"Wielkie emocje": "Kiedy czuję złość"/"Kiedy czuję zaskoczenie" (Wydawnictwo Mamania)

Emocje towarzyszą nam przez całe życie. Zarówno te dobre, jak i te złe. Jedne sprawiają nam przyjemność, z innymi żyje się trudno. Z wiekiem uczymy się sobie z nimi radzić i coraz rzadziej emocje biorą górę. Początkowo nie jest jednak łatwo, dzieci nie rozumieją swoich emocji. Czy to źle? Oczywiście, że nie. Dopiero uczą się świata, funkcjonowania w społeczeństwie i rozumienia tego, co dzieje się w ich sercach. Czy możemy im w tym pomóc? Oczywiście, że tak!

W ostatnich latach ukazało się wiele książek, które pomagają dzieciom radzić sobie z emocjami. Zgromadziłyśmy ich już całkiem sporą kolekcję, ale nie przestajemy wypatrywać kolejnych interesujących i wartościowych tytułów. Takich, które z czystym sumieniem możemy polecić innym. I właśnie na taką serię ostatnio trafiłyśmy. Wydało ją bardzo przez nas lubiane i cenione wydawnictwo Mamania, które książek o emocjach wydało już wiele. Nie ma wśród nich takiej, która nas zawiodła. Seria "Wielkie emocje" również tego nie zrobiła!

Dwie niezbyt duże książeczki. Każda z nich ma swojego bohatera. Jeden jest pomarańczowy i ma bardzo groźną minę, drugi - ma różowe futro i jest bardzo zaskoczony. Pierwszy, jest bohaterem książki Kiedy czuję złość. I na każdej stronie tej książki dobrze widzimy, jak się ze swoją złością zmaga. Potrafi zniszczyć budowlę z klocków, którą stworzyli jego koledzy. Potrafi na nich nakrzyczeć i wyładować wszystkie złe emocje, które ma w sobie. Dlaczego to robi? Bo jest zły! Czy coś z tym można zrobić? Oczywiście, że tak. Pomarańczowy stworek ma na to swój sposób. Jaki? Bardzo prosty i bardzo skuteczny. Poznają go wszyscy, którzy zajrzą do książki. 




Druga książeczka to opowieść o uczuciu znacznie przyjemniejszym, czyli o zaskoczeniu. O niespodziankach, które robimy innym i niespodziankach, które robione są nam. Różowy bohater książki uwielbia niespodzianki i zawsze bardzo się z nich cieszy. Lubi znajdować rzeczy, które go zaskakują. Lubi niespodzianki, które dostaje na śniadanie. Pozwala się zaskakiwać, bo wie, że niespodzianki wiążą się z czymś przyjemnym i miłym. Nawet, jeśli na pierwszy rzut oka, wyglądają nieco mniej przyjemnie... Trzeba dać im szansę! Bo, jak się okazuje, wszystko ma jakieś dobre cechy.




Kiedy czuję złość i  to Kiedy czuję zaskoczenie inaugurują serię "Wielkie emocje". Nowy cykl książek na polskim rynku wydawniczym, który na pewno przypadnie do gustu dzieciom i rodzicom. "Czytać" mogą go już najmłodsi czytelnicy. Książki mają sztywne strony i zaokrąglone rogi, więc małe rączki będą mogły je kartkować do woli. Tekstu nie ma wiele, ale jest tam to, co najważniejsze. Mądre przesłanie. Te książki są bardzo dobrym punktem wyjścia do tego, żeby zacząć z dzieckiem rozmawiać o emocjach. Takie rozmowy to najlepszy sposób na wytłumaczenie dzieciom, co dzieje się w ich sercach i głowach. Kiedy to zrozumieją i nauczą się o tym mówić na pewno będzie im łatwiej żyć. A ich życie będzie łatwiejsze i piękniejsze. A tego przecież dla swoich dzieci chcą wszyscy rodzice!

 

 Książki z serii "Wielkie emocje"

znajdziecie na


 https://mamania.pl/

 

"Mocarne pojazdy ratunkowe" (Wydawnictwo Mamania)

Są takie rzeczy, które budzą zainteresowanie wszystkich dzieci. Wśród nich są na pewno zwierzęta, pociągi, koparki, traktory i pojazdy różnych służb ratunkowych. Każde dziecko zwraca na nie uwagę. Niektóre godzinami potrafią wpatrywać się w pojazdy pracujące na budowie w pobliżu ich domu, inne zatrzymują się przy każdym mijanym psie. Jeszcze inne wypatrują na trasie swojego spaceru radiowozu albo wozu strażackiego. A kiedy już dostrzegą to, czym są zainteresowane, przyglądają się z zachwytem, a potem zaczynają pytać...

Każdy, kto przynajmniej raz znalazł się w ogniu dziecięcych pytań, ten wie, że nie mają one końca. Dziecięcą ciekawość trudno zaspokoić. Warto mieć solidne podstawy i dobre wsparcie. Rodzicom dzieci, które interesują pojazdy ratunkowe, zapewni książki Mocarne pojazdy ratunkowe. Bohaterami książki są Hans i Ida, kierowcy tytułowych mocarnych pojazdów. Wyjątkowych samochodów motocykli. Na tle innych wyróżniają się nie tylko kolorem, ale przede wszystkim tym, że niosą pomoc. Żeby to jednak robić muszą być nieco inaczej zbudowane i wyposażone. Wóz strażacki musi nie tylko gasić pożary, ale również pomagać poszkodowanym w wpadkach samochodowych. Dlatego strażacy wożą ze sobą bardzo dużo specjalistycznego sprzętu. Podobnie jak ratownicy jeżdżący karetką. Oprócz rękawiczek jednorazowych i noszy, muszą mieć w swoim pojeździe butle tlenowe i defibrylator. Równie dobrze wyposażone muszą być helikopter ratunkowy. O odpowiednim ekwipunku nie mogą zapominać także policjanci. Sporo tych sprzętów, wszystko oczywiście po to, żeby przedstawiciele różnych służb mogli jak najszybciej nieść pomoc i jak najlepiej wykonywać swoją pracę.



 

Nigdy wcześniej nie widziałam takiej książki. To naprawdę wyjątkowo interesująca pozycja dla wszystkich małych miłośników motoryzacji. Ale nie tylko. Mocarne pojazdy ratunkowe to książka dla wszystkich dzieci, które są ciekawe świata i chcą poszerzać swoją wiedzę. Liczne ilustracje to dla dzieci szansa na poznanie nowych słów i przedmiotów, o których być może wcześniej nie słyszeli. Ta książka to kopalnia wiedzy. Myślę, że nie tylko dla dzieci. Sama wiele razy byłam zaskoczona. Z tych właśnie powodów Mocarne pojazdy ratunkowe to książka, którą trudno się znudzić. Za każdym razem czymś Was zaskoczy i odkrywa się w niej coś nowego! Mali czytelnicy na pewno ją pokochają!




Mocarne pojazdy ratunkowe

Line Halsnes

tłumaczenie Anna Hopen

Mamania 2024


"Szpinakowa Staruszka" (Wydawnictwo Mamania)

Nie przesadzę, jeśli napiszę, że Tosia wychowywała się na ilustracjach Emilii Dziubak. Od czasu, kiedy przeczytaliśmy Zielonego wędrowca, jest to na pewno jedna z naszych ulubionych ilustratorek. W domowej biblioteczce mamy większość książek, za których oprawę graficzną odpowiada. Czy mamy swoje ulubione? Oczywiście, że tak, oprócz wymienionego już wcześniej Zielonego wędrowca, są wśród nich te, które Emilia Dziubak stworzyła razem z Martinem Widmarkiem.

O każdej z nich pisałam na blogu, więc musi pojawić się tu również najnowsze dzieło tego duetu, czyli Szpinakowa Staruszka. Piękna, zielono-brązowa okładka od razu przykuwa wzrok. Widzimy na niej stare, duże drzewo (jeśli przyjrzymy się bliżej, będziemy wiedzieli, że to dąb). Na jednej z gałęzi siedzi jakieś stworzonko w kapeluszu. Czyżby to była tytułowa bohaterka? Żeby się tego dowiedzieć, trzeba zajrzeć do środka. A tam czeka na nas piękna opowieść z wiosną w tle. Akcja tej książki rozgrywa się wczesną wiosną. Do życia budzą się rośliny, coraz aktywniejsze stają się zwierzęta. Wszyscy są szczęśliwi. Wszyscy, oprócz Szpinakowej Staruszki. Ona chodzi po lesie i krzyczy na rozwijające się rośliny. Chce, żeby wróciły po ziemię. Jak się łatwo domyślić, Szpinakowa Staruszka, nie lubi wiosny. Okazuje się jednak, że tak naprawdę ona nie lubi żadnej pory roku, nie lubi ani wiosny, ani lata, ani jesieni, ani zimy. Nie lubi niczego i nic nie daje jej szczęścia. Dlaczego? Tego jeszcze nie wiemy. Widzimy jednak, jak w i tak już nieszczęśliwe życie Szpinakowej Staruszki, wkrada się jeszcze więcej nieszczęścia. Sprawcą tego wszystkiego jest chłopiec, który w trakcie spaceru po lesie bierze ją za szyszkę i zabiera ze sobą do domu. To początek czegoś nowego i innego. Czegoś, na co do niedawna Staruszka nie była gotowa. Czegoś, co wszystko zmieni...



Lubię piękne książki. Lubię książki, które są mądre. Lubię te, w których mądrą i wartościową historię dopełniają piękne ilustracje. Szpinakowa Staruszka jest jedną z takich książek. To lektura, która zostaje w pamięci na długo. Książka o nietypowej relacji, która całkowicie zmienia życie dwóch stworzeń. Chłopca i staruszki, których dzieliło wiele (a może prawie wszystko), a połączyło coś wyjątkowego. Ta niezwykła relacja okazała się szansą na zmianę dla nich obojga. Czy ją wykorzystali? Zdradzę Wam, że tak, ale co dokładnie się wydarzyło, musicie sprawdzić sami. Przeczytać, obejrzeć i zachwycić się tą książką. Książką dla małych i dużych. Mądrą, ciekawą i wzruszającą. Doskonałą do głośnego czytania. Idealną do oglądania. Takich książek się nie zapomina, do takich książek się wraca, bo nie tylko zachwycają, ale również dodają otuchy. Wlewają w serca czytelników nadzieję. A nadziei bardzo nam wszystkim potrzeba!



 

Szpinakowa Staruszka

Martin Widmark, Emma Karinsdotter

ilustracje Emilia Dziubak

tłumaczenie Marta Dybula Ostholm

Mamania 2024

https://mamania.pl/
 

"Aby się wznieść" (Wydawnictwo Mamania)

Ilu słów potrzeba, żeby napisać piękną historię? W ilu zdaniach trzeba zamknąć opowieść, żeby zachwycić, oczarować i zachęcić do robienia rzeczy wielkich? Wydaje się, że tych słów i zdań powinno być wiele. Jak najwięcej, żeby każdy zrozumiał i odczytał przesłanie, które opowieść ze sobą niesie? A może jak najmniej, tylko tyle, ile potrzeba, bo to, co najważniejsze kryje się między zdaniami? Książka Aby się wznieść przekonuje, że słów nie musi być wiele. Muszą być tylko odpowiednio dobrane. 

Bohaterem książki Cori Doerrfeld jest mały chłopiec Riley. Jego strój sugeruje, że jest miłośnikiem lotnictwa. To, co robi, tylko nas w tym utwierdza. Chłopiec buduje samolot z papieru. Samolot podobny do tych, które każdy z nas robił będąc dzieckiem. Różnie z tymi samolotami bywało. Niektóre latały bez problemu, wysoko i daleko. Inne szybko spadały i latały w sobie tylko znanym kierunku. Nic dziwnego, że chłopiec jest zaniepokojony i ma nadzieję, że zbudował samolot, który się wzniesie. Nie udaje mu się jednak tego sprawdzić. Na drodze staje orzeł, który mówi chłopcu, że taki samolot nie oderwie się od ziemi. Uświadamia mu, że powinien być większy, bo tylko taki będzie mógł latać. Riley poprawia swój samolot i już chce go wypuścić, kiedy pojawia się papuga, która mówi mu, że jego dzieło jest za mało fantazyjne. Riley wprowadza kolejne poprawki. Niestety, znowu nie może sprawdzić, czy samolot poleci. Kolejny ptak udziela mu kolejnych rad. Czy w końcu uda mu się stworzyć samolot idealny? Czy spełni wszystkie wymagania? Czy tak naprawdę musi je spełniać? Odpowiedzi na te pytania znajdują się w książce.



Aby się wznieść to piękna i mądra opowieść o pewności siebie i wierze we własne możliwości. To książka, która dodaje otuchy, która jest jak wiatr wiejący w skrzydła. Ta oszczędna w słowach opowieść, kryje w sobie to, co najważniejsze. Mądre i ważne przesłanie. Ta historia to lekcja życia, lekcja, którą każdy musi odrobić. Dlatego warto przeczytać ją swoim dzieciom. Przeczytać i o niej porozmawiać. Wytłumaczyć, jak ważna jest wiara we własne siły. Wyjaśnić, że nie musimy słuchać wszystkich rad. Czasem, musimy zdecydować sami. Wziąć odpowiedzialność za siebie i swoje decyzje. Nie ulegać wpływom. To przekaz dla małych i dużych. Dla wszystkich czytelników, bez względu na wiek i życiowe doświadczenie, bo wszystkim zdarza się o tym zapominać. Na szczęście jest ta książka. Skromna w formie i treści, ale bogata w przekazie. Książka, którą warto przeczytać i, o której nie powinno się zapominać.



 

Aby się wznieść

Cori Doerrfeld

tłumaczenie Zofia Raczek

Mamania 2024

https://mamania.pl/
 

"Równość i Simone de Beauvoir" (Wydawnictwo Mamania)

Czy z małymi dziećmi można rozmawiać o poważnych sprawach? Można! Czy z dziećmi warto rozmawiać o sprawach trudnych? Warto! Każdy z nas chce mieć przecież ciekawe świata dziecko. Dziecko, które myśli, zastanawia się i zadaje pytania. Właśnie dlatego warto z pociechami rozmawiać nie tylko o tym, co robili w przedszkolu, ale także o znacznie poważniejszych sprawach. Na przykład o równości!

Pretekstem do rozpoczęcia takiej rozmowy może być najnowsza książka wydana w ramach serii "Uniwersytet Małego Dziecka". Po książkach o Sokratesie, Arystotelesie i Kartezjuszu, przyszedł czas na bohaterkę (niemal) współczesną i temat bardzo aktualny. Mówimy o nim sporo, wszyscy uważamy się za gorących orędowników równości, ale kiedy przyjrzymy się dokładniej, okaże się, że aż tak różowo nie jest. Myślę, że ta książka będzie doskonałą okazją do zastanowienia się nad tym, co my o równości myślimy i, czy tak naprawdę wszystkim dajemy do niej prawo. Simone de Beauvoir, francuska filozofka żyjąca w XX wieku, uważała, że wszyscy są równi. Dziś te słowa brzmią banalnie, ale kilkadziesiąt lat temu nie było to takie oczywiste. Twórcy tej niewielkiej książeczki o tym przypominają. Pokazują, że od chłopców i dziewczynek powinno się oczekiwać tego samego. Przypominają, że każdy może odczuwać takie same uczucia, każdy może płakać i nikt nie powinien się tego wstydzić. Wszyscy też mają prawo uśmiechać się i bawić. Bawić się zabawkami, które nam się podobają i w to, co sprawia nam największą radość. Po prostu być sobą. Trudne? Myślę, że po przeczytaniu tej książki, może być trochę łatwiejsze. Jej autorzy nie tylko opowiadają o tym, co myślała, mówiła i pisała francuska filozofka, ale również zadają czytelnikom pytania. Dzieci będą musiały się zastanowić, co im sprawia radość, dlaczego płaczą i czym lubią się bawić. Zastanowią się, jak mogliby pocieszyć kogoś, kto jest smutny i o kogo powinni się troszczyć. Brzmi mądrze, prawda? 



Niewielka książeczka okazała się książeczką niezwykle mądrą. Ciekawa i skłaniająca do refleksji. Zachęci do przemyśleń i rozmów na ten temat nie tylko małych czytelników, ale również ich rodziców. To będzie świetny punkt wyjścia i zachęta do poruszania w rozmowach z dziećmi coraz trudniejszych i ważniejszych tematów. Książkę napisano z myślą o maluchach, więc na pewno będzie zrozumiała dla dzieci zrozumiała i ciekawa. Przedstawione w niej sytuacje, dzieci z łatwością przeniosą na poziom własnego życia i własnych doświadczeń. Dzięki temu to, co w niej napisane, stanie się dla nich bliskie i zrozumiałe. Mi taki nurt w literaturze dziecięcej bardzo się spodobał i myślę, że Wam również przypadnie do gustu.




 

Równość i Simone de Beauvoir

Daune Armitage i Maureen McQuerry

ilustracje Robin Rosenthal

tłumaczenie Zofia Raczek

Mamania 2024


 https://mamania.pl/

"Ala i Antek jedzą" (Wydawnictwo Mamania)

Żeby żyć musimy jeść. Wszyscy, bez wyjątku. Jedni z jedzenia czerpią większą, inni mniejszą przyjemność. Są tacy, którzy najbardziej lubią jeść to, co przygotowali dla nich inni i tacy, którzy jedzą tylko te potrawy, którzy zrobili sami. Kiedy człowiek nie może przyjmować normalnych pokarmów, jest karmiony w inny sposób. Musimy jeść. Dzieci najpierw jedzą mleko mamy albo specjalną mieszankę przeznaczoną dla najmłodszych. Kiedy trochę podrosną zaczynają poznawać inne smaki. Jedne wzbudzają w nich większy, inne - mniejszy entuzjazm. W pierwszym przypadku trzeba się tylko cieszyć, w drugim - szukać sposobów na to, żeby dzieci polubiły jedzenie.

Tu z pomocą przychodzą różne kulinarne inspiracje i pomysły na to, jak atrakcyjnie podać maluchowi różne potrawy, co smacznego (i zdrowego) przygotować. Oprócz serwowania apetycznych posiłków warto również spróbować wytłumaczyć maluchowi, dlaczego trzeba jeść. Najłatwiej zrobić to korzystając z książek. Napisano na ten temat już wiele, ale właśnie ukazała się książka, którą polecać można w ciemno, bo stworzyły ją prawdziwe specjalistki od żywienia maluchów. To twórczynie alaantkowe BLW. Myślę, że nie trzeba ich nikomu przedstawiać, bo dziewczyny już od wielu lat pomagają rodzicom, którzy są na etapie rozszerzania diety swoich dzieci. Do tej pory ich książki adresowane były do dorosłych, adresatami tej są dzieci. Maluchy, podobne do tych, które są bohaterami książki Ala i Antek jedzą. 


Twarde, kartonowe strony, zaokrąglone rogi - bez dłuższego zawahania możecie dać tę książkę swoim dzieciom. Co w niej zobaczą? Chłopca i dziewczynkę. Alę i Antka. Dwoje dzieci w podobnym, do małych czytelników, wieku. Co robią? Jedzą. Co? To, co powinny jeść dzieci w ich wieku. Najmniejsi piją mleko (i to nie tylko w domu). Starsi próbują innych smaków. Jedzą warzywa, próbują ugotowanej przez babcię zupy. Jedzą w domu, na spacerze, w domu babci i w żłobku. Dlaczego? Odpowiedź na to pytanie, dla nas dorosłych, jest oczywista. Bo jeść trzeba, żeby mieć siłę poznawać świat!


Tosia nigdy nie miała większych problemów z jedzeniem. Oczywiście, są rzeczy, które jej nie zasmakowały i, których nie je, ale to coś całkowicie normalnego i nigdy nie budziło naszego niepokoju. Znamy jednak dzieci, które są, delikatnie mówiąc, niejadkami i rodziców, których przyprawiało to o ból głowy. Ta książka na pewno mogłaby im pomóc. Oglądanie z dzieckiem kolejnych stron, czytanie kolejnych zdań, to świetna okazja do rozmowy o jedzeniu i o jego roli w naszym życiu. Ala i Antek dają dobry przykład i na pewno warto ich naśladować. Nie zabrakło również porad dla rodziców. Te można znaleźć na dołączonej do książki kartce. Kartce, którą można powiesić na lodówce i regularnie do niej wracać. Pięć przydatnych rad, które powinno być łatwo wykorzystać i zastosować w każdym domu. A potem nie pozostaje już nic innego, jak tylko cieszyć się wspólnymi posiłkami!



 Ala i Antek jedzą

Joanna Anger i Anna Piszczek

ilustracje Natalia Berlik

Mamania 2024

https://mamania.pl/