"Janek, pseudonim Żegota" (Wydawnictwo Literatura)

Niedawno obchodziliśmy 80. rocznicę wybuchu powstania warszawskiego. W takich dniach temat wojny, walki o niepodległość pojawia się w wielu rozmowach i powraca w dziecięcych pytaniach. W jaki sposób na nie odpowiadać? Jak dostosować przekazywaną dzieciom wiedzę do ich wieku i wrażliwości? Każdy rodzic ma na to zapewne własne sposoby. U nas zawsze najlepiej sprawdzała się seria "Wojny dorosłych - historie dzieci". Seria, która niedawno wzbogaciła się o kolejny tom.

Bohaterem książki Barbary Gawryluk jest szesnastoletni Janek. Chłopak mieszka we Lwowie. Nie może niestety zajmować się tym, czym powinni zajmować się jego rówieśnicy. Młodość Janka przypadła na czasy wojny. Wychowany w duchu patriotycznym nastolatek gotów był poświęcić wszystko, żeby tylko bronić swojej ojczyzny. Zamiast się uczyć, woli działać w konspiracji i na miarę swoich sił i możliwości pomagać walczącym. Nie podoba się to mamie Janka, ale syn jej nie słucha. Chce robić to, co uważa za słuszne i potrzebne. I pewnie ma rację. Wojna weryfikuje wszystko. Wojna wszystko zmienia. Janek ma tego pełną świadomość. Jego determinacja, odwaga i wytrwałość są naprawdę niezwykłe! Nie był to przecież łatwy czas dla nikogo. A młodość przeżywana w tych czasach musiała być jeszcze trudniejsza i boleśniejsza. 




Kiedy czytam lub słyszę o młodych ludziach, którzy w czasie II wojny światowej angażowali się w działalność konspiracyjną zastanawiam się, czy dzisiejsi nastolatkowie postąpiliby tak samo. Mam co do tego spore wątpliwości. Na szczęście na razie nie musimy tego sprawdzać. Świat bardzo się zmienił i ludzie (także młodzi) są już zupełnie inni. Po co więc historie o takich ludziach jak Janek? Bo inspirują i otwierają oczy. Pokazują, że byli na świecie ludzie gotowi do poświęceń. Ludzie, którzy przeżyli bardzo wiele i, których historie trzeba ocalić od zapomnienia. Tę historię ocaliła Barbara Gawryluk. Autorka wielu wspaniałych książek dla młodych czytelników. Ta jest spośród nich wszystkich najbardziej wyjątkowa. Główny bohater tej książki to ojciec Barbary Gawryluk! Korzystając z jego zapisków stworzyła książkę, w której przedstawiła jego wojenne losy. Losy pełne różnych niebezpieczeństw, (niestety) smutnych chwili i licznych trudności. Na szczęście Janek spotykał na swojej drodze ludzi, który wyciągali do niego pomocną dłoń. Oni również są bohaterami tej książki. Wzruszającej opowieści o trudnych czasach i odważnych ludziach, którzy musieli w nich żyć.




 

Janek, pseudonim "Żegota"

Barbara Gawryluk

ilustracje Joanna Rusinek

Wydawnictwo Literatura 2024 

 

"Bapu, opowieść o dobrym maharadży" (Wydawnictwo Literatura)

- Czy to wszystko wydarzyło się naprawdę? - szepnęła Nehal.

- Niestety tak - opowiedziałam. 

 

Wojna to nie jest temat lekki, łatwy i przyjemny. Kiedy opisujemy wojnę z perspektywy dzieci jest jeszcze trudniej. Kiedy piszemy o wojnie dla dzieci bywa równie trudno. Wojna to temat trudny. Jeszcze niedawno wydawało nam się, że bardzo odległy. Niestety, ponad dwa lata temu świat się zmienił. Wojna wybuchła tuż obok nas. Widzieliśmy wtedy uciekających przed nią ludzi. Dorosłych i dzieci. Widzieliśmy, jak bardzo cierpią ci, których wojna dotknęła. A nasze dzieci zaczęły o wojnę pytać. I musieliśmy, jako dorośli, na te pytania odpowiadać. Dotyczyły one wojny, która toczy się obok nas, ale również tej, która kilkadziesiąt lat temu dotknęła nas. Czasów, kiedy to my byliśmy uchodźcami, kiedy nas wysiedlano i przesiedlano.

O tych właśnie czasach opowiada książka Bapu, opowieść o dobrym maharadży. Kolejna książka wydana w ramach serii "Wojny dorosłych - historie dzieci". Teraz, razem z jej bohaterami, ruszamy do dalekich Indii. Kraju, w którym schronienie znalazły dzieci deportowane wcześniej do Kazachstanu. Przed głodem, chłodem i ciężką pracą uratował je najprawdziwszy maharadża, który zaprosił grupę polskich dzieci do swojego kraju. Dzieci znalazły tam spokój i mogły robić to, co powinno robić każde dziecko. Bawić się i uczyć. Dzieci zaaklimatyzowały się w nowym miejscu. Stopniowo poznawały panujące w nim zwyczaje i kulturę. Czytelnicy poznają tę niezwykłą historię dzięki Kophal, hinduskiej dziewczynce, która razem z rodziną spędza wakacje w willi, która kiedyś należała do maharadży. Kophal zaczyna poznawać historię tego miejsca i dzieli się nią ze swoimi bliskimi. A przy okazji również z każdym, kto sięgnie po tę książkę.




Wydaje mi się, że historia polskich dzieci, które w czasie II wojny światowej trafiły do Indii kiedyś obiła mi się o uszy. Nie znałam jej jednak dokładnie, a szczegółów musiałabym szukać w najgłębszych zakątkach pamięci. Myślę, że wiele osób w ogóle o tym nie słyszało. Książka Moniki Kowaleczko-Szumowskiej to szansa na usunięcie białej plamy i poznanie naprawdę wyjątkowej historii. I bardzo wyjątkowego bohatera historycznego. Władca księstwa Nawangaru zdecydował się pomóc zupełnie obcym dzieciom. Dzieciom z drugiego końca świata. Dał im to, czego im brakowało. Uratował je. I to dwukrotnie. Po raz pierwszy w czasie wojny, po raz drugi - po jej zakończeniu. Wtedy adoptował wszystkie dzieci, żeby uchronić je przed powrotem do komunistycznej Polski. Dziś niewiele osób o tym pamięta. Dlatego bardzo się cieszę, że ta książka się ukazała i przypomniała tego niezwykłego maharadżę i dzieci, które wziął pod swoją opiekę. Przeczytajcie ją koniecznie. To naprawdę lektura obowiązkowa.




Bapu, opowieść o dobrym maharadży

Monika Kowaleczko-Szumowska

ilustracje Marcin Minor

Wydawnictwo Literatura 2024

wiek 8+


 https://wydawnictwoliteratura.pl/

"Jak Pan Żyrafa uciekał przed wojną" (Wydawnictwo Literatura)

"Wojny dorosłych - historie dzieci" to jedna z moich ulubionych i najbardziej przeze mnie cenionych serii dla dzieci. Niecierpliwie czekam na jej nowe tomy, bo wiem, że każdy z nich to nowa, ważna historia. Historia bardzo poruszająca, bo każda z nich wydarzyła się naprawdę. Ta opisana przez Rafała Witka również.

Nie podróżujemy w czasie aż tak daleko. W przestrzeni również. Akcja książki Jak Pan Żyrafa uciekał przed wojną rozpoczyna się w 2014 na wschodzie Ukrainy. Po tym jak armia rosyjska wkroczyła na te tereny, rodzina pana Wasyla i pani Marianny rozdzieliła się. Mama z dziećmi wyjechała na zachód kraju, tata został w ich rodzinnym domu. Wszyscy mieli nadzieję, że za jakiś czas znowu się w nim spotkają, ale konflikt nie został zażegnany. Sytuacja w ich miejscowości stawała się coraz gorsza, a dom stawał się coraz mniej bezpiecznym miejscem. W końcu tata podjął odważną i jednocześnie dramatyczną decyzję. Postanowił ruszyć do oddalonego o 800 kilometrów miasta, w którym schronienie znaleźli jego bliscy. W podróży towarzyszył mu tytułowy Pan Żyrafa, zabawka, którą podarował córeczce w dniu jej narodzin. Od tej pory byli nierozłączni. Wojna zmieniła wszystko, także to. Pan Żyrafa został z panem Wasylem, Tatiana wyjechała z bratem i mamą. Można powiedzieć, że dobrze, że został z tatą, bo bardzo mu pomógł w wydostaniu się z okupowanego regionu, a potem nawet uratował mu życie!


Niedługa, ale bardzo piękna historia poruszy każde serce. Historia ojca uciekającego na rowerze przed wojną wywiera ogromne wrażenie na czytelnikach. Jeśli dodamy do tego fakt, że rok temu wojna ogarnęła całą Ukrainę, otrzymujemy jeszcze bardziej dramatyczny i aktualny obraz sytuacji, w której znalazły się tysiące naszych sąsiadów. Rozdzielonych rodzin i dramatycznych ucieczek jest jeszcze więcej. Jeszcze więcej jest łez i rozpaczy. Niestety. Moglibyśmy przymykać na to wszystko oczy, unikać takich książek, ale nie powinniśmy tego robić. Nie można przymykać oczu, trzeba rozmawiać z dziećmi o tym, co się działo i o tym, co się dzieje. Seria "Wojny dorosłych - historie dzieci" to doskonały punkt wyjścia do tych rozmów. Doskonale napisane, świetnie zilustrowane książki to świetny materiał do pracy z dziećmi na lekcjach w szkole i do czytania w domu. Jeśli jej jeszcze nie znacie, musicie koniecznie poznać. Jak Pan Żyrafa uciekał przed wojną jest ku temu doskonałą okazją.



 

Jak Pan Żyrafa uciekał przed wojną

Rafał Witek

ilustracje Joanna Rusinek

Wydawnictwo Literatura 2023

wiek 8+

https://www.wydawnictwoliteratura.pl/
 

 

"Moc Amelki" (Wydawnictwo Literatura)

Zazwyczaj książki z serii "Wojny dorosłych - historie dzieci" czytamy razem. Wtedy najłatwiej wyjaśniać interesujące Tosię kwestie i sprawy, które nie do końca są dla niej zrozumiałe. Z książką Moc Amelki było inaczej. Każda z nas przeczytała ją po cichu, choć siedziałyśmy w jednym pokoju. Tę książkę bardzo trudno czyta się głośno, bo łzy same cisną się do oczu na myśl o historii, którą opowiada.

Główną bohaterkę książki Barbary Gawryluk znają chyba wszyscy. To mała Amelka, dziewczynka, która w pierwszych dniach wojny w Ukrainie śpiewała w schronie piosenkę Mam tę moc. Film nagrany przez jedną z kobiet, która ukrywała się w tym samym miejscu, błyskawicznie dotarł do ludzi na całym świecie i stał się symbolem tragedii jaka spotkała Ukraińców. Także (a może przede wszystkim) dzieci, które jak Amelka wcześniej chodziły do szkoły, nawiązywała pierwsze przyjaźnie, lubiła się bawić i chciała rozwijać swoje pasje. Wojna to wszystko zmieniła. Dziewczynka przestała chodzić do szkoły, musiała opuścić swoje mieszkanie, w końcu także kraj, w którym się urodziła. Do Polski przyjechała razem ze starszym bratem i babcią. Rodzice zostali, żeby bronić kraju. Amelka i jej bliscy była wśród tych, którzy na przełomie lutego i marca przekroczyli granicę w Przemyślu. Nie musiała czekać na mieszkanie, bo takie przygotowali dla niej znajomi mamy. Polska okazała się dla niej gościnnym krajem i miejscem, w którym miało się spełnić jedno z jej największych marzeń. Zaśpiewała na prawdziwym koncercie, na wielkiej scenie. W trakcie koncertu charytatywnego zaśpiewała hymn Ukrainy. Dziś jest dla nas wszystkich symbolem dzieci, którym wojna odebrała to, co najważniejsze - dzieciństwo, bliskich i poczucie bezpieczeństwa.



 

Książki z serii "Wojny dorosłych - historie dzieci" zawsze budzą we mnie duże emocje. Moc Amelki szczególnie, bo dotyczy spraw, które widzimy na własne oczy i ludzi, których spotykamy na ulicy. Właśnie dlatego jej czytanie wywołuje tyle emocji. Zarówno w dzieciach, jak i w dorosłych. Myślę, że każdy z nas wyobrażał sobie, co stałoby się, gdyby wojna wybuchła u nas. Czy emocje, które towarzyszą czytaniu tej książki to wystarczający powód, żeby po nią nie sięgnąć? Oczywiście, że nie. To właśnie kolejny powód, dla którego trzeba ją przeczytać. Moc Amelki wzruszy każdego. Przypomni emocje, które towarzyszyły nam na przełomie zimy i wiosny tego roku. Emocje, które już trochę osłabły, ale trzeba pamiętać, że wojna trwa nadal. I cały czas cierpią w niej dzieci i dorośli. Moc Amelki to swoisty hołd złożony im wszystkim. Książka ważna, potrzebna i bardzo piękna. Barbara Gawryluk wspaniale opisała historię głównej bohaterki i jej rodaków. Ola Krzanowska dołączyła do tej opowieści piękne, przejmujące ilustracje. Musicie przeczytać tę książkę!



 

Moc Amelki

Barbara Gawryluk

ilustracje Ola Krzanowska

Wydawnictwo Literatura 2022


 https://www.wydawnictwoliteratura.pl/

"Niedokończona opowieść Pepe" (Wydawnictwo Literatura)

Trochę znam historię, więc kiedy zobaczyłam wśród zapowiedzi Wydawnictwa Literatura, że nowa książka z serii "Wojny dorosłych - historie dzieci" opowiadać będzie wojenną historię z Wołynia, miałam bardzo duże obawy. Nie wiedziałam, czy będzie to książka, którą mogłabym przeczytać z Tosią. Moje obawy zmniejszyły się nieco, kiedy zobaczyłam, że wydawca rekomenduje tę książkę dzieciom od ósmego roku życia. Domyślałam się, że nie trafię tam na brutalne opisy wojennej rzeczywistości, mimo to postanowiłam najpierw przeczytać Niedokończoną opowieść Pepe sama.


Książka, jak zwykle w przypadku tej serii, opowiada prawdziwą historię. Główna bohaterka Lala, urodziła się na Wołyniu w okresie międzywojennym. Wołyń miał być dla nich oazą spokoju, cudownym miejscem, w którym obok siebie, w zgodzie, żyją Polacy, Ukraińcy, Żydzi i Niemcy. Niestety, wzrastające nastroje nacjonalistyczne sprawiły, że ich codzienność zaczęła się zmieniać. Potem nadeszła II wojna światowa i zmieniło się wszystko. Najpierw zaczęli znikać Żydzi. Polacy również nie mogli czuć się bezpieczni. Oprócz żołnierzy Trzeciej Rzeszy zagrażali im również ukraińscy sąsiedzi. Mama Lali doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co dzieje się wokół nich. Mimo to nie odmawiała pomocy nikomu, kto o to poprosił. Większość z tych ludzi pojawiała się tylko na moment, przychodzili i odchodzili, rozpływali się we mgle w okolicznych lasach. Lala nie zdążyła się do nich przywiązać. Był jednak jeden wyjątek. Pewnego dnia w jej domu pojawili się uciekinierzy z getta, ojciec z córką. Mężczyzna oddał swoją córkę pod opiekę mamy Lali. Od tej pory między dziewczynkami zaczęła rodzić się sympatia, a potem przyjaźń. Pepe towarzyszyła jej każdego dnia, we wszystkich, także tych najtrudniejszych momentach. Także w te pełne nerwów noce, kiedy w obawie przed ukraińskimi nacjonalistami, opuszczały swój dom i ukrywały się w lesie. To był trudny czas dla każdej z nich, na szczęście wszystkie przetrwały wojnę. Nie przetrwała jednak ich przyjaźń, bo tata Pepe po wojnie po nią wrócił, a Lala razem z mamą musiały opuścić Wołyń i zamieszkać w nowym miejscu i nowej Polsce.




Streściłam prawie całą fabułę tej książki. Nie ma potrzeby niczego ukrywać, to nie kryminał, nie książka czytana dla zabawy i rozrywki. To lekcja historii. Jak już wielokrotnie udowodniła seria "Wojny dorosłych - historie dzieci", często trudnej, nieznanej albo zapomnianej. Czy warto mówić o niej dzieciom? Oczywiście, że tak. Tylko w ten sposób wychowamy mądrych, świadomych i myślących dorosłych. Ważne jest jednak to, żeby podejmowane tematy dostosować do wieku dzieci. W Niedokończonej opowieści Pepe nie ma drastycznych opisów. Okrucieństwo wojny jest tu jednak obecne i wyraźnie zasygnalizowane. Warto więc czytać ją razem z dzieckiem, żeby w razie potrzeby wyjaśnić kwestie, które mogłyby być dla niego zbyt trudne albo niezrozumiałe. Takie wspólne czytanie może być punktem wyjścia do rozmowy o przeszłości, snuciu rodzinnych opowieści o członkach rodziny, którzy przeżyli II wojnę światową. Dla nas książki z tej serii to lektura obowiązkowa, zawsze ciekawa, mądra i wartościowa. Kolejne książki zawsze są pretekstem do ciekawych rozmów, czasem trudnych i bolesnych, ale ważnych. Takich, które każdy rodzic powinien ze swoim dzieckiem odbyć.




Niedokończona opowieść Pepe
Dorota Combrzyńska-Nogala
ilustracje Magdalena Pilch
Wydawnictwo Literatura 2020

"Dzieci, których nie ma" (Wydawnictwo Literatura)

Piszę tu o książkach dla dzieci. Tę także napisano dla młodych czytelników, choć jak wyraźnie zaznaczył na okładce wydawca, tych powyżej piętnastego roku życia. Granica wiekowa jest tu bardzo ważna, bo książka Renaty Piątkowskiej to najtrudniejsza z książek, jakie tu się pojawiły. A jednocześnie jest to jedna z najważniejszych książek, jakie tu się pojawiły i jakie tu się jeszcze pojawią.


Dzieci, których nie ma to kolejna książka z serii "Wojny dorosłych - historie dzieci". Nie przeczytałyśmy jeszcze wszystkich historii wydanych w ramach tej serii. Tej Tosia nie przeczyta jeszcze długo, bo musi do jej lektury dorosnąć. Bohaterami książki Renaty Piątkowskiej są dzieci, które trafiły do Polen-Jugendverwahrlager der Sicherheitspolizei in Litzmannstadt, czyli obozu prewencyjnego policji bezpieczeństwa dla młodzieży polskiej w Łodzi. Nie słyszałam o tym miejscu nigdy wcześniej. Nie pisano o nim w żadnym podręczniku do historii, nigdy nie przeczytałam o nim w internecie (choć wikipedia poświęciła mu dość długi wpis), nie widziałam artykułów na jego temat w internecie. Obóz dla dzieci i młodzieży, który działał w Łodzi od grudnia 1942 roku do stycznia 1945 roku nie istnieje w pamięci zbiorowej. Renata Piątkowska podjęła się bardzo trudnego zadania opowiedzenia o tym miejscu. Zrobiła do "na zimno" bez żadnego komentarza. Nie zbudowała historii o dziecku, które do tego obozu trafiła. W krótkich rozdziałach opisała miejsca, które ten obóz tworzyły i dzieci, które w nim przebywały. W krótkich, pozbawionych emocji zdaniach przekazuje bardzo bolesną prawdę o tym miejscu.Czytałam tę książkę z trudem i bólem. Inaczej się nie da.





Książki o tematyce wojennej i obozowej cieszą się ogromną popularnością. Regularnie pojawiają się nowe tytuły i wiele z nich szybko trafia na listy bestsellerów. Większość z nich jest mocno sfabularyzowana, więc na pewno czyta się je łatwiej niż książkę Renaty Piątkowskiej. Nie zniechęcajcie się jednak. Przeczytajcie sami i polećcie nastoletnim czytelnikom, których znacie. Oprawę graficzną książce zapewnił Maciej Szymanowicz. Jest ascetyczna, utrzymana w szarych i brązowych barwach. Pasuje do tej opowieści, uzupełnia ją, ale nie przytłacza. 





To nie jest książka, którą można dać komuś w prezencie. To nie jest książka, którą przeczyta się w piętnaście minut. To nie jest książka obok której można przejść obojętnie. To książka, którą zapamiętuje się na zawsze. I dobrze, bo tym ludziom, tym dzieciom należy się pamięć. 




Dzieci, których nie ma
Renata Piątkowska
ilustracje Maciej Szymanowicz
Wydawnictwo Literatura 2020
wiek 15+