"Klub Opiekunek. Świetny pomysł Kristy" (Wydawnictwo Mamania)

Epidemia i przymusowa izolacja trochę pozmieniały nasze dotąd dość uporządkowane życie. Musieliśmy nauczyć się siedzieć w domu i spędzać czas wolny (a tego mieliśmy aż w nadmiarze) w zupełnie inny sposób. Zrobiliśmy między innymi coś, o czym do tej pory wiele mówiliśmy, ale nigdy się na to nie zdecydowaliśmy. Myślę tu oczywiście o Netflixie, którego mieli już chyba wszyscy (oprócz nas). Coś dla siebie znalazła tam również Tosia, która bez wahania zamieniła filmy animowane na seriale dla dzieci. Teraz szukamy dla niej czegoś nowego. Najbardziej czekamy na lipiec, kiedy ma pojawić się serial oparty na serii książek "Klub opiekunek".


Przed obejrzeniem serialu postanowiłyśmy przeczytać książkę, na podstawie której powstał. Seria autorstwa Ann M. Martin to historia czterech dwunastoletnich przyjaciółek, które czasem zajmują się młodszymi od siebie dziećmi. Dziewczyny lubią to robić, sprawia im to dużą przyjemność, a przy okazji daje szansę na dorobienie kilku groszy do kieszonkowego. Choć znają się i przyjaźnią, to do tej pory każda z nich działała niezależnie i na własny rachunek. Klub Opiekunek ma pomóc nie tylko im w pozyskiwaniu klientów, ale również ułatwić potencjalnym klientom znalezienie niani. Od tej pory nie będą musieli dzwonić po kolei do różnych osób zajmujących się opieką nad dziećmi. Zadzwonią pod jeden numer telefonu, a dodzwonią się aż do czterech opiekunek. Któraś z nich na pewno będzie mogła przyjąć zlecenie. Dziewczyny do sprawy podchodzą profesjonalnie. Przygotowują ulotki, wykupują ogłoszenie w gazecie i czekają na telefon. Nie czekają długo i wkrótce dostają pierwsze zlecenia. 

Jak im idzie? Świetnie, choć nie obywa się bez wpadek. Na przykład jedno ze zleceń wcale nie dotyczy dzieci, ale psów! Zdarzają się także dzieci, przy których trzeba mieć oczy dookoła głowy. To jednak nie zniechęca dziewczynek. Wszystkie zlecenia opisują w zeszycie, dzielą się ewentualnymi uwagami dotyczącymi dzieci i rodziców. Ich podejście do prowadzenia tego "biznesu" jest niesamowicie profesjonalne! Myślę, że wielu czytelników będzie przecierać oczy ze zdumienia czytając o tym, co wymyśliły cztery kreatywne nastolatki!

Czy "Klub Opiekunek" nam się spodobał? TAK! Czy czekamy na ukazanie się kolejnych tomów? TAK! Czy czekamy na serial? TAK! Mi lektura tej książki dała szansę na przeniesienie się w czasy dzieciństwa, kiedy z zapałem oglądałam amerykańskie seriale dla młodzieży. Z kolei dla Tosi jest to okazja do kolejnego spotkania z nieco innymi, trochę doroślejszymi lekturami. Od bohaterek książki jest młodsza o niespełna cztery lata. Ona o pracy na razie nie myśli, ale poczytać o tym może. I czerpała z tego ogromną przyjemność. Dobrze się przy tej lekturze bawiła, a to rzecz ważna. Co jej się spodobało? Pomysł dziewczynek na biznes, ich relacje ze szkoły. Zaskoczyło ją również zakończenie, okazało się bowiem, że jedna z bohaterek skrywa tajemnicę, którą długo bała się podzielić z koleżankami. Jaką? To tajemnica! Zdradzi ją Wam, kiedy przeczytacie książkę:)

Klub Opiekunek. Świetny pomysł Kristy
Ann M. Martin
tłumaczenie Małgorzata Masełko-Swędrak
Mamania 2020

"Orzechowa czarownica" (Akapit Press)

Jest kilka takich książek, które przeczytałam w dzieciństwie i, które zostały w mojej pamięci do dziś. Nie będę wymieniać wszystkich tytułów, bo może kiedyś, przy innej recenzji, nadarzy się jeszcze okazja do opowiedzenia o nich. Wymienię jeden i myślę, że wielu z Was również go zna. To Tajemniczy ogród, niesamowita książka o przyjaźni, przygodzie i wielkiej tajemnicy. Wspominam o niej, ponieważ książka, o której chcę Wam dziś opowiedzieć przywołała wspomnienia właśnie tej lektury z czasów młodości.


W Orzechowej Czarownicy znajdujemy wiele elementów, które kojarzą się z Tajemniczym ogrodem. Główna bohaterka Hazel także jest sierotą. Kiedy ją poznajemy opuszcza sierociniec i przenosi się do nowego domu. Przygarnął ją mężczyzna, którego dziewczyna nigdy wcześniej nie widziała. Nie zobaczyła go również w dniu, w którym przyjechała do jego domu. Hazel została przyjęta przez sekretarkę pana Grymesa. Mężczyzna jest wziętym architektem i właśnie odbywa kolejną podróż służbową. Harriet, sekretarka mężczyzny, tłumaczy Hazel zasady obowiązujące w domu, przekazuje jej kieszonkowe. Dalej dziewczyna musi radzić sobie sama. Idzie jej różnie. W szkole trudno jej znaleźć bratnią duszę, w domu czuje się obco. Czarne myśli udaje jej się przepędzić, kiedy zauważa znajdujący się tuż obok jej nowego domu, ogród. Myśli o nim ciągle, bo nie może do niego wejść. Szuka klucza, który umożliwiłby jej otwarcie zamka. A w końcu udaje jej się przekroczyć próg ogrodu, okazuje się, że czeka ją nie tylko podróż do świata roślin, ale również (a może przede wszystkim) podróż w czasie...

Hazel podświadomie czuła, że ogród kryje w sobie coś niezwykłego, a wejście do niego może być wyjątkową przygodą. Nie wie jednak jaką tajemnicę kryje w sobie to miejsce. Samej nie będzie mogła jej odkryć. Zyska jednak pomoc. Tej udzieli dziewczynie kolega za szkoły. Na początku słowo "kolega" jest zdecydowaną przesadą, bo Hazel i Colina więcej dzieli niż łączy, ale zagadka, którą próbują rozwiązać bardzo ich zjednoczy. Oboje bardzo się od siebie różnią, ale przez to także się uzupełniają. I właśnie dzięki temu mogą osiągnąć to, co sobie założyli.

Brzmi tajemniczo, prawda? Miłośnicy literatury z elementami nadprzyrodzonymi, magicznymi i garścią tajemnicy będą oczarowani. Coś dla siebie znajdą tu także ci, którzy lubią literaturę obyczajową. Orzechowa czarownica to książka, w której nie brakuje problemów dorastających nastolatków. To opowieść o relacjach międzyludzkich, problemach z nawiązywaniem znajomości, rodzinie lub jej braku. Można ją czytać na wielu poziomach i każdy będzie dla czytelników wartościowy, mądry i interesujący. Nastoletni czytelnicy przeczytają ją z przyjemnością. To doskonała lektura na nadchodzące wakacje!

Orzechowa czarownica
Elisa Puricelli Guerra
tłumaczenie Krystyna Szulczyńska
Akapit Press 2020

"Nie tacy sami" nowa seria Wydawnictwa Dwukropek dla najmłodszych czytelników

Ten etap już dawno za mną. Jeśli w naszym domu pojawiają się książki ze sztywnymi kartkami i zaokrąglonymi rogami, to na 99% nie są one przeznaczone dla Tosi. Kupujemy je w prezencie dla młodszych członków rodziny, którym mogą się one spodobać. Uważam więc, że trzeba trzymać rękę na pulsie i regularnie śledzę nowości. Ostatnimi, które zwróciły moją uwagę pochodzą z Wydawnictwa Dwukropek.


To wydawnictwo do tej pory mogło się bardziej kojarzyć z książkami dla starszych czytelników. Coś dla siebie mógł tam znaleźć przedszkolak, ale największy wybór mieli uczniowie. Kryminały, powieści przygodowe i detektywistyczne. Wszystkie emocjonujące, ciekawe, pełne zaskakujących zwrotów akcji i interesujących bohaterów. Teraz, jest szansa, że będą mieli z czego wybierać również rodzice maluchów. Seria "Nie tacy sami" pozwala mieć na to nadzieję.




Na początek czytelnicy dostają dwie książki. Ich bohaterami są sympatyczne bliźniaki. Na ilustracjach możemy zauważyć, że Tosia lubi bawić się lalkami, a Julek woli klocki. Oboje lubią malować farbami, choć każde używa do tego innych narzędzi. Jedno woli pędzle, drugie własne ręce. Czasem bawią się tak dobrze, że zapominają o tym, że powinni skorzystać z toalety. Julek na razie nosi jeszcze pieluchę, ale Tosia biegnie biegnie do łazienki i szuka swojego nocnika. Niestety, nie udaje jej się zdążyć na czas i ma trochę mokre spodnie. Mama uspokaja dziewczynkę i tłumaczy, że czasem tak się zdarza. Pomaga jej zmienić spodnie i mocno przytula. Całej sytuacji przygląda się Julek, który po chwili siada na swoim nocniku. Na razie nie decyduje się na zdjęcie pieluchy, ale kto wie, co zrobi jutro...
Po każdej dobrej zabawie przychodzi czas na kąpiel. O niej opowiada druga książka o przygodach Tosi i Julka. Sam pobyt w wannie jest dla dzieci przyjemnością i okazją do kolejnej zabawy, ale kiedy przychodzi czas mycia włosów, sprawy mocno się komplikują. Tosia bardzo tego nie lubi, więc rodzice muszą zrobić to szybko i bezpiecznie. Na szczęście sposób mamy z użyciem do tego tetrowej pieluszki, którą zakrywa twarz dziewczynki, jest całkowicie skuteczny!





Kiedy Tosia była mała nie mieliśmy najmniejszych problemów z nauczeniem jej korzystania z nocnika, ale kąpiel była horrorem. Przez ponad pół roku nasze dziecko kąpało się w wannie na stojąco, a każde mycie włosów można było pewnie usłyszeć na sąsiednich osiedlach. W końcu znaleźliśmy sposób na oswojenie tej czynności, ale trwało to długo i wystawiało nerwy całej naszej rodziny na szwank. Gdyby książka Magdaleny Boćko-Mysiorskiej była wtedy na rynku wydawniczym na pewno trafiłaby do naszego domu. Jestem przekonana, że dzięki niej kąpiel kojarzyłaby się nam wszystkim milej. Niestety, takiej książki nie było. Teraz jest, więc korzystajcie. Przygody Tosi i Julka spodobają się już roczniakom. Autorka w piękny i mądry sposób opowiada o sprawach, które są tym dzieciom bliskie. Rodzicom także się spodobają i będą je z przyjemnością czytać swoim pociechom. Dorośli z zainteresowaniem przeczytają także obszerny komentarz autorki poświęcony nabywanym przez małych bohaterów umiejętnościom. To ciekawa lektura dla każdego rodzica. Czytając tę część książki, która jest przeznaczona dla dorosłych, można sobie uświadomić bardzo wiele rzeczy, o których często możemy nie pamiętać. A, kiedy to wszystko zrozumieją na pewno będą jeszcze szczęśliwszymi rodzicami niż są do tej pory! A dzieci? Dzieci zyskają kolejne fantastyczne książki do swojej biblioteczki!





Tosia i Julek robią siku
Tosia i Julek się kąpią
 Magdalena Boćko-Mysiorska
ilustracje Dorota Prończyk
Wydawnictwo Dwukropek 2020

"O Wilku, który kochał góry" (Wydawnictwo ADAMADA)

Dzieci lubią książki o bohaterach, z którymi mogą się identyfikować. Dlatego tak dużą popularnością cieszą się historie o przedszkolakach idących do lekarza, maluchach uczących się korzystania z nocnika albo dzielenia się zabawkami z innymi. Powstają całe serie opowiadające o kolejnych przygodach bohaterów. Dzieci je uwielbiają, a rodzice chętnie czytają im książki o przygodach ulubionych bohaterów literackich. My również mamy takiego jednego ulubionego bohatera!


Tosia już dawno powinna wyrosnąć z czytania o jego przygodach, bo jest to seria adresowana do dzieci w wieku przedszkolnym. Mimo to kolejne tomy opisujące jego perypetie cały czas trafiają do naszego domu i wszystkie błyskawicznie zyskują sympatię całej naszej rodziny. Myślę tu oczywiście o Wilku, którego przygody zawojowały najpierw rynek książkowy we Francji, a od kilku lat zdobywają serca polskich czytelników. Trudno Wilka nie lubić, bo choć bywa humorzasty i czasem miewa szalone pomysły, to jest przede wszystkim dobrym przyjacielem, który zawsze jest gotów nieść pomoc potrzebującym. 



W najnowszej książce opowiadającej o jego przygodach znowu spotykamy Wilka-pomocnika. Tym razem wsparcia potrzebuje panna Yeti. Biedaczka martwi się o swojego ojca, który przestał odpowiadać na listy. Ona nie może pojechać go szukać, ponieważ złamała rękę. Wilk nie zastanawia się długo, rusza w Himalaje na poszukiwanie taty panny Yeti. Szuka go najpierw na szczycie Mount Everestu, ale ślady wielkich stóp urywają się na szczycie góry. Szuka go na górze Fudżi, ale według relacji miejscowych, Yeti niedawno stamtąd zniknął. Jedzie za nim do Australii, potem do Afryki i Ameryki Południowej. Zdobywa najwyższe albo najbardziej znane wierzchołki. Niestety, na szczycie każdego z nich dowiaduje się, że przybył spóźniony, bo Yeti już stąd odszedł. Wilk nie byłby sobą, gdyby się poddał! Wdrapuje się na kolejne wierzchołki i w końcu spotyka Yeti!


Nie zdradziłam Wam zbyt wiele? Nie, jedynie zarysowałam fabułę. Swoim dzieciom nie musicie, przed przeczytaniem książki, zdradzać zakończenia. Wy też o wszystkim nie wiecie, bo wszystkiego opowiedzieć ani nie mogłam, ani nie chciałam. Przygody Wilka każdy musi poznać sam. Świetną zabawę gwarantują Wilk, jego starzy przyjaciele i ci, których bohater dopiero pozna przy okazji swoich nowych przygód. Przy nich nudzić się nie można. Na dodatek nie można ich nie polubić, więc jeśli jeszcze ich nie znacie, to koniecznie musicie ich poznać! Książek o Wilku ukazało się już wiele i każdy znajdzie wśród nich taką, która spodoba nam się najbardziej. Nasze, stęsknione za górami serca, podbiła właśnie ta najnowsza część!*

* wszystkie wcześniejsze zrobiły dokładnie to samo, bo nie ma takiej przygody Wilka, której nie polubiłyśmy!



 O Wilku, który kochał góry
Orianne Lallemand
ilustracje Eleonore Thuillier
tłumaczenie Iwona Janczy
ADAMADA 2020 

"Miasto Potwór" (Wydawnictwo Kropka)

Obchodzony dziś na całym świecie Dzień Dziecka skłania mnie do refleksji nad tym, jaki świat chcemy zostawić naszym dzieciom. Na wiele rzeczy patrzę z coraz większym niepokojem. Widzę, jak trudno jest dziś budować relacje rówieśnicze, jak bardo nasze podejście do wychowania dzieci różni się od podejścia naszych rodziców. Z przerażeniem obserwuję, że coraz częściej "ja" stawiane jest ponad dobrem ogółu. Każdy jest przekonany, że jego sposób życia jest lepszy, jego potrzeby ważniejsze. I dotyczy to już niemal wszystkich dziedzin życia i coraz większej grupy ludzi. Widzimy to na każdym kroku. W szkole, w pracy, w parku. We własnym ogródku i w przestrzeni publicznej.  


Taka refleksja zrodziła się w mojej głowie po przeczytaniu książki Miasto Potwór. Rzecz dzieje się w miejscowości Miastoszewo. Przybywa do niej najprawdziwszy potwór. Skusiła go pocztówka z Miastoszewa. Jak wszystkie pocztówki z każdego miejsca na świecie, przedstawia je w jak najlepszym świetle. Żadnych nie do końca zadbanych miejsc, najpopularniejsze zabytki, miejsca, z których miasto może być dumne. Pocztówka z Miastoszewa wygląda tak samo. Plac z fontanną, pięknie zadbana zieleń, ładne budynki mieszkalne. Nic dziwnego, że Potwór chciał przybyć do tego miasteczka. Plany miał niecne, bo chciał wszystko i wszystkich pożreć. Niestety, ich realizacja okazała się niemożliwa, ponieważ to, co zobaczył Potwór odbiegało znacząco od zdjęć z widokówki. W Miastoszewie panował totalny bałagan. Dziurawe drogi, hydranty, z których wylatywały fontanny wody. Nie było żadnych drzew. Nie brakowało za to szyldów, billboardów i różnego typu reklam. Miastoszewo było po prostu brzydkie i tego Potwór nie mógł zaakceptować. Nie chciał zjeść czegoś tak nieatrakcyjnego. Miał ochotę na piękny, miły dla oka posiłek. Na ładne i estetyczne szyldy, na zadbane parki i piękne ulice. Nie pozostało mu nic innego, jak pomóc mieszkańcom Miastoszewa w uporządkowaniu przestrzeni wokół nich. Potwór uświadamiał im, jak bardzo szpecą ich miasto napisy na murach. Cierpliwie tłumaczył, dlaczego kolory elewacji budynków muszą być dobierane z głową. Mieszkańcy słuchali, myśleli i zaczynali coraz więcej rzeczy rozumieć. Efekt był taki, że Miastoszewo piękniało z każdym dniem, rósł zachwyt mieszkańców, rósł apetyt Potwora! 



Czy w końcu zjadł smaczny i piękny posiłek? Nie mogę Wam tego zdradzić. Musicie przeczytać tę książkę sami. I słowo MUSICIE nie jest tu żadną przesadą. Miasto Potwór to lektura obowiązkowa. Tę książkę po prostu trzeba przeczytać, żeby inaczej spojrzeć na otaczający nas świat. Przyzwyczajamy się do tego, co nas otacza. Nawet, jeśli początkowo rażą nas wielkie reklamy wieszane w okolicach naszych domów, w końcu przestajemy zwracać na nie uwagę. Nawet, jeśli próbujemy się buntować przeciwko tynkowaniu naszego bloku na trzy odcienie różu, to w końcu musimy to zaakceptować, bo większości sąsiadów się podoba. Nawet, jeśli denerwują nas psie kupy na ulicach, to i tak nic z nimi nie zrobimy, jeśli nie spotkamy właściciela tego psa na ulicy. A może zamiast akceptować takie zachowania i pomysły osób decyzyjnych, trzeba zacząć edukować społeczeństwo? Pokazywać dzieciom w szkołach przykłady złego zarządzania przestrzenią publiczną? Za kilkanaście lat nasze dzieci same będą podejmowały różne decyzje. Będą zajmować ważne stanowiska i działać dla dobra innych. Trzeba je do tego dobrze przygotować. Właśnie dlatego apeluję do wszystkich nauczycieli, którzy tu zaglądają, żeby jak najszybciej włączyli książkę Joanny Guszty Miasto Potwór do listy książek, które omawiają ze swoimi uczniami. Trzeba czytać ją głośno. Czytać i rozmawiać o niej. Niech zapadnie w pamięć dzieciom, niech wszystkie zasady, które Potwór przekazał mieszkańcom Miastoszewa, towarzyszą dzieciom w dorosłym życiu. 



Ta książka jest nie tylko mądra, ale również piękna. Ilustracje Przemka Liputa nie kipią kolorami. Pojawiły się tu niebieski, czerwony, żółty, czarny i biały. Na każdej stronie wypatrzeć można wiele szczegółów. Dzieci dostrzegą mieszkańców Miastoszewa i różne fragmenty samego miasta. Styl Przemka Liputa doskonale pasuje do tematyki książki, a jego ilustracje doskonale uzupełniają treść. Z ich połączenia powstała, nie waham się użyć tego stwierdzenia, jedna z najważniejszych książek dla dzieci nie tylko w tym roku, ale w ogóle! Książka, którą powinien przeczytać każdy.



Miasto Potwór
Joanna Guszta
ilustracje Przemek Liput
KROPKA 2020