O tym, jak moje dziecko polubiło jajka (seria "Liczę sobie" poziom 1, Egmont)

Mała Tosia jadła wszystko, co trafiło na jej talerz albo do jej miseczki. Z czasem wyrabiała sobie gust i niektóre rzeczy jadła chętniej, niektórej mniej chętnie, a pojawiły się również takie, których jedzenia stanowczo odmówiła. Do grona tych ostatnich trafiły jajka. Sprawa wydawała się przegrana, ale kilka tygodni temu zmieniło się wszystko i jajka są teraz stałym elementem jej menu. Co takiego się wydarzyło?

Seria Liczę sobie z wydawnictwa Egmont zwróciła moją uwagę przy okazji poszukiwań prezentów na kolejne przedszkolne urodziny. Kojarzyłam serię Czytam sobie, ale ta, zupełnie nowa, wydała mi się równie interesująca i nawet nie wiedziałam, że tak bardzo zmieni nasze życie.
Na okładce można przeczytać, że jest to trzypoziomowa seria rozwijająca zdolności matematyczne u dzieci w wieku od 4 do 9 lat. Ja wybrałam poziom pierwszy Otwórz oczy, który przygotowuje dzieci w wieku przedszkolnym do nauki matematyki w szkole, podsuwając zabawy i zadania, które pokazują jak ciekawe może być matematyczne patrzenie na świat. Bo matematyka jest wokół nas. Dwa kolejne poziomy to Odważ się myśleć dla dzieci, które rozpoczynają naukę w szkole podstawowej oraz Zmierz się ze światem, dla najodważniejszych uczniów pierwszych klas podstawówek. 
Każdy z poziomów ma innego bohatera, pierwszy, który zagościł w naszym domu opisuje przygody Króla Gromoryka, który jest dość nietypowym królem. Jego przygody zaskakują i naprawdę skłaniają do myślenia! Na poziomie drugim bohaterem jest robot Fredek, na trzecim sympatyczne szczurki.

Do tej pory ukazały się dwie książeczki na tym poziomie, Król Gromoryk i zagadkowy smok oraz Król Gromoryk i jajko na miękko. My lekturę, zupełnie przypadkowo, zaczęłyśmy od tej drugiej, ale gdybyśmy chciały czytać je zgodnie z chronologią wydarzeń, powinnyśmy zacząć od smoka. W niej bowiem do zamku Gromoryka wprowadza się nowy mieszkaniec, który potem będzie mu dzielnie asystował przy gotowaniu jajek na miękko. Wcześniej jednak niemiłosiernie wystraszył króla i sprawił, że w zamku rozpoczęto poszukiwania najprawdziwszego smoka. Smok okazuje się jednak kotem, którego królowa Dobrochna, żona króla Gromoryka postanowiła przygarnąć. Król, który nic o miłosiernym sercu Dobrochny nie wiedział, w poszukiwaniu smoka biega po zamku zasłaniając się poduszką spod której wystają mu jedynie nogi. Pojawia się nawet nadworny lekarz, doktor Pigułka i próbuje dowiedzieć się, jak wyglądał ten straszny smok, którego widział król. Lekarz i królowa oddychają z ulgą, kiedy okazuje się, że król mówił tylko o smoku, który mu się przyśnił i po zamku nie grasuje żaden potwór. Grasuje jedynie bury kot, który od innych przedstawicieli swojego gatunku różni się jedynie tym, że gada. I ten właśnie kot, zwany Gadułą wraz z Gromorykiem, w drugiej książce z tej serii, gotuje jajka na miękko, kiedy królowa Dobrochna wyjeżdża za zamku. Okazuje się to niezwykle trudne, bo król nie jest zbyt zaradny, a kot jak to kot, może i teorię zna, ale z praktyką nie radzi sobie zupełnie, choć twierdzi, że kiedyś był nadwornym kucharzem w krainie wielkich ptaków. A jego popisowym daniem były właśnie jajka na miękko. I może nawet jest w tym ziarno prawdy, bo Gromoryk nie wie, gdzie szukać jajek, a kot od razu kieruje go do lodówki, tam jednak sprawa się komplikuje, bo jajka są zbyt wysoko i nie mogą ich dosięgnąć. W końcu Gaduła wskakuje na ramiona króla, wyciąga jajka z lodówki i je rozbija. Nie przejmuje się tym zbytnio, a nawet zapewnia króla, że skorupki uda się skleić, a potem napełnią je tym, co się wylało. Jak myślicie, czy udało się osiągnąć zamierzony efekt i w końcu zjeść śniadanie? Zapewniam, że głodni nie chodzili, a i moje dziecko po przeczytaniu tej książki zamarzyło o jajkach na miękko:)

Opowieść o królu Gromoryku, królowej Dobrochnie i kocie Gadule to jednak nie wszystko, bo oprócz historii są w tej książce również zadania matematyczne. Znajdują się one na dole każdej strony albo na osobnej stronie (tych jest oczywiście znacznie mniej). Nie polegają one jednak na dodawaniu i odejmowaniu, ale na rozwijaniu zdolności logicznego myślenia. Bo to właśnie nie tylko o liczenie tu chodzi, bo przecież zanim dziecko zacznie rozwiązywać skomplikowane działania, musi po prostu zacząć dostrzegać i rozumieć niektóre procesy. 
A jakie zadania czekają na czytelników? Dzieci muszą wskazać na przykład największą i najmniejszą gąsienicę, muszą ułożyć sekwencję obrazków, dorysować brakujące elementy na talerzu albo połączyć w pary rozrzucone ubrania. Część zadań rozwiązuje się korzystając z dołączonych do książki naklejek. Znacie dziecko, które ich nie lubi? Ja nie znam!
A kto wszystkie zadania rozwiąże i naklejki wszystkie przyklei, dostanie dyplom, który czeka na końcu książki na tych, którzy "mierzą wyżej"! 

Ostatnią ważną informacją, o której muszę wspomnieć, jest nazwisko autora serii książek o Gromoryku. Jest nim dobrze wszystkim znany Wojciech Widłak. Nie jest to, więc nudna książka o matematyce, ale fantastyczna, przezabawna opowieść, napisana przez wybitnego autora literatury dziecięcej. Autorką ilustracji jest Ewa Poklewska-Koziełło, która stworzyła obrazki ciekawe, dowcipne i wspaniale uzupełniające opowieść. Równie ważne są w tych książkach zdania matematyczne, których autorką jest Anna Boboryk.

Przetestowaliśmy te książki na wyjazdach. Mimo niewielkich rozmiarów zawierają w sobie bardzo dużo, zajęły Tosię naprawdę na długo. Bo najpierw przeczytałyśmy opowieść o Gromoryku, a potem zaczęło się rozwiązywanie zadań, a tutaj starałam się nie podpowiadać, ale skłaniać ją do samodzielnego myślenia i poszukiwania odpowiedzi. Oceniam tę serię bardzo wysoko i nie szczędzę jej ciepłych słów, bo to naprawdę coś nowego, ciekawego i oryginalnego. Na razie znamy tylko jeden poziom, ale myślę, że niedługo sięgniemy po kolejne, bo nawet jeśli Tosia jest za mała na rozwiązywanie zadań, to powinny spodobać jej się same opowiadania. Seria Liczę sobie na pewno zagości w naszym domu na długo. Ciekawie łączy naukę z zabawą, na długo skupia uwagę naszego przedszkolaka, a Tosia sama chętnie do nich wraca. Czego chcieć więcej? Chyba tylko kolejnych tomów na poziomie 1 :)










Król Gromoryk i zagadkowy smok
Król Gromoryk i jajko na miękko
(seria Liczę sobie, poziom 1)

Wojciech Widałak
zabawy i zadania matematyczne Anna Boboryk
ilustracje Ewa Poklewska-Koziełło
Egmont Edukacyjny, 2016
Wiek 4+

Środowe recenzje: Jakie to szczęście, że cię znalazłem (Wydawnictwo Adamada)

Dziś książka tak piękna, mądra i życiowa, że bez wahania można czytać ją dziecku, ale z równie wielką przyjemnością przeczyta ją każdy dorosły. Ba! Uważam, że wielu dorosłych ucieszyłoby się nawet z takiego prezentu. To książka o najpiękniejszym i najbardziej niesamowitym uczuciu, jakiego doświadczamy w życiu. To po prostu książka o miłości, jej poszukiwaniu, odkrywaniu i pielęgnowaniu. 

Każdego ranka Kicek pełen przeczuć wypatrywał 
czegoś w nieskończonej dali, jaka się przed nim
rozpościerała. Czego dokładnie wypatrywał Kicek,
tego sam nie wiedział. Po prosty wypatrywał i już.
Ale nie umiał zbyt długo wysiedzieć w jednym miejscu.

Kicek to oczywiście zając, główny bohater tej opowieści. Zając ma długi tułów, długie łapy, wąsy i uszy. Jedynie ogonek ma krótki, ale taki mają przecież wszystkie zające, więc Kicek się spośród z nich specjalnie nie wyróżnia. Wyróżnia go jednak niesamowite zamiłowanie do kicania, wtedy czuje się najlepiej. Dłuższymi i krótszymi susami przemierza dobrze sobie znane ścieżki. Dokąd kica? Tam, dokąd prowadzi go jego węch. A nos Kicka prowadzi go zawsze do miejsc, w których rosną największe przysmaki. Najczęściej trafia na pole pełne marchewek, bo to je najbardziej lubi. Z pełnym brzuchem kica w stronę dobrze sobie znanej jodły, bo po jodłą Kickowi odpoczywa się najlepiej. Jego nos szybko wyczuwa jakiś nowy, interesujący zapach i zajączek kica dalej.
I ta było każdego dnia...
Węszenie 
kicanie 
chrupanie
krótka chwila wytchnienia pod wielką jodłą
węszenie
kicanie 
chrupanie...
... i Kicek był bardzo z tego zadowolony.

Przychodzi jednak dzień, w którym wszystko się zmienia, bo
pewnego letniego wieczoru, jego nosek wyczuł coś całkiem,
ale to całkiem innego. Nie był to znajomy zapach słodkich marchewek.
Nieee, ten zapach był zupełnie nowy... tajemniczy i nie do odparcia!

I Kicek pomknął za tym zapachem
jak strzała wypuszczona z łuku.

Dokąd dotarł Kicek? Tak, dobrze się domyślacie do zajączkowej dziewczynki. Od tej chwili on i Zuza stają się nierozłączni i razem przemierzają świat. Zgadzają się we wszystkim, lubią te same rzeczy i często powtarzają słowa Jakie to szczęście, że cię znalazłem
Piękne, prawda?

Mnie za serce najbardziej chwyciła ostatnia strona, w której Kicek opowiada innym, zgromadzonym przy ognisku zwierzętom w jaki sposób poznał Zuzę. To najlepsze podsumowanie i zakończenie tej pięknej historii o miłości, potrzebie posiadania obok siebie innej, życzliwej osoby.

Jakie to szczęście, że cię znalazłem to książka o życiu, o dojrzewaniu, o umiejętności dostrzegania wokół siebie rzeczy niezwykłych. To książka, która otwiera oczy i pozwala inaczej spojrzeć na rzeczywistość. Dlatego powinny przeczytać ją nie tylko dzieci, ale także i rodzice! A przyjemność będzie nie tylko z czytania, ale i z oglądania tej książki, bo ilustracje (jak zwykle w przypadku tego autora, którym jest Guido van Genechten) są niezwykłe. Każda strona kipi kolorami! To wielka radość i wielka przyjemność móc trzymać w rękach taką książkę! Moim zdaniem zachęci do zanurzenia się w świat literatury nawet najbardziej sceptycznych:)








 Jakie to szczęście, że cię znalazłem
tekst i ilustracje Guido van Genechten 
tłumaczenie Ryszard Turczyn
Wiek 5+


Niebieska niedźwiedzica

Książka rozpoczyna się od radosnego, ale i pełnego napięcia wydarzenia. W pewnej niedźwiedziej rodzinie na świat przychodzi dziecko. Rodzice tulą je czule w oczekiwaniu na przybycie Króla, wedle tradycji to on, jako pierwszy powinien zobaczyć nowo narodzone niedźwiedziątko. To on, obejrzawszy je, wyprawia wielką ucztę na cześć maleństwa.
Ach, cóż to były za biesiady! Stoły pełne smakołyków, okrzyki podziwy, pieśni ułożone specjalnie na tę okazję, prezenty... 
Król, mruczący coś pod nosem, olbrzymi niedźwiedź, od razu sprawia wrażenie nadętego i aroganckiego. Nie odwzajemnia powitania, od razu kieruje się w stronę kołyski i wpada w złość. Maleńkie niedźwiedziątko jest niebieskie! Takiej plamy na niedźwiedzim honorze, on - Król, zaakceptować nie może. Oznajmia rodzicom, że żadnej uczty nie będzie, bo te organizowane są tylko dla prawdziwych niedźwiedzi, a oni mają coś zrobić z tym niebieskim dziwadłem.
Gdyby Król Niedźwiedzi miał na nosie cudowne okulary, które dostał - podobnie jak jego ojciec, dziad i pradziad - w dniu koronacji, zobaczyłby, jak jego słowa spadają na ziemię, a potem toczą się daleko, daleko w świat, zostawiając wypalone w trawie ślady. Gdyby Król miał cudowne okulary, na pewno by to zauważył. Ale on włożył je tylko jeden jedyny raz - w dniu koronacji. I wtedy ujrzał, że nie wszyscy jego poddani są szczęśliwi.

Dlatego przestał je nosić i przestał zauważać problemy poddanych. Sam czuł się z siebie zadowolony, sam, swoimi słowami często sprawiał im ból. On jednak nie chce tego widzieć, aż do dnia, w którym z krainy, którą włada uciekają wszystkie kolory. Co takiego się stało?
Kilka dni wcześniej Azul, czyli tytułowa niedźwiedzica, została zraniona tak mocno, że jej rodzice podjęli decyzję o opuszczeniu swojego domu i przeniesieniu się do krainy, w której
mieszkały żółte krokodyle, pasiaste hipopotamy, bezogoniaste lwy i mnóstwo różnych niezwykłych stworzeń. Każdy mógł tam zamieszkać, no, prawie każdy, bo dziki o wielkich kłach musiały odejść. Jednak wcale nie dlatego, że miały wielkie kły, ale dlatego, że zaczepiały mniejsze zwierzęta i kradły im pożywienie.  
Tutaj nikt nie śmiał się z Azul, nikt jej nie dokuczał, nie obrażał, nie odsuwał od zabawy, tak jak robiły to koleżanki z Niedźwiedziej Doliny.
Ale po odejściu rodziny Azul, Niedźwiedzia Dolina zmieniła się nie do poznania. Trawa przestała rosnąć, kwiaty szybko przekwitały, niebo poszarzało, a woda w jeziorze wyglądała na brudną. Mieszkańcy poszli, więc do Króla, a ten wysłuchawszy ich, wysłał jednego ze swoich doradców do Mędrca z Lasu. Mędrzec nie chciał z nim rozmawiać, domagał się, żeby Król sam do niego przyszedł. A kiedy ten wreszcie zdecydował się do niego przyjść, musiał wysłuchać wielu przykrych rzeczy na temat siebie i swoich rządów. Musiał również odnaleźć swoje okulary i włożyć je na nos. Co zobaczył? Dzień, w którym wyśmiał Azul, w którym pierwszy raz zranił ich rodziców, a potem kolejne dni, tygodnie i miesiące, w których niebieską niedźwiedzicę ranili inni.
A potem zobaczył, jak rodzina Azul odchodzi, a razem z nimi odpływa znad Niebieskiej Doliny kolorowa mgła. Nic więcej już nie widział, bo łzy przysłoniły mu świat.
Odszedł od Mędrca i wyruszył na poszukiwanie Azul. Czy ją znalazł? Czy udało mu się namówić ją i jej rodziców do powrotu? I wreszcie, czy czegoś go ta podróż nauczyła?
O tym wszystkim można przeczytać w książce Niebieska niedźwiedzica. W książce trudnej, bolesnej, a jednocześnie niezwykle pięknej i mądrej. W książce z tak głębokim i mądrym przesłaniem, że każdy, nawet dorosły, powinien ją znać. Żeby już zawsze pamiętać o tym, jak wielką moc mają słowa, jak potrafią cieszyć, ale i jak potrafią ranić. Czasem brakuje nam empatii, za szybko się denerwujemy, oceniamy, odrzucamy, krzywdzimy innych. A może wystarczyłoby się na chwilę zatrzymać, pomyśleć, włożyć na noc wyimaginowane okulary, dzięki którym można widzieć więcej? Tę umiejętność warto rozwijać w sobie i w swoich dzieciach, niech one też patrzą na innych z czułością, niech będą delikatne, wrażliwe i empatyczne.
My bardzo polubiliśmy Azul, jej rodzinę i całą tę mądra, choć momentami smutną historię o rodzinie przyjaźni, akceptacji, o tym wszystkim, co w życiu ważne, a może i najważniejsze!






Niebieska niedźwiedzica
Joanna M. Chmielewska
ilustracje Jona Jung
Wydawnictwo Bajka, 2012
Wiek 5+

Środowe recenzje: Kolorowa historia ("Zamki w Polsce" i "Historia Polski", FK Wydawnictwo Olesiejuk)

Kto czyta wszystkie recenzje i podgląda nas na Instagramie, ten wie, że w tym roku serca naszej rodziny skradły kolorowanki Wydawnictwa Olesiejuk. Nie są to jednak zwykłe kolorowanki z księżniczkami, zwierzątkami albo roślinami. To są kolorowanki poświęcone Polsce, kolorowanki tak edukacyjne, że drugich takich na rynku nie ma! Kiedy myślałam, że kupiliśmy już wszystkie, na FB wydawnictwo ogłosiło, że dostępne są kolejne. Pierwsza to Zamki w Polsce, dzięki której wyruszyć można na wyprawę dookoła Polski, a druga to Historia Polski, czyli fascynująca podróż w przeszłość dla najmłodszych.


Jako pierwsze moją uwagę przykuły Zamki w Polsce. Wakacje sprzyjają podróżom, a Tosia oprócz prawdziwych podróży, lubi również te palcem po mapie. Wiedziałam, żek olorowanka z zamkami spodoba się jej podwójnie. Po pierwsze, będzie mogła pokolorować te, które już widziała (Zamek w Malborku, w Gniewie, Zamek Bolków, Zamek Królewski w Warszawie), te, które zobaczy już niedługo (Wawel oraz Zamek w Kórniku). 

W Polsce jest ponad 400 zamków. W naszej książce starczyło miejsca tylko na 22, 
ale wszystkie warte są odwiedzenia. Poznaj ich dzieje i legendy,
 pokoloruj obrazki i uczyń naszą historię jeszcze piękniejszą.

Takimi słowami zachęca wydawca. Ale jak na jednej stronie zmieścić całą historię danego obiektu? Okazuje się, że jeśli ktoś ma dobry pomysł, zrobi to bez problemu. Bo zamek do kolorowania to tylko jeden element ogromnej kolorowanki (książka ma format A3), oprócz niego znalazły się tam również osoby związane z tą budowlą (na przykład księżniczka Daisy, która mieszkała w Książu, Teofila z Działyńskich Szołdrska - Potulicka, czyli Biała Dama z Kórnika) oraz obrazki przedstawiające legendy (jest Smok Wawelski, Janosik, który miał być więziony na zamku w Niedzicy), są duchy, które powinny mieszkać w każdym prawdziwym zamku (czyli wspomniana już Biała Dama z Kórnika oraz Biała Dama z Zamku Czocha, Duch Rycerza z Zamku w Łagowie, który podobno ukazuje się tylko mężczyznom, duch szlachcica z Zamku Olsztyńskiego, który nie dotrzymał danego królowi słowa i teraz pokutuje na zamkowych korytarzach). Została ukazana również ewolucja zamków. Nie brakuje portretów królów, których życie było związane z daną budowlą, z umieszczonych pod rysunkami opisów można się dowiedzieć, czy zamek był stałą siedzibą danego władcy, czy może pojawił się tam przejazdem.
Na początku kolorowanki znajduje się mapa Polski, na której zaznaczono wszystkie przedstawione budowle. Małe mapy są również na każdej stronie, tam też szukać należy nazw miejscowości i województw, w których zobaczyć można zamki.
Ta kolorowanka kipi wiedzą, wiedzą, którą mogą zdobywać nawet przedszkolaki. To może być tak, jak w naszym przypadku uzupełnienie wycieczek, ale równie dobrze sprawdzi się w zimowe wieczory.
 
 
 
 
 

Druga kolorowanka to Historia Polski. Wielka podróż od czasów Piastów do współczesności. Mnóstwo obrazków, opisów, dat, ważnych postaci. Czy to nie jest nużące albo zbyt trudne dla dzieci? Absolutnie nie, forma jest prosta i przyjazna najmłodszym. Przecież przedszkolak nie musi z pamięci umieć wymienić wszystkich władców z podziałem na dynastie, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wiedział, kim był Mieszko I, Stańczyk, który król opuścił Polskę, żeby zostać władcą Francji, kto przyczynił się do odzyskania przez nasz kraj niepodległości. Kolorowanka prowadzi dzieci przez wszystkie epoki, żeby w końcu dotrzeć do czasów współczesnych. Są rysunki związane z czasami PRL-u, powstaniem opozycji, narodzinami "Solidarności". Są polscy nobliści, oprócz Henryka Sienkiewicza, Marii Skłodowskiej-Curie oraz Czesława Miłosza, jest również rysunek przedstawiający Józefa Rotblata. Słyszeliście kiedyś o tym nobliście polskiego pochodzenia? Nie? To koniecznie poszukajcie informacji na jego temat! Ostatnie strony to cztery małe mapy, które pokazują jak zmieniały się granice Polski na przestrzeni wieków, duży rysunek najważniejszego polskiego pałacu, czyli Pałacu Prezydenckiego oraz portrety królów i książąt polskich, które trzeba nie tylko pokolorować, ale i ułożyć w odpowiedniej kolejności. Trudne? Po dokładnym zapoznaniu się z tą kolorowanką nikt nie powinien mieć z tym problemów!
Faktów i ciekawostek nie brakuje. Najważniejsze bitwy, sławni Polacy, pisarze, kompozytorzy. Premierzy i prezydenci, księża, którzy odegrali ważną rolę historyczną. Rycerze, żołnierze, rozwój i ewolucja wojskowości, od koni po czołgi i samoloty, od mieczów po karabiny. Chwile chwały i upadku Polski, zwycięstwo pod Grunwaldem oraz rozbiory. Ta kolorowanka to piękny, choć nietypowy podręcznik do historii. Myślę, że śmiało można ją podarować nawet uczniom starszych klas szkoły podstawowej. Pasjonaci historii będą utrwalać i poszerzać swoją wiedzę. A ci, którym nauka dat przychodzi z trudem, przekonają się, że historia wcale nie jest taka trudna! Przedszkolaki, które dopiero zaczną uczyć się historii zobaczą, że jest to niezwykła podróż, w której nie brakuje ciekawych wydarzeń i niezwykłych postaci. Ja historię lubiłam zawsze, ale patrząc na tę kolorowankę żałuję, że w moich czasach takich nie było;)
 
 
 
 
 

Aż trudno uwierzyć, że tyle informacji może się zmieścić na jednej stronie i, że kolorowanka może być aż tak edukacyjna! A jednak to prawda. Odkąd poznaliśmy tę serię w zasadzie zrezygnowaliśmy z tradycyjnych kolorowanek, cały czas są one w domu, ale Tosia chętniej chwyta za te. Poza tym ich kolorowanie to również szansa na spędzenie czasu z dzieckiem. Świetne połączenie przyjemnego z pożytecznym, ale również budzenie patriotyzmu i promowanie wiedzy historycznej wśród dzieci. Polecam je z pełnym przekonaniem, przetestowałam je na własnym dziecku i z własnym dzieckiem. 


Zamki w Polsce do kolorowania. Z kredkami dookoła Polski
Krzysztof Wiśniewski
ilustracje Joanna Babula
Wydawnictwo Firma Księgarska Olesiejuk, 2016

Historia Polski do kolorowania. Z kredkami podróż w przeszłość
Krzysztof Wiśniewski
ilustracje Joanna Babula
Wydawnictwo Firma Księgarska Olesiejuk, 2016

* A tych, którym kolorowania i historii będzie mało, informuję, że dostępna jest również kolorowanka o Konstytucji 3 Maja!

"Rikuś" (Wydawnictwo Adamada)

Książki, których autorem jest Guido van Genechten pojawiły się u nas już kilkukrotnie. To niezwykłe opowieści o tolerancji, odmienności i umiejętności akceptowania różnic między nami. Była historia o duchu który nie potrafił straszyć (klik), o chłopcu, któremu wyrosły rogi (klik). Dziś opowiem o sympatycznym króliku.
Z okładki uśmiecha się do nas tytułowy bohater - Rikuś, w jednej łapce trzyma marchewkę, drugą trzyma się za ucho. I właśnie to ucho jest powodem całego zamieszania. Rikuś różni się od stada królików, z którym żyje. Wszystkie króliki, które zna mają długie uszy, które sterczą do góry. Z naszym bohaterem jest inaczej, bo jego jedno uszko jest oklapnięte. Z tego powodu często staje się obiektem drwin, koledzy nazywają go Kłapouchem i każą mu zrobić coś, żeby wyglądał tak samo jak oni. Rikuś próbuje różnych rzeczy, na przykład zwisa do góry nogami na gałęzi drzewa, wtedy ma identyczne uszka. Wie jednak, że to na nic, bo jak długo mógłby wytrzymać w takiej pozycji? Próbuje ukryć uszy pod nakryciem głowy, to jednak też nic nie daje, bo koledzy śmieją się teraz nie tylko z ucha, ale i z czapki, którą ma na łebku. Rikuś przywiązuje patyk do oklapniętego uszka, unosi je na wędce, ale to na nic. Ucho nadal nie chce sterczeć. Nie pomaga nawet lekarz, do którego udaje się króliczek. Zamiast poradzić coś na problem Rikusia, sprawdza jego słuch. Kiedy okazuje się, że króliczek słyszy doskonale dla lekarza problem znika. W końcu Rikuś znajduje rozwiązanie. Jakie? Nie zdradzę, ale zakończenie książki wywołało u Tosi niepohamowany wybuch śmiechu, więc wierzcie mi na słowo, jest zabawnie!

Rikuś to kolejna książka podejmująca temat tolerancji i różnic między ludźmi, którą przeczytałyśmy w ostatnim czasie. Tosia z tolerancją problemów nie ma, przeciwnie, często mam wrażenie, że nie dostrzega tego, że ktoś czymś się od niej różni. Nie zwraca uwagi na inny kolor skóry rówieśników, okularów na nosie koleżanki nie traktuje jako czegoś wyjątkowego. To z jednej strony dobrze, ale z drugiej czasem się martwimy, czy będzie umiała pomóc lub odpowiednio się zachować, kiedy rówieśnik będzie, na przykład mieć problem z poruszaniem się. Lektura takiej książki jest doskonałym sposobem na rozpoczęcie rozmowy z dzieckiem na temat odmienności. Rikuś taki się urodził, od zawsze różnił się od swojego stada, ale zawsze były wokół niego króliki, które z niego drwiły i go wyśmiewały. To, jak będą się zachowywać w takiej sytuacji nasze dzieci, zależy tylko do nas, więc do książek!




Rikuś
tekst i ilustracje Guido van Genechten 
tłumaczenie Ryszard Turczyn
Wiek 3+

Wiek 4+