Wspominamy zimę stulecia: "Gdy rodzice byli dziećmi. Zima" (MAC Edukacja)

Kiedyś to były zimy. Na sankach zjeżdżało się tygodniami, a nie tak, jak dzisiaj, każdy gna się do domu, kiedy zaczynają padać pierwsze płatki śniegu. Można było ślizgać się na zamarzniętych kałużach, a mróz szczypał w uszy i malował na szybach niezwykłe wzory. Święta Bożego Narodzenia były białe. Tak właśnie wyglądały zimy w zamierzchłych czasach mojej młodości.


Dziś jest inaczej. Nie trzeba wychodzić na mróz, bo mamy samochody. Zresztą, nie oszukujmy się, dwa albo trzy dni mrozu trudno porównać z tymi sprzed dwudziestu lat. Dlatego z ogromną przyjemnością oraz pewnym rozrzewnieniem wracam myślami do czasów mojego dzieciństwa. Jak to było, kiedy byłam mała i opowiadam o nich Tosi, a ona słuchając tych opowieści robi coraz większe oczy i jest coraz bardziej zdziwiona. Do moich opowieści dołączają się czasem dziadkowie Tosi. A oni, urodzili się jeszcze wcześniej, niż ja i pamiętają jeszcze wcześniejsze czasy. Teraz wszyscy możemy sobie przypomnieć, jak to było, bo właśnie ukazała się kolejna część serii Gdy rodzice byli dziećmi (o dwóch pierwszych możecie przeczytać TUTAJ), tym razem autorzy wzięli na warsztat zimę!

Co można robić zimą? Dziś wyjeżdża się na narty, chodzi na łyżwy albo spędza czas w jakiś przytulnych kawiarenkach. Można również w ogóle nie wychodzić z domu, posadzić dziecko przed telewizorem i wybrać jeden z wielu dostępnych kanałów telewizyjnych dedykowanych najmłodszym widzom. Jest w czym wybierać, każdy znajdzie coś dla siebie i nikt nie powinien narzekać na nudę. A czy dwadzieścia, trzydzieści albo czterdzieści lat temu dzieciom zdarzało się nudzić? Nie! Razem ze swoimi rodzicami musieli stać w długich kolejkach do sklepów, a ci, którzy mieli zagraniczne waluty, mogli wybrać się do Pewexu, gdzie na półkach czekały "produkty lepszej jakości, takie ja szynka konserwowa, kawa, markowe dżinsy, sprzęt RTV i AGD, lalki Barbie i klocki Lego". Te ostatnie były obiektem pożądania wszystkich dzieci i każde z nich marzyło o tym, żeby znaleźć je pod choinką. Bo przecież zima to Boże Narodzenie. I właśnie Bożemu Narodzeniu poświęcono kilka stron. Dzieci muszą podpytać rodziców o to, jak zapamiętali święta, potem mogą zaprojektować kartkę, odszukać wśród lampek choinkowych tytuł gwiazdkowej piosenki Czerwonych Gitar.
A po świętach przychodzi Sylwester i karnawał. Bale, maskarady, zabawy taneczne, wodzireje i kotyliony. Jakie fryzury wybierały panie idące na bal? Co wkładali panowie? O tym można przeczytać w kolejnym rozdziale. Kolejnym ważnym wydarzeniem przypadającym w zimowym czasie jest Dzień Babci i Dzień Dziadka, o nich również nie zapomniano (jest nawet archiwalne zdjęcie i od razu przypominają mi się przedstawienia dla dziadków, które przygotowywaliśmy w przedszkolu). 
Ale nie tylko świętami i zakupami człowiek zimą żył. Bo, jak wszyscy wiedzą, sport to zdrowie, więc młodsi i starsi, chwytali za narty albo łyżwy i ruszali na górki, w góry albo lodowiska, które wylewano zimą na osiedlowych boiskach (ich chyba najbardziej brakuje mi dzisiaj). Zmęczeni, po kilkugodzinnym wysiłku fizycznym, głodni sportowcy wracali do domu. Co jedli? O to trzeba zapytać rodziców! Na pewno z przyjemnością przypomną sobie smaki dzieciństwa. Z przyjemnością wrócą również myślami do domu albo mieszkania, w którym dorastali. A przypominać będą musieli sobie nie tylko przysmaki dzieciństwa, ale również ulubione bajki, gazety, które czytali, mebel, które znaleźć można było we wszystkich domach i samochody - obiekty westchnień wielu Polaków. Cudowna podróż w czasie!

W książce znalazły się również liczne gry, zabawy i łamigłówki. Można zagrać w statki, przypomnieć sobie zasady gry w bierki oraz Państwa, miasta. Krótko mówiąc, ta niewielka książeczka sprawdzi się w każdej odsłonie zimy. Przy siarczystym mrozie można się zaszyć z nią w domu i poczytać o tym, jak wyglądały zimy kilkadziesiąt lat temu, można zagrać w kółko i krzyżyk albo przygotować laurkę z okazji Dnia Babci i Dnia Dziadka. A jeśli pogoda dopisze, śnieg przysypie ulice, koniecznie trzeba wybrać się na sanki albo łyżwy, a może nawet w góry i porównać współczesne zimowe wyjazdy z tymi, które pamiętają rodzice albo dziadkowie.

Uwielbiam tę serię! Za zdjęcia, za ciekawostki, za ilustracje i za łączenie pokoleń. Dzięki nim powstaje międzypokoleniowy most. Najlepiej czyta się ją z kimś starszym, który może wspominać swoje dzieciństwo, każda taka osoba do historii, które wybrała autorka Gdy rodzice byli dziećmi doda własne opowieści. A dzieci poznają świat, którego już nie ma. Bo kto w roku 2017 martwi się pustymi półkami w sklepach albo brakiem kartek żywnościowych?!








Gdy rodzice byli dziećmi. Zima
Izabela Łazarczyk-Kaczmarek
MAC Edukacja, 2017


Środowe recenzje: Kolejna część znakomitej serii, czyli "Podróżownik. Świętokrzyskie" (MAC Edukacja)

Osoby, które czytają nas regularnie (tak zwani wierni czytelnicy) wiedzą, że ostatnie wakacje minęły nam pod znakiem krótszych i dłuższych wyjazdów w różne regiony Polski. W każdym takim wyjeździe towarzyszyły nam Podróżowniki, czyli seria książek z wydawnictwa MAC Edukacja. Nad morze ruszyliśmy z Podróżownikiem. Wybrzeże Polski (KLIK), Warszawę i Kraków zwiedzaliśmy z Podróżownikiem uniwersalnym w plecaku (KLIK), a w ukochane Karkonosze zabraliśmy ten poświęcony im i Kotlinie Kłodzkiej (KLIK). Czy w jakikolwiek sposób zmieniły one nasze podejście do podróżowania z dzieckiem? Oczywiście! Dlatego bardzo się ucieszyłam, kiedy zobaczyłam, że Anna i Krzysztof Kobusowie przygotowali dla nas nowy tom!

Tym razem wraz z autorami Podróżowników wyruszamy na wyprawę do województwa świętokrzyskiego. Od razu przyznaję się, że nigdy tam nie byłam, dlatego z jeszcze większym zapałem kartkowałam tę książkę przy pierwszym spotkaniu. Autorzy zawsze wybierają najciekawsze, a często niezbyt znane miejsca w danym regionie. Wcześniej jednak czytelnicy (i podróżnicy) dowiadują się mnóstwa ciekawych rzeczy o krainie, którą będą zwiedzać. Są tu ciekawostki historyczne, geograficzne, biologiczne i zoologiczne. Jeszcze przed wyruszeniem w podróż będziemy wiedzieć, gdzie szukać najstarszego drzewa, najwyższej góry albo największego miasta. O zawrót głowy przyprawia mnie za każdym razem ilość miejsc wartych odwiedzenia. Najczęściej chciałabym zobaczyć je wszystkie, ale wyjazd nie jest aż tak długi, żeby móc to zrobić. W Podróżowniku. Świętokrzyskie kuszą między innymi:

- Kielce, czyli stolica województwa świętokrzyskiego, w której warto zobaczyć Muzeum Zabawek i Zabawy, bazylikę katedralną oraz pomnik dzika, 
- Jaskinia Raj, położona w pobliżu Chęcin, uznawana za jedna z najpiękniejszych polskich jaskiń,
- Święty Krzyż, czyli klasztor zbudowany na szczycie Łysej Góry (tej samej, na której odbywały się sławne sabaty czarownic),
- Centrum Nauki Leonarda da Vinci w Podzamczu, prawdziwa gratka dla miłośników nauki i techniki.

Takich miejsc opisano w Podróżowniku znacznie więcej. Jest jeszcze Bałtów ze znajdującym się tam JuraParkiem i Pacanów z Europejskim Centrum Bajki. Podróżownik pokazuje województwo świętokrzyskie jako region niezwykle atrakcyjny dla rodzin z dziećmi. Ciekawy, zarówno dla najmłodszych, które zachwycą dinozaury, czarownice i Koziołek Matołek i starszych, chodzących już do szkoły, bo właśnie tam mogą zobaczyć gołoborze!

Opisy ciekawych miejsc to nie jedyne informacje, jakie znaleźć można w Podróżownikach. Właśnie na tym polega ich wyjątkowość! Są nie tylko przewodnikami opisującymi zabytki, jest tam mnóstwo wolnego miejsca na własne zapiski. Na pierwszych stronach trzeba wpisać cel podróży, dokładne daty jej trwania, osoby, z którymi podróżujemy oraz miejsce noclegu.

Poza tym jest tu wszystko, co znamy z wcześniejszych części serii, czyli krzyżówki, zagadki, zadania do rozwiązania przed, po i w trakcie podróży. Do teraz wspominam, jak Podróżownik uniwersalny uratował mnie (i Tosię), kiedy w Warszawie poszliśmy odwiedzić znajomych, u których nie było żadnych zabawek/książek/rzeczy atrakcyjnych dla kilkulatki i rozwiązałyśmy wtedy wszystkie zadania z Podróżownika. 

Ja czuję się zachęcona do wyprawy w region świętokrzyski. Anna i Krzysztof Kobusowie pokazali jego różnorodność i unikatowość na tle innych województw. Pewnie się tam wybierzemy i jestem przekonana, że nie będziemy się nudzić! Myśląc więc o wyprawie w okolice Kielc, zachęcam Was do sięgnięcia po Podróżownik. Świętokrzyskie i oczywiście czekam na książki o kolejnych regionach!








Podróżownik. Świętokrzyskie
Anna i Krzysztof Kobusowie
ilustracje Patrycja Bliuj-Stodulska
MAC Edukacja, 2016
Wiek 6+



Skakanie w gumę, meblościanki i kartki, czyli seria "Gdy rodzice byli dziećmi" (MAC)

Tak, jestem stara. Urodziłam się w czasach, kiedy kolorowe telewizory były szczytem luksusu, nikt nie myślał o posiadaniu w domu komputera, o telefonach komórkowych nikt jeszcze nie słyszał. Tak, tak, w szkole podstawowej, w książce do polskiego, znalazło się opowiadanie o tym, jak będzie wyglądać świat w 2000 roku (jedzenie w tabletkach, statki kosmiczne i te sprawy). Pod tym względem było mi zdecydowanie bliżej do moich rodziców, niż Tosi do nas. Bo Tosia to wszystko zna (no, może oprócz tego jedzenia w tabletkach). 

Coraz częściej Tosia pyta, co robiłam będąc dzieckiem. Moje zabawki (te, które przetrwały próbę czasu i ostrą selekcję) z dzieciństwa zna już od dawna, bo bawi się nimi będąc u dziadków. Te zabawki (a konkretnie lalki i ukochany krasnal-przytulanka zostały mi z tamtych czasów) niewiele różnią się od tych, które można kupić dzisiaj, więc pewną nić porozumienia możemy nawiązać. Ale Tosia chce wiedzieć więcej, co robiłam, w co się bawiłam, jakie bajki oglądałam. Pamięć bywa zawodna, więc sięgam po książki!


Gdy rodzice byli dziećmi to nowa seria przygotowana przez wydawnictwo Mac Edukacja, na razie ukazały się dwie niewielkich rozmiarów części - Gry i zabawy oraz Jesień (docelowo ukażą się książki o wszystkich porach roku). W tym pierwszym opisane zostały gry, które pochłaniały wolny czas dzieci żyjących w PRLu. Są tu między innymi, moje ukochane Państwa, miasta, które umilały wakacje, Statki, w które grywałam na nudnych lekcjach, bierki, w które grywałam w czasie ferii zimowych oraz warcaby, w które nie umiem grać do dzisiaj. Każda gra została dokładnie opisana, podano liczbę uczestników niezbędnych do rozpoczęcia rozgrywki, wymieniono przedmioty, które są potrzebne do gry, omówiono zasady i punktację. Na sąsiednich stronach umieszczono tabelkę do gry w Państwa, miasta, pola do gry w statki oraz kółko i krzyżyk, a nawet plansza do gry w warcaby. Miło wrócić wspomnieniami do godzin spędzonych na kolejnych rozgrywkach;) Jeszcze milej przypomnieć sobie te, w które grało się na podwórku! Bo i one zostały opisane. W co lubiliście się bawić na dworze? Ja uwielbiałam skakać w gumę, dziś z trudem przypominam sobie kombinacje skoków. Na szczęście Izabela Łazarczyk-Kaczmarek dokładnie je opisała, więc muszę już tylko kupić gumę i będziemy z Tośką skakać! Lubiłam też podchody i dwa ognie. One również trafiły do Gier i zabaw. Na skrzydełkach okładki umieszczono kartki do złudzenia przypominające te, które trzeba było mieć, żeby kupić cokolwiek w sklepie. Za te nic się nie kupi, ale dzięki nim dzieci z XXI wieku mogą skorzystać z komputera albo zjeść coś słodkiego;) Ot, taka podróż w czasie do dzieciństwa rodziców i dziadków.








Jeszcze więcej o tych zamierzchłych czasach można dowiedzieć się z tomu Jesień. W nim opisano codzienność tamtych lat, najważniejsze wydarzenia historyczne, wymarzone zabawki. Są zdjęcia banknotów, którymi się posługiwano, meblościanek, które znajdowały się w większości domów i opisy dobranocek, które zachwycały dzieci. Ponieważ jest to książka poświęcona jesieni nie zabrakło informacji o akademii z okazji rozpoczęcia roku szkolnego i wzoru listu do Świętego Mikołaja. Tosi najbardziej spodobał się rozdział poświęcony modzie na jesienne chłody oraz ten o książkach i dobranockach. Do książki trafił również fragment poświęcony grom i zabawom. Są to w dużej mierze zupełnie inne gry, niż te, które opisano we wcześniej opisanym przeze mnie tomie. Na końcu książki znalazła się krzyżówka, w której można sprawdzić zdobytą wiedzę oraz gra planszowa Przodownik Jesiennych Prac. W książce jest mnóstwo zdjęć i ilustracji, które uatrakcyjniają lekturę i pokazują dzieciom jak wyglądało dzieciństwo ich rodziców i dziadków (a im samym pozwalają przenieść się w czasie i przypomnieć sobie jak to było kiedyś).  
Gdy rodzice byli dziećmi. Jesień to coś więcej, niż książka. Autorka zachęca czytelników do rysowania, pisania, uzupełniania i wycinania. Na jednej z pierwszych stron znajduje się Legitymacja Przodownika Jesiennych Prac, na kolejnych dzieci mają za zadanie zaprojektować mundurek szkolny, na innej odrysować monety, które włożą pod kartkę (robiliście to w dzieciństwie? Ja tak!), jest również zadanie, w którym trzeba zabawić się w architekta i stworzyć projekt pokoju. Nikt nie będzie się nudzić! Doskonała książka na długie, jesienne wieczory!








Dwa pierwsze tomy serii Gdy rodzice byli dziećmi zwiastują świetny cykl, który powinien spodobać się zarówno młodszym, jak i starszym czytelnikom. 
Niecierpliwie czekam na kolejne, żeby móc jeszcze pokazać Tosi jeszcze większą część swojego dzieciństwa, a przy okazji odświeżyć własną pamięć. Książki zachęcają do wspólnego spędzania czasu i rozmowy o tym, jak wyglądało dzieciństwo rodziców (albo dziadków). Myślę, że będą świetnym prezentem dla osób w każdym wieku i każdemu powinny sprawić radość. Ze względu na naprawdę atrakcyjną cenę (19,99 zł) mogą stanowić dodatek do właściwego podarunku albo całkiem niezobowiązujący prezent. 
Macie już pomysł komu chcielibyście je dać?
 Ja mam całkiem długą listę osób do obdarowania:)

seria Gdy rodzice byli dziećmi.
Gry i zabawy
Jesień
Izabela Łazarczyk-Kaczmarek
MAC Edukacja, 2016

Środowe recenzje: Z książkami w Krakowie

Zdążyliście już pewnie zauważyć, że lubimy podróżować z książkami. Każdy tegoroczny wyjazd wiązał się z zakupem kilku nowych książek albo kolorowanek, związanych z miejscem, które odwiedzamy. Tak samo było w przypadku Krakowa. Mój wybór padł na sześć książek, które sprawdziły się doskonale i, które chcę Wam teraz polecić.


Po pierwsze Kraków dla młodych podróżników. Tę serię przedstawiałam już opisując książki o Warszawie, polubiłam ją do tego stopnia, że przed wyjazdem do Karkowa bez wahania kupiłam wersję o tym mieście. W niej, podobnie jak w Warszawie dla młodych podróżników, autorka snuje opowieść o historii miasta, jego mieszkańcach, bohaterach legend i zabytkach. Znajdujemy tu legendę o Smoku Wawelskim, historię pierwszych dziewcząt studiujących na krakowskim uniwersytecie, opowieść o Kazimierzu oraz rozdziały poświęcone krakowskim artystom. Na pierwszej wklejce mapa centrum miasta, na drugiej słowniczek. Ta książka przyda się nie tylko tym, którzy wybierają się do Karkowa. Spodoba się również dzieciom, które interesują się historią. Jeśli planujecie jakąś podróż, sprawdźcie koniecznie, czy miastu, do którego się wybieracie nie została przypadkiem poświęcona książka z tej serii.



Po drugie, Krakowski Rynek Michała Rusinka. Mamy tę książkę od dawna, ale teraz Tosia mogła na własne oczy zobaczyć opisywane przez autora miejsca. Nie wiem ile razy czytaliśmy jej wiersze Rusinka podczas minionego weekendu, ale wśród nas nie znajdziecie osoby, która w tych dniach przynajmniej raz nie czytała jej tej książki. Tak, jak napisałam wcześniej, mamy tę książkę od dawna i raz na jakiś czas ściągaliśmy ją z półki, ale bardziej była to nasza, a nie Tosi inicjatywa. Tym razem było inaczej, po pierwszym spacerze po Rynku Głównym, poprosiła o przeczytanie tej książki. I przepadła absolutnie. Teraz pięknie mówi z pamięci większość wierszyków, a samą książkę bardzo chętnie ogląda i wspomina miejsca, które odwiedziła.




Po trzecie, dwie kolorowanki. Kraków z serii Kolorowy portret miasta oraz Koloruję Kraków. Tę pierwszą opisywałam już tutaj i do dziś chwalę całą serię, ta druga, to książeczka formatu A4, która oprócz kolorowanek zawiera również naklejki. Dzięki tym naklejkom dzieci mają wzór sugerujący kolory, ale mogą również puścić wodze wyobraźni i kolorować jak chcą.




Po czwarte, Kraków. Album z naklejkami. Raj dla dzieci. Musiałam powstrzymywać Tosię, żeby nie nakleiła wszystkich jeszcze w domu. Umówiłyśmy się, że będzie naklejać te, które udało nam się zobaczyć, a uzbierało się tych miejsc całkiem sporo. Każde z miejsc zostało krótko opisane, na każdej stronie znalazła się również jedna ze związanych z Krakowem legend. Niewielka książeczka, w bardzo niskiej cenie, a w niej tyle informacji!





Po piąte, oczywiście Podróżownik, po tegorocznych wakacyjnych wojażach, nie ma możliwości, żebyśmy wyjechali bez niego. Ba! Tosia sama przypomina o zabraniu go. To ona nosi go w swoim plecaku. A w nim lądują kupione na miejscu pocztówki, mapy, które dostała w informacji turystycznej, bilety do zwiedzanych miejsc. Oprócz tego na każdy wyjazd wkładam do Podróżownika kilka czystych białych kartek. To doskonały sposób na zajęcie uwagi Tosi w restauracjach, które nie mają przygotowanych kolorowanek dla najmłodszych klientów. Wtedy w ruch idą nasze własne kredki albo długopisy i wspomniane kartki.

Lubię te nasze podróże inspirowane i wspomagane książkami. Nam ułatwia to opowiadanie Tosi historii o odwiedzanych miejscach, jej ułatwia ich zapamiętywanie. Chętnie zagląda do nich nie tylko przed i w trakcie wyjazdu, korzysta z nich także po powrocie do domu. Bo po każdą z tych książek warto sięgnąć nie tylko przy okazji wyjazdu do Krakowa!

Kraków dla młodych podróżników
Marta Spingardi
ilustracje Marianna Oklejak
ExpressMap, 2016

Krakowski Rynek dla chłopców i dziewczynek
Michał Rusinek
ilustracje Iwona Cała
Wydawnictwo Literatura, 2015

Koloruję Kraków. Malowanka z najklejkami
 Wydawnictwo Aksjomat, 2016

Kraków. Kolorowy portret miasta
Joanna Myjak 
Wydawnictwo Olesiejuk, 2016

Kraków. Album z naklejkami
Wydawnictwo Aksjomat, 2016 

Podróżownik uniwersalny
Anna i Krzysztof Kobusowie
ilustracje Ewa Najnigier-Galińska/Podpunkt
Wydawnictwo MAC, 2016

Z dzieckiem nad morze, czyli co będziemy robić na wakacjach? ("Podróżownik. Wybrzeże Polski")

Kiedy czytacie ten post, jesteśmy już w drodze nad morze. Pada? A może świeci słońce? Trudno powiedzieć, pogoda jest niezwykle ważna, kiedy planuje się tylko plażowanie, my w planach mamy jeszcze wycieczki!

Na początek Malbork, ale tym razem nie zamek (bo ten odwiedziliśmy dwa lata temu). Tosia od dłuższego czasu mówiła, że chciałaby odwiedzić park dinozaurów. Mówisz masz! Myśleliśmy o Rogowie, które znajduje się na naszej trasie nad morze, jednak jakiś czas temu przeczytałam recenzję u Matki Wariatki (klik), w którym autorka zachwalała dinopark w Malborku. Zrobiła to tak skutecznie, że postanowiliśmy pojechać właśnie tam.

Kiedy już dotrzemy nad morze (czyli do Władysławowa) miejsc do odwiedzenia jest wiele. Po pierwsze i najważniejsze Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku. Dwa lata temu, kiedy po raz ostatni byliśmy w Trójmieście, budowa Centrum właśnie się kończyła. Teraz jest już gotowe i od niemal dwóch lat przyjmuje turystów. Od wszystkich, którzy tam byli słyszałam same pozytywne opinie, czas więc przekonać się osobiście, czy jest tam tak ciekawie, jak mówią na mieście! Obowiązkowy jest również spacer po Gdańsku, Tosia jest szczęśliwą posiadaczką kolorowanki Gdańsk. Kolorowy portret miasta (o serii pisałam tutaj klik), czas sprawdzić, czy wszystko dobrze pokolorowała;) 
Pierwszy dzień spędzimy w całości w Gdyni, tam wybierzemy się na Skwer Kościuszki i (taki jest nasz, rodziców, plan) zwiedzimy albo ORP Błyskawica, albo "Dar Pomorza". Jeśli pogoda nie dopisze myślimy jeszcze o Gdyńskim Akwarium lub Centrum Nauki Experyment (choć o tym mniej chętnie, bo kilka dni później wybieramy się do Warszawy i chcemy odwiedzić Centrum Nauki Kopernik). 

Oczywiście mieszkając we Władysławowie nie będziemy codziennie jeździć do Trójmiasta, mamy przecież nadzieję, że pogoda pozwoli na kilkukrotne plażowanie. W samym Władysławowie odwiedzić możemy Ocean Park. W nim czekają modele zwierząt oceanicznych w skali 1:1, wystawa rzeźbionych ryb, żywy rekin i płaszczka oraz możliwość pogawędki z interaktywnym, wygadanym wielorybkiem. Tosia byłaby zachwycona, ale o tym, czy tam się wybierzemy zdecyduje pogoda. 
Z Władysławowa wybierzemy się na pewno na Przylądek Rozewie, gdzie Tosia będzie miała okazję zobaczyć latarnię morską, no i stanąć na najbardziej wysuniętym na północ fragmencie polskiej ziemi.
Obowiązkowo odwiedzimy port, może nawet, jeśli Tosia nie będzie się bała, wybierzemy się w niedługi rejs statkiem wycieczkowym. We Władysławowie znajduje się również wieża widokowa, kto wie może się na nią wespniemy, żeby podziwiać morze z góry.

Będąc we Władysławowie wypadałoby jeszcze odwiedzić Hel. Pamiętacie historię Klifki, o której pisałam jakiś czas temu (jeśli nie, przypominam recenzję klik), warto byłoby zobaczyć miejsce, w którym ludzie robią wszystko, żeby w Bałtyku udało się odtworzyć kolonię fok. Myślę, że Tosia byłaby zachwycona fokarium, jest więc ono na naszej liście must visit.

W drodze powrotnej mamy chrapkę na Żnin i tamtejsze muzeum kolejek wąskotorowych. Tosia, jak wiecie pociągi uwielbia, a te jeżdżą po najwęższych torach w Europie! Ze Żnina możemy wybrać się do Wenecji, a stamtąd do Biskupina i Gąsawy.
A jeśli całe dnie będzie padać, wybierzemy się do kina. Cały czas odwlekamy wspólne wyjście, więc może nad morzem? Choć nie ukrywam, że Tosia tak bardzo lubi siedzenie w piaskownicy, że wielka piaskownica jaką jest nadmorska plaża, byłaby dla niej miejscem idealnym i doskonałym.
Plany, jak widać mamy napięte, czy uda nam się je zrealizować? Część na pewno tak, dużo zależy od pogody i zainteresowań Tosi, w końcu te wakacje (jak każde inne) są przede wszystkim dla niej!

Każdego dnia będzie nam towarzyszył Podróżownik. Wybrzeże Polski, wspólnie będziemy zapisywać w nim nazwy odwiedzonych miejsc, potrawy, których udało nam się spróbować, ciekawe wydarzenia, które miały miejsce podczas wakacji. Z Podróżownikiem Tosia będzie również pakować swoją walizkę, a potem uczyć się dokumentować swoje wspomnienia. Pomysłów na ich utrwalanie nie brakuje, będzie mogła stworzyć obrazek z piasku, pokolorować latarnię morską, opisać najciekawszą wakacyjną przygodę. Nie będziemy się z Podróżownikiem nudzić, bo oprócz miejsca na rysunki, notatki, opowiadania jest w nim mnóstwo do czytania. A, kiedy wszystko przeczytamy i opiszemy, możemy zagrać w nadmorską grę. Pionki zrobimy z muszelek albo kamyków, zorganizujemy jakąś oryginalną i nowatorską kostkę.
Wiecie, że jestem fanką tej serii, prawda? Do tej pory testowałam ją "na sucho", teraz po raz pierwszy, zabieramy Podróżownik na wakacje! Co w nim zapiszemy? Jak będzie wyglądał po powrocie? O tym już niedługo!






 Podróżownik. Wybrzeże Polski

Anna i Krzysztof Kobusowie
ilustracje Patricija Biluj-Stodulska/Podpunkt