"Kuna za kaloryferem" (Wydawnictwo Agora)

Niektórzy ludzie opowiadają o książkach, które pojawiły się w ich życiu w jakiś przełomowych momentach albo same sprawiły, że w ich życiu jakiś przełom się dokonał. Ja aż takich zasług tej książce przypisywać nie mogę, ale trafiła do naszego domu w najlepszym możliwym momencie.


Co roku, po powrocie z wakacji, na osłodę po zakończonym urlopie, zaczynam nieśmiało planować kolejne wakacje. Tym razem zrobiłam tak samo. Myśli poleciały wyjątkowo daleko, bo stwierdziłam, że musimy w końcu wybrać się do Puszczy Białowieskiej. Być może po raz kolejny zrezygnowalibyśmy z tego pomysłu, gdyby nie fakt, że w nasze ręce trafiła książka Kuna za kaloryferem autorstwa Adama Wajraka i Nurii Selvy Fernandez. Myślę, że niektórzy z Was znają tę książkę od dawna, wydanie, które ukazało się w tym miesiącu, jest uzupełnionym wznowieniem książki opublikowanej już jakiś czas temu. Dla nas było to pierwsze historie z tymi opowieściami. Ich bohaterami, oprócz autorów, są zwierzęta. Wszystkie potrzebowały pomocy człowieka. Pierwszym Adam Wajrak udzielił pomocy sam (albo z pomocą rodziców) w swoim warszawskim mieszkaniu. Kolejne spotkał na swojej drodze już po przeprowadzce do Białowieży. W ich domu szybko pojawiały się bociany, sowy, kuny, borsuki, wydry. Początek tej menażerii dały bociany. Wyrzucone z gniazda, chore, skrzywdzone przez człowieka. Z każdym z nich wiązała się jakaś smutna historia. Smutna, ale bardzo prawdziwa.



Na szczęście oprócz smutnych wydarzeń jest w tej książce również mnóstwo humoru. Bo zwierzęta bardzo przypominają ludzkie dzieci. Lubią psocić, chodzić własnymi ścieżkami i komplikować sprawy, które dorosłym (do niedawna) wydawały się proste. Wszystkie szybko kradły serca swoich opiekunów. I choć całkowicie dezorganizowały ich życie i dom, to pozwalano im na wiele. Prym wiodła wydra Julek. Podbił serca właścicieli od pierwszego wejrzenia. Nikt nie mógł mu się oprzeć, a on bez większych skrupułów to wykorzystywał. Odkręcał kurki w kranie, włączał prysznic i zmieniał dom swoich właścicieli w swój prywatny basen. 





Historia Julka to zdecydowanie nasza ulubiona opowieść z tej książki. Naprawdę trudno przejść obojętnie obok tak uroczego zwierzęcia, jak mała wydra. To jednak kwestia uczuć, bo jeśli miałabym podejść do sprawy obiektywnie i profesjonalnie, to powinnam napisać, że każda z historii warta jest przeczytania. Każdy miłośnik przyrody i zwierząt będzie tą książką oczarowany.




Do tej pory kojarzyłyśmy Adama Wajraka jedynie z psem Lolkiem (KLIK). Zakładałam, że jako mieszkaniec Puszczy Białowieskiej może mieć tych zwierząt więcej, a jako dziennikarz i fotograf może mieć w swoich zbiorach sporo ciekawych zdjęć przedstawiających zwierzęta w ich naturalnym środowisku. W tej książce o naturalne środowisko jest nieco trudniej, bo opisywane w niej zwierzęta żyją z ludźmi, ale ich opiekunowie robią wszystko, co w ich mocy, żeby stworzyć im miejsce, jak najbardziej podobne do tego, w którym normalnie żyją. Jak im się to wszystko udawało zrealizować? Tego dowiecie się z książki. Świetnej lektury dla całych rodzin. Przy jej lekturze możecie mieć tylko jeden problem i dylemat. Przeczytać ją od razu w całości albo delektować się przez kilka dni czytając codziennie rozdział lub dwa. My wybrałyśmy tę drugą opcję, ale nie będę ukrywać, że kiedy Tosia szła spać, podczytywałam w tajemnicy kolejne strony. Tak bardzo byłam ciekawa, co wydarzy się dalej.To najlepszy dowód na to, że Kuna za kaloryferem nie jest książką tylko dla dzieci. To książka dla wszystkich miłośników ciekawych historii.





Kuna za kaloryferem
Adam Wajrak
Nuria Selva Fernandez
AGORA 2020


Komentarze

  1. Fajna książka dla wielbicieli przyrody.Zwierzeta zawsze poprawiają mi nastrój. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam, ale dopiszę do listy. Książki o zwierzętach są zazwyczaj optymistyczne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo lubię zwierzęta więc coś dla mnie. Ciekawią mnie te smutne opowieści które opisujesz. Monika Flok

    OdpowiedzUsuń
  4. To dobrze, że oprócz smutnych są też wesołe momenty

    OdpowiedzUsuń
  5. Normalnie bym raczej na nią nie zwróciła uwagi ale teraz dopisuje do listy

    OdpowiedzUsuń
  6. Też bardzo chcielibyśmy odwiedzić kiedyś Białowieżę,a taka książka byłaby świetnym wprowadzeniem w tamtejsze klimaty :)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza