Środowe recenzje: Kolejna część znakomitej serii, czyli "Podróżownik. Świętokrzyskie" (MAC Edukacja)

Osoby, które czytają nas regularnie (tak zwani wierni czytelnicy) wiedzą, że ostatnie wakacje minęły nam pod znakiem krótszych i dłuższych wyjazdów w różne regiony Polski. W każdym takim wyjeździe towarzyszyły nam Podróżowniki, czyli seria książek z wydawnictwa MAC Edukacja. Nad morze ruszyliśmy z Podróżownikiem. Wybrzeże Polski (KLIK), Warszawę i Kraków zwiedzaliśmy z Podróżownikiem uniwersalnym w plecaku (KLIK), a w ukochane Karkonosze zabraliśmy ten poświęcony im i Kotlinie Kłodzkiej (KLIK). Czy w jakikolwiek sposób zmieniły one nasze podejście do podróżowania z dzieckiem? Oczywiście! Dlatego bardzo się ucieszyłam, kiedy zobaczyłam, że Anna i Krzysztof Kobusowie przygotowali dla nas nowy tom!

Tym razem wraz z autorami Podróżowników wyruszamy na wyprawę do województwa świętokrzyskiego. Od razu przyznaję się, że nigdy tam nie byłam, dlatego z jeszcze większym zapałem kartkowałam tę książkę przy pierwszym spotkaniu. Autorzy zawsze wybierają najciekawsze, a często niezbyt znane miejsca w danym regionie. Wcześniej jednak czytelnicy (i podróżnicy) dowiadują się mnóstwa ciekawych rzeczy o krainie, którą będą zwiedzać. Są tu ciekawostki historyczne, geograficzne, biologiczne i zoologiczne. Jeszcze przed wyruszeniem w podróż będziemy wiedzieć, gdzie szukać najstarszego drzewa, najwyższej góry albo największego miasta. O zawrót głowy przyprawia mnie za każdym razem ilość miejsc wartych odwiedzenia. Najczęściej chciałabym zobaczyć je wszystkie, ale wyjazd nie jest aż tak długi, żeby móc to zrobić. W Podróżowniku. Świętokrzyskie kuszą między innymi:

- Kielce, czyli stolica województwa świętokrzyskiego, w której warto zobaczyć Muzeum Zabawek i Zabawy, bazylikę katedralną oraz pomnik dzika, 
- Jaskinia Raj, położona w pobliżu Chęcin, uznawana za jedna z najpiękniejszych polskich jaskiń,
- Święty Krzyż, czyli klasztor zbudowany na szczycie Łysej Góry (tej samej, na której odbywały się sławne sabaty czarownic),
- Centrum Nauki Leonarda da Vinci w Podzamczu, prawdziwa gratka dla miłośników nauki i techniki.

Takich miejsc opisano w Podróżowniku znacznie więcej. Jest jeszcze Bałtów ze znajdującym się tam JuraParkiem i Pacanów z Europejskim Centrum Bajki. Podróżownik pokazuje województwo świętokrzyskie jako region niezwykle atrakcyjny dla rodzin z dziećmi. Ciekawy, zarówno dla najmłodszych, które zachwycą dinozaury, czarownice i Koziołek Matołek i starszych, chodzących już do szkoły, bo właśnie tam mogą zobaczyć gołoborze!

Opisy ciekawych miejsc to nie jedyne informacje, jakie znaleźć można w Podróżownikach. Właśnie na tym polega ich wyjątkowość! Są nie tylko przewodnikami opisującymi zabytki, jest tam mnóstwo wolnego miejsca na własne zapiski. Na pierwszych stronach trzeba wpisać cel podróży, dokładne daty jej trwania, osoby, z którymi podróżujemy oraz miejsce noclegu.

Poza tym jest tu wszystko, co znamy z wcześniejszych części serii, czyli krzyżówki, zagadki, zadania do rozwiązania przed, po i w trakcie podróży. Do teraz wspominam, jak Podróżownik uniwersalny uratował mnie (i Tosię), kiedy w Warszawie poszliśmy odwiedzić znajomych, u których nie było żadnych zabawek/książek/rzeczy atrakcyjnych dla kilkulatki i rozwiązałyśmy wtedy wszystkie zadania z Podróżownika. 

Ja czuję się zachęcona do wyprawy w region świętokrzyski. Anna i Krzysztof Kobusowie pokazali jego różnorodność i unikatowość na tle innych województw. Pewnie się tam wybierzemy i jestem przekonana, że nie będziemy się nudzić! Myśląc więc o wyprawie w okolice Kielc, zachęcam Was do sięgnięcia po Podróżownik. Świętokrzyskie i oczywiście czekam na książki o kolejnych regionach!








Podróżownik. Świętokrzyskie
Anna i Krzysztof Kobusowie
ilustracje Patrycja Bliuj-Stodulska
MAC Edukacja, 2016
Wiek 6+



Środowe recenzje: Z książkami w Krakowie

Zdążyliście już pewnie zauważyć, że lubimy podróżować z książkami. Każdy tegoroczny wyjazd wiązał się z zakupem kilku nowych książek albo kolorowanek, związanych z miejscem, które odwiedzamy. Tak samo było w przypadku Krakowa. Mój wybór padł na sześć książek, które sprawdziły się doskonale i, które chcę Wam teraz polecić.


Po pierwsze Kraków dla młodych podróżników. Tę serię przedstawiałam już opisując książki o Warszawie, polubiłam ją do tego stopnia, że przed wyjazdem do Karkowa bez wahania kupiłam wersję o tym mieście. W niej, podobnie jak w Warszawie dla młodych podróżników, autorka snuje opowieść o historii miasta, jego mieszkańcach, bohaterach legend i zabytkach. Znajdujemy tu legendę o Smoku Wawelskim, historię pierwszych dziewcząt studiujących na krakowskim uniwersytecie, opowieść o Kazimierzu oraz rozdziały poświęcone krakowskim artystom. Na pierwszej wklejce mapa centrum miasta, na drugiej słowniczek. Ta książka przyda się nie tylko tym, którzy wybierają się do Karkowa. Spodoba się również dzieciom, które interesują się historią. Jeśli planujecie jakąś podróż, sprawdźcie koniecznie, czy miastu, do którego się wybieracie nie została przypadkiem poświęcona książka z tej serii.



Po drugie, Krakowski Rynek Michała Rusinka. Mamy tę książkę od dawna, ale teraz Tosia mogła na własne oczy zobaczyć opisywane przez autora miejsca. Nie wiem ile razy czytaliśmy jej wiersze Rusinka podczas minionego weekendu, ale wśród nas nie znajdziecie osoby, która w tych dniach przynajmniej raz nie czytała jej tej książki. Tak, jak napisałam wcześniej, mamy tę książkę od dawna i raz na jakiś czas ściągaliśmy ją z półki, ale bardziej była to nasza, a nie Tosi inicjatywa. Tym razem było inaczej, po pierwszym spacerze po Rynku Głównym, poprosiła o przeczytanie tej książki. I przepadła absolutnie. Teraz pięknie mówi z pamięci większość wierszyków, a samą książkę bardzo chętnie ogląda i wspomina miejsca, które odwiedziła.




Po trzecie, dwie kolorowanki. Kraków z serii Kolorowy portret miasta oraz Koloruję Kraków. Tę pierwszą opisywałam już tutaj i do dziś chwalę całą serię, ta druga, to książeczka formatu A4, która oprócz kolorowanek zawiera również naklejki. Dzięki tym naklejkom dzieci mają wzór sugerujący kolory, ale mogą również puścić wodze wyobraźni i kolorować jak chcą.




Po czwarte, Kraków. Album z naklejkami. Raj dla dzieci. Musiałam powstrzymywać Tosię, żeby nie nakleiła wszystkich jeszcze w domu. Umówiłyśmy się, że będzie naklejać te, które udało nam się zobaczyć, a uzbierało się tych miejsc całkiem sporo. Każde z miejsc zostało krótko opisane, na każdej stronie znalazła się również jedna ze związanych z Krakowem legend. Niewielka książeczka, w bardzo niskiej cenie, a w niej tyle informacji!





Po piąte, oczywiście Podróżownik, po tegorocznych wakacyjnych wojażach, nie ma możliwości, żebyśmy wyjechali bez niego. Ba! Tosia sama przypomina o zabraniu go. To ona nosi go w swoim plecaku. A w nim lądują kupione na miejscu pocztówki, mapy, które dostała w informacji turystycznej, bilety do zwiedzanych miejsc. Oprócz tego na każdy wyjazd wkładam do Podróżownika kilka czystych białych kartek. To doskonały sposób na zajęcie uwagi Tosi w restauracjach, które nie mają przygotowanych kolorowanek dla najmłodszych klientów. Wtedy w ruch idą nasze własne kredki albo długopisy i wspomniane kartki.

Lubię te nasze podróże inspirowane i wspomagane książkami. Nam ułatwia to opowiadanie Tosi historii o odwiedzanych miejscach, jej ułatwia ich zapamiętywanie. Chętnie zagląda do nich nie tylko przed i w trakcie wyjazdu, korzysta z nich także po powrocie do domu. Bo po każdą z tych książek warto sięgnąć nie tylko przy okazji wyjazdu do Krakowa!

Kraków dla młodych podróżników
Marta Spingardi
ilustracje Marianna Oklejak
ExpressMap, 2016

Krakowski Rynek dla chłopców i dziewczynek
Michał Rusinek
ilustracje Iwona Cała
Wydawnictwo Literatura, 2015

Koloruję Kraków. Malowanka z najklejkami
 Wydawnictwo Aksjomat, 2016

Kraków. Kolorowy portret miasta
Joanna Myjak 
Wydawnictwo Olesiejuk, 2016

Kraków. Album z naklejkami
Wydawnictwo Aksjomat, 2016 

Podróżownik uniwersalny
Anna i Krzysztof Kobusowie
ilustracje Ewa Najnigier-Galińska/Podpunkt
Wydawnictwo MAC, 2016

Jedziemy w Karkonosze! ZNOWU!

Nie planowaliśmy tego wyjazdu. W tym roku mieliśmy nie zobaczyć gór, a jednak jedziemy. Jedziemy, bo wygraliśmy weekendowy wyjazd (choć w naszym przypadku to weekend dość nietypowy, bo będzie trwał od niedzieli do wtorku). Jedziemy i znowu będziemy zwiedzać, poznawać, oglądać. Towarzyszyć będą nam oczywiście książki i kolorowanki. Jakie?

Po pierwsze Bajkowy przewodnik po Karpaczu. Ten jedzie z nami już po raz trzeci (a kupiliśmy go jeszcze zanim Tosia pojawiła się na świecie). Jego autorką jest Maria Nienartowicz, mieszkanka Karpacza, polonistka, a przede wszystkim autorka opowieści dla dzieci. Ich bohaterami są Karkonoskie Skrzaty, które wędrują po górach. To piękne historie o Karpaczu, Karkonoszach, ich przyrodzie, tradycjach i zabytkach. Taki jest również Bajkowy przewodnik po Karpaczu, każdemu miejscu poświęcono jedną opowieść, na sąsiednich stronach mali turyści znajdą informacje praktyczne, uzupełnione zdjęciami, rycinami itp. W książce są również krzyżówki, zagadki, rebusy, które umilą podróżowanie oraz utrwalą i poszerzą wiedzę o zwiedzanych miejscach. To jednak nie wszystko, bo jest jeszcze rzecz dla dzieci najatrakcyjniejsza! Skrzacikowe pieczątki! W naszym przewodniku opisano 23 miejsca (od informacji turystycznej, przez urząd miasta, aż po restauracje), w których można je zdobyć, ale w nowszych wydaniach pojawiły się nowe miejsca, które czekają na małych turystów. Tosia uwielbia je zbierać. Jestem pewna, że każde dziecko to lubi;) Jeśli, więc wybieracie się do Karpacza, kupcie ten niesamowity, dedykowany dzieciom przewodnik. Z nim nie będziecie się nudzić!





Po drugie, Podróżownik, o tym karkonoskim pisałam tutaj. I co tu ukrywać, pisałam z dużym żalem, bo wiedziałam, że w tym roku go nie wykorzystamy. A tu, niespodzianka! Jednak jedziemy. Tosia już zdążyła zaznaczyć rzeczy, które musi ze sobą wziąć (ma w końcu doświadczenie po Podróżowniku uniwersalnym oraz Wybrzeże Polski). Ja Podróżowniki pokochałam od pierwszego czytania, ale nie myślałam, że Tosi korzystanie z nich sprawi aż taką frajdę. Mamy już dwa niesamowite pamiętniki z naszych wakacyjnych wypraw. Trudno je jednak nazwać dziełami skończonymi, autorzy opisali w nich tyle miejsc, że nie sposób odwiedzić wszystkie w czasie jednych wakacji. I dobrze, można się nimi dłużej delektować!


Po trzecie, Kreatywnik dolnośląski, doskonały przewodnik, najlepsza ściąga, która zmieści się do każdej kieszeni. Stworzyła go Monika Bronowicka, mama Uli i autorka Dolny Śląsk dla Uli. Podczas majowej wyprawy do Wrocławia, z radością przyjęłam informację o tym, że powstała wersja dolnośląska. Pobrać możecie ją tutaj. Warto do niego zajrzeć! Kiedy oglądałam go po raz pierwszy, od razu zaczęłam szukać miejsc, których dotąd nie odwiedziliśmy. Znalazłam dwa, które specjalnie zwróciły moją uwagę. Jedno, mijaliśmy rok temu w drodze w góry, o drugim nigdy nie słyszałam, ale jedziemy tam w niedzielę. Jakie to miejsce? Na razie nie zdradzę:) W niedzielę wszystko wyjaśni się na naszym Instagramie.
(źródło: http://dolnyslaskdlauli.blogspot.com/2016/07/kreatywnik-dolnoslaski-czyli-przewodnik.html)

Po czwarte kolorowanki, te umilą podróż i wypełnią czas wolny. Czy będziemy taki mieć? Nie wiem, ale wolę być przygotowana). Karkonoskie kolorowanki Tosia kupiła rok temu jako pamiątki z wakacji i od tego czasu jedynie przeglądała. Teraz przyjdzie czas na kolorowanie i naklejanie. A naklejać będzie Tosia w książeczce Moofie zwiedza Dolny Śląsk, w której sympatyczny muflon zabiera czytelników między innymi do Wałbrzycha, Srebrnej Góry, Kowar, a także na szczyt Ślęży i Śnieżki. Oprócz naklejek jest tu mnóstwo zagadek, są również krzyżówki i rebusy. Świetna zabawa gwarantowana.







Zaledwie trzy dni (a ja przecież marzę o tym, żeby na Dolnym Śląsku kiedyś zamieszkać), mam nadzieję, że pogoda dopisze i uda się zobaczyć jak najwięcej nowych miejsc.Tosia przebiera niecierpliwie nogami, cieszy mnie jej chęć poznawania nowych miejsc i niespokojna dusza:) Już jest z niej wspaniały podróżnik, a co to będzie, kiedy urośnie:)

Tosia podróżuje. Wspomnienia z Warszawy

"Nie wiem, co mi się najbardziej podobało. Wszystko było takie fajne. Nie wiem, co wybrać" - te słowa usłyszałam od mojej córki, kiedy zapytałam jej, które z odwiedzonych przez nas w Warszawie miejsc podobało jej się najbardziej. A z czego mogła wybierać?

Jak to zwykle ze mną bywa (tak, tak, jestem niecierpliwą duszą, więc to ja wymyślam program naszych wycieczek) plan był ambitny i udało się go zrealizować. Chcieliśmy dotrzeć na Powązki, do Centrum Nauki Kopernik i Łazienek Królewskich, a także pospacerować po Starówce.
Pierwszego dnia po zostawieniu bagaży w wynajętym na czas pobytu mieszkaniu, wsiedliśmy w tramwaj i ruszyliśmy na Cmentarz Powązkowski. Przechadzając się po alejkach Antonina wyznała, że ona cmentarze bardzo lubi, a kwiaty i znicze na nagrobkach podobają jej się bardzo. Różne ludzie mają zainteresowania:) Spacer był długi i dość męczący (bo dzień był wyjątkowo gorący), ale założony plan został zrealizowany niemal w całości. Wieczorem sił starczyło nam już tylko na krótki spacer po centrum i pyszne lody na Chmielnej.

Wtorkowy poranek wypełniło radosne oczekiwanie na podróż metrem i wizytę w Centrum Nauki Kopernik. Po ubiegłorocznej wizycie w Warszawie, Tosia często wspominała metro, więc nie mogła się doczekać kolejnej przejażdżki. Nie mogła się również doczekać eksperymentowania w Koperniku. Miałam nadzieję, że jej oczekiwania zostaną spełnione i, że będzie tym miejscem zachwycona. Jak było? FANTASTYCZNIE! Chwilami Tosia nie wiedziała, co najpierw robić, gdzie eksperymentować i czego dotykać. Ponad godzinę spędziłyśmy w Galerii Bzzz, czyli specjalnej strefie dla małych odkrywców (czyli dzieci to 5 roku życia). To miejsce zdecydowanie najbardziej spodobało się Tosi. Wszystkie eksponaty były na odpowiedniej wysokości, wszystkiego można było dotknąć, a niektóre rzeczy trzeba było nawet powąchać. Galeria Bzzz angażuje wszystkie zmysły i jeszcze silniej zachęca dzieci do eksperymentowania. Tu Tosi najbardziej spodobała się zabawa w teatrzyk cieni (oprócz wyciętych z tektury przedmiotów, których można było użyć, była tam również tablica pokazująca w jaki sposób zrobić z własnych rąk zwierzęta). W Galerii Bzzz organizowane są także warsztaty, nam (a właściwie Tosi) udało się wziąć udział w tropieniu zwierząt. Na początek grupa dzieci słuchała i rozmawiała z prowadzącą o śladach, o tym skąd się biorą i, kiedy najłatwiej je zauważyć. Potem odciskali je w ciastolinie. Na koniec zaś ruszyli na poszukiwanie śladów i pieczątek, które należało przystawić w odpowiednim miejscu na kartkach, które dzieci otrzymały. W nagrodę za zebranie wszystkich pieczątek ze śladami zwierząt, Tosia dostała Odznakę Tropiciela. Pobyt w Galerii Bzzz trwa 70 minut, wstęp jest bezpłatny, ale trzeba wybrać odpowiadającą nam godzinę wejścia (bo dzieci wchodzą tam w grupach, o określonych godzinach).

Mi trudno znaleźć słowa, żeby opisać to miejsce. Zapewniam jednak, że wszystko, co już na jego temat napisano jest prawdą! I z całego serca zachęcam wszystkich, którzy tam jeszcze nie byli do jak najszybszego wybrania się do Centrum Nauki Kopernik. Nie będziecie żałować, a my już planujemy kolejny wyjazd, żeby jeszcze raz móc eksperymentować.

Po wyjściu z Centrum Nauki Kopernik (Tosia stanowczo protestowała, obiecałam jej jednak, że zimą wybierzemy się tam ponownie) swoje kroki skierowaliśmy do Łazienek Królewskich. Tosia była nastawiona na szukanie pawi. Zamiast nich, jej oczom ukazały się wiewiórki i myszka. A zanim zobaczyła pawia, dostrzegła drewnianego łabędzie wieńczącego jedną z pływających po stawie gondoli. Zobaczyła i od razu zapragnęła znaleźć się na jej pokładzie. A ponieważ wakacje są czasem spełniania znacznie większej ilości dziecięcych marzeń, po kilku minutach wypłynęłyśmy w niedługi rejs;) Radość jaką jej to sprawiło opisać trudno. Nawet nadciągający nad Warszawę deszcz jej nie przeszkadzał. Zresztą deszcz zachował się dość kulturalnie, bo zaczął padać, kiedy już stałyśmy na lądzie. Z plecaka wyjęłyśmy kurtki i ruszyłyśmy w stronę pomnika Fryderyka Chopina i Belwederu. A deszcz padał i padał. I był doskonałym orzeźwieniem w tym upalnym dniu. A, kiedy deszcz osłabł, wsiedliśmy do autobusu i pojechaliśmy na Plac Zamkowy. Tam mogliśmy obserwować piękną tęczę, która pojawiła się na niebie. Zwiedzanie Starówki mieliśmy zaplanowane na następny dzień, bo Tosia chciała pojeździć metrem;) Jeździliśmy, więc z pętli do pętli, a dziecko było zadowolone i szczęśliwe.

Ostatni dzień poświęciliśmy na spokojne włóczenie się po Starym Mieście. Był czas na lody, kupowanie pamiątek, wysłanie kartki do taty. Była rozmowa o Pomniku Małego Powstańca i siedzenie na ławce z księdzem Janem Twardowskim. Potem obiad, ostatnie lody i trzeba było wracać do domu. Trzy dni minęły błyskawicznie, ale wracałyśmy usatysfakcjonowane i zadowolone ile miejsc udało nam się odwiedzić.

Podsumowując, był to najlepszy wyjazd do stolicy w moim życiu. Intensywny, ciekawy, pełen emocji i uśmiechu. Był czas na zwiedzanie i spokojne spacery. Była radość dziecka. Teraz są niesamowite wspomnienia, do których chętnie wracamy. Jest zapisany "Podróżownik", są magnesy, które Tosia kupuje w każdym odwiedzanym przez nas miejscu, kartki pocztowe i zdjęcia. Są wspomnienia i emocje, które cały czas buzują w małej główce:)












Środowe recenzje: Do Warszawy z książką, czyli przewodniki po stolicy dla dzieci

Kiedy zaplanowaliśmy wakacyjny wyjazd do Warszawy od razu rozpoczęłam poszukiwania przewodników dedykowanych najmłodszym podróżnikom. Czy coś znalazłam? Oczywiście, że tak! Zdecydowałam się na dwa przewodniki i kilka książek uzupełniających naszą wyprawę:)

Pierwszy przewodnik to Warszawa dla młodych podróżników. Jeden z tomów serii wydawanej przez ExpressMap (znajdziecie w niej jeszcze między przewodniki po Krakowie, Lodynie i Barcelonie). Nie znajdziecie w niej zdjęć miejsc, które warto odwiedzić. Nie brakuje w niej za to opowieści o mieście. Pierwszą z nich jest legenda o syrence. Kolejna przenosi nas do czasów Jana III Sobieskiego i mówi o Pani Antosi, która w czasach kiedy nie było eleganckich hoteli miała wątpliwe szczęście mieszkać w okolicy Zamku Królewskiego. W związku z tym musiała często gościć tych, którzy przybywali na przykład na obrady sejmu.  
Wystarczyło zapukać do dowolnego domu w okolicy Zamku Królewskiego i gospodarz musiał ich ugościć, w dodatku za darmo! 
Mimo że dzisiaj pewnie niejeden chciałby przyjmować we własnym domu znanych prezenterów telewizyjnych czy piosenkarzy, 
w praktyce ten obyczaj ciążył gospodyniom. 
Panna Antosia postanowiła się od niego uwolnić, a wykorzystać chciała do tego męża, który pracował na królewskim dworze. Czy jej się udało? Oczywiście, że tak, choć król zagroził mieszkańcom Warszawy, że jeśli będą niegościnni, to przeniesie stolicę z powrotem do Krakowa! 
Kolejne opowiadania przenoszą nas do Wilanowa i Łazienek, czytamy również o uchwaleniu Konstytucji 3 Maja, pierwszym koncercie Fryderyka Chopina, rozwoju talentu małej Marysi Skłodowskiej, która kiedy dorosła dokonała niezwykłych odkryć i jako pierwsza kobieta została uhonorowana Nagrodą Nobla. Dwa ostatnie rozdziały dotyczą odbudowy stolicy i powstawania Pałacu Kultury i Nauki. 
Równie istotne jak opowiadania są wklejki. Na pierwszej znajduje się mapa, na której zaznaczono wszystkie opisywane miejsca. Na drugiej słowniczek, w którym jeszcze raz opisano wydarzenia, osoby i miejsca, którym poświęcone były kolejne rozdziały. 
Zachwyciła mnie ta niewielkich rozmiarów książeczka. To doskonała lektura na podróż do stolicy, autorka stworzyła piękne, klimatyczne opowieści o mieście. Będą one świetnym wstępem do zwiedzania, do rozbudzenia ciekawości, po niej być może dzieci same zdecydują dokąd chciałyby pójść.






Autorką drugiej książki jest Eliza Piotrowska. Znamy ją jako autorkę wielu przewodników po Poznaniu (o jednej z nich pisałam tutaj), jej książka towarzyszyła nam we Wrocławiu (klik), a teraz przyszedł czas na Warszawę. Tak jak we wszystkich innych książkach Elizy Piotrowskiej nie brakuje w niej wiadomości historycznych, ciekawostek związanych ze zwiedzanymi miejscami, całość uzupełniają liczne rebusy, krzyżówki i zagadki. Wszystko zgodnie z podtytułem książki łączy ze sobą zwiedzanie i zabawę. A że jak wiadomo, nauka przed zabawę to świetny pomysł, książka gwarantuje, że wiele miejsc z tej wycieczki zapadnie małym czytelnikom w pamięć. 
Autorka zabiera nas do ponad dwudziestu ważnych i interesujących miejsc, które warto zobaczyć w Warszawie. Na początku jednak krótki i zrozumiały rys historyczny, trochę ciekawostek o mieście i legenda o powstaniu nazwy miasta oraz o syrence. Potem ruszamy na Stare Miasto, gdzie oglądamy Barbakan, Zamek Królewski, Kolumnę Zygmunta III Wazy i Pomnik Małego Powstańca. Stamtąd można ruszyć na Krakowskie Przedmieście, gdzie znajduje się Pałac Prezydencki, dalej do Grobu Nieznanego Żołnierza. Można odwiedzić Zachętę. Eliza Piotrowska nie zapomniała oczywiście o Łazienkach Królewskich i Wilanowie. Opowiada również o Pałacu Kultury i Nauki, Centrum Nauki KOPERNIK, Muzeum Powstania Warszawskiego i Muzeum Kolejnictwa. A to tylko niektóre miejsca, o których czytamy w przewodniku. Wszystkie z nich uzupełniają liczne zdjęcia, zabawne ilustracje. Forma jest bardzo atrakcyjna dla młodszego i starszego czytelnika. Sama lubię go oglądać i czytać;) Na wklejce znajduje się mapa centrum Warszawy, więc nie ma obaw, że ktoś się zgubi.

 




Te dwie książki równie dobrze przydadzą się turystom, jak i mieszkańcom. To dobry pretekst do poznawania nowego miasta, ale również do okrywania miejsc, które mija się w codziennym pośpiechu i zupełnie nie zwraca na nie uwagi. Dobrze, że są takie książki,  dzięki którym dzieci czują się równoprawnymi turystami i zdobywcami miasta. 

Co pakujemy do walizki oprócz nich? Kolorowankę Warszawa. Kolorowy portret miasta, o której pisałam tutaj, paszport podróżnika z książki Kierunek Polska (o niej mogliście czytać tutaj) i Wesołe wycieczki po Polsce (recenzja tutaj) i oczywiście Podróżownik, w którym będziemy zapisywać nazwy odwiedzonych miejsc, wklejać bilety i pamiątki.
Dokąd pójdziemy? Co zobaczymy? O tym już po powrocie!

Warszaw dla młodych podróżników
Marta Spingardi
ilustracje Marianna Oklejak
ExpressMap, 2016
Warszawa zwiedzanie i zabawa
Eliza Piotrowska
Wydawnictwo ARKADY, 2013