Prezenty dla BlogDam. Dużo prezentów, więc i dużo zdjęć!

Czy damom wypada nosić wypchane po brzegi siatki? Kilka wieków temu żadna dama nie nosiła koszy z zakupami, bo miała od tego służbę. Dziś, sytuacja się zmieniła i mniejsze lub większe zakupy nosi każda z nas! Ale nie o zakupach miało być, tylko o prezentach. Górze prezentów, z którą każda BlogoDama wyjechała z Kórnika (jeśli nie pamiętacie, co się w tym Kórniku działo zajrzyjcie tutaj). Nie wiem, jakich sztuczek użyły Agnieszka i Magda, żeby przekonać aż tylu sponsorów do włączenia się w to wydarzenie. Ale dwie rzeczy są pewne. One były niezwykle skuteczne, a sponsorzy niesamowicie hojni!


Adam Szulc Barber ufundował nagrodę dla 
naszego prelegenta, którym był Adam Pioch



A-Derma  
i

wzbogacili nasze kosmetyczki o wspaniałe produkty.
Nie znałam tej firmy wcześniej, ale po pierwszych testach,
jestem nimi zachwycona :)


Alexander ufundował fantastyczne gry,
o których pisałam kilka dni temu (KLIK)



podarowało nam przepiękne bransoletki


sznurki, z których można zrobić wszystko, 
co przyjdzie nam do głowy.
Niecierpliwie czekam na urlop, żeby móc zacząć coś z nich tworzyć!



podarowało nosidło, które przyda się każdej młodej mamie;)

raczyło nasze kubki smakowe pysznym koktajlami


podarował zestawy herbat




podarowało uczestniczkom piękne drewniane świeczniki i podkładki
 



przepyszne czekoladki i bony rabatowe!




podarowała zestawy pięknych poduszek



i ich bardzo oryginalne słuchawki dla najmłodszych.
Po co? Żeby ochronić ich słuch, kiedy wybieracie się
w jakieś bardzo głośne miejsce.


cudowne, ekologiczne kosmetyki


torby, notesy i plecak, o to wzbogaciły się BlogoDamy




i kolejne kosmetyki dla każdej Damy





dla tych, które chcą zadbać o piękne ciało i piękne paznokcie:)

Farmona
i jej kuszące zapachem kosmetyki,
mam wśród nich już kilku faworytów. 



podarowała kolczyki i bony rabatowe

i piękne kubeczki



torby, długopisy, magnesy i kubek (ostatnio mój ulubiony)


pyszne, ekologiczne i zdrowe kaszki.
Żałuję, że nie było ich, kiedy Tosia była mała.


producent wody, który dbał, żeby nie zaschło nam w gardłach


bony rabatowe na ich ubrania i vouchery na gotowe zestawy.
Dzięki nim mama i córka mogą wyglądać tak samo:)



Pamiętacie mój artykuł na ich temat? KLIK
Opisywałam tylko dwa zestawy, a ich jest znacznie więcej!


zadbały o to, żebyśmy miały na czym zanotować
ważne dla nas kwestie, które pojawiły się na spotkaniu

książki, książki, duuużo książek!





podarowało piękną torbę


z kolejnymi kosmetykami. Tych przecież nigdy za wiele:)





i znowu kosmetyki:)


i piękny kubek, który od razu przechwyciła Tosia,
na szczęście magazyn zostawiła mi:)


gry, układanki i wspaniała bawełniana torba do kolorowania


Jeśli jeszcze nie znacie, musicie koniecznie poznać.



Nawet nasi mężowie dostali prezenty,
o nich zadbała




 Pan Dragon


Piatnik
zadbał o to, żeby nam się nie nudziło w drodze powrotnej do domu


pieluszek wielorazowych nigdy nie używaliśmy,
a żałuję, bo są naprawdę piękne;)



Fantastyczne gry Pytaki
o których mieliście szansę już tutaj czytać tutaj




wyprodukował dla BlogDam piękne przypinki!


specjalista od gier podarował oczywiście gry



nie znałam ich gier wcześniej, teraz nadrobię


i książki, jedna z nich pojawiła się już na blogu (KLIK)


dla tych, którzy chcą mieć mądre dzieci:)



ich książki znałam już wcześniej, z chęcią poznam kolejne

dla kucharzy, miłośników prac plastycznych i tych, którzy uczą się czytać i pisać


bo z Kici Koci nie wyrasta się nigdy!



i kolejne książki, w mojej torbie znalazłam kucharską:)


dla tych, którym książek zawsze mało


silna ekipa Reksio, Elmer i Martynka:)




zachwyca pięknymi ilustracjami, tym razem było podobnie;)



edukacja dla każdego


i kolejne, piękne książki



dla tych, którzy uczą się angielskiego


mali sportowcy będą zachwyceni!




 Stoły upiększał Olynk




Puste brzuchy uzupełniała Restauracja Ventus, do spółki z Jabłkami Grójeckimi



Na koniec raczyłyśmy się tortem, który przygotowała BezCukiernia.


O atrakcje dla dzieci i mężów, którzy przybyli na spotkanie zadbał Kórnik, to dzięki niemu nasi bliscy mogli wybrać się na basen, zwiedzić kórnicki zamek i wejść do arboretum.


Warsztaty, na których robiłyśmy wianki przygotowała Greatflowers





Spotkanie miało również piękną oprawę graficzną, o którą zadbała
Edyta Orzoł


I jeszcze film:) 

 

Od spotkania minął miesiąc, a ja cały czas czuję jego niesamowitą atmosferę. To były naprawdę wyjątkowe chwile, w towarzystwie wyjątkowych kobiet. Mam nadzieję, że uda nam się je jeszcze kiedyś powtórzyć:) 


 



Środowe recenzje: Niezwykle dzielny niedźwiedź. "Wojtek. Żołnierz bez munduru" (Wydawnictwo Święty Wojciech)

Wspominałam już, że kiedy wyjeżdżałam na Warszawskie Targi Książki, Tosia poprosiła mnie o przywiezienie książek o zwierzętach. Ale takiej książki się nie spodziewała! Nigdy wcześniej nie słyszała o Wojtku, więc kiedy w trakcie rozmowy telefonicznej powiedziałam jej, że mam dla niej książkę o nim, zapytała kto to właściwie był.


Oj, zdziwiła się, kiedy dowiedziała się, że to najprawdziwszy niedźwiedź. Co więcej, ten niedźwiedź nie mieszkał ani w lesie, ani w zoo, on towarzyszył polskim żołnierzom walczącym w czasie II wojny światowej! Dlatego zanim zaczęłyśmy czytać tę książkę szukałyśmy w internecie zdjęć Wojtka. Tosia dokładnie go obejrzała niedźwiedzia z każdej strony, a ja krótko opowiedziałam jej jego historię. Ale dopiero dzięki Elizie Piotrowskiej poznała Wojtka lepiej. Czytałyśmy tę książkę przez kilka wieczorów, raz było wesoło, innym razem smutno, bywało również refleksyjnie.
W pierwszym rozdziale widzimy Wojtka jedynie z tyłu, przed nim są kraty, za nimi stoją ludzie. Łatwo się domyślić, że jesteśmy w zoo (dlaczego tam trafił dowiemy się dopiero na końcu historii). 

Mam na imię Wojtek. Urodziłem się w Iranie, mieszkam w Anglii,
ale jestem Polakiem. 
Lubię dobrze zjeść (najchętniej coś słodkiego), 
przesiadywać godzinami w wodzie (najchętniej w chłodnym jeziorze)
 i jeździć samochodem
(najchętniej ciężarówką). 
Lubię szum wiatru, zapach lasu, wieczorną ciszę. I ludzi.

Już te pierwsze zdania utwierdziły mnie w tym, że będzie to jedna z naszych ulubionych książek, bo jest naprawdę niesamowicie napisana. Czterdzieści krótkich rozdziałów opowiada historię niedźwiedzia, który stał się żołnierzem. Razem z Wojtkiem i żołnierzami Armii Andersa czytelnicy przemierzają Ira, Palestynę, potem z Egiptu docierają do Włoch, gdzie walczą w bitwie pod Monte Cassino. Tu Wojtek wykazuje się niezwykłą siłą i odwagą. Pomagał żołnierzom, dźwigał skrzynie z amunicją, więc ogromny sukces Polaków jest również sukcesem Wojtka. W uznaniu swoich zasług niedźwiedź został awansowany na kaprala. Podróż Wojtka i polskich żołnierzy zakończyła się dopiero w Szkocji, a dokładnie w Edynburgu. Do Polski wrócić nie mogli, ale tata Wojtka (bo tak mówi o nim niedźwiedź, który jest narratorem) bardzo za swoim krajem tęsknił. I o tym właśnie opowiada ta książka o tęsknocie za wolnością, tęsknocie za bliskimi, ale również o wojnie, walce, odwadze, przyjaźni i poświęceniu. 

Wiedziałam, że chcę, żeby ta książka trafiła do naszej biblioteczki, ale trochę bałam się, jak Tosia zareaguje na opowieść o wojnie. Na szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne. Eliza Piotrowska napisała książkę, od której trudno było nam się oderwać. I choć opowiada ona o czasach niełatwych, pełnych przemocy, strachu i bólu, jest napisana pięknym, poetyckim językiem. Mówi o niezwykłej przyjaźni, która pewnie w normalnych czasach nigdy by się nie zdarzyła. Bo Piotr Prendysz żyłby pewnie spokojnie w bezpiecznej Polsce razem ze swoją rodziną. Nie musiałby opuszczać swojego domu, nie trafiłby do niewoli, nie walczyłby o wolność ojczyzny. Nie znalazłby się w Iraku i nie poznałby Wojtka. Ale wojna wybuchła i świat żyjących wtedy ludzi całkowicie się zmienił. A potem, kiedy wojna się skończyła wszystko zmieniło się po raz drugi i żołnierze, zamiast do swoich rodzin, musieli szukać miejsca do życia w innych krajach, bo Polska w pełni wolna jednak nie była. Eliza Piotrowska w bardzo interesujący sposób wprowadza dzieci w świat polskiej historii. Byłam bardzo zdziwiona jak wiele Tosia z tej książki zapamiętała. I bardzo się cieszę, że ją przeczytałyśmy. 









Wojtek. Żołnierz bez munduru
Eliza Piotrowska
Wydawnictwo Świętego Wojciecha, 2017


https://www.swietywojciech.pl/

Dwie odważne dziewczynki! "Podniebny jednorożec" (Wydawnictwo Zielona Sowa)

Pierwsza część serii "Magiczni przyjaciele" (KLIK) zachwycił Tosię tak bardzo, że po jej przeczytaniu codziennie pytała mnie,czy ukazała się już zapowiedziana w Burzowym smoku książka o jednorożcu. Długo musiałam mówić, że nie, aż w końcu z Warszawskich Targów książki przywiozłam Podniebnego jednorożca.


Na początku Tosia była trochę zawiedziona, bo liczyła, że Ula, bohaterka pierwszej książki będzie również bohaterką drugiego tomu. Okazało się jednak, że w Podniebnym jednorożcu pojawia się inna dziewczynka. Ma na imię Maja. Ona i jej rodzina są członkami Grupy Teatralnej Pana Inigo.

Żeglowali po jeziorach i rzekach całego królestwa
i zatrzymywali się w każdym mieście, aby dać przedstawienie.

Maja uwielbiała występować, ale na najbliższe przedstawienie czekała szczególnie niecierpliwie. To w jego trakcie miała zaprezentować zupełnie nowy taniec w turkusowej sukni. Zanim jednak Maja wystąpi przed publicznością musi wypełnić bardzo ważną misję - uwolnić małego jednorożca, który został uwięziony przez sir Kwaśniaka. 
Znany czytelnikom z pierwszego tomu rycerz nie ma żadnych skrupułów. Jego celem jest wyłapanie wszystkich magicznych stworzeń żyjących w królestwie. Dopiero, co uciekł mu, uratowany przez Ulę Chmurzynek. Sir Kwaśniak nie pozwoli, żeby ta sytuacja się powtórzyła. Teraz jego celem są jednorożce. Udaje mu się schwytać najmniejszego przedstawiciela stada Koniczynka. Uwięzione zwierzę ma przyciągnąć swoich braci, których rycerz będzie mógł złapać i również uwięzić. Ale nie będzie to takie łatwe, bo oprócz Mai do akcji wkracza znana z pierwszego tomu dzielna Ula, której towarzyszy Wietrzynek. Obie dziewczynki są posiadaczkami kamieni, które umożliwiają im porozumiewanie się ze zwierzętami. Ale czy to wystarczy do powstrzymania sir Kwaśniaka? Dziewczynki mają mało czasu, będą musiały wykazać się bystrością umysłu, odwagą i niezwykłym sprytem. Czy im się uda? Oczywiście, że tak, ale to nie będzie jeszcze koniec ich przygód!

Tosi bardzo spodobała się seria "Magiczni przyjaciele". Nie skłamię, jeśli powiem, że pierwszym pytaniem, jakie zadała mi po wzięciu tej książki w ręce było, kiedy ukaże się następny tom i o jakim zwierzęciu będzie opowiadać. Odpowiadam, więc i Wam, na pierwsze pytanie odpowiedzi nie znam, ale wiem, że poświęcony będzie feniksowi. Czekamy na nią niecierpliwie, bo Podniebny jednorożec tylko zaostrzył nasze apetyty. Ja podchodziłam do tej serii bardzo sceptycznie, nie wiedziałam, czy spodoba się Tosi, a i mnie wydawała się niezbyt atrakcyjna. Myliłam się. Książki są fantastyczne i to nie tylko dlatego, że opowiadają o fantastycznych stworzeniach. Przede wszystkim opowiadają o pięknej przyjaźni między głównymi bohaterami. Pokazują również wspaniałe, odważne i mądre dziewczynki, które mogą stać się wzorem dla swoich rówieśniczek. Bohaterki z krwi i kości, które czasem się boją, czasem nie wiedzą, co zrobić i jak się w danej sytuacji zachować. Tosia bardzo polubiła najpierw Ulę, a teraz Maję. Szybko się z nimi zidentyfikowała i często w codziennych rozmowach o nich opowiada. Coś czuję, że chętnie wkroczyłaby do świata wykreowanego przez Paulę Harrison i razem z nimi ratowała magiczne zwierzęta.





 Podniebny jednorożec
Paula Harrison
ilustracje Sophy Williams
tłumaczenie Marta Mortka
Wydawnictwo Zielona Sowa, 2017
Wiek 6+


Podróżowanie z dzieckiem to pestka. Jeśli jedzie z nami Kapitan Nauka

Pisałam już o tym przy okazji pierwszego artykułu w tym cyklu. Tosia w podróży gada jeszcze więcej, niż zwykle. Ile to już razy błagałam o kilka minut ciszy?! A Tosia bezlitośnie mówiła i mówiła... Długo zastanawiałam się, jak to jej gadanie przekuć w coś pożytecznego, aż w końcu wymyśliłam. Musimy mieć coś, co skupi jej uwagę i pozwoli mi chwilę odpocząć od czytania (nie mam choroby lokomocyjnej, ale po godzinie nieustannego czytania zaczyna mi się robić niedobrze). W końcu udało mi się coś takiego znaleźć.


Odkąd Tosia poznała zasadę działania długopisu pokochała pisanie i rysowanie. Zawsze, kiedy wybieraliśmy się w podróż kupowaliśmy jej jakąś gazetkę dla dzieci. Mogła wtedy rozwiązywać zadania, kolorować obrazki i mierzyć się z rebusami. Gazetki te mają jednak jedną zasadniczą wadę, po rozwiązaniu wszystkich zagadek, nadają się do wyrzucenia. Dlatego doszłam do wniosku, że lepiej sprawdziłoby się coś ze ścieralnymi kartkami. Przeszukując strony www różnych wydawnictw trafiłam na zestaw Koncentracja. 100 zabaw z detektywem Motywem z Kapitana Nauki. Piękne, świetnie wykonane pudełko skrywa w sobie 50 suchościeralnych kart, pisak do ich wypełniania i książeczkę, w której rodzice znajdą mnóstwo ciekawych informacji i wskazówek napisanych przez psychologa. Tosia z rozwiązywaniem zadań nie wytrzymała do wyjścia z domu. Jeszcze przed wyjazdem wyciągnęła z pudełka kilka kart i główkowała w poszukiwaniu rozwiązania. Zadania są bardzo różnorodne, dzieci będą musiały porównywać ze sobą dwa obrazki, próbować odwzorować obrazek znajdujący się na karcie. Są zadania, w których trzeba wyszukać wśród bardzo podobnych elementów konkretne obrazki. W innych trzeba łączyć kropki, w kolejnych odczytać zaszyfrowaną wiadomość. Zadania nie są trudne, ale wymagają skupienia, czyli tak, jak zapewnia Kapitan Nauka rozwijają koncentrację, rozwijają również umiejętność pisania.
Karty są bardzo dobrze wykonane. Tosia rozwiązywała je już kilkukrotnie, a co za tym idzie kilkukrotnie usuwała z nich odpowiedzi, a na kartach nie ma ani jednego śladu po pisaku. Niestety zdarzało się nam kupować książki z kartami suchościeralnymi, z których napisów nie udało się usunąć. Z tych wszystko schodzi bez problemu. Równie wytrzymałe jest pudełko do przechowywania kart, Tosia, jak każde dziecko nie jest zbyt cierpliwa, więc kiedy zobaczyła kartonik chciała go od razu otworzyć, robiła to nieco nieporadnie, ale niczego nie uszkodziła. Opakowanie wygląda jak nowe. Oprócz tego, że opakowanie jest ładnie wykonane jest również niezwykle praktyczne. Świetnie nadaje się do przechowywania kart, mieści się w nim również pisak do rozwiązywania zadań, a sam kartonik ma rączkę do przenoszenia pudełka. Nam Koncentracja. 100 zabaw z detektywem Motywem miała towarzyszyć w podróży, ale okazało się, że znakomicie sprawdza się również w domu. Tosia rozwiązywała te zadania już kilkukrotnie, ale nie wydaje się nimi znudzona. Na pewno będzie je uzupełniać jeszcze nie raz!





Równie dobrze w podróży sprawdzą się inne zagadki wydawane przez Kapitana Naukę. Te zwróciły moją uwagę formatem. Często podróżuję z Tosią pociągiem albo komunikacją miejską. Wtedy potrzebne są mi rzeczy niewielkie, które z łatwością zmieszczą się do torebki i, z których będzie można skorzystać wszędzie. W pociągu, na przystanku i w kawiarni. Kiedy rok temu podczas pobytu w Warszawie odwiedziliśmy znajomych, u których nie było żadnych rzeczy atrakcyjnych dla dzieci stawałam na rzęsach, żeby Tosia tę wizytę jakoś przeżyła. Uratowały nas wtedy, Podróżownik oraz zwykłe kartki i długopis. Teraz byłoby nam znacznie łatwiej, bo Kapitalne łamigłówki zmieszczą się nawet do dziecięcego plecaka. Tosia zawsze ma ze sobą plecak, więc mogłaby je nawet nosić sama i wyciągać, kiedy ma ochotę na małe główkowanie. A zagadek w Kapitalnych łamigłówkach jest sporo. Podzielić je można na trzy rodzaje. Pierwsze to układnie obrazków we właściwej kolejności (te sprawdziły się u nas również jako punkt wyjścia do opowiadania historii z nimi związanej), w drugiej grupie zadań trzeba sprawdzić, ile pełnych obrazków powstanie z rozsypanki, trzecie to uwielbiane przez Tosię sudoku! My wybraliśmy łamigłówki przeznaczone dla dzieci w wieku 6-7 lat, trochę kłopotów przysparza jeszcze Tosi sudoku (do tej pory rozwiązywała nieco prostsze wersje), ale z naszą niewielką pomocą potrafi sobie z nim poradzić. Z zadaniami obrazkowymi radzi sobie bez problemu. Widać, że rozwiązywanie Kapitalnych łamigłówek to dla niej przede wszystkim świetna zabawa, której w ogóle nie traktuje w kategoriach nauki. I to jest w tym wszystkim najlepsze! Czas w podróży mija niezauważalnie, Tosia się nie nudzi, a przy okazji uczy się czegoś nowego albo rozwija swoje dotychczasowe umiejętności. Jak to wytłumaczyć? Ano tak, że Kapitan Nauka jest doskonałym towarzyszem podróży!






Koncentracja. 100 zabaw z detektywem Motywem (KLIK)
Kapitalne łamigłówki (KLIK
 Kapitan Nauka

Bo dzieciństwo powinno być szczęśliwe. "Moje cudowne dzieciństwo w Aleppo" (Wydawnictwo Bajka)

Wiedziałam, że to nie będzie łatwa lektura, ale aż takich emocji się nie spodziewałam. Ta książka naprawdę mną wstrząsnęła, a przed wybuchnięciem płaczem powstrzymało mnie chyba tylko to, że czytałam ją w autobusie.


Pamiętam, jak mając trzynaście albo czternaście lat po raz pierwszy przeczytałam Dziennik Anny Frank. Pamiętam emocje jakie budziła we mnie ta książka, a jednocześnie cały czas wiedziałam, że to opowieść o czasach, które minęły i nigdy nie wrócą. Myliłam się...

Kilka lat temu wybuchła wojna w Syrii, potem rozpoczął się konflikt na Ukrainie. Nie ma miesiąca, żebyśmy nie słyszeli o zamachach w różnych częściach świata. Nie jesteśmy, na szczęście, w centrum żadnego konfliktu, ale o każdym z nich słyszymy, widzimy zdjęcia, materiały filmowe w serwisach informacyjnych. Widzimy ludzi uciekających z krajów ogarniętych wojną, ryzykujących swoim życiem, żeby tylko dotrzeć do wybrzeży Europy. Widzimy dzieci, które zostają wydobyte spod gruzów w Aleppo. O takich właśnie dzieciach opowiada książka Grzegorza Gortata. Nie chcę streszczać jej fabuły, bo każdy powinien poznać ją sam. Poza tym wiem, że każde napisane przeze mnie słowo sprawiłoby, że ta historia mogłaby stracić swoją moc. Tego nie chcę. Historia syryjskiej sprawia, że z jednej strony do oczy cisną się łzy, a z drugiej strony w sercu rodzi się bunt. Bo tak być nie powinno! Dzieciństwo powinno być cudowne, a jakie może być dzieciństwo w Aleppo? Przepełnione strachem, pełne bólu i łez... Żadne dziecko w XXI wieku nie powinno tego doświadczyć.

Pamiętam, że czytając różne wspomnienia z czasów II wojny światowej dziwiłam się, że ci ludzie często toczyli w miarę normalne życia. Pamiętam, jak bardzo dziwiłam się widząc w biogramach znanych Polaków datę urodzenia przypadającą na czas okupacji hitlerowskiej. Dziwiłam się, że dzieci mogą się rodzić, kiedy nad głowami wybuchają bomby. Z bohaterami tej książki jest podobnie. Dzieci chcą się bawić, chcą się uczyć, snują plany na przyszłość, bawią się. Od rówieśników różni je jedynie strach, który rządzi ich życiem. Obawa przed tym, że ktoś je zobaczy, że usłyszy. Że tata nie wróci...
Nie przeczytałam jeszcze tej książki Tosi. Moim zdaniem jest na to za mała (wydawca adresuje tę książkę dla czytelników od 8. roku życia), ale kiedy zaczęłam ją czytać, a potem przygotowywałam się do pisania recenzji, Tosia zaczęła mnie pytać o czym jest ta książka. Opowiedziałam jej o nim swoimi słowami. Temat ją zasmucił, choć o tym, że gdzieś na świecie jest wojna, doskonale wie. Wysłuchała mojej opowieści o Moim cudownym dzieciństwie w Aleppo sama powiedziała, że jest na tę książkę za mała, ale jednocześnie od razu zaznaczyła, że kiedy urośnie będzie chciała ją przeczytać. Na razie obejrzałyśmy ilustracje Marianny Sztymy. Są równie smutne jak ta historia. Na wyklejce widzimy samoloty, wszystkie lecą w jednym kierunku. Jednak kiedy dokładniej się przyjrzymy, zauważymy, że jeden z nich leci w inną stronę. Ale to nie jest samolot! To ptak! Może gołąbek pokoju, który niesie nadzieję ludziom żyjącym w piekle... Ilustracje nie są zbyt kolorowe, dominują na nich zimne kolory. Na niektórych pojawia się czerwień, nie ma jej wiele, ale właśnie dlatego jej pojawienie się robi takie wrażenie. Tę książkę można opowiedzieć opierając się tylko na ilustracjach, bo składają się w piękną, spójną całość. Dlatego na razie tę książkę z Tosią obejrzałam, a za kilka lat mam nadzieję, że ją przeczyta, bo choć książka mówi o sprawach naprawdę trudnych, to poznać powinien ją każdy. Dzięki niej można zrozumieć tragedię tych ludzi. A jeśli już ją zrozumiemy będziemy mogli, oczywiście na miarę naszych możliwości, nieść pomoc. Zresztą pomagamy już przez sam zakup książki Moje cudowne dzieciństwo w Aleppo, bo cały dochód ze sprzedaży zostaje przekazany Polskiej Akcji Humanitarnej na pomoc w Syrii.







Moje cudowne dzieciństwo w Aleppo
Grzegorz Gortat
ilustracje Marianna Sztyma
Wydawnictwo Bajka, 2017
Wiek 8+