"Lisie sztuczki" (Wydawnictwo Zielona Sowa)

Lato to najlepsza pora roku na czytanie. Wszyscy mamy więcej czasu, nieco mnie się spieszymy, każdy ma kilka dni urlopu, więc jest wiele okazji ku temu, żeby oddać się lekturze. Dotyczy to również dzieci. Zwolnione ze szkolnych obowiązków mogą poświęcić czas na przyjemności. Jedni grają w piłkę, inni spacerują albo jeżdżą na rowerze. Są też tacy, którzy czytają książki. Trudno powiedzieć jak wielu ich jest, bo często słyszymy, że z czytelnictwem w Polsce różowo nie jest. Dziś mam dla Was książkę, która zachęci do czytania wszystkich, nawet tych, którzy z własnej woli, po książki nie sięgają nigdy.


Do przeczytania Lisich sztuczek nie trzeba było nas długo zachęcać. Uwagę całej naszej rodziny od razu zwróciły ilustracje. Stworzył je Alex T. Smith, którego dzieła nie raz poprawiały nam humor. Wiedzieliśmy więc, że szata graficzna tej książki będzie na najwyższym poziomie. Pod znakiem zapytania stała jednak treść. Wszystko wyjaśniło się po przeczytaniu kilku pierwszych stron. Wystarczyło poznać bohaterów i już pewnym było, że przed nami czas wypełniony uśmiechem. Bo trudno zachować powagę, kiedy czyta się o lisicy, która jest miłośniczką butów, mieszka w domu z żyrandolami i czasem wpada w histerię, a do tego bardzo lubi migdały w cukrze. Jeszcze trudniej o powagę, kiedy uświadomimy sobie, że życie Lisy Dubois przestało być bajką w dniu, w którym na jej drodze stanął najprawdziwszy aligator Alfonso. Dla lisicy był to najgorszy dzień jej życia, od tej pory musiała się aligatorem opiekować. Przede wszystkim musiała go karmić, gdyby tego nie zrobiła, aligator zjadłby ją. Niepohamowany apetyt Alfonso doprowadził Lisę na skraj bankructwa. W restauracjach nikt nie chciał przyjmować weksli, nikt też nie wierzył, że lisica kiedykolwiek rachunek ureguluje. Ona jednak musiała coś wymyślić, żeby nie skończyć w paszczy swojego kompana. Lisa nie ma wyboru, musi zdobyć pieniądze. Najprościej byłoby znaleźć pracę, ale lisica tworzy nieco bardziej skomplikowany plan. Do pracy pójdzie Alfonso. Czy będzie się zajmować? Psami! 




Tyle mogę Wam zdradzić. Resztę musicie doczytać sami. Gdybym napisała choćby słowo więcej na temat fabuły stracilibyście przyjemność czytania. Dzieje się w tej książce sporo, kolejne strony kipią humorem, nieco absurdalnym dowcipem. Przygody lisicy i aligatora mrożą krew w żyłach i bawią jednocześnie. Są tak niewiarygodne i szalone, że każdy czytelnik gotów byłby przeżyć coś podobnego. Wielu nie wahałoby się również, żeby z lisicą i aligatorem się zaprzyjaźnić.



Przeczytanie tej książki zajęło Tosi jeden wieczór. Próbowaliśmy odciągnąć ją od czytania, ale nasze prośby na nic się zdały. Przygody lisicy Lisy i aligatora Alfonso bardzo jej się spodobały. Śmiała się z ich perypetii i martwiła się czytając o kłopotach, w które wpadli. Polubiła ich! Bardzo polubiła. Nie zgłosiła żadnych zastrzeżeń ani do bohaterów, ani do fabuły, ani do ilustracji. A na końcu czekała na nią cudowna niespodzianka. Jaka? Obietnica kolejnych tomów. Czekamy i wiemy, że jest na co czekać!




Lisie sztuczki
Caryl Hart
ilustracje Alex T. Smith
tłumaczenie Piotr W. Cholewa
Zielona Sowa 2019
wiek 6+

 

Komentarze

  1. Już czekam aż mój Kacper dorośnie do takich książeczek, a ta wydaje się fajna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Córa jeszcze za mały do takiej kaiazeczki, ale jestem pewna że niejedno dziecko będzie zachwycone ta publikacja.

    OdpowiedzUsuń
  3. Widząc rysunki aż sama mam ochotę ją przeglądnąć :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Wygląda sympatycznie i zabawnie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Liskowe opowieści z pewnością przyciągną najmłodszych miłośników książek. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Super post. Czekam na więcej i oby tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Skąd ja znam to wyganianie do spania, kiedy książka nadal się czyta 😉

    OdpowiedzUsuń
  8. My na razie na etapie klepania jednej w kolko :) Ale kiedys ten etap chyba minie 😁

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajne, duże literki- idealne dla dziecka, które dopiero zaczyna przygodę z czytaniem.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza