Lektura obowiązkowa na 11 listopada: "Poradnik małego patrioty" (Centrum Edukacji Dziecięcej)

Są takie sprawy, które dla dorosłych są oczywiste. Nikt nie zastanawia się myjąc zęby po śniadaniu po co to robi, bo każdy przecież wie, że robi się to dla zdrowia. Tłumaczenie niektórych trudnych kwestii mogłabym zrzucić na przedszkole, bo i tak o tym rozmawiają, ale nie chcę. A już na pewno nie chcę, żeby o kraju, w którym żyje uczyła się tylko tam.


Dziś Święto Niepodległości, od kilku lat Tosia przynosi z przedszkola własnoręcznie zrobione flagi albo kotyliony. Panie opowiadają im o barwach narodowych, pokazują godło, uczą hymnu. To samo staramy się robić w domu. Teraz powinno nam być jeszcze łatwiej, bo w naszej biblioteczce pojawił się Poradnik małego patrioty wydany przez Centrum Edukacji Dziecięcej w serii "Dzielni-samodzielni". O innej książce z tej serii mogliście przeczytać tutaj KLIK. O ile z tamtej dowiedzieć się można jak przewidywać pogodę i z czego zbudować namiot, to dzięki tej dzieci poznają Polskę.

Pierwsze strony to odpowiedzi na podstawowe pytania, czyli:
- gdzie właściwie jest Polska?
- co to znaczy być Polakiem?
- co to jest Polska?

Kolejny rozdział to informacje geograficzne, z niego dzieci dowiedzą się jak ukształtowany jest teren naszego kraju, które rzeki są najdłuższe, jak nazywają się największe miasta oraz gdzie leżą najwyższe góry. Dzieci zobaczą jak na przestrzeni lat zmieniały się granice Polski oraz z jakimi państwami graniczy dzisiaj. Tu również można przeczytać o najbardziej wyjątkowych regionach Polski, między innymi o Tatrach, Mazurach i Puszczy Białowieskiej. Kolejne rozdziały opowiadają o języku, skąd się wziął, jak się zmieniał i z jakich języków pożyczał słowa. Autor opowiada dzieciom o gwarach i języku urzędowym.
W części poświęconej historii czytamy o powstaniu Polski, o jej władcach i zmieniających się stolicach. O wojnach, które toczyli nasi przodkowie, a także o tym, jak Polska straciła, a po 123 latach odzyskała niepodległość. Wszystkie te trudne i często zawiłe sprawy opisane zostały prostym, ciekawym i zrozumiałym dla najmłodszego czytelnika językiem.
Smakoszy ucieszy rozdział o polskiej kuchni, sportowców o olimpijczykach, miłośników mody o strojach narodowych. Nie wiem, czy jest jakaś kwestia, która została w tej książce pominięta, bo napisano tu naprawdę o wszystkim. O tym, kto rządzi Polską, o wyborach, o organizacjach międzynarodowych, do których należy Polska, o województwach i charakterystycznych dla nich rejestracjach samochodów. Jest nawet rozdział o rodzimych wynalazkach i typowo polskich nazwiskach! Wszystkie poruszone kwestie uzupełniają liczne ilustracje i zdjęcia, bo to książka atrakcyjna i ciekawa nie tylko pod względem treści, ale również formy i grafiki.

Jak mówi tytuł jest to poradnik, więc informacje teoretyczne zostały uzupełnione praktycznymi. Stąd można się dowiedzieć, co trzeba zrobić, żeby zostać Polakiem, jakie dokumenty są potrzebne, żeby z niej wyjechać. Tutaj opisano również pamiątki, które warto przywieźć z różnych regionów naszego kraju. I oczywiście, jak głosi tytuł, nie brakuje tu porad dla małych patriotów. Dzięki tej książce będą wiedzieć, kim jest patriota, jakie święta narodowe powinien obchodzić i, jak powinien się zachowywać.

Aż trudno uwierzyć, że w jednej książce poruszono tyle tematów! To doskonała lektura nie tylko na święta narodowe, Poradnik małego patrioty powinien znaleźć się w każdej domowej, przedszkolnej i szkolnej bibliotece. Przecież te dzieci kiedyś dorosną i to one będą rządzić naszym krajem, a takie będą rzeczypospolite jakie ich młodzieży chowanie.









Poradnik małego patrioty
Marcin Przewoźnik
ilustracje Janusz Baszczak
Centrum Edukacji Dziecięcej, 2014
Wiek 6+



Środowe recenzje: "Maurycy i Mika podróżują przez pory roku i kontynenty" (Skrzat)



Wybierając książki dla dzieci zwracam uwagę na to, o czym są i jakim językiem zostały napisane. Są to kwestie niezwykle istotne dla mnie jako rodzica. Jednak Tosia zwraca uwagę na coś innego, ją interesują przede wszystkim ilustracje. Są książki, po które nie sięgnie, bez względu na to, jak bardzo zachęcałabym ją do lektury. Są również takie, na które jest zdecydowanie za mała, ale grafika tak ją zachwyca, że siedzę wieczorami i wybieram fragmenty dostosowane do jej wieku.

A jakie ilustracje lubię najbardziej? Oryginalne i malarskie szybko przyciągają moją uwagę. Lubię, kiedy książka jest kolorowa, ale nie lubię, kiedy jest pstrokata. Cenię książki, które mają ilustracje stworzone przez prawdziwego człowieka, nie lubię tych, w których obrazki wyglądają jakby stworzył je komputer. Dlaczego tyle piszę o ilustracjach? Bo chcę Wam przedstawić książkę, w której obrazki są tak piękne, że widzę je na ścianie dziecięcego pokoju.

Ale nie tylko grafika w tej książce zachwyca. Historia jest równie interesująca.


Oto Maurycy i Mika. Ten pierwszy jest dinozaurem, ta druga jest dziewczynką, która z dinozaurem się przyjaźni. Ta nietypowa para wyrusza na podbój świata, a w tę podróż zabiera wszystkich małych czytelników. Najpierw poznają pory roku. Maurycy i Mika przypominają czytelnikom, że podstawą każdej podróży jest spakowanie odpowiednich rzeczy. W plecaku dinozaura dostrzec można mapę, a w torbie jego towarzyszki banana i marchewkę. Ich podróż rozpoczyna się wiosną, kiedy przyroda budzi się do życia. Na drzewach zielenią się liście, niedźwiedź budzi się z zimowego snu, a na łące trwają porządki. Jest pięknie! Po wiośnie przychodzi lato. Maurycy i Mika siedzą nad brzegiem stawu i słuchają żabiej serenady, obserwują pszczoły, które zbierają nektar z kwiatów, a na plaży zajadają się lodami. Wspaniała perspektywa, zwłaszcza kiedy teraz spojrzy się za okno i na termometr ;) Kolejnym etapem ich podróży jest kusząca kolorami jesień, to wtedy wszystkie zwierzęta przygotowują się do mającej przyjść niedługo zimy. Niektóre ptaki odlatują do ciepłych krajów, jeże zbierają jabłka. Wszyscy zachwycają się tym, co dzieje się w przyrodzie, jak zmieniają się drzewa. Jeszcze niedawno zielone, dziś ich liście są żółte albo czerwone. Podróż Maurycego i Miki kończy się zimą. Otuleni szalikami cieszą się ze śniegu. Mimo chłodu wszyscy są szczęśliwi, dzieci zjeżdżają na sankach, lepią bałwany, rzucają się śnieżkami. Niedźwiedź śpi, a Mika i jej przyjaciel otulają go ciepłym kocem. Obudzi się wiosną…




Wkrótce oryginalna para przyjaciół wyrusza w kolejną podróż. Tym razem odwiedzają różne kontynenty i mieszkające na nich zwierzęta. W Europie przyglądają się żubrom, lisom, wróblom, wiewiórkom i łabędziom. W Afryce poznają zupełnie inne gatunki, wszystkie wydają im się nieco dziwne, bo niektóre zwierzęta mają trąby, inne rogi, są też takie z długimi szyjami. Azja to królestwo tygrysa, w Australii żyją kangury. Ameryka Południowa będzie odtąd kojarzyć im się z mrówkojadem i kolorowymi papugami, a Ameryka Północna z bielikiem amerykańskim. Ta podróż również kończy się włożeniem czapek i zawiązaniem szalików, bo Maurycy i Mika trafiają na Arktykę, gdzie wita ich niedźwiedź polarny, foka i pingwiny. Trochę im zazdroszczę tej wyprawy, sama chciałabym odwiedzić te wszystkie miejsca!






Uwielbiam tego uśmiechniętego dinozaura i jego sympatyczną przyjaciółkę, którzy nie bali się wyruszyć sami w tak daleką podróż. Trudno ich nie lubić. W książce nie ma wielu słów, dominują obrazy. I bardzo dobrze, bo dzięki temu główni adresaci tej opowieści mogą poznawać ją samodzielnie. Na każdej stronie czeka na nich niezwykła ilustracja, którą trudno się nie zachwycić. Są naprawdę bajeczne, oglądając je dzieci mogą tworzyć własne historie o wiewiórkach, które lepią bałwana, o grającym na gitarze lisie i o brykających po sawannie zebrach. Ograniczać będzie ich jedynie własna wyobraźnia.



Olga Dąbrowska stworzyła fantastyczną książkę. Pięknie wydana, świetnie napisana i, oczywiście, wspaniale zilustrowana. Naprawdę trudno się nią nie zachwycić, więc jeśli macie w domu albo w rodzinie jakiegoś dwulatka, z którym chcielibyście porozmawiać o zmienności pór roku albo o różnych gatunkach zwierząt, które żyją na świecie, sięgnijcie po tę książkę. Spędzicie z nią cudowne, długie godziny. Tosia, mimo tego, że pory roku wymienia jednym tchem, a zwierzęta domowe i egzotyczne rozróżnia bez problemu także zainteresowała się tą książką.
Bo czy jest na świecie osoba, która nie lubi ładnych książek? Ja o takiej nie słyszałam...

Maurycy i Mika podróżują przez pory roku i kontynenty
tekst i ilustracje Olga Dąbrowska
Wydawnictwo Skrzat, 2014
Wiek 2+

Za możliwość poznania książki dziękuję Autorce:)

Pojedziemy na Śląsk, mamy już nawet przewodnik! "Dzieci odkrywają Śląskie"

Zawsze po zakończeniu letniego urlopu planuję kolejny wakacyjny wyjazd. To zdecydowanie ułatwia mi wdrożenie się w codzienne obowiązki i minimalizuje ryzyko powakacyjnej depresji. W tym roku było podobnie, z tą małą różnicą, że wakacje 2017 chcemy spędzić w nowym miejscu, którego dotąd nie odwiedziliśmy razem.

Śląsk, a dokładnie Beskid Śląski odwiedziłam dwukrotnie. Po raz pierwszy w wieku dwóch lat, potem mając cztery. Co pamiętam z tego wyjazdu? Chatę Kawuloka, wycieczkę do źródeł Wisły, osę, która mnie użądliła, burzę, która złapała nas w górach, wyciąg na Czantorię, spacer na Równicę, figurę misia balansującego na piłce w Wiśle, wiszący most w Ustroniu. Dużo i mało, ale czasu minęło wiele, więc wspomnienia mogły się zatrzeć. Dlatego od dłuższego czasu myślałam o tym, żeby pojechać na wakacje w tamte rejony. Decyzja została podjęta, więc co jakiś czas przeglądam strony internetowe, czytam o atrakcjach turystycznych i oglądam pensjonaty. Zero koordynacji, pełen spontan. Ostatnio trafiłam na coś, co zdecydowanie planowanie wyjazdów na Śląsk może ułatwić. Mówię tu o niewielkich rozmiarów książeczce Dzieci odkrywają Śląskie. Subiektywny przewodnik dla rodzin z dziećmi po województwie śląskim autorstwa Barbary Salomon-Szympruch, którą możecie znać z bloga Podróże Hani (KLIK).

Najpierw o formie. Przewodnik jest lekki i wygodny w użytkowaniu. Nie jest ani szyty, ani klejony, tylko zrobiony w formie kołozeszytu. Dzięki temu łatwo się ją przegląda, bez ryzyka uszkodzenia (chyba że ktoś postanowi jedną stronę wyrwać). Na pierwszy rzut oka przypomina zeszyt z zapiskami z wakacji.

W przewodniku znajdziemy opisy najważniejszych miejsc w tym regionie. Nawet po pobieżnej lekturze wiedziałam, że na jednym wyjeździe się nie skończy. Na Śląsku jest za dużo do zobaczenia i wszystko wydaje mi ciekawe i atrakcyjne dla dziecka. Co więcej, wydawało nam się, że decyzja co do miejsca, w którym będziemy chcieli spać została podjęta, a tu okazuje się, że inne miejscowości mogłyby dawać nam większą wygodę codziennych wycieczek w inne miejsca regionu. W przewodniku opisano ponad dwadzieścia śląskich miejscowości. Na początku każdego rozdziału znalazła się mapa regionu, na której zaznaczono opisywaną miejscowość (największy punkt) oraz kilka innych stanowiących punkt odniesienia dla turystów, jest również informacja od dokładnych odległościach między miastami (zdecydowanie ułatwia to orientację i planowanie ewentualnych wycieczek). Potem następuje krótki opis danej miejscowości, szczypta historii, garść ciekawostek. Forma niedługa, zachęcająca i interesująca. W końcu docieramy do opisów konkretnych atrakcji. I tu się zaczyna, bo miejsc wartych odwiedzenia jest mnóstwo, a każde opisane tak ciekawie, że aż chce się od razu spakować plecak i tam pojechać. Cóż ciekawego dla nas znalazłam?

Po dokładnym przeczytaniu przewodnika na liście miejsc do odwiedzenia znalazły się między innymi:
Pszczyna (nazywana Perłą Górnego Śląska) - tam, oprócz zamku, czeka na turystów Pokazowa Zagroda Żubrów, Skansen Zagroda Wsi Pszczyńskiej oraz ławeczka księżnej Daisy.
Wracając z Pszczyny musimy odwiedzić Goczałkowice-Zdrój i kuszącą mnie od kilku miesięcy atrakcjami dla najmłodszych Warownię Pszczyńskich Rycerzy, Tosię powinny zachwycić również Ogrody Pokazowe Kapias.
Kolejnym miejscem, które na pewno odwiedzimy będzie Bielsko-Biała, bo tam znajduje się Studio Filmów Rysunkowych, a także pomniki Reksia oraz Bolka i Lolka, stamtąd można również wybrać się na wycieczkę na Kozią Górę lub Szyndzielnię.
Kuszą również Górki Małe, bo tam znajduje się Chlebowa Chata, w której można spróbować swoich sił w wypiekaniu podpłomyków.
Obowiązkowo odwiedzimy Cieszyn, żeby zrobić sobie zdjęcie przy romańskiej rotundzie św. Mikołaja (mam takie ze swojego dzieciństwa, czas żeby i Tosia mogła się pochwalić podobnym).
Jako miejsce do spania kuszą nas Ustroń i Wisła. W tym pierwszym znajduje się Leśny Park Niespodzianek (dzieci mogą tam zobaczyć mnóstwo zwierząt, wśród nich kozy, żubry, jelenie i sowy), stamtąd też najłatwiej udać się na Równicę i Czantorię. Wisła kusi możliwością zobaczenia skoczni narciarskiej oraz parku miniatur, w którym zamki i pałace zostały zbudowane z mozaikowych kosteczek, tu również można rozpocząć wspinaczkę na Baranią Górę.
Kuszą jeszcze Żywiec, Istebna i Koniaków. Szczerze mówiąc - kusi wszystko! Przewodnik rozpala chęć podróżowania. Opisy nie są długie, ale wystarczające i bardzo zachęcające.  Do tego zdjęcia. Dużo zdjęć, na wielu widać uśmiechnięte buzie małych turystów, które jeszcze bardziej utwierdzają mnie w tym, że to będą wspaniałe wakacje :)

Tak, wszystkie te informacje można znaleźć w Internecie, ale po takim przeszukiwaniu sieci zostaje kilka mniejszych i większych karteczek z notatkami, które łatwo zgubić albo zapomnieć wziąć z domu wyjeżdżając na wakacje. A tutaj wszystko, co najważniejsze zostało zebrane w jednej książce. Jak podkreślałam na początku, lekkiej i niedużej, a to przy okazji wyjazdów jest ważne. Bo nawet jeśli podróżujemy samochodem, to ile dodatkowych rzeczy chce Wam się zabierać? Ja staram się ograniczyć do minimum i te cięższe rzeczy zostawiać, ale Dzieci odkrywają Śląskie. Subiektywny przewodnik dla rodzin z dziećmi po województwie śląskim zabierzemy na pewno!








Dzieci odkrywają Śląskie. 
Subiektywny przewodnik dla rodzin z dziećmi po województwie śląskim
Barbary Salomon-Szympruch

zamówić możecie go TUTAJ

Podwórkowa banda, czyli "Dziób w dziób" (Tashka)

Zacznę od wyznania - panicznie boję się gołębi. Boję się ich tak bardzo, że mogę przejść na drugą stronę ulicy, gdy ptaki opanowały chodnik. Zdarzało mi się nie wejść na podwórko, na którym stado gołębi spożywało posiłek. Ci, z którymi idę ulicą lub siedzę na ławce w parku muszą tupać nogami i przepędzać ptaki, które pojawiają się w pobliżu. Ja się spinam, nie ruszam i jestem gotowa na ich widok wybuchnąć płaczem. A jednak kilka miesięcy temu w moim życiu pojawiła się banda gołębi, której się, po pierwsze nie boję, a po drugie, którą bardzo lubię! 


O tej bandzie po raz pierwszy pisałam tutaj KLIK, wtedy to wybrałyśmy się do poznańskiego Teatru Animacji na spektakl Dziób w dziób. Byłyśmy zachwycone, przedstawienie mądre, dowcipne, z piękną scenografią i fantastycznymi lalkami. Kilka dni później dowiedziałam się, że wydawnictwo TASHKA wydało książkę Dziób w dziób. Szkicownik scenografa. Długo wahałam się, czy kupić ją Tosi, bo w książce znajduje się dramat Maliny Prześlugi, na podstawie, którego powstał spektakl. Dla mnie czytanie dramatów problemem nie jest (w końcu z wykształcenia jestem teatrologiem), ale czytanie ich dziecku jest znacznie trudniejsze.

Tosia jednak była uparta i w każdej księgarni, w której był Dziób w dziób oglądała go długo i dokładnie, a potem prosiła, żeby jej tę książkę kupić. W końcu wyprosiła i ta niewielkich rozmiarów książka pojawiła się w naszym domu. Czy żałuję, że uległam namowom dziecka? Absolutnie nie! Radzimy sobie jakoś z czytaniem dramatu, Tosia sporą część tekstu zna już na pamięć, więc dopowiada kolejne kwestie. Co więcej, kiedy już rozkminiła, która główka odpowiada któremu gołębiowi próbuje "czytać" sama. A kiedy nie czyta, ogląda obrazki. A te są niesamowite. Przedstawiają kolejne etapy tworzenia lalek  oraz scenografii i jednocześnie zaprasza czytelnika do teatralnej kuchni. Są zdjęcia z prób! Poza tym z tej części dowiedzieć się można w jaki sposób animuje się olbrzymią kotkę Dolores i jak wygląda niewidoczny brat wróbla Przemka. Rysunki zachwycają! Każdy bohater narysowany został w kilku różnych pozach, trochę przypominają mi one zdjęcia z policyjnych kartotek. Może coś w tym jest, przecież gołębie stworzyły bandę

Warto mieć tę książkę dla samego wyglądu. Jest piękna, trudno się nią nie zachwycić. Ale przede wszystkim warto ją znać ze względu na przesłanie, które ze sobą niesie. Bo Dziób w dziób to opowieść o przyjaźni, o wartościach i tolerancji. Początek sztuki jest dość dramatyczny, banda gołębi znajduje się w kryzysie. Kot pożarł Janusza. Gołębie chcą pomścić kumpla i obmyślają plan. W tym przeszkadza im jednak dobroduszny wróbel Przemek. Odmieniec, który do żadnej bandy nie należy, co więcej został odrzucony przez swoich, bo podobno (tak powiedziała mu matka) wyrzucił z gniazda swojego brata. Przemek chciałby dołączyć do gołębi, ale one nie chcą do tego dopuścić. Jak to się wszystko skończy, co z tym kotem i właściwie gdzie jest Janusz?! Dolores twierdzi, że go nie zjadła, bo na pewno miał pchły. Sytuacja staje się dramatyczna, gołębie są zdeterminowane, muszą znaleźć mordercę Janusza! Rozlew krwi wydaje się nieunikniony!

Dziób w dziób bawi i skłania do myślenia. Lubię wracać do tej historii, bo jest po prostu mądra. Lubię oglądać tę książkę, bo jest naprawdę ładna! Formatem przypomina notes (w końcu jak czytamy w podtytule jest to "szkicownik scenografa"), ilustracje przykuwają uwagę i pobudzają wyobraźnię. Cieszę się, że ukazała się taka książka, bo można z jej pomocą wprowadzić dziecko w świat teatru. 

Możemy liczyć na to, że będziecie razem z nami poznawać ten magiczny świat?











Tak, tak, uwielbiamy Dziób w dziób. Uwielbiamy do tego stopnia, że jutro znowu idziemy obejrzeć to przedstawienie w teatrze ;)




Dziób w dziób. Notatnik scenografa
Malina Prześluga
ilustracje Robert Romanowicz
TASHKA, 2016
Wiek 5+




Środowe recenzje: Trochę o książce "Złota księga bajek. Tomek i przyjaciele" (Egmont) , trochę o filmie "Tomek i przyjaciele. Wielki wyścig"

Takich książek Tosia ma w domu niewiele. Było ich więcej, kiedy była mała i była na etapie fascynacji jakąś bajką. Teraz tego typu książki wypożyczamy z biblioteki i odnoszę wrażenie, że Tosi posiadanie jej w domu przez miesiąc w zupełności wystarcza. Obok tej nie mogłam jednak przejść obojętnie, wiedziałam, że od pierwszego dnia stanie się ulubioną lekturą Tosi i "dziadka od parowozów". Nie pomyliłam się!


A wszystko zaczęło się w pewien zimowy dzień, który dwuletnia Tosia spędziła z dziadkiem, bo tata musiał wyjechać, a mama i babcia poszły na zakupy. Wtedy to dziadek wspomógł się "wielkim youtubem", ale nie pokazywał jej bajek, oni oglądali filmiki z pociągami. Potem oglądali albumy ze zdjęciami parowozów i zdjęcia lokomotyw w internecie. Kolejnym etapem było poznanie bajki Tomek i przyjaciele. Wtedy dziecko (płci żeńskiej - przypominam) przepadło na dobre. W naszym domu zaczęły pojawiać się lokomotywy, kolorowanki i gadżety związane z tą bajką. Ta fascynacja trwa do dzisiaj, nie jest już tak silna jak dwa lata temu, ale Tosia jadąc do dziadka zawsze wrzuca do plecaka lokomotywy, kiedy w telewizji widzi bajkę o Tomku chce ją obejrzeć, tak samo jest z filmami pełnometrażowymi. Od nich rozpoczęła się jej przygoda z kinem, która trwa do dzisiaj.

W minioną sobotę obejrzałyśmy Tomek i przyjaciele: Wielki wyścig, który swoją premierę miał 23 października. Tym razem na wyspie Sodor gruchnęła wieść o Wielki Pokaz Kolejowy, która odbywa się na kontynencie. Każdy chce wziąć w nim udział, Gabryś, bo jest najszybszy, Kuba, bo ma najpiękniejszy lakier i oczywiście Tomek, bo jest lokomotywą z nr 1! Każdy próbował udowodnić Grubemu Zawiadowcy, że to właśnie on powinien wziąć udział w paradzie. Tomek podsuwał mu kolejne pomysły na udoskonalenie lokomotyw, które miałyby reprezentować Sodor, niestety Gruby Zawiadowca remontuje i upiększa innych... Czy Tomek ma szansę pojechać na kontynent? Kiedy wydaje się, że tak, na jego drodze staje Dizel...
Lubię serię bajek o Tomku za wartości, które przekazuje dzieciom. To od lokomotyw z wyspy Sodor uczą się tego, że warto współpracować, być sobą, być uczciwym i nieść pomoc innym. W Wielkim wyścigu nacisk położony jest właśnie na bycie sobą, bo na paradę może pojechać kilka lokomotyw, a każda z nich jest inna i ma inne umiejętności.

Z tych właśnie powodów w biblioteczce Tosi pojawiła się Złota księga bajek. Tomek i przyjaciele. W książce znalazło się trzynaście historii, które wszyscy fani lokomotyw z Sodoru będą znać z telewizyjnych bajek. Jest opowieść o tym, jak na wyspę Sodor przybył fotograf, który miał zrobić zdjęcia wszystkim lokomotywom. Opowieść o dniu, w który Kuba został lokomotywą ratunkową, a także moją ulubioną o wyprawie Tomka i Edka na Wyspę Mgieł. Historie nie są długie, a na każdej stronie znajdują się również duże zdjęcia.
Książka nie jest duża, nie jest ciężka, więc łatwo wziąć ją ze sobą na wycieczkę albo do lekarza. Ciekawe opowiadania o sympatycznej lokomotywie umilą czas wszystkim dzieciom. Również cena (34,99 zł) jest zachęcająca, bo przecież dostajemy trzynaście opowieści w jednym tomie! Trzynaście mądrych opowieści, które mogą stać się punktem wyjścia do rozmowy na ważne tematy, dotyczące przyjaźni, współpracy, różnorodności charakterów.

To lektura na kilka długich, jesiennych wieczorów. Zachęci do czytania (albo słuchania) książek nawet te dzieci, które za książkami nie przepadają. Bo nie wiem, czy wiecie, ale w tej serii znaleźć można opowieści nie tylko o Tomku, ale także, między innymi, o Maszy i Niedźwiedziu, Bobie Budowniczym oraz Barbie. Każdy znajdzie coś dla siebie:)

A Wasze dzieci lubią książki o swoich ulubieńcach? Kolekcjonujecie takie tytuły?



Złota księga bajek. Tomek i przyjaciele
tłumaczenie Aleksandra Ożarowska
Egmont, 2016