"Kicia Kocia" x 3, czyli nowości w biblioteczce Tosi!

"Mamo, kup mi jakąś książkę wracając z pracy" - takie słowa usłyszałam kilka dni temu. Miód na serce matki i radość wielka! Dziecko zamiast o czekoladę, prosi mnie o kupno książki. Nie zdziwiło mnie to, bo Tosia nowe książki uwielbia, ale powiedziała to tak rozkosznie, że nie mogłam się powstrzymać i kupiłam... Od razu trzy! Czyli nowe historie o Kici Koci.

Pisałam już o serii książeczek autorstwa Anity Głowińskiej tutaj, tutaj i tutaj. Tosia Kicię Kocię uwielbia, czeka na nowe tomy i z radością wraca do starszych tytułów. 
Tym razem autorka i wydawnictwo Media Rodzina przygotowali dla najmłodszych czytelników, opowieść o tym, jak Kicia Kocia poszła do przedszkola i o tym, jak naprawiała świat dbając o uśmiech na twarzach napotkanych osób. 
Przedszkole to temat na który w tej serii czekałam. Szczerze mówiąc nawet dziwiłam się, że jeszcze takiej książki nie było. Nie było, ale już jest! Tosia, co prawda to przedszkolak od prawie dwóch lat, ale chętnie słuchała o przedszkolnych perypetiach swojej ulubienicy. Dzieciom, które przedszkolny debiut mają przed sobą, książeczka na pewno przypadnie do gustu, oswoi strach przed nieznanym i zaznajomi z nowym miejscem. Kicia Kocia przekonuje, że przedszkole to wspaniała przygoda, a przedszkolaki to fajne dzieciaki!
Drugi tytuł Kicia Kocia mówi dzień dobry to opowieść o mocy uśmiechu, o tym, że powinniśmy się do siebie uśmiechać, nie odwracać się plecami do drugiego człowieka i być dla siebie pomocą. Najmłodsi czytelnicy poznają moc prostych gestów, życzliwych słów. Odtąd każde dziecko będzie wiedziało, jak pocieszyć smutną koleżankę albo zamyśloną sąsiadkę! 
Nie miałam jeszcze okazji sprawdzić, jak Tosia zachowuje się po lekturze, bo książkę mamy od wczoraj, trochę się boję, że będzie zaczepiać ludzi na ulicy i wykrzykiwać wesołe: Dzień dobry! Ale z drugiej strony lepiej tak, niż gdyby nie umiała się przywitać!



Trzecia nowość to zupełnie nowa seria, to nie tylko książka do czytania, w niej można rysować, bazgrać. Dziecko staje się współautorem! Nawet na stronie tytułowej może wpisać samo (lub z pomocą rodziców) swoje imię! 
A kiedy już zaczyna poznawać afrykańskie przygody Kici Koci zaczyna uzupełniać ilustracje, zebrze może dorysować paski, żyrafę pokolorować odpowiednimi kolorami. Oprócz tego na każdej stronie poznajemy mnóstwo ciekawostek o afrykańskiej rzeczywistości. Dzieci, które uwielbiają zwierzęta będą zachwycone. Kicia Kocia w Afryce to coś więcej, niż kolorowanka i więcej, niż zwykła książeczka. A z informacji zawartych na ostatniej stronie wynika, że w przygotowaniu jest już zupełnie nowa część o zwierzętach leśnych! Tosia już o nią dopytuje! A i ja czekam!


 
 
 

Relacje w dziecięcym świecie...

"Zamknij się!" - tak zwrócił się do Tosi zupełnie obcy chłopiec na placu zabaw. "Nikt mnie nie lubi w przedszkolu" - powiedziała Tosia, a dzisiaj stwierdziła, że chce jechać do babci, bo wczoraj w przedszkolu pobiło ją dwóch chłopców...

Może jestem złą matką, bo czasem nie daję wiary jej opowieściom. Zwłaszcza takim, w których mówi, że nikt jej lubi, że nikt nie chce się z nią bawić. Pytane o to opiekunki twierdzą, że Tosia bawi się z dziećmi. Przestała, co prawda bawić się z dziewczynką, z którą poznały się w żłobku, ale to podobno dlatego, że obie chcą rządzić i nie mogą dojść do porozumienia, która może być przywódcą. Pamiętam, ze swojego życia przedszkolno-szkolnego, że co jakiś czas zmieniały się ulubione koleżanki, raz wolałam bawić się, a potem zwierzać tej, za rok moje drogi krzyżowały się z inną osobą. Nie byłam jedyną taką osobą, bo moim koleżankom i znajomym również się to zdarzało. Szczerze mówiąc nie pamiętam, żeby ktoś wytrwał razem przez osiem lat podstawówki albo cztery lata liceum. Dlatego nie panikuję, choć nie ukrywam, że przykro mi się robi, kiedy słyszę z ust mojego dziecka, że nikt jej nie lubi. Chcę, żeby miała koleżanki, żeby umiała się bawić z rówieśnikami i, żeby była lubiana. Z drugiej strony wiem, że dziecięce przyjaźnie wiążą się z przyjaźnią/zażyłością ich rodziców. A ja, nie mam, kiedy tych znajomości zawierać, bo nie odbieram Tosię z przedszkola (robię to raz na kilka miesięcy), a rano na pogaduszki nie ma czasu. Ostatnio częściej, żeby nie powiedzieć regularnie, rozmawiam z jedną mamą, ale jest ona mamą chłopca, więc mimo tego, że chętnie bawią się na placu zabaw, w przedszkolu każde z nich może ciągnąć do przedstawicieli swojej płci. 1 września do przedszkola wróciły dzieci, które nie chodziły w czasie wakacji, w tym jedna z dziewczynek, z którą Tosia uwielbia się bawić, więc mam nadzieję, że przestanie narzekać na brak kompanów do zabawy.

Bardziej martwią mnie jednak opowieści o biciu i przepychankach wśród dzieci, z jednej strony wiem, że chłopcy się biją, z drugiej przedszkole nie jest miejscem, w którym powinno do aktów przemocy dochodzić. A już na pewno dziecko nie powinno mi codziennie opowiadać o tym, że ktoś się bił, czy przepychał... Po przedstawieniu z okazji Dnia Mamy, kiedy bawiłyśmy się z naszymi pociechami na dworze byłam świadkiem sytuacji, która mnie zamurowała. Tosia weszła na zjeżdżalnię, zjechała i podeszła do kolegi, który spojrzał na nią i po prostu odepchnął tak, że się przewróciła. Nie zareagowałam, oniemiałam, przytuliłam płaczące dziecko. Świadczy to jednak o tym, że są wśród tych niespełna czterolatków dzieci, które nie zwracają uwagi na to, jak powinny się zachowywać, nie kontrolują swojego zachowania ani w obecności mamy, ani opiekunek, ani obcych ludzi. 
Tosia jest charakterna, a mimo to przeżywa tę sytuację, co więc dzieje się w głowach wrażliwszych dzieci?! Planuję poruszyć ten temat na zebraniu, bo nie daje mi to spokoju i bardzo martwi. 

I w końcu trzecia kwestia, czyli to jak dzieci się do siebie zwracają. Może trzymamy Tosię w jakiejś złotej klatce, bo mówimy do niej poprawną polszczyzną i pełnymi zdaniami. Nie kłócimy się i nie obrażamy przy dziecku (zresztą rzadko kłócimy się i bez dziecka). Dom ma być dla niej azylem, miejscem, w którym otaczamy się szacunkiem bez względu na to ile mamy lat. Kiedy jednak słyszę z ust chłopca młodszego od Tosi skierowane w jej stronę: "Zamknij się" nie wiem, co robić... Chłopiec był z tatą, tata stał obok niego i nie zareagował, ja siedziałam w innej części placu zabaw, ale słowa skierowane do Tosi wypowiedziane zostały na tyle głośno, że bez problemu to usłyszałam. Zwrócilibyście uwagę takiemu tacie? Gdzieś ten chłopiec musiał to usłyszeć, może w żłobku, może w przedszkolu, może w piaskownicy, a może w domu... A jeśli przyniósł takie słowa do domu, to dlaczego rodzice na to nie reagują i nie zwracają uwagi? Bo dzięki temu poradzi sobie w życiu, bo będzie potrafił się rozpychać łokciami i nawet jeśli nie będzie zbyt mądry, to przynajmniej samodzielny? A takie gapy, jak Tosia przybiegną do mamy i powiedzą: "Bo ten chłopiec tak do mnie powiedział" i nawet nie będą potrafiły powtórzyć tego, co usłyszały, ale podświadomie wyczują, że coś w tym zdaniu nie pasuje do ich rzeczywistości.


Deli Park - idealne miejsce na wycieczkę z dzieckiem

Długo planowaliśmy ten wyjazd, a kiedy już podjęliśmy decyzję, że jedziemy przeszkodziła nam angina Tosi, w końcu udało nam się jednak dotrzeć do DELI PARKU!

Na stronie internetowej czytamy:
 
Witaj w DELI Parku!

Jesteśmy nowym parkiem edukacyjno-rozrywkowym w miejscowości Trzebaw, oddalonym zaledwie 15 minut drogi od Poznania.
DELI Park, to doskonałe miejsce na wypoczynek i zabawę. Na powierzchni 60 000 m2 zgromadziliśmy wiele wspaniałych atrakcji, takich jak: prehistoryczne zwierzęta, gigantyczne owady, interaktywne place zabaw, Park Miniatur, oraz Mini Zoo. Wkrótce powstanie też pierwsza w Polsce Podniebna Eko-Wioska!*
Z myślą o dzieciach i młodzieży uczącej się, w Parku stworzyliśmy trzy sektory tematyczne łączące świetną zabawę z elementami edukacyjnymi.
Park położony jest w urokliwym zakątku Wielkopolski – na skraju Wielkopolskiego Parku Narodowego – co zapewnia wypoczynek wśród cudownego, zielonego krajobrazu. Do dyspozycji naszych gości jest pole piknikowe, wspaniałe miejsce do relaksu, wspólnego posiłku i zabawy, oraz DELI Cafe&Bar, DELI Markecik i kwiaciarnia.
Na terenie DELI Park organizujemy urodziny, imprezy firmowe, wycieczki, zielone szkoły oraz imprezy o charakterze kulinarnym. Planujemy także organizować weekendowe warsztaty dla dzieci i dorosłych.

Zapraszamy do zapoznania się z naszymi wydarzeniami i ofertą!
Dla osób, którym szczególnie spodoba się pobyt u nas zapraszamy do naszego Hotelu i Restauracji Delicjusz.
*wioska już istnieje

Tak, jak czytamy na stronie, w parku nie brakuje rozrywek. Szczerze mówiąc, Tosia nie wiedziała, w którą stronę iść, w każdym zakątku tego miejsca czekały na nią interesujące rzeczy. Zaczęła od placu zabaw, radosnym okrzykom nie było końca, zjeżdżalnie, drabinki, które dziecko tego nie lubi?! Następnie pobiegła w kierunku mini zoo, zachwyciły ją lemury, kozy i antylopy. Idąc dalej minęliśmy figury prehistorycznych zwierząt i gigantycznych owadów żyjących w Wielkopolskim Parku Narodowym. Wśród drzew zaś ukryła się podniebna Eko-Wioska, a tam - drewniane mostki, domki na drzewach. W nich mnóstwo informacji o Wielkopolskim Parku Narodowym, tablice informacyjne, gry, quizy, rebusy, na ziemi figury zwierząt, wypatrzyć można między innymi jelenia, dzika, wiewiórkę.Tosia na wiele rzeczy jest jeszcze za mała, ale zwracała uwagę na tabliczki i chciała, żeby czytać jej to, co zostało na nich napisane. Z Eko-Wioski ruszyliśmy oglądać miniatury znanych budowli z całego świata, Brama Brandenburska, Big Ben, Wieża Eiffla, to tylko niektóre z nich.
Po zwiedzaniu wróciliśmy na plac zabaw, odwiedziliśmy również salę zabaw pod dachem, Tosia szalała w kulkach i na trampolinie.

Zwiedzających w parku nie brakowało, ale nie było tam tłoczno. Widzieliśmy wiele rodzin z dziećmi w wózkach, choć nie wiem, czy dla maluchów młodszych niż 3-4 lata będzie to aż taka atrakcja, jak dla rówieśników Tosi. Planujemy wybrać się tam za rok, podejrzewam, że wtedy zapamięta z tej wyprawy jeszcze więcej.
Wszystkie atrakcje parku zawarte są w cenie biletu, więc kieszenie dorosłych mogą odetchnąć z ulgą, dzieci na pewno nie będą się tam nudzić.
Polecam serdecznie - to świetne miejsce na spędzenie ostatnich letnich dni w tym roku!



















Inspiracje urodzinowe. Frozen/Kraina Lodu

Jeszcze niedawno chciała mieć tort z Gruffalo, ale na początku wakacji priorytety się zmieniły i teraz szukam pomysłów na urodzinowe przyjęcie związane z Krainą Lodu.

Rok temu motywem przewodnim była Myszka Minnie, wszystko wyszło tak, jak sobie wymarzyłam ja i, jak nawet nie mogła sobie wyobrazić, Tosia. Było tak. Przygotowania sprawiły mi olbrzymią frajdę, a radość Tosi była największą nagrodą. Dlatego ze zdwojoną siłą przystępuję do akcji: Czwarte urodziny panny Antoniny. Cel - spełnić marzenia małej fanki przygód Anny i Elsy!

W tym roku wybiorę coś spośród tych zdjęć i pewnie dodam jeszcze coś od siebie...
Tort jest już wybrany, ale jego wygląd pozostanie na razie tajemnicą :) A urodziny już za chwilę...
















Mieliśmy buty i mapy - pojechaliśmy na wakacje!

Długo zastanawiałam się, czy kupować Tosi specjalne buty do chodzenia po górach. Z jednej strony wydawały mi się niezbędne, z drugiej nie wiedziałam, czy w ogóle uda nam się gdziekolwiek z nią pójść, więc nie chciałam marnować pieniędzy.

W kalendarzu zapisałam jednak nazwę firmy produkującej buty, którą poleciła mi znajoma. Kilka razy oglądałam je w sklepie, ale w końcu zdecydowałam się na zupełnie inny model znaleziony w Decathlonie 
 Producent na stronie informuje, że buty zapewniają komfort i stabilność w czasie wędrówek. Są wykonane ze skóry, niezwykle miękkie, a obserwując Tosię widziałam, że są bardzo wygodne! A do tego są bardzo ładne! Szczerze mówiąc nie mogę się doczekać jesieni, żeby znowu zobaczyć je na nogach Tosi! 
Buty kupiliśmy dość późno, rozmiar miał być jak najbardziej dostosowany, noga Tosi rośnie powoli, ale zawsze to mógł być ten moment, kiedy jej stopa zaliczy jakiś wielki skok rozwojowy. Sprawę utrudniał fakt, że tego modelu nie udało nam się znaleźć w żadnym sklepie stacjonarnym, nie pozostało więc nic innego jak wymierzyć małą stopę i kupić buty przez internet. W poznańskim Decathlonie znaleźliśmy rozmiar 22, więc ocena dotyczyła tylko ogólnego wyglądu. Na szczęście nie było potrzeby wymiany, pasowały idealnie i od razu przypadły Tosi do gustu (zdecydował o tym delikatny różowy dodatek). Przed wyjazdem chciałam, żeby choć raz poszła w nich na spacer, niestety jakoś nie było okazji, udało się tylko raz, obyło się bez obtarć i narzekania, więc buty wylądowały w walizce. 
(przy okazji ja chciałam wypróbować swoje, bo te również miały debiutować w Karkonoszach)

W Karpaczu nosiła je chętnie i z dumą. A same buty spisały się na medal! Były wygodne, wytrzymałe, łatwe w utrzymaniu (kurzu na szlakach nie brakowało, a do czyszczenia wystarczyła wilgotna ściereczka i buty odzyskiwały dawny blask). Mimo intensywnego tygodnia nie widać na nich śladów górskich wędrówek.

Czy na szlaku widzieliśmy dużo dzieci w, nawet jeśli nie górskim, to dostosowanym do chodzenia po kamienistych szlakach obuwiu? Nie, takich małych piechurów nie było wiele. Większość szła w sandałach, co więksi szczęściarze mieli na nogach trampki. Widać było, że jest im niewygodnie, a kiedy mijaliśmy taką rodzinę, a Tosia dzielnie maszerowała, słyszałam tylko za plecami: "Zobacz, jak ta dziewczynka ładnie idzie, ty tak nie możesz?!" Nie mogło, ponieważ nie jest łatwo pokonywać kolejne metry górskich szlaków w nieodpowiednich butach. Dwa lata temu nie kupowaliśmy Tosi specjalnych butów, miała model, który idealnie nadawał się na takie wycieczki, a poza tym większość czasu i tak spędziła w wózku.
W czasie, kiedy byliśmy w Karkonoszach, moi rodzice chodzili po Bieszczadach, kiedy podjęłam z nimi temat obuwia usłyszałam, że nie spotkali ludzi w klapkach albo sandałach, wszyscy mijani na szlakach turyści (bez względu na wiek, bo opowiadali także o dzieciach) mieli na nogach wysokie buty, a na plecach plecaki. Nasze obserwacje były zupełnie inne, bose turystki na wyciągu trzymające w rękach klapki, mnóstwo osób w sandałach i balerinach, panie z torebkami w ręce. Tak, tak, wiem, może dla niektórych nowe buty do zbyt duży wydatek, ale plecak? Taki przecież można od kogoś pożyczyć i wędrować znacznie wygodniej. Poza tym, chyba niewiele osób zakłada jadąc w góry, że nie wyjdzie na szlak i całe dnie będzie spędzać w hotelu...
Nawet, gdybym nie zdecydowała się na zakup w Decathlonie, zadbałabym o to, żeby Tosia miała buty z grubą podeszwą, taką, pod którą nie wyczuje każdego kamienia. Te buty i specjalne ubrania miały być dla Tosi znakiem czegoś innego, wyjątkowego. Miała, więc strój na chłodniejsze dni...
 i na cieplejsze....

Oczywiście dominowały te drugie... Takie lato mieliśmy w tym roku. 
Ta cała otoczka, którą stworzyłam sprawiła, że dla Tosię góry zaczęły pociągać i fascynować, jeszcze zanim tam dojechaliśmy. Dziś oznajmiła mi, że za rok jedziemy do Zakopanego! Czego chcieć więcej - dziecko pokochało góry tak samo, jak ja!
Apeluję, więc do rodziców, którzy myślą o tym, żeby jeszcze jesienią, a może wiosną albo latem zabrać swoje pociechy w góry, pamiętajcie o odpowiednich butach dla Waszych pociech. 
Dzięki temu dzieciom będzie chodziło się po prostu łatwiej i wygodniej. To naprawdę nie muszą być buty dedykowane do chodzenia po górach, ale warto pomyśleć o tym, żeby sięgały do kostki i miały nieco grubszą podeszwę. Łatwiej będzie dzieciom, łatwiej będzie rodzicom. Łatwiej, czyli przyjemniej, a przecież o to nam wszystkim chodzi!