Na Dzień Dziecka Alexander!

Wizja Dnia Dziecka spędza sen z powiek rodzicom, dziadkom, nauczycielom przedszkolaków i przedstawicielom rad rodziców. Dzieci mają już naprawdę wszystko i trudno je czymś zaskoczyć. Dlatego dorośli prześcigają się w pomysłach i dają dzieciom coraz bardziej wymyślne prezenty. Tymczasem ja po raz kolejny przekonałam się, że rzeczy proste naprawdę potrafią zachwycić nasze dzieci.


Tosia ma mnóstwo zabawek. Bawi się nimi fazami. Są tygodnie, kiedy nie można jej oderwać od lalek, a potem porzuca je, żeby całkowicie poświęcić się klockom. Czasem złoszczę się sama na siebie, że kupiłam jej kolejną zabawkę, kiedy ona nie bawi się tymi, które ma. Z drugiej strony wiem, że każda zabawka rozwija inne umiejętności. I tak naprawdę to dobrze, że bawi się nimi na zmianę.
Ostatnio bardzo przypadł jej do gustu zestaw TOP FASHION z firmy Alexander. Na pewno ma to związek z jej zainteresowaniem modą i projektowaniem ubrań, o którym pisałam tutaj. Tosia uwielbia również (w przeciwieństwie do mnie) wszelkie aktywności plastyczne i manualne. A ten zestaw łączy to wszystko w sobie. 
Po tym, jak TOP FASHION tak bardzo spodobało się Tosi, przyjrzałam się ofercie Alexandra dość wnikliwie. I byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Znałam wcześniej kilka ich produktów, zawsze zachwycały starannością wykonania i walorami edukacyjnymi. Tak naprawdę Top Fashion to pierwsza typowa zabawka z ich oferty, która trafiła do naszego domu. Nie uczy pisać, czytać i liczyć. Za to rozwija zdolności manualne. Bo stroje, które będzie nosić nasza modelka trzeba najpierw wyciąć. A potem można łączyć, mierzyć, sprawdzać, które pasują do siebie najlepiej. I przy tym znakomicie się bawić! 



A kiedy już nasze dzieci wyrosną z tego typu zabaw, mogą sięgnąć po coś zupełnie innego. Bo nie wiem, czy wiecie, ale Alexander wypuścić na rynek bardzo ciekawą grę. Tosia jest na nią jeszcze trochę za mała, ale starsze i przede wszystkim czytające samodzielnie dzieci, będą tą grą zachwycone. W Gdybyś był... to świetna propozycja dla całych rodzin. Pudełko kryje w sobie dwa rodzaje kart, pionki, żetony, plansza i tarcza losująca ze strzałką. W grze chodzi o to, żeby odpowiadać na pytania zawarte na kartach. Nie potrzeba jednak do tego żadnej specjalistycznej wiedzy, a jedynie znajomości osób, z którymi gramy. Musimy bowiem obstawiać kim (albo czym) w alternatywnej rzeczywistości byłyby osoby, z którymi gramy. W zależności od tego ile wiemy o przeciwnikach, możemy obstawiać odpowiedź z różnym stopniem prawdopodobieństwa. Im lepiej  będziemy obstawiać, tym szybciej będziemy przesuwać się po planszy! Może być zabawnie! Przy okazji sporo można się o siebie i swojej rodzinie oraz znajomych dowiedzieć. Ja nie mogę się doczekać, kiedy zagramy z nią z Tosią. Bo choć gra przeznaczona jest dla dzieci powyżej dwunastego roku życia, to ze stosu kart można wyłowić część z dobrze znanych dzieciom kategorii i świetnie się z nimi bawić! My tak właśnie zrobiliśmy. Bo Tosia doskonale wie, jakim gatunkiem sera chciałaby być, ma swoje ulubione utwory bożonarodzeniowe i zna sporą grupę sławnych Polaków, więc i niespełna sześciolatka może się z Gdybyś był... świetnie bawić!








seria Top Fashion
 
Gdybyś był...
Liczba graczy 3-8
Wiek 12+


I znowu problem! Co kupić na Dzień Dziecka? Proponujemy Klocki Blocki:)

Odkąd wróciłam do pracy (a minęło już pięć lat) zmagam się z wyrzutami sumienia. Dziesięć z dwudziestu czterech godzin spędzam poza domem, z dala od dziecka. Bardzo rzadko odbierałam ją ze żłobka,  bardzo rzadko odbieram ją z przedszkola. Weekendy są zbyt krótkie, żebyśmy zdążyły zrobić wszystko, co chciałabym z nią zrobić. W pewnym momencie wpadłam w dziki szał usilnego kupowania jej nowych zabawek, książek i różnych gadżetów. Codziennie przynosiłam do domu coś nowego, co miało w jakimś stopniu wynagrodzić Tosi fakt, że musiała tyle czasu spędzić beze mnie. Oczywiście te prezenty bardziej były potrzebne mi, niż Tosi. Ale kupowałam je tak długo, że mąż zaczął na mnie krzywo patrzeć, a Tosia stojąc na klatce schodowej dopytywała się, co jej kupiłam... Błędne koło. W końcu, nawet nie wiem kiedy przestałam przynosić jej prezenty. Kilka dni narzekała, ale potem przestała o nie pytać. Zdarza mi się nadal jej coś przynieść, ale nie jest to zjawisko regularne. Ale jest jedna rzecz, którą po powrocie do domu staram się jej dać zawsze. To czas! 

Nie odzyskam ośmiu godzin spędzonych w pracy. A doliczając do tego dojazd i zakupy, wychodzi około dziesięciu godzin bez dziecka. Tosia kąpie się około 19, przed 20 już śpi, więc zostają nam dwie godziny, które chcemy spędzić jak najbardziej efektywnie. Co wtedy robimy? Czytanie książek najczęściej zostawiamy sobie na wieczór, więc poświęcamy ten czas na zabawę. Ulubionymi zabawkami Tosi są odkąd pamiętam figurki. W ostatnim czasie figurki ulubionych bohaterów, zastąpiły figurki z klocków. Tosia nie bawi się klockami jak wiele dzieci. Ona buduje raz korzystając z instrukcji i potem powstała budowla służy jej do zabawy, w której może tworzyć historie. Dlatego poszukując klocków dla niej zawsze wybieramy duże zestawy, z których powstają sporych rozmiarów obiekty. 


Jeszcze kilka tygodni temu Tosia niezbyt chętnie brała udział w budowaniu. Składanie kilkuset klocków w jedną całość chętniej zrzucała na nas, sama od razu wyciągała z pudełka figurki i bawiła się nimi. Wszystko zmieniło się kilka dni temu, kiedy w jej ręce wpadły dwa nowe zestawy znanych nam już wcześniej KLOCKÓW BLOCKÓW. Zmieniło się, a ja już od pierwszej minuty żałowałam, że się zmieniło;) Nie dlatego, że polubiłam zabawę klockami i byłam rozczarowana, że teraz Tosia chce budować sama. Powód był zupełnie inny. Pierwszy zestaw, W stadninie układała cały wieczór, mieliśmy nadzieję, że uda się przełożyć to na rano (zwłaszcza, że dostała je do rąk na początku długiego weekendu i było przed nią kilka wolnych dni), ale nasz plan się nie powiódł. W piżamie, wykąpana i  pachnąca składała kolejne klocki, tak długo, aż nie złożyła całego zestawu. Z drugim, czyli Latarnią morską było jeszcze gorzej. Tosia obudziła się przed drugą w nocy, przyszła do naszego łóżka i zażądała towarzyszenia jej przy układaniu klocków. Poczuliśmy się jak rodzice niemowlaka, któremu noc pomyliła się z dniem... Zasnęła po dwugodzinnym przekonywaniu jej, że środek nocy nie jest odpowiednią porą na układanie klocków. Wstała o szóstej i wtedy nie było już odwrotu. Musieliśmy opuścić ciepłe łóżko, usiąść na dywanie w pokoju Tosi i asystować przy budowaniu najprawdziwszej latarni morskiej.









Ale nie żałuję ani minuty spędzonej z nią i KLOCKI BLOCKI. Układała je z ogromnym zacięciem, a każdy wyłaniający się kształt sprawiał jej tyle radości, że byłaby zła, gdybym nie mogła jej obserwować. Budowanie latarni zajęło Tosi cały dzień, ale niemal wszystko zrobiła sama.  Musieliśmy jej pomóc jedynie przy dokładnym łączeniu niektórych klocków, bo miała na to za mało siły.

KLOCKI BLOCKI znamy od dawna, ale do tej pory kupowaliśmy mniejsze zestawy. Tak naprawdę ja kupowałam, próbując zagłuszyć te swoje matczyne wyrzuty sumienia. Nie zastanawiałam się nad tym czy one różnią się, czy nie od znacznie droższych klocków z innych firm. Dopiero teraz zaczęłam im się lepiej przyglądać. W zasadzie nie mogę im wiele zarzucić. Instrukcja jest przejrzysta i zrozumiała. Klocki są starannie wykonane i bardzo kolorowe. Figurki, jak dla mnie, mogłyby mieć dziurki w nogach, które ułatwiłyby sadzanie je na krzesełkach itp. Tosi nie przeszkadza to w ogóle, bawi się nimi i nie dostrzega w nich żadnych wad. Jest jedna rzecz, która mogłaby zostać udoskonalona. Klocki w pudełku znajdowały się w trzech albo czterech woreczkach, niestety, żeby zacząć budowanie trzeba było otworzyć je wszystkie. Lepiej byłoby, gdyby kolejny woreczek otwierało się dopiero po wykorzystaniu wszystkich klocków z poprzedniego. Pewnie wprawni budowniczowie nie będą mieli problemów z ogarnięciem takiej ilości klocków. Ale Tosia na początku wydawała się nieco bezradna, kiedy spoglądała na dwieście albo trzysta dość podobnych klocków. Na szczęście jakiś czas temu, chcąc ją zachęcić do rozpoczęcia przygody z budowaniem z klocków, tata prosił ją, żeby zanim zaczną realizować kolejny punkt z instrukcji, wyciągała z leżących na podłodze klocków, te które będą im potrzebne. Tosi bardzo się to zajęcie spodobało i doskonale je zapamiętała. Dlatego teraz budując samodzielnie, robiła to samo. Budowała zawzięcie, robiąc sobie przerwy na posiłek i ulubioną bajkę (tak, tak moje dziecko ogląda bajki). Z efektu jest bardzo zadowolona, traktuje te budowle jak najcenniejsze skarby. To jednak prawda, że jeśli dziecko zrobi coś samodzielnie ma to dla niego znacznie większą wartość. I od tygodnia bawi się nimi codziennie. 
Koń zamieszkał w stajni, do której jeden z ludzików regularnie przywozi siano. Kiedy już się naje może skakać przez przeszkody albo spacerować po trawie.
Tymczasem na szczycie latarni morskiej pali się światło (bo jeden z klocków ma wbudowaną maleńką żarówkę) i ciągle ktoś czuwa nad bezpieczeństwem pływających po morzach i ocenach. Mała łódka wypływa w rejs w poszukiwaniu wielkich skarbów i niezwykłych morskich stworzeń. 
Tosia coraz częściej bawi się sama w swoim pokoju, KLOCKI BLOCKI stoją właśnie tam. Lubię wtedy po cichu podejść do drzwi i obserwować jej zabawę. Bo zdarza jej się już nas do zabawy nie zapraszać... Teraz nawet z budowaniem z klocków radzi sobie sama.





Na dodatek zaznaczyła już na pudełku kolejne zestawy KLOCKÓW BLOCKÓW, których chce stać się posiadaczką. To chyba najlepiej świadczy o tym, że naprawdę jej się one spodobały;) A my mamy już z głowy poszukiwanie inspiracji prezentowych na Dzień Dziecka!


Czym się bawi mój czterolatek?

A raczej, moja czterolatka. Bo gust ma coraz bardziej sprecyzowany i wiele zabawek, które do tej pory pochłaniały ją bez reszty, trafiły w kąt. Wyjęte zostały za to inne, które od dobrych kilku tygodni wypełniają jej czas całkowicie.

W kąt poszła na przykład telewizja, są dni, kiedy nie ogląda jej niemal w ogóle, rzadko zdarza jej się zauważyć, że na ekranie nic nie miga. Ogląda oczywiście swoje ulubione bajki, MiniMini+ kusi nas nową serią bajki Tomek i przyjaciele, Tosia chętnie ogląda również filmy fabularne (o jednym, już niedługo, pojawi się specjalny post). Cóż więc robi Antonina, kiedy nie ogląda bajek?

Po pierwsze ciastolina!
Długo nie mogliśmy się zdecydować, co kupić jej w prezencie bożonarodzeniowym i co podpowiedzieć innym członkom rodziny, którzy chcieli jej coś podarować. W końcu wymyśliliśmy i był to strzał w dziesiątkę. Padło na nowy zestaw Play Doh. Pod choinką znalazła zamek księżniczek, a w nim oprócz samej budowli także trzy figurki, do których przy okazji dokupiliśmy kolejną, a w prezencie imieninowym dostanie dwa kolejne zestawy (wieżę Roszpunki i karocę Kopciuszka). Spędza przy tej ciastolinie niesamowicie dużo czasu, żadne z nas nie podejrzewało, że ta zabawa aż tak ją pochłonie. Wyjęła elementy od zestawów, które miała już wcześniej (tu najchętniej wraca do Wieży Słodkości) i bawi się nimi każdego dnia. Wydaje mi się, że jeszcze żaden prezent aż tak jej nie pochłonął, dla żadnego nie znalazła aż tylu zastosowań. Równie chętnie bawi się nim z użyciem ciastoliny, jak i bez niej. Zamek księżniczek Tosia chętnie zabiera ze sobą, kiedy jedziemy do kogoś w odwiedziny. To szczególnie dobre rozwiązanie, kiedy odwiedzamy kogoś kto nie ma dzieci, bo ona doskonale bawi się tym zestawem sama.

Drugim ulubionym sposobem na spędzanie wolnego czasu są kolorowanki. 
Długo kazała nam czekać na chwilę, w której poprosi o kredki i kartkę, ale stało się! Teraz kolorować lubi, z każdym dniem robi to lepiej i dokładniej. Najlepiej sprawdzają się u nas duże kolorowanki podłogowe z ulubionymi bohaterami. Tosia ma takie trzy, z Krainą Lodu, księżniczkami Disneya, i Kucykami Pony. Koloruje je na zmianę, najchętniej w naszym towarzystwie. Te ogromne kartki do kolorowania pojawiły się w naszym domu jeszcze przed Bożym Narodzeniem, a do dziś udało nam się pokolorować w całości tylko jedną z nich. A spędzamy przy nich czas naprawdę często!

Ostatnia, typowo dziewczęca fascynacja, to lalki. 
Ze szczególnym naciskiem na Barbie. Szybko policzyłam, że ma ich więcej, niż ja zgromadziłam przez całe dzieciństwo. Jest szczęśliwą posiadaczką sześciu długonogich piękności, a wiem że każda kolejna ją ucieszy. Sprawdziliśmy to w ostatnią sobotę, kiedy podczas zakupów weszliśmy do sklepu z zabawkami, z którego wyszliśmy z nową lalką (za którą dziecko, po dorzuceniu przez babcię, 3 złotych zapłaciło z własnych oszczędności). Ta ostatnia to lalka inspirowana baletem Dziadek do orzechów, której największą zaletą jest motyw muzyczny, który włącza się po naciśnięciu naszyjnika lalki. Jest szał, bo dziecko o grającej Barbie marzyło, a tę kupiła sobie sama, za własne pieniądze, więc radość jest jeszcze większa. Teraz powoli myślimy o akcesoriach, które uatrakcyjniłyby zabawę. Domek dla lalek stworzyła ostatnio sama z kartonowych pudełek, często korzysta też z domku-kolorowanki, który dostała od Mikołaja. 

Do łask powróciły również figurki i klocki, bawi się rodzinką i przyjaciółmi Peppy oraz bohaterami Klubu Przyjaciół Myszki Miki. Dobrze, że ich nie sprzedaliśmy, bo mieliśmy taki zamiar, kiedy klub kolejny miesiąc leżał w kartonie.

Zupełnie zapomniane są natomiast puzzle, które jeszcze niedawno układała w każdych ilościach. Żadnego zainteresowania nie budzą nadal gry planszowe, ostatnio w przedszkolu przyłapałam ją na graniu w grę podobną do memo, ale mimo naszego podpytywania nie wyraża chęci posiadania takowej w domu... Pewnie i na gry nadejdzie w końcu czas, a wtedy w kąt pójdzie ciastolina, lalki i kredki...
A Wasze pociechy czym się bawią?

Mapy z puzzli!

Tosia uwielbia puzzle, a ja lubię zabawki, które oprócz bawienia czegoś ją uczą. Z pomocą przyszedł mi Trefl i nowa seria puzzli z mapami!

Trafiłam na nie na Instagramie i od razu zapragnęłam kupić je dla Tosi. Wybrałam te z mapą Polski, bo są przeznaczone dla czterolatków, więc wierzyłam, że sobie z nimi bez problemu poradzi, a poza tym chciałam w ten sposób przeprowadzić swoistą edukację regionalną. Nie zawiodłam się, można powiedzieć, że byłam i jestem cały czas pod ogromnym wrażeniem tych puzzli. Każde województwo to osobny element w jego prawdziwym kształcie, na nich znajdziemy nie tylko stolicę danego regionu, ale i obrazki z charakterystycznymi dla niego budowlami oraz strojem ludowym, a także zwierzęta, które zamieszkują tamte tereny! Wszystko w pięknych, żywych kolorach. Sama mapa Polski to jednak nie wszystko, bo po ułożeniu województw w odpowiednich miejscach zostaje nam jeszcze całkiem sporo elementów, z których budujemy ramkę, a tam - sąsiadujące z nami kraje (oprócz nazw można tam znaleźć flagi poszczególnych krajów).
Ułożenie puzzli stanowiło pretekst do rozpoczęcia podróży palcem po mapie, Tosia bez problemu odnalazła odwiedzone w tym roku wrocławskie zoo, schronisko na Śnieżce, Pałac Kultury i Nauki oraz poznane rok temu Trójmiasto. Znalazła Zakopane, o którym opowiadała jej babcia i Kraków, który jest na liście miejsc wymarzonych. Planuje z nią również kolejne wakacje i wycieczki.

 
 

Zachwycona mapą Polski poradziłam osobie szukającej inspiracji na prezent urodzinowy dla Tosi, żeby kupiła jej mapę świata. Jest ona co prawda przeznaczona dla starszych dzieci, ale wiedziałam, że jeśli Tosia nie poradzi sobie sama, ruszymy z odsieczą! Pierwsze układanie rzeczywiście nie było łatwe, ale kiedy tylko ogarnęła wzrokiem wszystkie elementy układała sama. Przy okazji poznawała kontynenty, morza, oceany i nowe kraje. Tutaj także nie brakuje budowli, zwierząt, strojów charakterystycznych dla danych regionów.
Dzieci na pewno dużo się nauczą podczas układania, te, które już same czytają bez problemu odczytają nazwy zapisane na mapie, młodszym pomogą rodzice. Bo możecie być pewni, że kiedy te puzzle trafią w Wasze, dorosłe ręce również będziecie mieli ochotę je ułożyć.

 
 
 
  

 Jedynym mankamentem, o którym muszę wspomnieć są niektóre puzzle tworzące ramkę, są bardzo wąskie i nam dwa po prostu pękły (jeden uratowałam taśmą klejącą, drugi nieco wyszczerbiony służy nam nadal). Mimo tego nie żałuję ani złotówki, które na nie wydałam i bardzo się cieszę, że takie układanki są obecne na puzzlowym rynku. I bez wahania polecam je Wam:)

Co kupić czterolatce?

Kilka dni temu wpadłam do pokoju Tosi  zamiarem zrobienia tam porządku. Chciałam wyrzucić trochę pomalowanych tylko w części kartek, książeczek z naklejkami, do których już nie wróci, bo naklejki dawno trafiły na właściwe miejsca. Przy okazji spojrzałam na te wszystkie wymarzone zabawki, które dostała na urodziny, Boże Narodzenie i Dzień Dziecka, a którymi się od dawna nie bawi. 

Rok temu numerem jeden były figurki, zebrała całą ekipę Klubu Przyjaciół Myszki Miki, Świnkę Peppę z rodziną i przyjaciółmi, potem przyszedł czas na lokomotywy. Wszystkim bawi się do dzisiaj, ale rzadko. Lokomotywy zabiera zawsze do dziadka i tam bawi się w zawiadowcę, maszynistę itp. Pod choinką znalazła lalkę-bobasa, chodziła z nią wszędzie, ale już się znudziła i od kilku tygodni lalka leży w swoim łóżeczku zawinięta w kocyk. 
Teraz na tapecie jest Kraina Lodu, dostała komplet figurek ze wszystkimi bohaterami, ale marzy o lalkach.  Skłaniam się ku tym, bo są trochę inne i myślę, że Tosi takie lale powinny przypaść do gustu.

Drugą rzeczą, o której marzy już od dłuższego czasu jest kasa fiskalna. Tutaj odwieczny dylemat - drewniana, czy plastikowa. Za 20, czy za 200 zł? Prędzej, czy później i tak wyląduje w kącie, bo się znudzi, więc musimy sprawę dobrze przemyśleć. Skłaniam się ku drewnianej, ale z drugiej strony wiem, że Tosia marzy o takiej z dźwiękiem. 



To te duże zabawki, o których Tosia marzy, mówi, które bardzo chciałaby dostać. I pewnie dostanie, bo dziadkowie/rodzice i wszyscy, którym jest bliska coś na urodziny kupią. Obserwując ją jednak widzę doskonale, że zupełnie inne rzeczy potrafią ją teraz zająć na długi czas.

Na pierwszym miejscu są puzzle - uwielbia je i mogłaby układać godzinami, ma już całkiem sporą kolekcję i chętnie sięga po coraz trudniejsze obrazki.
Na drugim - książki z naklejkami i zadaniami, lubi łamigłówki, wykreślanki, ćwiczenia, w których musi pisać/rysować po śladzie.
Na trzecim - kredki i kolorowanki, koloruje coraz lepiej, chętnie zmienia kolory (bo jeszcze niedawno śmiałam się oglądając jej przedszkolne dzieła, że panie dają jej tylko jedną kredkę). Teraz stara się odwzorować rzeczywiste barwy i nie wyjeżdżać poza linię. Robi to coraz lepiej i coraz dokładniej, co mnie bardzo cieszy, bo nie ukrywam, że powoli traciłam nadzieję... 

Bezsprzecznym liderem były i są książki, uwielbia kiedy jej czytamy. Sama sięga po lektury, które ją interesują, potrafi bardzo długo kartkować, oglądać i nigdy się przy tym nie nudzi. 
Czasem wydaje mi się, że pieniądze wydane na kolejną kolorowankę, czy pudełko kredek to dużo lepsza inwestycja w porównaniu do kolejnej lalki. Na wakacjach zamiast wpadać w histerię przy stoiskach z pamiątkami i tupać nogą, kiedy odmawiamy kupienia jej kolejnego pluszaka, ciągnęła nas do księgarni i tam wybierała nową książkę albo pudełko puzzli. 
I co tu z nią zrobić? A Wy? Jakie macie pomysły na prezent dla małej dziewczynki?

Ideologia, czyli mamy w domu dżendera...

Miałam ostatnio wątpliwą przyjemność przeczytać, że dziewczynki nie powinny sięgać po lalki Barbie, bo zniszczą one ich życie. Lalki są zbyt seksowne, zbyt ładne, nie niosą ze sobą niczego dobrego... 

Mam na imię Magda, mam prawie 30 lat, w dzieciństwie bawiłam się Barbie. Miałam trzy takie lalki, dwie podróbki i jedną oryginalną. Od niemal pięciu lat mam męża, od ponad trzech lat jestem mamą. Jestem normalna. Mimo tego, że rodzice kupili mi Barbie.
Owa lalka długo leżała w szafie, w worku z innymi zabawkami. Kiedy moje dziecko urosło moja mama wyprała pluszaki i dała jej do zabawy. Dziecko (córka) wypatrzyła lalkę Barbie. Nie miała takiej w domu, bo nie wiedziała o jej istnieniu, a z mężem uważaliśmy, że zabawa nią może być dla niej niebezpieczna. Nie myśleliśmy jednak o wielkim biuście i pięknych ustach, raczej o długich palcach i szczupłych nogach, które mogłaby wsadzić w oko sobie lub nam. Córka odnalazła ją jednak sama (lub z pomocą babci), lalka ją zaciekawiła. Lalka zamieszkała, więc w biurku dziadka i została nazwana Angelina. Od tego czasu Angelina przeszła jedną operację szyjnego odcinka kręgosłupa, ponieważ córce udało się oderwać głowę od reszty ciała. Angelina dostała również dwie nowe sukienki i nowe buty, nosi je jednak rzadko, ponieważ są zbyt wysokie. Sukienki zmienia zdecydowanie chętniej. Nie zabraniamy jej zabawy lalką, córka nie zwraca uwagi na cielesność Barbie, dla niej to po prostu Angelina...
Barbie nie jest ulubioną zabawką mojej córki, spośród lalek chętniej wybiera bobasa Baby Born, któremu może matkować. Moja córka w ogóle za lalkami nie przepada. Woli trochę inne zabawki.

Moja córka uwielbia bajkę Tomek i przyjaciele, zna się na pociągach i kolekcjonuje lokomotywy...
Co powinnam zrobić? Niektórzy patrzą ze zdziwieniem, kiedy ze swojego plecaka wysypuje na dywan lokomotywy, kiedy bez opamiętania jeździ nimi po drewnianych torach, kiedy wydaje im polecenia i wysyła na naprawę. Może czas najwyższy przestać inwestować w tabor kolejowy, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczyć na lalki? Może czas przestać kupować granatowe koszulki i jeansowe szorty, a zamiast nich wybierać różowe, tiulowe sukienki? 
Jak to jednak wytłumaczyć dziecku? Widzę przecież, że jej zabawa pociągami sprawia przyjemność, że to jest jej pasja, że ma wiedzę na ten temat. 

Moja córka na balik karnawałowy nie chciała przebrać się za księżniczkę, chciała zostać czarownicą...
Nie zabroniłam jej, nie widziałam takiej potrzeby. Była wiedźmą. Bohaterką książki Miejsce na miotle.
Feministka... Dżender wcielony. Do przedszkola woli jednak zakładać sukienki i bardzo nie lubi mieć brudnych rąk. Od pewnego czasu chce mieć na głowie kitki, chętnie nosi opaski i bransoletki, marzy o własnych pierścionkach. Nie prosiła jeszcze nigdy o pomalowanie paznokci, może dlatego, że ja ich nie maluję...  Często się uśmiecha i równie często broi.

Moje dziecko jest szczęśliwe.
Rozwija się prawidłowo, umie liczyć do trzydziestu po polski i do czternastu po angielski, bez problemu rozróżnia prawą i lewą stronę, powoli uczy się alfabetu. Dużo mówi, zna wiele trudnych słów. Ma doskonałą pamięć i sokoli wzrok.
Cieszę się, że ma własne zdanie, że czymś się interesuje, że czegoś ją ta zabawa uczy, że sprawia jej przyjemność. Gdyby chciała mieć Barbie - dostałaby ją, gdyby interesowały ją kucyki - dostałaby kucyki. Bez względu na to, która z bajek powodowałaby u niej szybsze bicie serca, kochałabym ją tak samo. Bo to moje dziecko i dlatego zależy mi na jej szczęściu. Mogę zabraniać jej robić rzeczy, które zagrażają bezpieczeństwu, zabronię wspinania się na parapet i skakania z szafy, ale nie będę ograniczać jej kreatywności, będę również wspierać w rozwijaniu pasji i spełnianiu marzeń. Jestem w końcu matką...

Nie dać się zwariować

Niedawno pisałam o prezentach, które Tosia znajdzie pod choinką. Większość jest już w naszym posiadaniu, a ja cały czas znajduję kolejne, niezbędne, fantastyczne zabawki, które chciałabym jej kupić. Znajduję i na szczęście w porę przychodzi opamiętanie. Mówię wtedy głośniej lub ciszej: "Po co jej to wszystko, skoro i tak się tym nie bawi?!"
Bo sami wiecie, jak to naprawdę z tymi zabawkami jest...

Staramy się na bieżąco sprzedawać lub chować zabawki, które już Tosi nie interesują. Jeśli mielibyśmy drugie dziecko, również będą przychodzić do niego goście, tak samo jak starsza siostra będzie świętowało urodziny i obchodziło Boże Narodzenie oraz Wielkanoc, więc na pewno dostanie własne zabawki. Nie ma, więc potrzeby trzymać w domu wszystkich gratów. Oczywiście przygotowywanie wszystkich sprzętów do sprzedaży lub schowania wiąże się z ich reaktywacją i wielką miłością. Okazuje się, że trzylatka nagle potrzebuje maty edukacyjnej albo pluszowego sortera :) 

Mikołaj przyniósł trzy lokomotywy z serii Tomek i Przyjaciele, okazało się, że idealnie pasują do torów z IKEI, zabawa jest lepsza, niż przewidywaliśmy zamawiając zabawki.


Trudno mi jednoznacznie stwierdzić, czy Tosia zabawkami bawi się dużo, czy mało. Czasem wydaje mi się, że w ogóle. Że cały czas spędzony w domu mogłaby poświęcić na "czytanie" (bo teraz, kiedy zna już większość książek na pamięć czyta je sama) i polubione ostatnio rysowanie. Ma fazy na konkretne zabawki, są tygodnie, że nie ma większej frajdy, niż ciastolina, potem ląduje ona na swoim miejscu i Tosia przerzuca się na coś innego. Problem tkwi w tym, że córka nie lubi bawić się w swoim pokoju, woli salon i, kiedy wieczorem wynoszę zabawki do jej królestwa, a ona rano z jakiś powodów ich nie przyniesie, zabawki nie istnieją. Tak jest na przykład z wymarzonym Klubem Myszki Miki, którym dopóki nie znajdzie się w jej pokoju, jest ulubioną zabawką.
Lalkę, którą Tosia dostanie na Boże Narodzenie kupowałam z pewnym niepokojem. Zadawałam sobie pytanie, czy warto, czy będzie się nią bawić, czy plany, które snuje na życie z bobasem zostaną zrealizowane. Mąż ostatnio przyłapał Tosię na zabawie lalką w przedszkolu, otworzył drzwi do sali, zobaczyła go, ale nie podeszła od razu. W rękach trzymała lalkę, najpierw musiała położyć ją do łóżeczka, pożegnać się i dopiero mogła wrócić do domu. Odnoszę wrażenie, że Tosia ma zapędy opiekuńcze, wieczorem mówi dobranoc lokomotywom i zabawkom, które są akurat w pobliżu. Może właśnie dlatego tak marzy o lalce.
Z jednej strony czekam na rozpakowywanie przez nią prezentów, bo myślę, że w tym roku sprawi jej to prawdziwą frajdę, z drugiej zastanawiam się, gdzie to wszystko będziemy trzymać, kiedy nagle stwierdzi, że wraca do starych zabawek:) Albo ukochanych książek...


Chyba czas na kolejny post o naszych ostatnich odkryciach literackich:)

Co położyć pod choinką?

Od dnia, w którym nasza telewizja wzbogaciła się o kanały z bajkami, słyszymy kilka razy dziennie: "Kupisz? Mamo, kupisz? Chciałabym"... Z gąszczu zabawek, o których marzy nasze dziecko, wybraliśmy kilka, ktore naszym zdaniem sprawią jej największą radość.

Lalka interaktywna Baby Born. Pokazałam Tosi kiedyś filmik z jej opisem i od tego dnia marzy o lalce, która robi siusiu, pije mleczko i płacze. Chce - będzie miała, taką decyzję podjęliśmy z mężem. Zwłaszcza, że na razie żadnej lalki nie ma, a już wcześniej myśleliśmy o takim bobasie.

Lalce i jej nowej mamie przyda się łóżeczko. Postawiliśmy na Ikeę. Mam nadzieję, że bobas będzie w nim chętnie spał.

Miłość do figurek nie mija, zdecydowaliśmy, więc z Tosinkową Babcią, że prezentem od niej będzie domek Świnki Peppy. Tosia na razie o tym nic nie wie;)


Książki, czyli to, co Tosia lubi najbardziej. Stawiamy na klasykę w nowym wydaniu. Dołączą do kilku książek z tej serii, które już stoją w jej pokoju.

I oczywiście prezent praktyczny - piżama z Kłapouchem, sama wybrała i poprosiła Babcię, żeby jej kupiła.

Tyle wiemy, bo te prezenty konsultowaliśmy z Gwiazdorem. Kilka osób czeka jeszcze na sugestię z naszej strony, myślimy więc o kolejnych elementach związanych z Peppą, czyli o placu zabaw

lub o pociągu Dziadka Świnki
A może coś związane z Klubem Przyjaciół Myszki Miki. Trochę czasu na decyzję jeszcze mamy. Tosia marzy nadal o kasie sklepowej, więc może to. Co jakiś czas powraca również pragnienie posiadanie zestawu do koszykówki, który widziała kiedyś w kąciku zabaw w jednym ze sklepów. Na szczęście był to sklep z zabawkami, więc mam nadzieję, że znajdę taki sam na półce.

A jak sytuacja bożonarodzeniowa u Was?