Podróże Tosi: Gmina Brenna olśnieniem tegorocznych wakacji

Takie miejsca najczęściej odkrywa się przypadkowo. Wizyty w nich są nieplanowane. W naszych głowach pomysł na odwiedzenie Brennej i okolic kiełkował już trzy lata temu, kiedy po raz pierwszy spędziliśmy wakacje w Beskidzie Śląskim. Wtedy plany pokrzyżowała nam pogoda, teraz była naszym sprzymierzeńcem. Dlatego wybraliśmy się tam dwukrotnie. Raz wykorzystać piękny, słoneczny dzień i po raz drugi, żeby nie zmarnować dnia, w którym pogoda pozostawiała wiele do życzenia.
Ta pierwsza wizyta ściśle związana była z górami. Szukaliśmy niezbyt trudnego szlaku, na rozgrzewkę. Padło na Błatnią. Czy było aż tak łatwo, miło i przyjemnie? To pojęcie względne;) Bardzo ciepły i słoneczny dzień wędrowania nie ułatwiał. Wybraliśmy szlak zielony prowadzący na Błatnią z przeuroczej Brennej. Podejścia bywały trudne (na trasie długości 2 kilometrów pokonać trzeba wspiąć się ponad 400 metrów), sam szlak jest bardzo kamienisty (dlatego zwłaszcza wybierając się tam z dziećmi pamiętajcie o porządnych butach), ale wszystkie niedogodności rekompensowały cudowne widoki. Pod tym względem był to jeden z najciekawszych szlaków, jakim kiedykolwiek szłam. Minęliśmy również dwie piękne, bielone kapliczki. Przez całą drogę regularnie spotykaliśmy innych turystów, ale o tłumach nie było mowy. A to, zwłaszcza w tym roku, sprawa bardzo ważna. Przed samym schroniskiem zgromadziła się znacznie większa grupa (dotrzeć na Błatnią można kilkoma szlakami), ale nie musieliśmy siedzieć w tłumie. Tosia uraczyła się swoimi ulubionymi frytkami, my naleśnikami z jagodami. Zregenerowaliśmy siły i mogliśmy ruszyć w drogę powrotną. Zdecydowaliśmy się na nieco bardziej urozmaicony wariant i w pewnym momencie zmieniliśmy szlak zielony na czarny, który prowadzi do centrum Brennej. Po drodze czekała na nas atrakcja w postaci pasących się w pobliżu owiec. 



 
W okolice Brennej wróciliśmy kilka dni później. Naszym celem było miejsce, o którego istnieniu wiedzieliśmy od dawna i bardzo chcieliśmy je odwiedzić. Niewiele jednak brakowało, a do, znajdującej się w miejscowości Górki Małe, Chlebowej Chaty nie udałoby nam się dotrzeć. Pierwotny plan zakładał odwiedzenie jej w niedzielę, czyli następnego dnia po przyjeździe w Beskid Śląski. Okazało się jednak, że nie zebrała się grupa chętnych na warsztaty właśnie tego dnia. My wybraliśmy się na Błatnią i nie wiedzieliśmy, czy w ogóle pojedziemy w okolice Brennej raz jeszcze. Wszystko zależało od pogody, a że ta postanowiła spłatać nam figla i uraczyć nas dwoma deszczowymi dniami. I właśnie na ten drugi, niezbyt pogodny dzień zaplanowaliśmy wizytę w Chlebowej Chacie. Grupa tym razem zebrała się bez problemu (pamiętajcie, żeby koniecznie wcześniej zadzwonić i umówić się na warsztaty!) i mogliśmy odbyć niezwykłą podróż w czasie. Chlebowa Chata to, jak sama nazwa mówi, miejsce, w którym króluje chleb. To właśnie tutaj Wasze dzieci (a może i Wy) dowiedzą się, jak z maleńkiego ziarenka powstaje bochenek chleba, który kupujecie w piekarni. Zobaczą jak ziarno zmienia się w mąkę, a mąka w chleb. Dowiedzą się jakie narzędzia i maszyny ułatwiały to ludziom na przestrzeni lat. Wszystko to nie tylko zobaczą na własne oczy, ale również będą mogli spróbować samodzielnie zrobić. Bo Chlebowa Chata to nie tylko teoria, którą każdy może znać ze szkoły. To przede wszystkim praktyka. Chleba, co prawda nie upieką, bo na to potrzeba znacznie więcej czasu, ale program warsztatów przewiduje pieczenie podpłomyków, które kiedyś pieczono przed pieczeniem chleba i, które zaspokajały głód. Najlepiej jeść je ciepłe, więc nie ma mowy o zabieraniu ich do domu. W trakcie warsztatów jest czas na degustację. Spróbowaliśmy zrobionych przez nas (i dzieci, i dorosłych) podpłomyków. Ponieważ zdecydowaliśmy się na warsztaty w wersji wypasionej robiliśmy również masło i obserwowaliśmy proces produkcji twarogu. Te wszystkie rzeczy trafiły na nasze stoły podczas degustacji. Oprócz nich próbowaliśmy również smalcu, miodu i kawy zbożowej. Wszystko było przepyszne! Dla Tosi było to na pewno pierwsze spotkanie z takimi prawdziwie domowymi, naturalnymi i dopiero co wytworzonymi przysmakami. Smak gorących podpłomyków i świeżego masła na pewno zostanie z nią na długo. Na długo zapamięta także opowieść o powstawaniu miodu, bo choć mieszkamy w mieście, w którym znajduje się jedyne w Polsce Muzeum Pszczelarstwa, to wycieczki szkolne niestety często go omijają. Na szczęście w Chlebowej Chacie wysłuchaliśmy fantastycznej prelekcji na temat pszczół i powstawania miodu. I nadal nie była to ostatnia atrakcja, jaka na nas tego dnia czekała. Oglądaliśmy jeszcze stare maszyny wykorzystywane w rolnictwie. Od tych najprostszych po te, które nasi rodzice i my możemy jeszcze pamiętać. Nasze dzieci zobaczą je pewnie po raz pierwszy. Do tego wysłuchają fascynującej opowieści o każdym z nich. To coś, co jest ogromnym atutem Chlebowej Chaty. O każdej rzeczy opowiada inna osoba. Każda snuje fascynującą i ciekawą opowieść dla małych i dużych. Wszyscy dobrze wiedzą o czy mówią, więc odpowiadają nawet na najtrudniejsze pytania najmłodszych i tych nieco starszych. 




 
Czy polecamy wizytę w Chlebowej Chacie? Zdecydowanie tak! Ten skansen to kopania wiedzy i miejsce, w którym można spędzić wiele godzin. Po obejrzeniu wszystkich przestrzeni, w których odbywały się warsztaty, można zajrzeć do kolejnych. Tam czekają na zwiedzających następne sprzęty warte zobaczenia i wiatrak, do którego można zajrzeć. Czas spędzony w Chlebowej Chacie minął błyskawicznie. Pozostały wspomnienia, zdobyta wiedza i plany na przyszłość. Skansen jest regularnie powiększany, więc już teraz wiemy, że kolejne wakacje w tym rejonie Polski nie obędą się bez wizyty w Chlebowej Chacie. Jeśli Wy wybieracie się w Beskid Śląski i szukacie pomysłu na to, co robić na miejscu, to z całego serca polecamy ten skansen. Nudzić się tam nie będziecie!





Komentarze

  1. Pamiętam, że taki piec stał w kuchni u mojej babci.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super miejsce na wycieczkę. Podoba mi się! I tak, ten piec kaflowy to powrót do dzieciństwa!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniała wycieczka.
    Chlebowa Chata super, bardzo dobry pomysł na wycieczkę.
    Bardzo lubię Beskid Śląski i jest mi bliski.
    Pozdrawiam!
    Irena-Hooltaye w podróży

    OdpowiedzUsuń
  4. Beskid Śląski i Żywiecki to moje wspomnienia z wypraw ze szkolnych lat. Teraz, z dziećmi, na nowo odkrywam te miejsca. Dziękuję za informacje o Chlebowej Chacie, na pewno odwiedzimy!

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo się cieszę, że spodobały Ci się moje strony.

    OdpowiedzUsuń
  6. Super pomysł na rodzinną wycieczkę. Lubię takie klimatyczne miejsca, wychowałam się na wsi.;-)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza