"Renomowany katalog Walker & Dawn" (Wydawnictwo Dwie Siostry)

Okładki może tej książce pozazdrościć wiele innych tytułów. Od razu zwraca uwagę. Zapowiada coś niezwykłego, budzi ogromne zainteresowanie. Treść nie zawodzi pokładanych w książce oczekiwań. I właśnie dlatego tak bardzo boję się o niej pisać. Nie chcę jej uprościć, zbanalizować, opowiedzieć nie tak, jak na to zasługuje. Podejmę się jednak tego zadania, bo chcę, żebyście dowiedzieli się o tej niezwykłej książce.


Renomowany katalog Walker&Dawn opowiada o przygodach czworga przyjaciół. Akcja powieści rozpoczyna się w 1904 roku w Luizjanie. Pewnego dnia główni bohaterowie znajdują puszkę, a w niej trzy dolary. To dla nich mnóstwo pieniędzy, więc i pomysłów na ich wydanie jest wiele. Ostatecznie postanawiają za tę kwotę kupić coś z "Renomowanego katalogu Walker & Dawn". Żeby to zrobić muszą napisać list, wysłać go (a raczej przekazać listonoszowi), a potem przejąć paczkę, zanim dotrze do domu któregoś z nich i zobaczą ją rodzice. Plan nie jest może prosty do zrealizowania, ale dzieciom udaje się odhaczać kolejne punkty. Po kilku tygodniach trzymają w rękach paczkę z zamówionym... rewolwerem i nabojami. Po otwarciu okazuje się jednak, że nie otrzymali tego na co czekali. Zamiast rewolweru w paczce znaleźli zegarek. Na dodatek zepsuty. Jakby tego było mało o wszystkim dowiadują się ich rodzice, więc przybywa im kłopotów. A to jeszcze nie jest koniec, bo w miasteczku pojawia się mężczyzna podający się za przedstawiciela Walker & Dawn. Ma list od właścicieli firmy na potwierdzenie swoich mocodawców i chce odnaleźć osobę, która zamiast zamówionej przez siebie rzeczy dostała zegarek. Kiedy dowiaduje się, że paczkę otrzymała banda dzieciaków, oferuje im pięćdziesiąt dolarów. Bohaterowie książki są jednak nieufni, nie godzą się na wymianę, zaczynają uciekać. A goniący ich mężczyzna, który oferował im wymianę, w trakcie pościgu ginie. Dzieci obawiają się, że ktoś obwini je o jego śmierć. Dodatkowo zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, że zegarek, na którym tak bardzo zależy filmie Walker & Dawn. Postanawiają więc wyruszyć w podróż do Chicago. Wyprawa będzie niełatwa i niebezpieczna. Niemal bez pieniędzy, bez znajomości kraju, bez opieki kogoś dorosłego, dzieci korzystając z różnych środków lokomocji, dzieci przejadą niemal cały kraj. Nie będzie to jednak koniec ich kłopotów... Tych los przygotował dla nich jeszcze więcej. W tle pojawia się wątek zbrodni, który okazuje się mieć ogromne znacznie dla dalszego rozwoju akcji. Jeśli dodamy do tego jeszcze ogromny spadek, który na razie nie znalazł właściciela, otrzymujemy mieszaninę wydarzeń, emocji i książkę, którą trudno przestać czytać.





Mam nadzieję, że z mojego opisu można wywnioskować, że fabuła tej książki jest interesująca. Choć tak naprawdę słowo "interesująca" w przypadku Renomowanego katalogu Walker & Dawn to za mało powiedziane. Ta książka to niezwykła opowieść o przyjaźni, przygodzie i wielkiej podróży. Opowieść o dawnych czasach, kiedy biednym było jeszcze trudniej niż dziś, kiedy wielu ludzi nie potrafiło czytać, wobec dzieci stosowało się przemoc, a wielu miejscach panoszył się rasizm. Obraz świata wyłaniający się z tej książki nie napawa optymizmem, ale postawa dzieci budzi nadzieję. Mimo biedy, braku wykształcenia, trudnościach rodzinnych wykazują się odwagą, pomysłowością i udowadniają, że niewiele jest na świecie rzeczy tak cennych jak przyjaźń. 




 

Czytałam tę książkę z zapartym tchem. Kolejne wydarzenia mroziły krew w żyłach. Przeżywałam wszystko razem z bohaterami, martwiłam się ich losem i trzymałam kciuki za powodzenie ich wyprawy. Jeśli tak bardzo emocjonowałam się tą książką ja, to pomyślcie, jak wielkie emocje wzbudzi w swoich właściwych adresatach. Zachwyci miłośników książek przygodowych, opowieści kryminalnych, fanów powieści obyczajowych. Davide Morosinotto napisał książkę dla wszystkich, którzy lubią dobrą literaturę. Przychylnym okiem spojrzą na nią także miłośnicy pięknie wydanych książek. Oni zachwycą się kolorową obwolutą, niemal całkowicie czarną okładką. Oni westchną widząc niezwykłe grafiki wewnątrz książki, które przedstawiają kolejne strony rozpalającego wyobraźnię ludzi katalogu produktów. Bo Renomowany katalog Walker & Dawn to książka, która zachwyci każdego i, którą każdy (bez względu na wiek) może przeczytać.




Renomowany katalog Walker & Dawn
Davide Morosinotto
projekt graficzny Stefano Moro
tłumaczenie Ewa Nicewicz-Staszowska
Dwie Siostry 2019
wiek 10+




"Podręcznik dla superbohaterów. Część 1: Podręcznik" (Wydawnictwo Debit)

Superbohaterami są najczęściej mężczyźni. Superbohaterki można policzyć na palcach jednej ręki, a żeby je wymienić i tak trzeba się poważnie zastanowić. Bo jakoś tak to jest, że supermoce przypisujemy mężczyznom. O kobietach i dziewczynach w tym przypadku nie mówi się w ogóle. A przecież one również mogą mieć jakąś supermoc. I nie myślę tu tylko o tej, która pozwala opiekować się dziećmi, pracować zawodowo i gotować obiady.


Lisy, bohaterki książek z serii "Poradnik dla superbohaterów" również nikt nie mógł podejrzewać o posiadanie jakichkolwiek supermocy. Była raczej obiektem kpin, a nie osobą, z którą ktoś chciałby się przyjaźnić. Powód tej niechęci ze strony rówieśników był bardzo przykry. Lisa miała duże i odstające uszy. Właśnie to było przyczynkiem do licznych kpin, uszczypliwości, a w końcu do regularnego znęcania się nad dziewczynką. Dopuszczali się tego jej rówieśnicy, którym wydawało się, że są lepsi, ładniejsi, mądrzejsi. Mieli więcej siły, dlatego uznali, że mają prawo komuś dokuczać. Było ich kilku, dlatego postanowili uprzykrzyć życie osobie, która była sama. A Lisa postanowiła zachować to, co dzieje się w szkole dla siebie. Nie opowiedziała o tym babci, z którą mieszkała. O niczym nie powiedziała mamie, która na kilka miesięcy musiała wyjechać. Słowem nie wspomniała o tym nauczycielom. Spokój i ukojenie udawało jej się znaleźć w bibliotece. To właśnie tam trafiła na coś, co całkowicie odmieniło jej życie. Pewnego dnia uwagę Lisy zwróciła dziwna książka. Stała na półce i bił od niej blask. Dziewczynka nie widziała tej książki nigdy wcześniej. Bibliotekarka nie mogła znaleźć jej w katalogu, więc sprawa wydaje się jeszcze dziwniejsza. Tajemniczą książką, która zwróciła uwagę Lisy, okazuje się Podręcznik dla Superbohaterów. Dziewczynka bierze ją do domu i zaczyna czytać. Znajduje w niej porady dla początkujących bohaterów. Postanawia nabyć niektóre z opisanych tam umiejętności, bo ma nadzieję, że pomogą jej one unikać jej oprawców.





Nie będę Wam zdradzać jak rozwiną się losy Lisy. Musicie uwierzyć mi na słowo, że rozwiną się w bardzo ciekawym kierunku i całkowicie zmienią życie wyśmiewanej przez rówieśników dziewczynki. Możecie oczywiście sprawdzić, czy moje słowa są prawdziwe. Sama gorąco Wam to rozwiązanie rekomenduję, bo Podręcznika dla superbohaterów to świetna i wartościowa lektura. Zwłaszcza dla tych, którzy mają problem w relacjach z rówieśnikami. Dla takich dzieci i dla ich rodziców może to być jedna z tych lektur, która wpłynie na ich dalsze życie. Dzieciom pokaże jak ważne jest opowiadanie o swoich problemach innym. Dorosłym przypomni i uświadomi, jak ważne jest baczne obserwowanie swoich dzieci i jaką moc ma rozmowa. Lisa nie rozmawiała z nikim, dlatego nikt nie mógł jej pomóc. To może budzić ogromny sprzeciw w umysłach czytelników, ale prawda jest taka, że często tak wygląda sytuacja. Dzieci boją się osób, które je prześladują. A dodatkowo wstydzą się tego, że są prześladowane. Na końcu Podręcznika dla superbohaterów znajdą wskazówki, porady i namiary na miejsca, w których powinni szukać pomocy. Dzięki temu ta książka jest dla swoich czytelników nie tylko formą rozrywki, ale również podręcznikiem, podobnym do tego, który znalazła Lisa. Choć, oczywiście, życzę każdemu, żeby nigdy nie znalazł się w takiej sytuacji jak główna bohaterka tej książki.





Podręcznik dla superbohaterów. 
Część 1: Podręcznik
Elias Vahlund
ilustracje Agnieszka Vahlund
tłumaczenie Marta Rey-Radlińska
Wydawnictwo Debit 2019

 

Recenzja przedpremierowa: "Nienauczalni" (Wydawnictwo Literackie)

Po przeczytaniu pierwszych kilkunastu stron Nienauczalnych byłam pewna, że to nie jest książka dla mnie. Przewidziałam zakończenie i wydawało mi się, że wiem na temat tej historii już wszystko. Nie wiem skąd miałam taką pewność, co do dalszej części historii. Szybko okazało się jednak, że byłam w błędzie. Fabuła Nienauczalnych rozwinęła się z zupełnie innym kierunku, niż ten przewidywany przeze mnie. I dobrze, bo historia wymyślona przez Gordona Kormana jest znacznie lepsza od tej, która zrodziła się w mojej głowie.


Wszystko zaczęło się od tego, że mama Kiany dostała rolę w filmie. Niestety, na planie filmowym nie mogła towarzyszyć jej córka. Nastolatka musiała chodzić do szkoły, a osiem tygodni, na które zaplanowano zdjęcia, dziewczyna miała spędzić u ojca, jej nowej żony i niedawno urodzonego przyrodniego brata. To wiązało się ze zmianą na jakiś czas szkoły. Dziewczyna nie podchodziła do tego z wyjątkowym entuzjazmem, ale trudno też powiedzieć, żeby podejmowała jakieś próby buntu. Założyła, że osiem tygodni minie szybko, a ona po prostu się tu przemęczy. Sytuacja skomplikowała się już pierwszego dnia, kiedy okazało się, że brat Kiany zachorował, a ona została sama w nowej szkole, do której dopiero miała zostać zapisana! Sama zapisać się nie mogła, nie chciała jednak dłużej czekać i wzięła sprawy w swoje ręce. Weszła do jednej z sal i została uczennicą.

Wydaje się Wam to niemożliwe? Kianie też trudno było uwierzyć w to, że nikt (a zwłaszcza nauczyciel) nie zauważył, że w klasie pojawiła się nowa uczennica. W każdej innej klasie na pewno nie przeszłoby to bez echa, ale Kiana dołączyła do klasy nienauczalnych! To tam zsyłano najgorszych uczniów, którzy mieli problemy z nauka. Tam również zesłano najgorszego nauczyciela. Pan Kermit chciał po prostu doczekać emerytury. Postanowił więc niczym się nie denerwować, niczym nie zajmować. Wchodził do klasy, rozdawał uczniom zadania, a sam zaczynał rozwiązywać krzyżówki. Właśnie dlatego nawet nie zwrócił uwagi na to, że w klasie pojawiła się uczennica, której nie było na liście.

Kiana i Zachary Kermit to oczywiście nie są jedyni bohaterowie książki Nienauczalni. Oprócz nich znajdziecie tam chłopaka, który miał problemy z czytaniem, dziewczynę, którą wszyscy uważali za potwora, tylko dlatego, że była większa od innych, kontuzjowanego sportowca, który nigdy nie uczył się dobrze, ale wybaczano mu wiele, bo był podporą szkolnej drużyny. Galeria charakterów, ogrom problemów i nauczyciel, któremu nic się nie chce. Po przeczytaniu kilku rozdziałów czytelnik dowiaduje się, że życiowa i zawodowa sytuacja pana Kermita nie przedstawia się dobrze. To z w pewnym sensie tłumaczy jego zachowanie. Żeby dowiedzieć się, co wydarzyło się w przeszłości, trzeba przeczytać kilka kolejnych rozdziałów i poznać punkt widzenia kolejnego bohatera.

To właśnie przedstawianie tych samych wydarzeń z różnych perspektyw wyróżnia tę książkę na tle innych. Dzięki temu lepiej poznajemy bohaterów, ich problemy oraz dowiadujemy się, co najbardziej wpływa na ich zachowanie. Każda z kluczowych postaci dostała szansę na wypowiedzenie się. Przeplatają się tu historie dzieci i dorosłych, każdy z nich został przez kogoś skrzywdzony, każdy ma jakiś problem albo bardzo poważne zmartwienie. Czy wszystkie uda się rozwiązać? To byłoby za proste. Każdy jednak dostaje szansę, ktoś wyciąga do niego rękę. Gordon Korman pokazuje, że każdy zasługuje na drugą szansę, na trzecią, a nawet na dwudziestą. Ludziom, zwłaszcza młodym, trzeba pomagać, trzeba obdarzać je zaufaniem. Trzeba przestać oceniać na podstawie pierwszego wrażenia. 

Nienauczalni poruszyli we mnie bardzo czułe struny. O bohaterach tej książki cały czas myślę. Ostatnio trochę tracę wiarę w instytucję zwaną szkołą i w ludzi, którzy ją tworzą. Gordon Korman początkowo odebrał mi resztki nadziei i wiary. Na szczęście w zakończeniu znalazłam sporą dawkę optymizmu. Znalazłam też ciekawą historię i dobrze napisaną książkę. Dla nastolatków, rówieśników bohaterów i tych nieco starszych, którzy mają dzieci. Dla wszystkich, którzy oczekują od książki czegoś więcej niż tylko rozrywki.



Nienauczalni
Gordon Korman
tłumaczenie Łukasz Małecki
Wydawnictwo Literackie 2019
(premiera 29.01.2020 r.)
wiek 10+



"Babcia" i "Dziadek" (Wydawnictwo Zielona Sowa)

Są z nami niemal od pierwszych chwil życia. Czekają, żeby ruszyć z pomocą. Potem mają więcej czasu od rodziców. Dlatego odbierają z przedszkola. Chodzą z dziećmi na przedstawienia, zabierają na lody. Siedzą cierpliwie na placu zabaw patrząc na bawiące się maluchy. Nie spieszą się, mają ogromne pokłady cierpliwości i ogromną chęć do bycia częścią życia bliskich im maluchów. O kim mowa? Oczywiście o babciach i dziadkach!


To właśnie oni stali się bohaterami dwóch pierwszych książek z nowej serii autorstwa Barbary Supeł. Termin premiery jest nieprzypadkowy, w końcu styczeń to miesiąc, w którym obchodzimy Dzień Babci i Dzień Dziadka. Osób dla wielu, dziś już dorosłych ludzi, niezwykle ważnych. Takich właśnie dziadków pokazują te książki. Dziadkowie rodzą się razem z wnukami. Czekali na nich i razem z ich rodzicami cieszyli się, kiedy dzieci pojawiły się na świecie. Od tej chwili byli dla nich wsparciem, bawili się z nimi, pokazywali świat. Nie zastępowali rodziców, stali z boku, a jednak na tyle blisko, że wnuki chętnie dzielili się z nimi swoimi radościami i smutkami. Ważne są dla nich wnuki, oni są ważni dla wnuków. Właśnie dlatego książki wzajemnej relacji dziadków i wnuków są niesamowicie wzruszające. Barbara Supeł zamknęła w słowach to, co dla każdego wnuka ważne. Piękne opowieści uzupełniły bardzo klasyczne i klimatyczne ilustracje Sary Olszewskiej. Z połączenia tych elementów powstały dwie cudowne książki dla ludzi w każdym wieku, które mogą stać się prezentem i wskazówką dla dziadków i wnuków. Pięknymi przewodnikami po świecie wzajemnych relacji.






Nigdy nie myślałam o dziadkach jak o osobach, które są zobowiązane do pomagania rodzicom w opiece nad dziećmi. Pewnie dlatego, że moi dziadkowie nigdy takiej roli nie pełnili. Byli jednak osobami, do których mogłam przyjechać bez zapowiedzi i, którzy zawsze byli w domu. I chyba właśnie za tym najbardziej tęsknię. Dziś ze wszystkimi trzeba się umawiać, a do tego czasem zdarza się usłyszeć, że ktoś nie ma czasu. Dziadkowie czekali zawsze i zawsze się cieszyli. Niestety, ten czas już za mną. W tym roku przede mną pierwszy Dzień Babci i Dzień Dziadka, kiedy już nie mam do kogo przyjechać na ciasto i herbatę. Pozostają, na szczęście wspomnienia. Podobne do tych zamkniętych w książkach Barbary Supeł. Piękne i wzruszające. Warte czytania nie tylko w styczniowe wieczory.






Babcia
Dziadek
Barbara Supeł
ilustracje Sara Olszewska
Zielona Sowa 2020

 

Recenzja przedpremierowa: "Selfie ze stolemem" (Wydawnictwo Literatura)

Są takie rejony Polski, w które cały czas się wybieram i dotrzeć nie mogę. Oprócz Mazur, o których marzę przez większą część swojego życia i Bieszczadach, w które chciałabym wrócić, na liście miejsc do odwiedzenia są Kaszuby. Niby przejeżdżamy obok, kiedy jedziemy nad morze. Niby moglibyśmy poświęcić jeden dzień i zwiedzić to, co warte zobaczenia. Niby nic trudnego, a jednak nie udało nam się do tej pory tego zrobić. Teraz musimy tam pojechać jak najszybciej. Wszystko przez książkę Krzysztofa Kochańskiego Selfie ze stolemem.


Stolemy to legendarne olbrzymy, które przed wiekami miały zamieszkiwać tereny Kaszub. Najwyraźniejszymi śladami ich obecności mają być ogromne głazy, które stolemy miały rozrzucać w lasach i na polach. Czy istniały naprawdę nie wiemy, ale głazy budzą ludzką wyobraźnię i pozwalają snuć niezwykłe historie. Do nich, śmiało zaliczyć można, opowieść Krzysztofa Kochańskiego. Jej bohaterem jest Stolko, młody stolem. Mieszka on w jaskini razem ze swoją rodziną. Jest mały, wielu rzeczy dopiero się uczy. Dzięki temu zwyczaje stolemów poznaje również czytelnik. Stąd dowiaduje się, że stolemy są aktywne w nocy, a zachorować mogą przebywając na zewnątrz, kiedy nie ma wiatru i jest ciepło. Nie do końca wierzą również w istnienie ludzi. Podobno niektórzy ich kiedyś spotkali, ale to takie "leśne legendy", którym wielu może nie dawać wiary. Stolko ma podobne wątpliwości. Będzie mógł je rozwiać, kiedy na jego drodze stanie człowiek. A dokładnie mówiąc mała dziewczynka. Spotkanie nie będzie łatwe, bo dzieci straszy się stolemami, a stolemy straszy się ludźmi! Stolko poczuje się jednak za dziewczynkę odpowiedzialny, kiedy dowie się, że jest ona w poważnych tarapatach. Zosia została porwana przez bandytów, którym zależało na mapie należącej do jej taty, który zawodowo zajmuje się... stolemami!

Nie zdradzę Wam zakończenia tej historii, bo muszę pozostawić jakieś niedopowiedzenie, które zachęci Was do przeczytania książki. Tajemnicą pozostawię również tytułowe "selfie". O co w tym wszystkim chodzi, kto chciał robić selfie i czy udało się je zrobić, dowiecie się z książki. Książki, która jest zapisem pięknej, choć nieoczywistej znajomości, która na oczach czytelnika przeradza się w coś na kształt przyjaźni. Historia opisana przez Krzysztofa Kochańskiego to lekcja, którą każdy powinien odbyć i przemyśleć, a potem zastosować w swoim życiu. Tę niebanalną i piękną opowieść uzupełniły ilustracje autorstwa Zosi Dzierżawskiej. Klimatyczne i niebanalne jak historia, do której zostały narysowane. Razem tworzą piękną całość, która zaciekawi chłopców i dziewczynki, małych i dużych, miłośników Kaszub i tych, którzy w tych rejonach nigdy nie byli. 


Selfie ze stolemem
Krzysztof Kochański
ilustracje Zosia Dzierżawska
Wydawnictwo Literatura 2020
(książka ukaże się 26 lutego 2020)
wiek 8+