"Zbójeckie nasienie" (Instytut Wydawniczy Latarnik)

Zapytana, nie umiałabym bez chwili zastanowienia, wymienić wszystkich książek Marcina Szczygielskiego, które mamy w swojej biblioteczce. Przeczytaliśmy ich tak wiele, że zajęłoby to naprawdę dużo czasu. Marcin Szczygielski to jeden z naszych ulubionych pisarzy, a jego książki zaliczają się to tych najbardziej ukochanych tytułów, które zajmują honorowe miejsce w domowej biblioteczce. Nigdy nie brakuje w nich humoru, często pojawia się szczypta magii, są legendy albo nawiązania do mitologii słowiańskiej. Są wśród nich również książki historyczne. W nich autor nie unika bolesnych i trudnych wątków. Takich, od których z jednej strony chcielibyśmy nasze dzieci chronić, z drugiej - zależy nam na tym, żeby je poznały, bo nie chcemy, żeby ta historia jeszcze kiedyś się powtórzyła.

Te właśnie wątki pojawiają się w książce Zbójeckie nasienie, kontynuacji historii, którą rok temu poznałyśmy czytając niezwykle poruszającą Antosię w bezkresie. Główna bohaterka tej książki, Antosia Rossińska, musiała w jeden wieczór spakować najcenniejsze rzeczy i opuścić dom, w którym się wychowała. Razem z mamą została wywieziona w głąb Rosji. Nie dotarły jednak razem do celu podróży. Mama została na jednym z postojów, szukała pomocy dla córki, pociąg odjechał bez niej. Od tej pory dziewczynką zajęła się podróżująca tym samym wagonem kobieta. Antosia była jej bardzo wdzięczna. Cały czas myślała jednak o mamie, miała nadzieję, że się jeszcze kiedyś odnajdą. Na razie sytuacja Antosi skomplikowała się jeszcze bardziej. Pierwszy tom jej przygód skończył się kolejną podróżą w nieznane. Z pierwszego rozdziału drugiego tomu, dowiadujemy się, że dziewczynka została wyrzucona z węglarki przez przemytników, w pobliżu Krasnoarmiejska. Ranną dziewczynkę przypadkowo znaleźli Kazachowie i zdecydowali się jej pomóc. Najpierw musieli zająć się jej zdrowiem. Rany były poważne, ale troskliwa opieka Kazachów sprawiła, że Antosia zaczęła wracać do zdrowia. Początkowo czuła się wśród nich bardzo niepewnie. Nie wiedziała, czy Kazachowie pozwolą jej ze sobą zostać. Na szczęście pozwolili i tak zaczął się kolejny etap jej życia w ZSRR z czasów II wojny światowej.





Do książek Marcina Szczygielskiego pochodzimy niemal bezkrytycznie. Podoba nam się wszytko, co pisze. Na szczęście, ten autor nie daje nam powodów do tego, żebyśmy zmieniały zdanie. Zbójeckie nasienie to książka, którą czytałyśmy z ogromnym zainteresowaniem i w wielkich emocjach. Każdy rozdział był pełen emocji. Bywało wesoło, bywało smutno. Niektóre rozdziały wywoływały na naszych twarzach uśmiech. Inne sprawiały, że drżałyśmy o główną bohaterkę. Bo Antosia to dziewczynka, której nie można nie lubić. Bardzo dzielna, odważna i wytrwała. Spotkało ją w życiu coś, czego nie chciałby przeżyć żaden dorosły. A ona była tylko dzieckiem. Dzieckiem, które bardzo dzielnie stawiało czoła kolejnym przeciwnościom losu. Drugi tom jej historii poruszył nas równie mocno, co pierwszy. To książka ważna i potrzebna. Świetny przykład na to, że książki historyczne można pisać w sposób ciekawy dla młodego czytelnika. Ta książka porusza czułe struny, pokazuje świat, którego nikt z nas nie zna i czasy, które pamięta coraz mniej osób. Dobrze, że Marcin Szczygielski oddał głos tym, którzy to przeżyli. Dobrze, że utrwalił na stronach swojej powieści dzieci, które zostały w czasie II wojny światowej wywiezione do Kazachstanu i na Syberię. Dobrze, że opowiedział o ich życiu, o tym, co ich tam spotkało. Chciałabym, żeby tak mądrych i ważnych książek było jeszcze więcej. Czekamy na kolejny tom i kolejne przygody Antosi. Czy tom trzeci będzie ostatnim? Mamy nadzieję, że nie, bo chciałybyśmy spędzić z tą bohaterką kolejne wieczory... Na koniec, dwa słowa o tym, czym Zbójeckie nasienie różni się od Antosi w bezkresie. Drugi tom tej serii ma inną, znacznie bogatszą oprawę graficzną. To również dzieło Marcina Szczygielskiego. Najlepsze dopełnienie tej niezwykłej opowieści. Te ilustracje sprawiają, że ta książka jest jeszcze bardziej wyjątkowa!





 

Zbójeckie nasienie

Marcin Szczygielski

Instytut Wydawniczy Latarnik 2023


"Antosia w bezkresie" (Instytut Wydawniczy Latarnik)

Marcin Szczygielski to jeden z najbardziej lubianych przez Tosię pisarzy. Przeczytała wszystkie książki dla młodych czytelników, które napisał. Zawsze niecierpliwie wypatruje zapowiedzi kolejnych. Ja również ich wypatruję, bo tak się składa, że także jestem fanką twórczości Szczygielskiego. Wszystkie jego książki przeczytałyśmy razem w ramach naszego codziennego wieczornego rytuału. Czytając je zawsze ruszałyśmy w podróż do świata wyobraźni, w którym nie brakowało magii, postaci z mitologii i wątków fantastycznych. Niewiele było książek wyłącznie obyczajowych. Książek, w których nie pojawiałby się najmniejszy choćby wątek nadprzyrodzony. Dlatego tak bardzo zaskoczyła nas najnowsza powieść tego autora.

Antosia w bezkresie to najpoważniejsza książka w jego pisarskim dorobku. Biorąc ją do ręki czytelnicy przenoszą się do czasów II wojny światowej. W majątku Brantówka mieszka ze swoimi rodzicami Antosia Rossińska. Przez całe swoje dotychczasowe życie była szczęśliwa (choć wielu rzeczy pewnie nie doceniała) i nie miała żadnych zmartwień. Wybuch wojny bardzo wiele namieszał w jej życiu. Najpierw zniknął tata, który dołączył do armii polskiej. Potem do Brantówki zaczęli wprowadzać się bliżsi i dalsi członkowie rodziny i znajomi rodziców. A potem stała się rzecz najstraszniejsza. Antosia i jej mama musiały opuścić własny dom. Pewnej nocy w Brantówce zjawili się radzieccy żołnierze, dali im trochę czasu na spakowanie się i odwożą je na stację kolejową. Tam, Antosia i jej mama zostają zamknięte w jednym z wagonów. Nie są tam same, pociąg jest bardzo długi i w każdym wagonie znajduje się około 30 osób. Głównie kobiet z dziećmi i ludzi starszych. Czeka ich bardzo długa i trudna podróż. Zostaną wywiezieni do Kazachstanu. Zanim jednak tam dotrą, Antosia doświadczy wielu złych rzeczy. Najgorszą i najtrudniejszą będzie rozstanie z mamą. Pewnego dnia kobieta wysiadła z wagonu, żeby szukać pomocy dla chorującej córki i innych dzieci. Niestety, zanim zdąży do niego wrócić pociąg rusza, a kobieta zostaje... Antosia nie zdaje sobie sprawy z tego, co się stało. Jest tak chora, że niemal cały czas śpi. Kiedy w końcu dochodzi do siebie jest zrozpaczona. Nie wie, co się z nią stanie, co powinna dalej robić. Pomocną dłoń wyciąga do dziewczynki pani Myszyńska, kobieta, która podróżowała w tym samym wagonie. Od tej pory to ona opiekuje się Antosią, a dziewczynka stara się jej ze wszystkich sił pomagać. Życie ludzi zesłanych do Kazachstanu jest straszne. Tak ekstremalne warunki i sytuacje trudno sobie wyobrazić. Moja Tosia wiele razy pytała mnie, czy tam naprawdę mogło być aż tak źle...



Ta książka niesamowicie działa na wyobraźnię. To na pewno jedna z najtrudniejszych, ale i najbardziej wartościowych lektur jakie czytałam z Tosią. Cieszę się, że przeczytałyśmy ją razem, bo na bieżąco mogłyśmy omawiać trudniejsze dla niej kwestie. Dla wrażliwego dziecka to naprawdę trudna lektura. Trudna, ale bardzo potrzebna. Żyjemy w czasach, kiedy tuż za naszą granicą toczy się wojna. Tę wojnę prowadzi ten sam naród, którego przywódca zarządził w czasach II wojny światowej deportację milionów ludzi do Kazachstanu. Niestety, niewiele się przez te wszystkie lata zmieniło. Nadal wybuchają wojny. Nadal jedni uważają się za lepszych od innych i dają sobie prawo do decydowania o ich życiu. To książka historyczna, a jednocześnie do bólu aktualna. Zwłaszcza w kontekście tego, co dzieje się za naszą wschodnią granicą. To książka, która boli i porusza najczulsze struny. Jedna z ciekawszych książek, które ukazały się w tym roku. Pierwszy tom trylogii zaplanowanej przez Marcina Szczygielskiego dla czytelników od 10. roku życia. Przeczytajcie ją koniecznie. Naprawdę warto, naprawdę trzeba.



Antosia w bezkresie

Marcin Szczygielski

Instytut Wydawniczy Latarnik 2022

wiek 10+




"W kółko o dziewczynach" (Instytut Wydawniczy Latarnik)

Gdybyście kazali Tosi wybrać trzech ulubionych pisarzy, bez wahania wymieniłaby w tej grupie Marcina Szczygielskiego. Książki jego autorstwa zawsze czyta z wypiekami na twarzy. To przy nich śmieje się najgłośniej i o nich rozmyśla najdłużej. Marcin Szczygielski. Przeczytała (prawie) wszystkie napisane przez niego książki dla dzieci i młodzieży. Każda z nich reprezentuje nieco inny gatunek, a jednocześnie wszystkie budzą jej zainteresowanie i ogromną sympatię. Tym razem autor mocno nas zaskoczył i zamiast kolejnej powieści, dał czytelnikom zbiór opowiadań.

 

Jak się łatwo domyślić po przeczytaniu tytułu, bohaterami wszystkich opowiadań są dziewczyny. W prawdziwym życiu nie miałyby szansy się spotkać, bo przyszły na świat na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Różni je wiele, łączy ciekawe (choć często niełatwe) życie, które okazało się doskonałym materiałem literackim. Bohaterką pierwszego opowiadania jest młoda Żydówka. Akcja Złotego pałacu toczy się w czasie II wojny światowej. Dziewczynka razem z matką ucieka w poszukiwaniu bezpiecznego schronienia, w którym miałyby szansę przetrwać wojenną zawieruchę. Bohaterka wspomina czasy, kiedy nie było wojny, kiedy wszystko było łatwiejsze, lepsze i bardziej kolorowe. Opowiadanie jest mocne. Być może dla niektórych mogłoby się również niezrozumiałe. Kontekst historyczny jest w tym przypadku bardzo ważny. Tym, którzy wcześniej nie słyszeli o holocauście autor bardzo wiele wyjaśnia w komentarzu, który znalazł się na końcu opowiadania. Podobnie jest z wieloma kolejnymi historiami. Po ich zakończeniu możemy przeczytać komentarz. Dotyczy on kontekstu wydarzeń przedstawionych w opowiadaniu. Dzięki temu czytelnikom łatwiej będzie zrozumieć tło całej historii. A historie są bardzo różne. Znalazło się w tej książce inne opowiadanie dotyczące II wojny światowej, jest także historia dziewczynki żyjąca w Berlinie podzielonym przez mur berliński. Są opowieści całkiem współczesne. O Natalii, która wymienia sms-y z chłopcem, którego nie zna. I choć wie, że nie powinna nawiązywać takich znajomości, tylko jemu ma odwagę opowiedzieć o swoich problemach. Akcja innego opowiadania toczy się w niemal w czasie rzeczywistym. Elżbieta musi na jakiś czas przeprowadzić się ze swoją mamą do domu pomocy społecznej. Trwa pandemia i placówka zostaje całkowicie zamknięta, więc personel nie będzie mógł jej opuszczać. Mama nie chce (i nie może) zostawić córki samej, więc dziewczynka nie ma wyboru. Nie jest z tego oczywiście zadowolona, ale jej protesty i tak na nic by się zdały. 


 

 
Takich i podobnych opowiadań jest w tej książce dwanaście. Każde uczy czegoś innego. Każde porusza bardzo czułe struny. Pokazuje dziewczyny mądre, odważne, nieśmiałe i zagubione. Dziewczyny, które się boją, które nie wiedzą, co zrobić, bo spotkało je właśnie coś trudnego. Muszą znaleźć w sobie siłę do działania (albo przetrwania). Muszą komuś zaufać, znaleźć osobę, która będzie mogła im pomóc. Kolejne opowiadania pokazują życie jako mieszaninę dobrych i złych rzeczy. Wydarzeń przyjemnych i tych dużo trudniejszych, z którymi trzeba się zmagać. Marcin Szczygielski pokazuje, że nieustannie dokonujemy jakiś wyborów, z których konsekwencjami musimy się później mierzyć. Na tym polega prawdziwe życie i tak wygląda nasza życiowa droga. Ta książka to jedna z najmądrzejszych i najciekawszych książek jakie miałam okazję w tym roku z Tosią przeczytać. W kółko o dziewczynach to książka, którą każda dziewczyna powinna mieć i przeczytać. To jedna z tych książek, które zostają w sercu i głowie na bardzo długi czas (a może i na zawsze). To doskonały prezent dla dziewczynek, które są bliskie naszym sercom. Prezent od serca, przepełniony mądrością, zrozumieniem i uzupełniony niebanalnymi ilustracjami Grażyny Rigall. Czego chcieć więcej? My (jak zwykle) chcemy kolejnych książek Marcina Szczygielskiego.





W kółko o dziewczynach

Marcin Szczygielski

ilustracje Grażyna Rigall

Instytut Wydawniczy Latarnik 2021 

https://latarnik.com.pl/


"Omega" (Instytut Wydawniczy Latarnik)

Tosia bardzo rzadko czyta książki starsze od siebie. Nowości wydawniczych jest tak wiele, że i w ich czytaniu zdarza nam się mieć zaległości. Na myślenie o czytaniu starszych pozycji nawet brakuje czasu. Najczęściej tymi starszymi od Tosi książek, które czyta są lektury. Nadrabiamy również starsze tomy lubianych serii wydawniczych i oczywiście książki ulubionych autorów. W tej ostatniej grupie prym wiodą książki Marcina Szczygielskiego. Tosia za punkt honoru postawiła sobie poznanie całej twórczości tego autora adresowanej do dzieci i młodzieży. 

 

Ponieważ podzielam jej sympatię do książek tego autora, to większość jego książek czytamy razem (często nawet z podziałem na role). W czasie ferii sięgnęłyśmy po Omegę, książkę wydaną w 2009, czyli dwa lata starszą od Tosi. Myślałam, żeby z jej czytaniem jeszcze trochę poczekać (bohaterka ma dwanaście lat), ale Tosia była bardzo stanowcza. Ustaliłyśmy jednak, że jeśli książka wyda się nam za trudna, to zrezygnujemy z czytania i wrócimy do Omegi za jakiś czas. Nic takiego jednak się nie stało i książka pochłonęła nas bez reszty. O czym opowiada? O grze komputerowej. Jednak nie jest to gra, w którą gra się korzystając z komputera albo konsoli. Omega jest wewnątrz tej gry, jest jej uczestniczką i musi radzić sobie z zadaniami, które czekają na nią na każdym poziomie gry. Jak Omega trafiła do gry? Trochę przez nieuwagę. W dni swoich dwunastych urodzin dostała link, w który przez nieuwagę kliknęła. Tak znalazła się w wirtualnej rzeczywistości. Szybko spotyka, dość osobliwego, pomocnika. To Dziecko, bobas, który tylko pozornie może być dla dziewczyny dodatkowym obciążeniem. Tak naprawdę wiele razy przyjdzie jej z pomocą. Drugim pomocnikiem Omegi będzie Babula, a dokładnie jej zombie, bo ukochana babcia dziewczynki niedawno zmarła. Omega spotka babcię na cmentarzu, na którym rozegra się jeden z poziomów gry. Pozostałe przeniosą dziewczynkę między innymi na stadion, most i do szpitala. W każdym z miejsc na dziewczynę czekają liczne niebezpieczeństwa i pułapki. Podróż przez kolejne poziomy będzie emocjonująca nie tylko dla Omegi, ale również dla czytelników.


 

Nie mogę powiedzieć, że pochłonęłyśmy tę książkę "na raz". Omega ma ponad 500 stron, niektóre rozdziały są naprawdę długie, więc przerwa na herbatę i odpoczynek dla strun głosowych była niezbędna. Przeczytałyśmy ją jednak bardzo szybko i z ogromną przyjemnością. Omega to wspaniała, metaforyczna opowieść o dojrzewaniu i zmianach zachodzących w życiu dziewczynki. Jest to także opowieść o relacjach międzyludzkich, budowaniu zaufania, miłości do najbliższych, przyjaźni i niezbędnej nam wszystkim empatii. Nie zabrakło tu również ciekawych bohaterów. Odważnej i sprytnej Omedze towarzyszy wygadane ponad wiek Dziecko, którego ironiczne uwagi wielokrotnie budziły nasz śmiech. Szczególnie jednak zachwyciła nas postać Babuli. Marcin Szczygielski przyzwyczaił nas do tego, że zawsze wspaniale projektuje w swoich powieściach postacie seniorek i tu znowu nas nie zawiódł. Babula-zombie jest fantastyczna! Zabawna, dystyngowana i trochę niedzisiejsza. Bawiłyśmy się w jej towarzystwie znakomicie. Przy całej tej książce również. Nie mamy, co prawda pewności, czy chciałybyśmy przeżyć przygodę podobną do tej, którą przeżyła Omega, ale czytanie o niej było dla nas wielką przyjemnością i wspaniałą literacką przygodą.



 

Omega

Marcin Szczygielski

Instytut Wydawniczy Latarnik 2019


https://latarnik.com.pl/

"Oczy Michaliny" (Instytut Wydawniczy Latarnik)

Dzieci często mówią, że widzą dziwne rzeczy. Opowiadają o niezwykłych snach i zjawiskach, które rzekomo widzą za oknem. Rodzice początkowo zwracają na to uwagę, potem zaczynają takie opowieści ignorować. Bujna wyobraźnia jest, w dzieciństwie, rzeczą całkowicie normalną i w pełni akceptowalną. Michalina też widziała różne dziwne rzeczy. Początkowo nawet opowiadała o nich swoim rodzicom. Rodziców jednak te historie zaczęły mocno niepokoić, zaczęli szukać dla córki pomocy. Odwiedzili psychologa i rozpoczęli regularną terapię. Michalina nie miała ochoty na spotkania z psychologiem, dlatego w ogóle przestała mówić o tym, co widzi. Od tej pory jej najbliżsi postrzegali ją jako całkowicie zwyczajną dziewczynkę.


Ta retrospekcja rozpoczyna książkę Marcina Szczygielskiego Oczy Michaliny. W momencie rozpoczęcia akcji powieści dziewczynka ma 11 lat. Uczy się w elitarnej, prywatnej szkole. Jej rodzice są zamożni, mają piękne mieszkanie i na wiele rzeczy mogą sobie pozwolić. Nie mają wielu powodów do zmartwień. Córka jest dla nich powodem do dumy. Nie wiedzą, że dziewczynka cały czas nie jest z nimi szczera. Michalina cały czas widzi dziwne rzeczy. Sama nazywa je Rzeczami Specjalnymi i klasyfikuje według stworzonej przez siebie metody. Oprócz niej wie o tym jedynie jej przyjaciółka Józefina. Słowo "przyjaciółka" może tu bardzo mocno szokować, bo Józefina jest starszą panią, emerytowaną psychiatrą. Michalina poznała ją podczas wakacji u babci i od tej pory kontaktowała się z nią, kiedy coś ją zaniepokoiło. Dziewczynka czuła wsparcie kobiety, bardzo przeżyła, kiedy okazało się, że Józefina nie żyje. Nie wiedziała, co dalej z jej problemem/umiejętnością. Dopiero list, który kobieta napisała do Michaliny przed swoją śmiercią, wyjaśnił jej, w którą stronę ma iść i gdzie szukać pomocy.


 

Pomoc będzie jej potrzebna, bo wpadnie w poważne kłopoty, a jej niezwykła umiejętność wzbudzi zainteresowanie przedstawicieli wielkiej korporacji działającej w Mieście Czterech Wiatrów. Wcześniej ziarno niepokoju w sercu dziewczynki zasieje okulistka, którą odwiedziła za radą Józefiny (kobieta wspominała o tym kilkukrotnie, po raz ostatni w napisanym przed śmiercią liście). Podczas tej wizyty dowiedziała się czegoś, co z jednej strony bardzo ją zdziwiło, z drugiej wydało jej się absolutnie nieprawdopodobne. Michalina nie ma prawa widzieć! Jak to się stało? Czy ma to jakiś związek z jej przeszłością? Dziewczynka wkrótce dowie się wszystkiego. Przeżyje również mrożącą krew w żyłach przygodę (choć nie wiem, czy słowo "przygoda" jest tu najodpowiedniejsze).


 

Marcin Szczygielski zdążył nas już przyzwyczaić do tego, że pisze dobre książki. Książki, które zawsze czytamy razem i każda z nas czerpie z tego taką samą przyjemność. Tym razem było tak samo. Oczy Michaliny czytało nam się znakomicie, choć jeszcze żadna książka tego autora nie dostarczyła nam aż tylu emocji. Ta powieść naprawdę trzyma w napięciu. Do ostatniego zdania ostatniego rozdziału nie byłyśmy pewne, jak ta cała historia się skończy. Druga literacka wyprawa do Miasta Czterech Wiatrów (wcześniej odwiedziłyśmy je czytając książkę Leo i czerwony automat) była dla nas niesamowitym przeżyciem. Marcin Szczygielski znowu napisał książkę, która nas zachwyciła. Rodzina, przyjaciele, rywalizacja, zazdrość, marzenia, tajemnice, oszustwa, zazdrość i rywalizacja. W Oczach Michaliny jest to i jeszcze dużo więcej. Choć akcja tej książki toczy się w fikcyjnym mieście, w bliżej nieokreślonym czasie, to cała opowieść jest bardzo bliska prawdziwemu życiu. Nie brakuje w niej sytuacji, które mogłyby bez problemu zdarzyć się w życiu każdego czytelnika. Spędziłyśmy z tą książką kilka wspaniałych wieczorów. Teraz polecamy ją wszystkim fanom prozy Marcina Szczygielskiego oraz tym, którzy jego książek jeszcze nie znają. Gwarantujemy, że będzie to dla Was prawdziwa literacka uczta. Zwróćcie uwagę na okładkę tej książki, stworzyła ją Emilia Dziubak. Ona ilustruje najlepsze książki! W tym przypadku znowu się to potwierdziło.


Oczy Michaliny

Marcin Szczygielski

Instytut Wydawniczy Latarnik 2020



"Królowa wody" (Instytut Wydawniczy Latarnik)

To byłoby doskonałe miejsce na wakacje. Stary dom, otoczony dużym ogrodem, park pełen drzew i staw. W tym miejscu jest kiepski zasięg, szwankuje internet, jest problem z telefonami. Spędzone tam wakacje mogłyby być doskonałą formą wypoczynku. Podobną do tych, które my pamiętamy z własnego dzieciństwa i wyjazdów do dziadków. Niestety, Aga nie jedzie do dziadków, ale razem z mamą, jej partnerem i jego synem, musi się do takiego domu przeprowadzić!


Dziewczyna jest załamana. Nowy dom jest okropny, stary i zniszczony. Nie czuje się w nim dobrze. Nie cieszy jej perspektywa mieszkania z (prawie) obcymi dla niej ludźmi. Przede wszystkim perspektywa mieszkania z Alexem, czyli synem Pawła, partnera mamy. Nie ma między nimi nawet najcieńszej nici sympatii, są wzajemne docinki i nieustające kłótnie. Aga z przerażeniem myśli o tym, że będzie musiała dzielić z nim niemal wszystko. Dlatego nawet jeśli cokolwiek w tym miejscu wzbudziło jej zainteresowanie (bo o zachwycie nie może być mowy), to nie powie o tym ani mamie, ani nikomu innemu. Mają być przekonani, że Aga jest w tym domu nieszczęśliwa. 




Jednak już po kilku dniach coś przykuwa uwagę dziewczyny. W domu słyszy dziwne szepty i jakieś tajemnicze dźwięki. Na bramach otaczających ogród dostrzega intrygujące napisy. Kiedy próbuje rozmawiać o tym z Pawłem, mężczyzna nie udziela jej żadnych odpowiedzi. Niewiele na ten temat mówi również pomagająca im sąsiadka. Kobieta wspomina o jakimś długu wdzięczności wobec rodziny Pawła. Aga nie wie co o tym wszystkim myśleć, nie wie jak połączyć elementy układanki. Nie wie jak dopasować do niej fioletowe róże, które rosną w ogrodzie, ale których nie można zrywać, bo podobno zapewniają domowi bezpieczeństwo. Nie wie, co myśleć o obrazach przedstawiających trzynaście dziewczynek i jednym portrecie pięknej kobiety, które znalazła w skrytce oddzielającej jej pokój od pokoju Alexa. To wszystko jest ogromnie tajemnicze, a Aga nie może przejść nad tymi sekretami do porządku dziennego. Chce je wszystkie rozwikłać. Chce wiedzieć, co wspólnego mają z tym wszystkim śmierci trzynastu zaginionych przez lata dziewczynek. Jedną z nich była siostra Pawła. Mężczyzna nie chce wracać do tych wspomnień, więc Aga musi szukać odpowiedzi sama.




Nie przesadzę, jeśli napiszę, że Marcin Szczygielski to ulubiony pisarz Tosi. Zaczęło się od cyklu książek od Mai, potem przyszedł czas na kolejne historie. Jeszcze niedawno wydawało mi się, że na wiele z nich jest jeszcze za mała. Okazało się, że nie jest. Przeciwnie, pochłaniamy jego książki jedna po drugiej i każda budzi jej zachwyt. Królowa wody była pierwszą, którą Tosia przeczytała sama. Próbowałam ją przekonać, żebyśmy dokończyły tę, którą wtedy czytałyśmy i potem razem przeczytały Królową wody razem. Nie udało mi się. Tosia dostała ją z okazji zakończenia roku szkolnego i już pierwszego dnia przeczytała kilka rozdziałów, co chwilę wykrzykując jaka to wspaniała książka. Zachwycało ją wszystko, intrygowały nawiązania do mitologii słowiańskiej, interesowały przedstawione w Królowej wody relacje rodzinne. Wielki zachwyt wzbudziły niebanalne i bardzo piękne ilustracje. Nie mogłam więc i ja przeczytać tej książki. Zachwyt Tosi był do tego najlepszą rekomendację. Czy moje dziecko przesadzało? Absolutnie nie. Ta książka jest fantastyczna! Czytałam ją z takim samym zainteresowaniem jak ona. To powieść doskonała! Trzyma w emocjach od początku do końca. A zakończenie pozwala mieć nadzieję, że może kiedyś doczeka się kontynuacji. Jeśli tak będzie, to pierwsze pobiegniemy do księgarni, żeby ją kupić.




Królowa wody
Marcin Szczygielski
Instytut Wydawniczy Latarnik 2019