"Zoo" (Wydawnictwo Agora)

Każdy zna przynajmniej jeden wiersz z cyklu "Zoo" Jana Brzechwy. Jedni uwielbiają ten o dziku, inni wolą ten o małpach albo o niedźwiedziu. Te utwory są tak znane, że są zapewne jednymi z pierwszych, które czytamy naszym dzieciom. Kiedy Tosia chodziła do przedszkola przygotowaliśmy z innymi rodzicami przedstawienie na ich podstawie. Bawiliśmy się przy tym dobrze, a dzieci pewnie jeszcze lepiej, to najlepiej świadczy o tym, że wiersze Brzechwy w ogóle się nie zestarzały. Pewnie dlatego do tej pory nikt nie podjął się napisania podobnych wierszy. Aż do teraz! Bo tego niełatwego zadania podjął się Jarosław Mikołajewski. 


Jaki efekt osiągnął? Na to pytanie powinnam odpowiedzieć na końcu, ale nie ma czego ukrywać, więc zdradzam od razu, że efekt jest fantastyczny. Wiersze czyta się z ogromną przyjemnością. Bohaterowie są nieco inni niż u Brzechwy. Spotkamy tu na przykład pawiana i koczkodana, piranie i pingwiny. Poznamy ptaka, który postanowił zostać prezydentem dziobaków i pawia, który wstydził się trochę, że jego żona nie mogła pochwalić się pięknym ogonem. Jest w tych wierszach również wąż boa, który parafrazuje wiersze Mickiewicza oraz hiena, której marzy się wizyta w mieście Siena. A to tylko część mieszkańców tej książki i opisanego w niej ogrodu zoologicznego. Jest w nim znacznie więcej zwierząt i przygód. W tym zoo o nudzie nikt nie słyszał, każda chwila jest tu doskonale zagospodarowana, więc i czytelnik nie będzie się przy tej książce nudzić.



Wiersze doskonale czyta się głośno, autor zrymował je tak dobrze, że już po pierwszym czytaniu część z nich zapada w pamięć mniejszych i większych czytelników. Tak samo jak ilustracje. O te zadbała Elżbieta Wasiuczyńska, która uzupełniła tę książkę pięknymi małymi dziełami sztuki. Z powodzeniem każda z tych ilustracji mogłaby zawisnąć na ścianie w pokoju dziecięcym. Uwielbiamy na nie patrzeć i szybko znalazłyśmy wśród nich naszych absolutnych faworytów. Na przykład tę z grupą bardzo różnych słoni albo tę z koalą, któremu turyści cały dzień robią zdjęcia. 



Teoretycznie Tosia powinna już z takich książek wyrosnąć. Niedługie proste rymowanki to raczej domena młodszych czytelników. Prawda jest jednak taka, że dobrych i ciekawych książek nie wyrasta się nigdy. Z "Zoo" Jana Brzechwy nie wyrosłam do dzisiaj i jestem przekonana, że nasze dzieci nie wyrosną z wierszy Jarosława Mikołajewskiego.



Zoo
Jarosław Mikołajewski
ilustracje Elżbieta Wasiuczyńska
AGORA 2019

 

Komentarze

  1. Super książeczka o zwierzątkach. Miałam jak byłam mała - podobną, tzn. też z wierszykami. Niektóre pamiętam do dziś.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały pomysł na spędzanie razem czasu, a także na podarowanie książeczki bliskim, czy znajomym dzieciom.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawy pomysł na prezent dla dziecka :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z takiej książki można się wielu ciekawych informacji dowiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj brzmi świetnie. Jestem mega ciekawa, bo moje laski nie przepadają na rymami.

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetna książeczka - chętnie po nią sięgniemy i sprawdzimy, czy Brzechwa doczekał się godnego następcy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Książeczka wydaje się na prawdę świetna! U nas byłaby na czasie, bo wczoraj właśnie odwiedziliśmy zoo :)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza