Widmark dla małych, Widmark dla dużych!

Polscy czytelnicy doskonale znają książki pisane przez Martina Widmarka. Chyba nie skłamię, kiedy napiszę, że to jego książkom zawdzięczamy ogromną popularność opowieści detektywistycznych adresowanych do młodych czytelników. W serii "Biuro detektywistyczne Lassego i Mai" zaczytują się już przedszkolaki. Ich nieco starsi koledzy na tych książkach doskonalą umiejętność samodzielnego czytania. Jeszcze starsi mogą wybrać książki o przygodach Dawida i Larisy. Nieco poważniejsze, ale równie wciągające. Dziś pokażę Wam najnowsze odsłony tych dwóch, kultowych już serii.

Zielona dywersja i inne komiksy to drugi tom przygód Lassego i Mai w wersji komiksowej. O pierwszym pisałam tutaj i, jeśli jeszcze go nie znacie, to cały czas gorąco polecam. W książce znalazło pięć niedługich opowieści komiksowych. Wszystkich, którzy obawiają się, że to ubrane w inną formę znane wcześniej historie, uspokajam. Tak nie jest. To pięć zupełnie nowych zagadek, z którymi muszą się zmierzyć młodzi detektywi. Lasse i Maja będą między innymi szukać 100 drzew, które miały być zasadzone w Valleby. Rozwiążą zagadkę zamkniętej lodówki w szkolnej stołówce. Będą także dociekać dlaczego wóz jednej z gwiazd cyrkowych został splądrowany. Dwóch pozostałych zagadek Wam nie zdradzę. Przeczytajcie każdy z tych komiksów i pogłówkujcie razem z ich bohaterami!



 

Ogród Kleopatry spodoba się wszystkim miłośnikom Włoch. Akcja powieści rozgrywa się w Rzymie. To właśnie tam wybrali się główni bohaterowie serii. Cel wyprawy jest bardzo interesujący. Dawid i Larisa jadą do stolicy Włoch, żeby wysłuchać wykładu o najnowszych odkryciach archeologicznych. Czego dotyczą? Letniej willi Cezara. Miejsca, w którym miała przez jakiś czas mieszkać Kleopatra i, gdzie podobno kazała ukryć ogromny skarb. Skarb, jak to skarb, rozpala wyobraźnię wielu i wpędza w poważne kłopoty towarzyszącego Dawidowi i Larisie, Melchiora. Młodzi muszą działać! Czytelnicy będą śledzić ich poczynania z zapartym tchem, a przy okazji zachwycać się Rzymem. Współczesnym i starożytnym. Widmark przekazuje wiele interesujących informacji na temat Wiecznego Miasta. W interesujący sposób pokazuje czytelnikom jak to, co dawne przeplata się z tym, co współczesne. Czytając tę książkę ma się ochotę od razu spakować walizki i wyruszyć w podróż ich śladami. Wakacje za pasem, więc może komuś się uda!



Dobrze wiecie, że Tosia uwielbia książki detektywistyczne i kryminały. Kiedy zaczytywała się w przygodach Lassego i Mai zastanawiałam się, czy znajdzie podobne lektury adresowane dla nieco starszych czytelników. Teraz już wiem, że takich książek jest wiele. Książki Martina Widmarka rosną razem ze swoimi czytelnikami, więc można płynnie przechodzić od serii do serii i w ten sposób nie rozstawać się z ukochanym autorem. Skąd pewność, że to właśnie on będzie/jest dla wielu ukochanym pisarzem? Bo do tego, którego książki czyta się jako pierwsze zawsze ma się szczególny sentyment. Dodatkową atrakcją dla dzieci będzie zapewne różnorodność form, jakie przybierają historie tworzone przez Widmarka. Ci, którzy czytają słabiej albo niespecjalnie lubią czytać, mają do wyboru komiksy. Ci, którzy wolą powieści, też mają w czym wybierać. Starsi nie muszą się z powieściami Widmarka rozstawać, bo i na nich czekają interesujące historie, które trzymają w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. To dobra perspektywa dla rozpoczynających swoją przygodę z czytaniem. Perspektywa tak kusząca, że nie pozostaje nic innego, jak tylko zacząć czytać widmarkowe powieści. Jeśli oczywiście nie czytaliście ich do tej pory!

Te i inne książki Martina Widmarka 

znajdziecie na


 https://www.zakamarki.pl/

"Księga Ludensona" (Wydawnictwo AGORA)

Nie jestem najzagorzalszą miłośniczką wakacji nad morzem. Siedzenie na rozgrzanym piasku bardziej mnie męczy niż relaksuje. Od czasu spędzonego na plaży wolę ten, który mogę poświęcić na poznawanie nowych miejsc. Nie byłabym więc entuzjastycznie nastawiona do perspektywy spędzenia tam sporej części wakacji. Chyba że miałabym przeżyć przygodę podobną do tej, która przytrafiła się członkom rodziny Osmołowskich.


Właśnie ci bohaterowie przeżyli na wakacjach coś, czego wielu może im tylko zazdrościć. Zadbał o to troll Ludenson, właściciel tytułowej księgi. Ów mitologiczny stwór mieszka na strychu willi Jaskółka, w której rodzina Osmołowskich (dokładnie mama i jej czworo dzieci) spędza wakacje. Mieszka sam. Jego rodzina zniknęła, zniknęła również tytułowa księga. Kto ją zabrał? Dlaczego? Czy tylko on jej szuka? Czy tylko jemu jest ona potrzebna? Pytania się mnożą. Dzieci i sam Ludenson szybko przekonają się, że grono zainteresowanych odnalezieniem księgi jest większe i niektórzy nie mają całkiem czystych intencji. Przekona się o tym również przesympatyczna bibliotekarka Marianna (nasza ulubiona bohaterka). Młoda dziewczyna, która miała pracować w bibliotece w czasie wakacji. Również ona, w najśmielszych snach, nie mogła przewidzieć, że praca w bibliotece dostarczy jej aż tylu emocji!





Księga Ludensona to doskonała historia w starym stylu. Czuć w niej klimat dawnych, dobrze napisanych powieści. Tych, w których ja i moi rówieśnicy zaczytywaliśmy się w czasie naszych wakacji. Tajemnica opowieść autorstwa Zofii Staneckiej zachwyca dzieci i dorosłych. To opowieść nie tylko o wakacjach. To historia o rodzinie, rodzeństwie i przyjaźni. O gotowości niesienia pomocy i otwartości na innych. To także książka o książkach i magicznej mocy tkwiącej w słowach. Zarówno mi, jak i Tosi trudno się było od niej oderwać. Co tak bardzo nas zachwyciło? Przede wszystkim tajemniczość i niebanalny pomysł na opowieść. Skandynawska mitologia, legendy i bohaterowie, których nigdzie wcześniej nie spotkaliśmy. Kto wie, może Księga Ludensona zachęci kogoś do lepszego poznania tych historii? To może być świetny pomysł na spędzenie czasu wolnego, którego podczas wakacji zawsze jest nieco więcej. My się chyba na to skusimy!




 

Księga Ludensona

Zofia Stanecka

ilustracje Marianna Oklejak 

AGORA 2022


 http://wydawnictwoagora.pl/


"Tatusiowie czasami..." (Wydawnictwo Adamada)

Miłośnikom książek dla dzieci Guido van Genechtena przedstawiać nie muszę. Na polskim rynku wydawniczym jego książki obecne są od kilku lat i cieszą się ogromną sympatią małych czytelników. My również zaliczamy się do grona fanów tych historii. Niektóre znamy na pamięć i nawet teraz, kiedy Tosia znacząco przekroczyła górną granicę wieku odbiorców, czytamy książki tego autora i czerpiemy z tego wielką przyjemność.

Ostatnio z książki Tatusiowie czasami... pięknej historii o relacji między dzieckiem a tatą. Obserwujemy sympatyczną rodzinę nosorożców. Rodzice i dwoje dzieci prowadzą całkiem zwyczajne, ale bardzo szczęśliwe życie. Lubią spędzać ze sobą czas i dobrze się w swoim towarzystwie bawią. Tata nie pozwala się swoim pociechom nudzić. Udaje, że jest małym dzieckiem, potrafi naśladować goryla i wcielić się w Indianina. Gra ze swoimi pociechami w gry planszowe (choć nie umie przegrywać), chodzi do zoo i pluska się w basenie (choć z tej aktywności, ze względu na gabaryty, powinien raczej zrezygnować). Oprócz tego pomaga mamie. Robi zakupy (choć zdarza mu się o czymś zapomnieć), robi małe remonty i prowadzi samochód. Robi jeszcze wiele innych rzeczy, których zdradzać Wam nie będę. Robi je lepiej albo gorzej, ale zawsze daje z siebie wszystko. 


Tatusiowie czasami... to piękna i mądra książka do wspólnego, rodzinnego czytania. Najlepiej oczywiście czytać ją z tatą. W tym miesiącu ojcowie obchodzą swoje święto, więc ta książka może być dla nich pięknym prezentem. Czytając ją na pewno wielokrotnie się uśmiechną. Czasem pewnie wybuchną nawet prawdziwym śmiechem. Taka to lektura. Bliska prawdziwemu życiu, mimo tego, że bohaterami są nosorożce. Dzieci będą się przy jej czytaniu bardzo dobrze bawić. Zabawnych sytuacji nie brakuje. To, co nie zostało opisane słowami, jest przedstawione na rysunku. Duże ilustracje wypełniające całe strony. Bardzo przyjemnie się je ogląda. Sporo na nich szczegółów ukrytych w różnych miejscach. Dzieci, które jeszcze samodzielnie nie czytają, będą mogły oglądać je i samemu wymyślać historię, do której zostały stworzone. Do czytania i do oglądania nadaje się ta książka doskonale! I zawsze przebywanie w jej towarzystwie sprawia ogromną przyjemność.


 

Tatusiowie czasami...

Guido van Genechten

tłumaczenie Ryszard Turczyn

ADAMADA 2022


 https://adamada.pl/

 

"Lilu. Droga miodowa" (Wydawnictwo Siedmiogród)

Nie wiedziałam czego spodziewać się po tej książce. Okładka zapowiadała baśniową opowieść, ale wszyscy dobrze wiemy, że książki po okładce oceniać nie wolno. Zajrzałyśmy więc do środka, żeby dowiedzieć się, co łączy widocznego na okładce bociana z małym niedźwiedziem. Czy niedźwiedź został porwany? Bocian trzyma w dziobie kosz, w którym znajduje się niedźwiadek. Porwanie wydaje się całkiem możliwe...

Wystarczy jednak zajrzeć do książki i już cała historia staje się dla nas jasna. Oto trafiamy na bardzo eleganckie przyjęcie, które zorganizowano w bardzo bogatym domu. Wydali je rodzice głównej bohaterki. Firma prowadzona przez jej ojca świętuje kolejne sukcesy. Przyjęcie ma być wystawne, przybędzie na nie wielu gości i współpracowników. Wszystko musi być zapięte na ostatni guzik. Rodzice oczekują, że ich córka wpasuje się w przygotowany przez nich schemat. Jednak Lilu ma zupełnie inny pomysł na ten wieczór. Powoli i konsekwentnie wciela go w życie. Przyprawiając rodziców niemal o zawał serca. Mama i tata są na nią bardzo źli. Nie mają ochoty na słuchanie tłumaczeń córki. Stwierdzają, że miarka się przebrała i decydują się wysłać jedynaczkę do szkoły z internatem. Lilu nie chce się na to zgodzić i postanawia uciec. Wyrusza w podróż, niesiona w koszyku, który widzimy na okładce. Podróż ekscytującą, ale i niebezpieczną. Podróż, która całkowicie odmieni życie jej i jej bliskich.




Przygody małej niedźwiedzicy Lilu okazują się bardzo interesujące. Czytelnik śledzi je z zapartym tchem, bo zaskakujących zwrotów akcji i skrajnych emocji nie brakuje. To dobrze, bo dzięki temu od tej książki naprawdę trudno się oderwać. Stefan Potocki opisał historię dojrzewania głównej bohaterki. Lilu uczy się podejmować decyzje, staje się bardzo samodzielna, od momentu opuszczenia domu jest zdana tylko na siebie, więc musi być znacznie bardziej odpowiedzialna. To ciekawa lektura dla dzieci w wieku szkolnym. Utrzymana w baśniowym klimacie, ale jednak bardzo życiowa. Czytelnicy odnajdą w rozterkach Lilu swoje problemy. Rodzice czytający tę książkę ze swoimi dziećmi, spojrzą na świat oczami młodszych czytelników. Pewnie dzięki niej lepiej zrozumieją swoje pociechy, więc warto tę książkę czytać wspólnie, a potem o niej porozmawiać. 




 

Lilu. Droga miodowa

Stefan Potocki

ilustracje Martin Siemienski

Siedmiogród 2022


 https://siedmiorog.pl/

"Tak bardzo czekam, żeby cię przytulić" (Wydawnictwo Mamania)

Pamiętacie jeszcze czas pandemii? Zwłaszcza jej pierwsze tygodnie? Wielu rzeczy się baliśmy, wiele ograniczyliśmy, z wielu musieliśmy zrezygnować. Przestaliśmy podawać sobie ręce na powitanie, nie przytulaliśmy się do osób, z którymi nie mieszkaliśmy. Było dziwnie, w końcu pewnie nawet zaczęliśmy się trochę do tego przyzwyczajać. Teraz wracamy do normalności, zachowujemy się jak wcześniej i w końcu możemy przytulać się do wszystkich, do których chcemy.

Za przytulaniem tęsknił również (choć nie z powodu pandemii) Jeż. Kolczasty jegomość przespał całą zimę. I (podobno) przez cały ten czas śnił tylko o Żółwiu. Kiedy tylko nadeszła wiosna i Jeż obudził się z zimowego snu wyruszył na poszukiwania swojego przyjaciela. Niestety, Żółw zniknął. Jeż nie mógł go nigdzie znaleźć. Zaglądał wszędzie, podpytywał wszystkich, których spotkał na swojej drodze. Nikt jednak nie widział Żółwia. Nikt nie wiedział, gdzie Żółw może być. Co prawda każde z napotkanych zwierząt proponowało Jeżowi swoje towarzystwo i wspólną zabawę. Żółw jednak nie przyjmuje żadnej z tych propozycji. On chce i musi odnaleźć swojego przyjaciela!



Czekanie to jedna z najtrudniejszych rzeczy na świecie. Nikt nie lubi czekać. W czekaniu nie ma niczego przyjemnego. Trudno więc dziwić się niecierpliwemu Jeżowi. Tak długo czekał na swojego przyjaciela, a kiedy w końcu miał szansę go spotkać, nigdzie nie mógł go znaleźć. Czytelnik, zwłaszcza ten młody, bez większych problemów rozumie niepokój Jeża i targające nim emocje. Dzieci często są w bardzo podobnej sytuacji. Również muszą czekać na rzeczy, na których im zależy. Czy warto? Oczywiście, że tak, ale do czekania potrzebna jest cierpliwość. Jeż też miał z nią problem, ale okazało się, że było warto! Jednak Tak bardzo czekam, żeby cię przytulić to nie tylko książka o czekaniu. To także piękna opowieść o przyjaźni i poświęceniu. Pokazująca jak wielką rolę w naszym życiu odgrywa przyjaźń i jak to dobrze mieć przy sobie prawdziwych przyjaciół! Tę ważną prawdę autor, Eoin McLaughlin, tej książki przekazuje w bardzo prostych słowach. Ilustratorka, Polly Dunbar, dopełnia ją pięknymi ilustracjami. W ten sposób otrzymujemy mądrą, wartościową i ciekawą książkę dla małych czytelników, która wzrusza, bawi i zachwyca.




 

Tak bardzo czekam, żeby cię przytulić

Eoim McLaughlin

ilustracje Polllu Dunbar

tłumaczenie Zofia Raczek

Mamania 2022


https://mamania.pl/