Podróże Tosi: Tatry z dzieckiem po raz trzeci (część druga)

Myślałam, że zmieszczę się w jednym wpisie, ale po opisaniu naszych wycieczek, doszłam do wniosku, że tekstu jest trochę za dużo, a wypadałoby przecież dodać jeszcze zdjęcia. Stąd podział na dwa wpisy, który świadczy też o tym, że wyjazd się udał! Tych, którzy nie czytali jeszcze pierwszej części naszych tegorocznych tatrzańskich wojaży, zachęcam do nadrobienia (KLIK), a tych, którzy już wiedzą, co robiliśmy w pierwszych dniach wyjazdu, zapraszam od razu na część drugą! 

 

Na środę mieliśmy bardzo konkretne plany. Udało nam się zapisać na wycieczkę w ramach PoSzlaków Rodzinnych. Wycieczka rozpoczęła się na Cyrhli. Naszym przewodnikiem był, edukator TPN, pan Marek Kot, z którym kilkunastoosobowa grupa małych i dużych turystów, ruszyła na poszukiwanie grubego zwierza (i nie tylko). Oglądaliśmy ślady działalności kornika drukarza, słuchaliśmy o różnych możliwościach wykorzystania kwitnącej teraz wierzbówki kiprzycy. Znaleźliśmy tropy wilka i kupę kuny leśnej. Dowiedzieliśmy się skąd pochodzi nazwa Psia Trawka. Dzieci dowiedziały się, czym są ponory i wywierzyska i czym jest sucha woda, która dała nazwę Dolinie Suchej Wody, przez którą przechodziliśmy. Wszystko w przemiłej atmosferze i niespiesznym tempie. Wycieczkę zakończyliśmy na Wielkiej Młace Pańszczyskiej, gdzie pan Marek opowiedział nam o torfowiskach i na pożegnanie wskazał różne możliwości kontynuowania wycieczki. My, zgodnie z pierwotnym planem, który powstał jeszcze przed wyjazdem, ruszyliśmy w kierunku Hali Gąsienicowej. Czarny szlak wiodący z Brzezin do schroniska Murowaniec nie jest specjalnie wymagający i widokowy, ale pozwolił nam po nieco ponad godzinie cieszyć się tamtejszą szarlotką. Ze względu na późną porę nie zajrzeliśmy w tym roku nad Czarny Staw Gąsienicowy, spędziliśmy za to sporo czasu na zachwycaniu się przepiękną Halą Gąsienicową, na której na początku sierpnia kwitnie wierzbówka kiprzyca. Do Kuźnic zeszliśmy żółtym szlakiem przez Dolinę Jaworzynki. Rok temu schodziliśmy z Hali Gąsienicowej szlakiem niebieskim przez Boczań i ta droga zdecydowanie bardziej przypadła nam do gustu. 

 



Czwartek poświęciliśmy na regenerację. Wjechałyśmy z Tosią wyciągiem na Butorowy Wierch, z którego przespacerowałyśmy się na Gubałówkę. Celem był znajdujący się tam tor saneczkowy. Niestety, nasze plany pokrzyżował ulewny deszcz. Tor nie działał, więc musiałyśmy zadowolić się jedzonym pod restauracyjnym parasolem grillowanym serkiem i kilkoma partyjkami cymbergaja. Z Gubałówki zjechałyśmy kolejką (w bardzo atrakcyjnej cenie możecie kupił łączony bilet na wyciąg i kolejkę). Na szczęście wieczorem deszcz przestał padać i mogłyśmy wybrać się do Kuźnic. Tam, w każdy czwartek, TPN organizuje kolejne PoSzlaki. Turyści mają szansę poznać historię tej wyjątkowej części Zakopanego. Najczęściej po prostu ją mijamy, w drodze na szlak albo do kolejki, która wozi turystów na Kasprowy Wierch. Jeden spacer z przewodnikiem wystarczył, żeby przekonać się jak niezwykłą historię ma to miejsce. Kiedyś mieściła się tu huta. Miałyśmy okazję poznać jej ciekawą historię. Wysłuchałyśmy również opowieści o ludziach związanych z Kuźnicami i Zakopanem. Jednym z najważniejszych był hrabia Władysław Zamoyski, który pod koniec XIX wieku kupił dobra zakopiańskie i zdecydował o całkowitej likwidacji huty i zrobił wiele, żeby ten teren uratować przed całkowitą degradacją. Zwiedzanie trwało nieco ponad godzinę. Niedosyt pozostał, bo miałabym ochotę poznać historię Kuźnic jeszcze lepiej. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko samej poszukać kolejnych informacji o tym wyjątkowym miejscu.

Następnego dnia ruszyliśmy na ostatnią górską wycieczkę. Był to niespieszny spacer w kierunku Polany Chochołowskiej. Miejsce docelowe wybrała Tosia. Do wyboru miała jeszcze Dolinę Kościeliska, ale Chochołowska i pasące się tam owce były dla niej znacznie bardziej kuszące. Pierwotnie (jeszcze przed przyjazdem do Zakopanego) planowaliśmy wyjść w góry znacznie wcześniej i pójść dalej na Grzesia. Ostatecznie jednak zrezygnowaliśmy z tego pomysłu i zdobywanie Grzesia przełożyliśmy na kolejny wyjazd. Niedosyt pozostał, ale wszystko przed nami i prędzej czy później na Grzesia też wejdziemy.



Ostatni dzień pod Tatrami to wizyta w Centrum Edukacji Przyrodniczej TPN. Tym razem nie przyciągnęły nas tam PoSzlaki, ale prezentowana w tym miejscu wystawa. Byłyśmy tam już zimą, ale teraz chciałyśmy pokazać to miejsce tacie Tosi. Wszyscy wyszliśmy zadowoleni. Świetna makieta Tatr, mądre filmy, różnorodna tematyka. To miejsce nie może się nie podobać. Powtórzę też to, co napisałam zimą, Centrum Edukacji Przyrodniczej TPN to miejsce, które powinien odwiedzić każdy, kto chce chodzić po Tatrach. Zwiedzanie trwa około godziny i gwarantuję Wam, że nie będzie to czas stracony. Po wyjściu z CEP rozdzieliśmy się. Tosia z tatą poszli odwiedzić świstaki mieszkające w Tatrzańskim Parku Edukacyjnym, ja ruszyłam do Willi Oksza (filii Muzeum Tatrzańskiego, w którym prezentowana jest sztuka XX wieku). Wszyscy byliśmy zadowoleni! 


I tak zakończyła się nasza kolejna wyprawa do Zakopanego. Są miejsca, których nie udało nam się odwiedzić. Czujemy pewien niedosyt, ale i wielką satysfakcję. Tosia, po raz kolejny, okazała się znakomitym piechurem. Biegała po kamieniach jak kozica i bez najmniejszej zadyszki. Widać, że daje jej to wiele radości. Tatry robią na niej wielkie wrażenie, chodzenie po nich sprawia jej przyjemność. Odkrywanie nowych miejsc i odwiedzanie tych już dobrze znanych bardzo ją cieszy. W tej sytuacji nie pozostaje nam nic innego, jak tylko wrócić w Tatry przy pierwszej możliwej okazji.

Komentarze

  1. Za rok planujemy góry. Morza juz mamy za dużo

    OdpowiedzUsuń
  2. Rewelacyjne widoki 😍 Super, że odpoczywacie aktywnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dawno nie byłam w Tatrach. Chętnie przeczytałam wpis.

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię góry, ale teraz nie mam możliwości wybrać się na górska wędrówkę

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę, że sporo osób skorzysta z tego wpisu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj marzy mi się wyjazd w góry dawno nie byłam

    OdpowiedzUsuń
  7. Extra wyprawa wakacyjna, ja chociaż mieszkam dość blisko Zakopanego i Tatr to nie odwiedzałam tego miejsca już przez kilka lat.

    OdpowiedzUsuń
  8. Co prawda w Zakopanem oraz na Gubałówce byłam nieraz, ale Kuźnic czy Willi Oksza jeszcze nigdy do tej pory nie odwiedziłam. Czytając jak ciekawe historie oraz przedmioty są związane z tymi miejscami, to przy kolejnej wizycie w Zakopanem będę musiała tam wstąpić ;) Mam tylko nadzieję, że nogi mnie nie zawiodą, z tego co widzę to będzie naprawdę sporo chodzenia. Dziękuję za ten wpis, z pewnością natchnął mnie do odwiedzenia nowych miejsc, które myślę, że zdołają mnie zachwycić. To aż dziwne, że w Polsce jest tak wiele pięknych miejsc, ale o wielu z nich nawet się nie słyszy. Wspaniale, że o nich wspominasz i w ten sposób popularyzujesz (jeśli to odpowiednie słowo) ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz