdy gracz otrzymuje planszę eksperymentów i komplet siedmiu (różnych) kart awaryjnych. Jedna gra to pięć rund. Każda runda to jeden eksperyment. Gracze dobierają kafelki ze stołu. Każdy z nich ma inną moc i każdy z nich daje graczom inne możliwości przeprowadzania eksperymentów. Ci, którym szczęście będzie sprzyjać, wygrają rundę. Ci, którym szczęście nie dopisze, doprowadzą do katastrofy. I ich eksperyment się zakończy. Szansę na rewanż przyniesie kolejna runda. Całą grę wygrywa osoba, która zgromadziła najwięcej punktów. 

 




Zasady tej gry nie są trudne. Myślę, że każdy powinien poradzić sobie z ich zrozumieniem. Sama rozgrywka jest ciekawa i emocjonująca. Nie jest też krótka. Na pudełku czas gry określono (moim zdaniem prawidłowo) na około 40 minut. Dla niecierpliwych stworzono również szybszy wariant gry. Można grać w nie na zmianę, żeby Chemicy magicy zbyt szybko się nie znudzili. Choć mam podejrzenia, że to jedna z tych gier, którą znudzić się trudno. Każda rozgrywka jest inna. Za każdym razem można przeprowadzić inny eksperyment. I raz wyjść na tym dobrze, drugi raz niekoniecznie. Dodatkowym atutem tej gry jest piękna szata graficzna. Staranne wykonanie i miłe dla oka rysunki przyciągają wzrok. A w ładne gry jeszcze przyjemniej się gra!


 

Chemicy magicy. Nie wybuchnij

liczba graczy 3-5

czas rozgrywki 35-45 minut

wiek 7+

EGMONT 2024


 https://egmont.pl/